Zygmunt Chmieleński

Zygmunt Chmieleński i jego działalność wojskowa w powstaniu styczniowym

Był surowym dowódcą, którego żołnierze jednocześnie bali się i szanowali. Zygmunt Chmieleński wyróżniał się w powstaniu styczniowym nie tylko wojskowym drylem, ale też bezkompromisowością wobec własnych ludzi i przeciwników. Jego historia ukazuje codzienność powstańczych oddziałów – pełną błędów, napięć i trudnych decyzji.

Zygmunt Chmieleński w literaturze

Niestety, jeśli chodzi o biografię, pułkownik Zygmunt Chmieleński doczekał się jak dotąd tylko jednego opracowania monograficznego. Autorem tegoż jest Stanisław Teofil Rybicki. Sama książka została wydana w roku 1916. Jest to, mimo upływu lat, opracowanie bardzo wartościowe[1]. Rybicki bowiem miał okazję rozmawiać, z niektórymi osobami, na wspomnienia których się powołuje.

Bliższy naszym czasom jest monograf Chmieleńskiego autorstwa Witolda Dąbkowskiego, który ukazał się w pierwszym tomie zbiorowej pracy pod redakcją Czesława Tadeusza Zwolskiego[2]. Inną jeszcze wartą wspomnienia publikacją jest praca Walerego Przyborowskiego pod mylącym tytułem Wspomnienia ułana z 1863 roku. Nie są to bowiem wspomnienia, lecz opracowanie, i to napisane z dozą krytycyzmu wobec powstania styczniowego[3]. Walery Przyborowski poświęca znaczną część swojej pracy postaci Zygmunta Chmieleńskiego.

Zygmunt Chmieleński przed powstaniem

Zygmunt Chmieleński urodził się w miejscowości Barcząca pod Mińskiem Mazowieckim. Miał dwóch braci, z których jeden – Ignacy – zasłynął działalnością polityczną w czasie powstania. Po śmierci ojca Zygmunt wraz z rodzeństwem był wychowywany przez księdza z Barczącej – kuzyna ich ojca.

Zanim dołączył do szeregów powstańczych, był kapitanem sztabowym artylerii w wojsku rosyjskim. Od 1861 r. służył w rosyjskiej 4 brygadzie artylerii w stopniu porucznika. Wielu Polaków służących w zaborczej armii dołączyło do powstańczych oddziałów, ot chociażby najbardziej znany – Romuald Traugutt, ostatni dyktator powstania.

Pod rozkazami Bończy

W powstaniu styczniowym wziął udział najpierw w walkach pod rozkazami Konrada Tomaszewskiego pseudonim “Bończa”[4]. Na rozkaz Rządu Narodowego w kwietniu 1863 roku pojawił się na placu boju wraz z czterdziestoma podkomendnymi.

Stanisław Teofil Rybicki powołuje się na rozmowę z Leonardem Gaszyńskim, którą to zacytował w swojej pracy opisując oddział Chmieleńskiego dodawszy mu jeszcze splendoru: (…) nowoprzybyły tu oddziałek pod wodzą Ch. umundurowany był w czamarki szaraczkowe, kaski ułańskie (…), żołnierze byli zaopatrzeni w sztucery gwintowane z bagnetami – zupełnie nowe, w szable – a także po większej części w rewolwery lub pistolety; był więc to rodzaj dragonii narodowej[5].

Był także wykładowcą w szkole wojskowej w Cuneo. Zanim znalazł się w szeregach powstańczych, odsiedział wyrok w twierdzy Ołomuniec – choć brak informacji, za co został skazany.

Przyborowski podkreślał, że oddział Tomaszewskiego miał być partią elitarną. Świadczyć o tym miało to, że jazda “Bończy” była kompletnie wyekwipowana a by się do niej dostać należało przyprowadzić z sobą konia lub przynieść całe doń oporządzenie. Zadaniem Tomaszewskiego było rekonstruowanie partyzantki w krakowskiem. Stał on na czele dwóch plutonów. Jeden składał się z chłopów drugi z obywateli wiejskich. Tym pierwszym dowodził Chmieleński. Oddział ten miał wspierać przechodzenie partyzantów z Krakowa na obszar działań zbrojnych w Królestwie Polskim[6].

Od Gór do Przedborza

18 czerwca 1863 doszło do potyczki pod Górami w krakowskiem, gdzie Rosjanom za pomocą fortelu udało się wreszcie dopaść oddział „Bończy” i unicestwić go wraz z dowódcą. Gdy niedobitki z oddziału “Bończy” znalazły się ponownie pod rozkazami Chmieleńskiego, ten pokazał powstańcom jaką ważną rzeczą jest honor.

