Śledztwo i proces
Poszukiwania ks. Popiełuszki podjęto jeszcze tej samej nocy. Przypuszczając, że sprawcy porzucili księdza gdzieś w lesie, wysłano na to miejsce ekipę milicyjną wraz z psem tropiącym. Jednym z wysłanych tam milicjantów był sierż. sztab. Roman Nowak, który ze swoich poszukiwań sporządził notatkę urzędową. Zawarł w niej ważną informację, ale z niewiadomych przyczyn nie została ona wykorzystana w śledztwie. Jak sam potwierdził po latach, napisał o podjęciu tropu przez psa, jednak zwierzę, zgubiło go 200-300 metrów dalej od samochodu, którym podróżowali ks. Popiełuszko oraz Waldemar Chrostowski[12]. Wskazuje to na fakt, iż to właśnie tam ksiądz wsiadł do innego pojazdu. Pojawia się więc tutaj pewna sprzeczność, gdyż z zeznań Waldemara Chrostowskiego jak i sprawców zabójstwa wynika, że pomiędzy samochodami porywaczy i ks. Popiełuszki było ok. 4-5 m. Pies tropiący natomiast zgubił trop kilkaset metrów dalej, niż odnaleziono pusty samochód, którym podróżowali ks. Popiełuszko i Chrostowski. Trzeba tu zwrócić uwagę na fakt, że wątek ten nie został wykorzystany w śledztwie, a w szyfrogramie sporządzonym w Toruniu, który wysłano do Biura Śledczego MSW wprost napisano, iż „pies tropiący nie podjął śladu”[13]. Pytanie dlaczego fakt ten pominięto, a wręcz sfałszowano, musi jednak ze względu na brak wystarczających źródeł pozostać bez odpowiedzi.
W poszukiwania zaangażowano całe MSW, ponieważ sprawą tą od początku zainteresowały się szerokie masy społeczeństwa polskiego. W telewizji emitowano rysopis ks. Popiełuszki i proszono o zgłaszanie się ewentualnych świadków. Podejrzanych udało się ująć dzięki zeznaniom funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Bydgoszczy Ryszarda Mieszczyńskiego i Jerzego Peclera[14]. Z ich zeznań wynika, że 19 października w godzinach wieczornych widzieli samochód marki Fiat 125p koloru jasnego, o numerze rejestracyjnym WAB 6031, który następnie został zmieniony na numer KZC 0423. Widzieli także w samochodzie trzech mężczyzn, jednak w trakcie okazania zdjęć nie potrafili na nich rozpoznać Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego. Nie został wyjaśniony fakt, dlaczego funkcjonariusze ci nie zdecydowali się pojechać za nimi, mimo iż osobnicy ci wydali się im podejrzani. Pękala zeznał później: „Ja w tym czasie powiedziałem Piotrowskiemu, że numer naszego samochodu został spisany przez funkcjonariuszy obserwujących parking. Właściwie to wyglądało to w ten sposób, że jakiś mężczyzna dość głośno dyktował nasz numer samochodu do urządzenia, które miał przy sobie. Piotrowski odpowiedział, abym się tym nie przejmował”[15]. Pytanie, dlaczego funkcjonariusze nie podjęli próby zatrzymania podejrzanych osób, którzy nagle zmieniają swoje tablice rejestracyjne, również nie zostało wyjaśnione w trakcie procesu. Pozwala to na wysuwane przez niektórych spekulacje, iż funkcjonariusze ci czuwali, aby wszystko poszło zgodnie z góry powziętym planem.
Szybko skojarzono, że samochód o numerach rejestracyjnych wskazanych przez funkcjonariuszy z Bydgoszczy jest w posiadaniu Departamentu IV MSW. Akurat w dniu 19 października dysponował nim Grzegorz Piotrowski. Napisał on oświadczenie, w którym wyjaśniał, że aby odreagować stresującą pracę wybrał się w tym dniu służbowym samochodem na grzyby w okolice Bydgoszczy i na przejażdżkę po samym mieście. Po drodze zabrał ze sobą dwóch mężczyzn, którzy prosili go o możliwość podwiezienia w okolice kościoła na Wyżynach. Do kościoła zaś wszedł chcąc sprawdzić, czy rzeczywiście ks. Popiełuszko prowadzi tam nabożeństwo[16]. W ten sposób chciał wyjaśnić obecność samochodu w okolicach kościoła św. Polskich Braci Męczenników. Zajął się także sprawą swojego alibi po rzekomym powrocie z grzybobrania. Poprosił sąsiadkę Hannę Bandurską, aby zeznała, iż w dniu 19 października ok. godz. 22 była w mieszkaniu Piotrowskich i widziała, jak Grzegorz Piotrowski bierze kąpiel. Kobieta spełniła prośbę sąsiada, lecz po krótkim czasie zgłosiła się, aby zmienić zeznania i wyznać prawdę[17].
Podobne działania podejmowali również Pękala i Chmielewski podając, że nie mogli być w pracy w dniu 19 października z powodu kłopotów ze zdrowiem. Jednak świadkowie i opisy samochodu oraz rysopisy osób widzianych pod kościołem św. Polskich Braci Męczenników Bydgoszczy były zbyt mocnym dowodem, by można było go ukryć. Ponadto niewyjaśniona sprawa samochodu, którym w dniu porwania dysponował Piotrowski, a który został dzięki dźwiękowi silnika i charakterystycznej kontrolce rozpoznany przez Chrostowskiego oraz innych świadków, przemawiała na niekorzyść podejrzanych. W związku z tym 23 października aresztowano Grzegorza Piotrowskiego, natomiast dzień później Waldemara Chmielewskiego oraz Leszka Pękalę.
Po aresztowaniu Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego początkowo postawiono im zarzut z art. 165 §2 kk (w wersji ówcześnie obowiązującej), czyli uprowadzenie ofiary. Organy ścigania zakładały, że ks. Popiełuszko wciąż żyje. Dopiero 6 listopada, czyli tydzień po odnalezieniu zwłok księdza, zmieniono kwalifikację czynu, przesłuchując podejrzanych już nie o uprowadzenie, a o zabójstwo.
Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.