Otóż: (…) Charakterystycznem było przyjęcie tej resztki przez Chmielińskiego (…) Ustawiwszy ów oddział konnicy, otoczyć go kazał swoją piechotą, a potem wypowiedział mówkę do tych, którzy wodza swego na polu bitwy haniebnie odbiegli, zwymyślał ich tak polskimi, jak moskiewskimi wyrazami, a następnie zakonkludował, iż nie są oni godni siedzieć na koniach i że powinni naprawić swą sławę kosami[7].

Jazda, znana w powstaniu styczniowym z uchylania się od walki, poniosła surowe i zapewne słuszne konsekwencje. Pamiętać jednak trzeba, że partyzanci konni mieli za zadanie zajmować się głównie patrolowaniem oraz wspomaganiem piechoty a nie stanowić głównej siły na polu bitwy.

Część jazdy dowodzona przez Dzianotta[8] wraz z operującym niedaleko Oksińskim[9] oraz piechotą Chabriolle’a[10] została pobita pod Przedborzem. Chmieliński wiedząc o kłopotach Oksińskiego nie udzielił mu wsparcia. Co ciekawe Przyborowski nie gani go za to, co miał zwyczaju przy najmniejszych nawet przewinieniach u innych powstańczych wodzów.

Pisze tak: Chmieliński, wciąż konsystujący koło Lelowa, niby obiecywał, a jednak nie ruszał się i w końcu doczekał się tego, że między nim a Oksińskim znalazł się Czengiery. Zwinął się więc i cichaczem gdzieś zagrzebał w lasach[11].

Kilka stron wcześniej autor gani Oksińskiego za takie unikanie starć i ciągłe marsze. Przyborowski uzasadnia swoje podejście tym, że wojna partyzancka polega na unikaniu rozbicia – samo przetrwanie uznaje on za zwycięstwo.

Jedyne słowa krytyki jakich używa Przyborowski wobec braku pomocy Oksińskiemu, które mogłyby dotyczyć Chmielińskiego nie są oskarżeniem ad personam: zabiła go [Oksińskiego] więc najprzód niechęć innych dowódców[12]. Tymczasem o Chmielińskim pisze, że jest to nowa błyskawiczna osobistość[13].

Mały rycerz

Po klęsce Oksińskiego dawny podkomendny Bończy kontynuuje działalność powstańczą w krakowskiem. Przyborowski w drugiej części charakteryzuje nam tą postać jako człowieka. Jego wygląd przedstawia nam następująco:

Niski, szczupły, drobny i zwiędły, jasny blondyn o oczkach małych, żywych, głęboko osadzonych, niebieskich i słabym zaroście, był człowiekiem niezmiernej, żelaznej energii, odwagi szalonej i, obok talentu, znał doskonale sztukę wojenną. Był to jeden z najdzielniejszych ludzi, jakich wyrzuciło na historyczną widownię powstanie. Mówił przeciągle, zarywając nieco z ruska, był surowy aż do srogości dla swoich podwładnych […] był bitny i skupiony zawsze […] był niezmiernie kochanym od podwładnych, choć drżeli przed nim […]

W tej srogiej i groźnej przecież duszy świeciły brylantowym blaskiem iskry poetycznego nastroju […] Małomówny i surowy, umiał rzucić szeregom owych błyskawicznych słów kilka […] Kiedy szedł, poprawiając, jak miał zwyczaj, szablę u boku i rzucał oczami po milczących jak grób szeregach, to zdało się, że ciemny duch grozy strasznej przed nim pędzi. Obok rzetelnej odwagi, lubiał on czasem brawurować. Dowódzca oddziału był prócz tego człowiekiem wykształconym i czystym. […] Dowódca należał prócz tego do rzędu tych ludzi, co nie znoszą współzawodnictwa obok siebie[14].

Dla porównania Bolesław Anc opisuje Chmieleńskiego następująco: Wygląd Ch. nie był wcale nakazujący: szczupły, prawie że chuderlawy, z włosami czarno – kasztanowatymi, wyglądał na lat 25 czy 26 i nie miał wcale rycerskiej miny. (…) całe jego wzięcie i maniery naprowadzały na myśl, że on od dzieciństwa w korpusie kadeckim wychowanie odebrać musiał”[15]

Szerzej o surowości Chmielińskiego wspomina cytowany wcześniej Modrzewski. Pułkownik nie wahał się rozstrzeliwać dezerterów i karać za najmniejsze przewinienia. Opisuje Modrzewski historię pewnego ułana, któremu zdarzyło się zasnąć na warcie. W ramach kary został tak pobity, że odesłano go do polowego szpitala. Widać jednak we wspomnieniach Modrzewskiego zrozumienie dla takiego działania wodza uważając, że ten chciał prawie w każdego przelać tak swoją znajomość rzeczy, jak i poszanowanie dla regulaminu wojskowego[16].

Wróćmy do wydarzeń, który nastąpiły po Przedborzu. Chmieliński przyjął pod swe rozkazy  jazdę Dzianotta. Wkrótce znalazł również oddział Chabriolle’a. Oddział w sile 300 piechoty i 100 jazdy musztrował w lasach Janowa i Koniecpola. W jednej z mów  powiedział do swoich żołnierzy: Będę miał 300 Spartanów, a ja będę Leonidas na ich czele[17].

Przedstawia Przyborowski jeszcze następującą historię, oto co się miało wydarzyć przed wkroczeniem jego odbudowanej partii: Chmieliński miał rozkazać tym wszystkim co byli przeznaczeni do wkroczenia w granicę Królestwa, zgromadzić się konno […] i zbrojno na ulicy, przed domem, w którym mieszkał – po czym wyszedł i zakomenderowawszy: na koń, dwójkami od prawego, kłusem marsz! Wyruszył biegiem i szczęśliwie wymknął się z Krakowa, i przeszedł granicę. Przyborowski zaznacza jednak, że może to być jedynie pogłoska[18].

Dodajmy, że oprócz Anglii i Francji również Austria wystosowywała noty dyplomatyczne popierające a co najmniej nieszkodzące powstaniu styczniowego. Działania Chmielińskiego w przypadku tego wydarzenia możemy więc uznać za po części niezagrożone austriacką reakcją, po części jednak grożące dekonspiracją innych wypraw z Galicji do Królestwa.

Rudniki

Po tych wszystkich butnych jak i potwierdzających pewność siebie działaniach przyszło Chmielińskiemu stanąć do większego boju. Obozowano pod Rudnikami między Włoszczową a Koniecpolem. Oddział nie spodziewał się bitwy. Chmieleński planował raczej dalsze szkolenie partyzantów i przejście pod Łachów. Tymczasem z Piotrkowa i Częstochowy wyruszyły oddziały przeciwnika. Spodziewano się jednak uderzenia ze strony Czengierego, tego samego, który rozbił oddział Oksińskiego. Dochodzi wkrótce do bitwy. Spójrzmy na opis Przyborowskiego:

Tymczasem w dniu, w którym miał zamiar ten wykonać [tzn. pójść do przygotowanego dla partyzantów obozu pod Łachowem], pojawili się w Rudnikach kozacy jako przednia straż postępującego forsownym marszem nieprzyjaciela. Chmieliński, dowiedziawszy się o tym, dzieli jazdę swoją na dwa równe oddziały; pierwszemu każe zaatakować kozaków od frontu, drugi zaś miał obejść lasem wieś i uderzyć na nich z tyłu. Pierwszy oddział, pod dowództwem rotmistrza Rzepeckiego, przybywa trochę za wcześnie, rozwija się w ciasnej ulicy wioski i zuchwale, przy okrzyku „hura!” uderza w czterdzieści niespełna koni na całą sotnię kozactwa. Wsparty przecież opłotkami i domami wioski, objęty w żelazne kleszcze chmary nieprzyjaciela, po bohaterskiej walce ulega i garstka tylko, torując sobie szablami drogę, zdołała szybką ucieczką się ocalić. Drugi tymczasem oddział po długim kołowaniu, dowiedziawszy się, co zaszło z pierwszym, cofnął się dość wcześnie jeszcze. Tymczasem Chmieliński, wściekły na dowódcę drugiego oddziału jazdy, wyprowadza z obozu piechotę, przechodzi przez gorejące Rudniki, ogniem karabinowym rozpędza zastępujące mu drogę kozactwo i rozwija się spokojnie na polu za wsią, frontem do nadchodzącej piechoty nieprzyjacielskiej. Zawrzała więc bitwa na całej linii. Moskale usadowili na lekkim wzgórzu swoje baterie dział i kartaczami poczęli prażyć rozwiniętego w tyraliery Chmielińskiego. Wówczas ten ostatni, nie mając jazdy, bo drugi ów oddział nie pojawił się wcale, a pierwszy rozprysł się na wszystkie strony, pchnął wyborową kompanię piechoty pod wodzą Chabriolle’a do ataku wprost na działa, sam formując resztę oddziału w kolumnę, mającą popierać ten rdzenny i rozstrzygający bitwę atak. Chabriolle z bagnetem w ręku rzucił się naprzód biegiem, a za nim ściśniętym szeregiem milcząca jak grób kolumna. Kartacze, padając wśród nich, wyrywały całe szeregi – kolumna szlusowała i biegła dalej. Wtedy nagle Chabriolle zachwiał się i runął na ziemię przeszyty dwoma kulami. Kolumna się wstrzymała, zawahała, a rażona wciąż kartaczami, porwawszy ciało wodza, pierzchła panicznym strachem zdjęta. Chmieliński więc począł się cofać w porządku, zostawiając na pobojowisku połowę swego oddziału w rannych i zabitych[19].

Pod względem skali starcia była to pierwsza większa bitwa dowodzona przez Chmieleńskiego. Co możemy zobaczyć w tej relacji jeśli idzie o postać dowódcy? Przede wszystkim konsekwentnie wybijają się jego cechy osobowości przedstawione przez Przyborowskiego wcześniej. Co najważniejsze dowódca zachowuje zimną krew do samego końca. To samo trzeba oddać partyzantom. Zapewne jest to zasługa trzymania ich w ryzach o czym już wyżej pisano. Warto zaznaczyć, że po tej bitwie Moskale nie byli w stanie ruszyć w pościg za oddziałem.

“Ruski” dryl

Po Rudnikach odszedł Chmieliński pod Chlewską Wolę. Tu znów reorganizował i uzupełniał swoje szeregi. O jego obozie wspomina w swoich pamiętnikach Władysław Modrzewski, który był pod wrażeniem obozowiska powstańczego:

Rozejrzawszy się po obozie uderzony byłem wielkim porządkiem i ścisłą karnością w żołnierzu. Nigdzie nie spostrzegłeś, jak w innych oddziałach, samowoli i niesforności, wszędzie tu czuć było rygor wojskowy i dyscyplinę militarną – nikomu nie wolno było na krok oddalić się bez rozkazu z obozu, rozdzielanie żywności prowadził z całą skrupulatnością wyznaczony do tego oficer, a żołnierz nie próżnował, ale ciągle czemś był zajęty. Kompletne przytem umundurowanie, składające się u kawalerii z granatowej kurtki, zapinanej na mosiężne guzy, takichże szarawarów i francuskiego kepi na głowie, u piechoty zaś z białych płuciennych mundurów, zapinanych na metalowe guziki, takichże szarawarów wpuszczonych w buty i okrągłych czapek, prezentowało żołnierza dobrze i przedstawiało widok regularnego wojska, budzącego zaufanie u swoich i poszanowanie u wrogów[20]

Kazał powiesić burmistrza Pilicy, który trudnił się niecnym procederem: organizował pod przykrywką sprawy narodowej zbrojne bandy napadające na Polaków i pobierające rekwizycje. Moskale wydaje się, że byli wtajemniczeni w ten proceder. Wcześniej wspomniany Oksiński, mimo swojego hulaszczego trybu życia oraz romansów z niejaką Władysławą, również tępił takich pseudo powstańców. Chmieliński postanowił dokonać kaźni zbójców. Burmistrz zawisł na gałęzi. Czyn ten zaalarmował Moskwę. Dodać tu trzeba, że Chmieliński był człowiekiem twardym. Nie pomogły błagania kobiet, które przyszły prosić o uwolnienie uwięzionego burmistrza i jego syna [21].

Zygmunt Chmieleński pod Obiechowem

14 sierpnia Chmieleński został ponownie zaskoczony – tym razem w Obiechowie. Trudno stwierdzić, czy zawiódł wywiad, czy też mieszkańcy kolejnych miejscowości nie sprzyjali oddziałowi powstańczemu.  O tym Przyborowski nie pisze. Bitwę Przyborowski opisuje w sposób następujący:

Zaalarmowany nagle oddział porwał się do broni, a Chmieliński, zdziwiony tym niespodziewanym atakiem, wywiódł powstańców na drogę ku Seceminowi i rozwinął się na obszernych łąkach, opierając lewe swoje skrzydło o las, a prawie o wieś, równolegle do drogi rozrzucając przed sobą gęsty tyralierski łańcuch. Nie znał on dobrze tej miejscowości, więc postanowił nie przyjmować bitwy i cofnąć się na Secemin takim rozwiniętym frontem pod zasłoną tyralierskiego łańcucha, gotowy w każdej chwili do odporu.

Tymczasem furgony z chorymi, żywnością i amunicją, wysłane przodem, zostały zaatakowane i zabrane przez kozaków. Chmieleński, dowiedziawszy się o tym, przypada sam do swojej jazdy dwójkami wolno wysuwającej się ze wsi i rozkazuje jej odbić furgony. Jazda okrzykiem: „hura!” przyjęła ten rozkaz i wyciągniętym kłusem ruszyła naprzód. Zaledwie atoli ujechała kilkadziesiąt kroków, gdy zatrzymał ją nowy rozkaz szarżowania jednym plutonem, bo drugi miał iść w obronie furgonów na zabierających tyły cofającej się piechocie dragonów moskiewskich. Ci, obszedłszy bowiem lewe skrzydło powstańców, wysunęli się na łąki już poza ich frontem i, zsiadłszy z koni, tyralierskim ogniem poczęli prażyć cofającą się w porządku piechotę Chmielrńskiego. Spędzenie ich było koniecznym, niezbędnym, naglącym warunkiem, tym więcej że i piechota moskiewska, łukiem zachodząc lewe ramię naprzód, podawała dłoń dragonom. Jazda powstańcza, otrzymawszy rozkaz szarżowania na dragonów, wstrzymała się jednym plutonem, zmieniła nagle pod strasznym ogniem karabinowym front i z głośnym okrzykiem „hura!” puściła się do szarży. Lecz kiedy dowodzący nią rotmistrz zakomenderował: „pędem” nagle wpadła w wytężonym galopie na owe bagna […] dzielące ją od nieprzyjaciela. Z koni zapadłych w błoto po brzuch jeźdźcy zaczęli zeskakiwać, usiłując wydobyć przerażone zwierzęta na twardy grunt – linia pękła, a Moskwa, widząc to, salwami ognia karabinowego zniszczyła tę świetną jazdę – połowa plutonu została na wieki w bagnach snem śmierci ujęta… […] Chmieliński, widząc to, zagrożony na tyłach, zwinął swoją piechotę w kolumny na prawym skrzydle – podczas kiedy lewe w bezwładnej masie ustępowało[22].

Cofano się zaraz do wsi Białej pod Lelowem. Dowódca został w tym przypadku poinformowany wcześniej, że w Lelowie znajdują się Rosjanie. Zadecydował się wysłać jakiś zwiad do Lelowa. Niestety zwiadowców pojmano bez wystrzału. Chmieliński prawdopodobnie nie wykazał się odpowiednim instynktem – być może wcześniejsze wyczerpujące starcia osłabiły jego czujność.  Czekał bowiem do rana na powrót zwiadu. Gdy zbierano się do wymarszu i warty były już zdjęte do obozu weszli kozacy. W szeregach zapanował chaos i oddział uległ rozproszeniu.

Zygmunt Chmieleński znów w obozie

Do Chmielińskiego ciągnęli jednak nowi ochotnicy. Powrócił do Chlewskiej Woli, gdzie ponownie gromadził ochotników. Po bitwie pod Białą dysponował jedynie garstką jazdy. Jednocześnie w Krakowskiem formuje się oddział Władysława Sokołowskiego „Iskry”, kolejnego dowódcy, o którym Przyborowski nie będzie wypowiadał się w superlatywach.

Chmieliński zaś w lesie pod Chlewską Wolą organizuje oddział jednolicie umundurowany, dobrze uzbrojony oraz wyćwiczony. Brak jednak informacji w co uzbrojony. Wkrótce Chmieleński ponownie uwikłał się w potyczkę – tym razem pod Przedborzem. Udało mu się jednak przejść Pilicę i umknąć w Puszczę Świętokrzyską.

Przyborowski pozostawia nam zaledwie kilka wzmianek o życiu obozowym. Autor ma konserwatywne przekonania, co szczególnie uwydatnia się w jego ocenie kobiet – uczestników partyzantki. Krytykuje partyzantów za zadawanie się z kobietami, nawet tych z oddziału Chmielińskiego: Chmieliński zawsze wlókł ich rój za sobą, niby nowy Alba… Do obozowisk jego, mianowicie w niedzielę, zbiegało się mnóstwo dziewczyn i kobiet wiejskich, gdzie przy odgłosie muzyki tańczono, śpiewano i pito – a kobiety nieraz dopiero nazajutrz do domu wracały po nocy rozpustnie w obozie spędzonej. Bez adiutantów w spódnicy nigdy się nie obeszło[23].

W nowym obozie Chmieliński zebrał ostatecznie, wyćwiczył i wyekwipował 500 partyzantów. 21 IX dowiedziano się o organizowanej przez Czengierego wyprawie, która miała nadejść z Kielc. Czangiery prowadził 1000 żołnierzy ze wsparciem artylerii. Od pewnego czasu Chmieliński starał się unikać potyczek. Tak było i tym razem. Z okolic Chlewskiej Woli cofnięto się w lasy w okolicy wsi Cierno. W dniach 22-24 IX w miejscowościach Cierno, Warzyn i Czarnca oddział stoczył trzy bitwy. Udało się ostatecznie, mimo wielkiego osłabienia (z 250 jazdy zostało zaledwie 40 ułanów) wyjść z matni i zgubić pościg zmęczonych już Rosjan[24]. Pod Warzynem Chmieleński wykazał się osobistą odwagą dowodząc szarżą.

O dobre imię powstania

Wkrótce obok Chmieleńskiego w Sandomierskiem pojawił się jego całkowity przeciwieństwo – antyetos powstańca – Władysław Sokołowski, ps. „Iskra”. Przyjrzyjmy się tej postaci:

Był to mężczyzna wysokiego wzrostu, pięknej nader twarzy, ozdobionej małym wąsikiem, młody, jasny blondyn z dużymi w pukle zwiniętymi włosami. Przystrojony zawsze pstrokato, w czapce zdobnej w liczne różnobarwne pióra, o pozach teatralnych, raczej wyglądał na aktora niż wodza partyzanckiego oddziału […] Otoczony licznym, młodym sztabem, w towarzystwie i przy pomocy jego wyprawiał hulanki i pijatyki, nie dbając o żołnierza, nie ćwicząc go ani musztrując. Administracja oddziału była jak najgorsza – karności prawie żadnej, choć „Iskra” czasami srogości się nawet dopuszczał (zwykły przymiot ludzi słabych), czujności żadnej[25].

Z dalszej relacji wynika, że „Iskra”, wskutek swojego pijaństwa, dopuścił się spalenia okolicznego dworu z zabudowaniami oraz zbiorowego gwałtu na córce dziedzica, która wpadłszy mu w oko nie dał się zwabić w miłosną sieć. Ostatecznie Chmieliński otrzymał rozkaz od Rządu Narodowego by wykonać sąd wojenny nad „Iskrą”. Tak też się stało. Podkomendni oskarżonego nie bronili, udało się go zabrać z obozu i dostawić do Chmielińskiego. Nie okazano mu łaski – „Iskra” został rozstrzelany. Tu jednak Przyborowski pisze, że zachował on godną postawę[26].

Jaka była postawa Chmielińskiego? Mamy tu bardzo ciekawy fragment, bardziej obiektywny, a nawet krytyczny wobec tej postaci, otóż: Chmieliński, który w ową porę wzrósł w siłę ciągle napływającym ochotnikiem, niemogący w gruncie duszy znieść współzawodnictwa „Iskry”, z radością przyjął rozkaz Rządu Narodowego i postanowił go energicznie i szybko wykonać[27]. I dalej: padł ofiarą może i niechęci Chmielińskiego, jego ambicji, na drodze, na której nie chciał mieć współzawodnika[28].

Pod Małchowym Młynem

Do następnego spotkania z Moskwą doszło pod Małchowem Małym. Tym razem przeciw Chmielińskiemu z rozkazu Czengierego wyruszył płk Szulman w sile ok. 1500 partyzantów. Po raz kolejny zawiódł rekonesans. Przyborowski twierdzi, że jazda dowodzona przez rtm Rzepeckiego stchórzyła i nie wykonała rozkazu. Partyzantów, których pozbierał Chmieliński można szacować za Przyborowskim na 1200 partyzantów[29]. Dopiero tym razem Chmieliński zdecydował się przyjąć bitwę tam, gdzie aktualnie się znajdował – pod Małchowem Małym. 

Nocą przyszła mu [Chmielińskiemu] szczęśliwa myśl zaalarmowania nieprzyjacielskiego obozu. Garść jazdy przeznaczonej na ten cel, podjechawszy pod sam obóz moskiewski, szalony na śpiących popłoch rzuciła. […]

Nazajutrz o świcie dnia 30 września nieprzyjaciel całą masą zaatakował Chmielińskiego. Ten, zdziwiony nieco takim rychłym napadem, ruszył się i wyprowadziwszy swoje siły ze wsi, uszykował je do boju na obszernej płaszczyźnie formującej regularny czworokąt, którego trzy boki stanowiły lasy, a czwarty, frontowy, wieś Małchów. Środek sił Chmielińskiego tworzył jego oddział, przy którym sam się znajdował w towarzystwie pułkownika Kurowskiego i świetnego sztabu – lewe skrzydło stanowiły świeżo przybyłe kompanie piechoty Zaremby i Ottona, opierając się o wysunięte domy wioski i las – prawe zaś tworzył oddział „Iskry”, zajmując kończynami swymi znaczną część lasu – rezerwę stanowiła reszta tegoż oddziału i cała jazda, wynosząca przeszło dwieście koni pod dowództwem rotmistrza Rzepeckiego. […] wieś Małchów w stosunku do płaszczyzny, na której rozwinął się Chmieliński, leżała na wzgórzu. […] nieprzyjaciel, zająwszy wieś, usadowił swoją artylerię na owym wzgórzu i rozpoczął straszny ogień kartaczowy. […] z powodu nieudolności swych artylerzystów, ogień ten, przechodząc za linie piechoty powstańczej, nie szkodził jej nic, ale za to padał w sam środek jazdy stanowiącej rezerwę i rozłożonej na niewielkim wzgórzu. Jazda, prażona kartaczami, wiła się pod tym ogniem jak szalona, lecz nie opuszczała szeregów i pozycji swojej. Nieprzyjaciel, chcąc ją rozpędzić, począł ciskać na nią gradem rac kongrewskich. Wówczas szeregi poczęły pękać i kawaleria groziła rozprószą. Rotmistrz Rzepecki […] cofnął się w tył nieco i zasłonięty […] nie odbierając żadnych rozkazów od Chmielińskiego […] wysłał paru ludzi po rozkazy […] nie widząc ich wracających […] wyruszył precz z pola bitwy właśnie w chwili, kiedy był najpotrzebniejszy. Bitwa bowiem na tę porę wspaniale się rozwinęła. Nieprzyjaciel, rażąc środek ogniem kartaczowym, główny i rdzenny swój atak skierował na lewe skrzydło powstańców. Zapaliwszy najbliższe tegoż skrzydła domy, maskując się chmurą kozactwa i linią tyralierską, ruszył naprzód. Lecz Zaremba, sformowany w kwadrat, rozbił kozactwo i odparł zwycięsko atak piechoty moskiewskiej. Atak ten wkrótce ponowił się z większymi siłami – i tym razem żelazne kompanie Zaremby i Ottona byłyby go odparły, gdyby ten pierwszy nie był poległ od kuli nieprzyjacielskiej.

Wówczas Chmieliński cofnął się całą linią nieco w tył, lękając się oskrzydlenia i tym sposobem sprowadził Moskwę ze wsi na płaszczyznę – a sprowadziwszy, porwał swoje szeregi krwią już zbryzgane i kolumnami cisnął do ataku. Cała linia powstańcza zadrżała i z głośnym okrzykiem, z pochylonym bagnetem, rzuciła się naprzód… Moskwa pierzchła do wsi i tu spoza płotów i domów rażąc rwące się naprzód kolumny powstańcze, osypywane gradem kartaczy i granatów, odparła… a odparłszy, rzuciła się za ustępującym Chmielińskim. Ten wstrzymał się, rozwinął znowu kolumnami i znowu cisnął je naprzód…

Nieprzyjaciel, jak poprzednio, tak i teraz, nie dotrzymał pola i cofnął się do wsi, której powstańcy i tym razem zdobyć nie mogli… Odparci, odymieni prochem i kurzem, oblani potem i krwią, zdziesiątkowani, cofali się powolnie […]

Moskwa […] rzuciła się znowu na płaszczyznę. Chmieliński […] jeszcze raz zatrzymał swe linie i ustępując powoli, rozsypał linię tyralierską – tymczasem posłał po jazdę z rozkazem, by całą masą, sformowaną w szóstki, wcisnęła się między wieś i nieprzyjaciela, i tego ostatniego zaatakowała z tyłu, podczas kiedy on, Chmieliński […] pocznie atak z frontu. I znowu sformowana w kolumny piechota jego, biegiem, pochyliwszy bagnet, rzuciła się naprzód – a Chmieliński […] wyczekiwał, czy rychło ukaże się jazda… lecz jazdy już nie było na polu bitwy […] w chwili ostatecznego tego ataku ujrzał na swych tyłach chmury kozactwa, a swą piechotę znowu odpartą, w niesfornej masie ustępującą przed nieprzyjacielem… […]

Bitwa ta była przegrana zupełnie[30]. I znów zawiodła komunikacja a także słabe nerwy Rzepeckiego, który nie wytrzymał już podczas rekonesansu. Można zadać pytanie, czy nie należało wyznaczyć lepszego – choćby bardziej odważnego – dowódcy. To jedna z bardziej tragicznych kart w historii polskiej jazdy. Na szczęście Chmieliński ze spokojem wyprowadził z matni swoich niedobitków a Moskale nie ruszyli w pościg. Udało się zbiec ponownie już w lasy świętokrzyskie. Sąd wojenny ułaskawił zaś Rzepeckiego. Po tej bitwie Chmieleński otrzymał od Rządu Narodowego nominację na pułkownika. Chmieliński przed frontem partyzantów powiedział: Waszym to trudom i poświęceniu winien jestem stopień[31].

Zygmunt Chmieleński w Górach Świętokrzyskich

Następnie Chmieleński przeorganizował oddziały, zabrał ze sobą jedynie jazdę i udał się w Góry Świętokrzyskie. Wkrótce stoczył potyczkę pod Strojnowem. Tam poniósł klęskę, a jazda pierzchła.. Następnie znalazł się w Krakowskiem. Na pewien czas Chmieleński zmienił taktykę walki. Oddziały działały indywidualnie, a pułkownik jedynie koordynował te działania. Jazdę ostatecznie objął Jan Markowski – właściwa osoba na właściwym stanowisku. Sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna – ludność nie sprzyjała powstańczej działalności. 

Wobec takiej sytuacji liczył się jakiś większy czyn. Z Kielc wyruszyli Rosjanie pod wodzą mjr Bentkowskiego, by zebrać należne sobie podatki. Nadarzała się więc okazja by poderwać naród do działania. Przyborowski:

Chmieliński, dowiedziawszy się, że Moskwa stanęła noclegiem w wiosce Oksa […], postanowił na nią cichaczem uderzyć. Zgromadził więc cały swój oddział – nim to jednak zostało uskutecznione, nim wydano odpowiednie rozporządzenia, noc upłynęła i Moskale wprawdzie o świcie i znienacka, ale już dobrze po wejściu słońca zostali zaatakowani z trzech stron – z czwartej bowiem spóźniła się o całe blisko dwie godziny kompania kapitana Groba. Stała ona najdalej od Oksy i źle prowadzona, pobłądziła w nocy i po całonocnym marszu leciwie zdołała przybyć na plac boju, kiedy już walka od dawna trwała z zaciętością. Jazda moskiewska w samym początku ataku, zręcznie podprowadzona pod strzały ukrytej w krzakach piechoty powstańczej, pierzchła na wszystkie strony – została tylko sama piechota moskiewska. Ta, świetnie wykonanym atakiem wyparta bagnetem ze wsi, zamknęła się  ogrodzie dworskim, murem otoczonym, rozpaczliwie się broniąc. […] Znużeni przeciągającym się bojem, narażeni na grad kul sypiących się spoza muru ogrodowego, powstańcy chwiać się poczęli… Chmieliński z utęsknieniem oczekiwał Groba… a Groba nie było. […] gdy i ładunków poczęło mu braknąć, rzucił swych żołnierzy do ataku. […] Moskwa, przyjąwszy je salwami karabinowego ognia, odparła w nieładzie… Chmieliński więc postanowił się cofnąć. W tejże chwili przybył na plac boju tęskliwie oczekiwany Grob i pomógł tylko do zasłony odwrotu[32].

Klęska ta miała miejsce 21 października. Starano się zgubić pościg. Stanąwszy w okolicach Kwilina, Chmieliński posłał po podwody. Niestety mjr Bentkowski dogonił partyzantów. I znowu zawiodła warta. Moskale skutecznie ją ominęli. Dopiero piechurzy, stojący o KILKA KROKÓW (!!!) dostrzegli przeciwnika. Kwilin okazał się ponowną katastrofą Chmielińskiego:

Połowa z oddziału powstańczego już spała – jazda przywiązała konie do płotu, poza którym rozłożono wielkie ogniska, przy których kolację gotowano. Moskale na strzał pieszej pikiety odpowiedzieli natychmiast salwą karabinowego ognia, mierząc ku owym ogniskom. Jazda, narażona wskutek tego głównie na grad kul nieprzyjacielskich, porwała się jak szalona i w panicznym strachu pierzchła na wszystkie strony, rozbijając piechotę i podwody. Piechota, znużona bojem i całodziennym marszem, napadnięta znienacka i tratowana przez własną jazdę, nie wytrzymała także tego ataku niespodziewanego, tak dalece, że z całego oddziału zostało przy Chmielińskim tylko kilku ludzi, kilku oficerów i nic więcej, z którą to garścią stanął on we wsi Dzierzgowie[33].

Zygmunt Chmieleński – pobity, lecz nie rozbity

Chmieliński po tej klęsce znów porozdzielał swój oddział. Jazda wróciła do tchórzliwego Rzepeckiego. Wygubił ją pod Strojnowem w Górach Świętokrzyskich. W wyniku tej potyczki połowa jazdy przepadła. Markowski najprawdopodobniej zrezygnował z dowództwa w związku ze sprzeczką z Chmielińskim, któremu zarzucał nieudolność w dowodzeniu pod Kwilinem.

Jednak wydaje się, że Chmielińskiego energia nie opuściła mimo kolejnego już rozbicia jego partii. Zdecydował się nawet na odlewanie dział. Odlano kilka sześciofuntówek. Sytuacja społeczna pogorszyła się jeszcze bardziej. Moskwa nakazała tworzenie list proskrypcyjnych jeśli idzie o powstańców oraz donoszenie przez okoliczne władze o obecnościach partii powstańczych. Rząd Narodowy zaś zagroził śmiercią wszystkim donosicielom.

Tak więc lokalne społeczeństwo znalazło się w dwóch ogniach.  Wkrótce pojawiła się wiadomość, że w okolicach Iwanisk znajduje się partia Czachowskiego. Mimo szybkiego marszu Chmieliński nie zdążył połączyć się ze Strasznym Starcem. Pod Iwaniska dotarł po bitwie. Na początku listopada pułkownik połączył się z gen. Bossakiem, do nich dołączył także Michał Kalita „Rębajło”, zwycięzca spod Iłży. To połączenie się nie umknęło uwadze Czengieremu. Wyruszył na powstańców.

Bitwa pod Jeziorkiem

Do starcia doszło 27 października w okolicach miejscowości Jeziorko. Przyborowski:

Bitwa była dość żwawa – odznaczyła się w niej świetnie wykonaną szarżą jazda Chmielińskiego. Dragoni bowiem moskiewscy w sile całego szwadronu, grozili tyłom piechoty „Rębajły” – wówczas Bosak przypadł do całej masy kawalerii powstańczej, stojącej na uboczu, a złożonej z półtora blisko szwadronu i kazał jej uderzyć na nieprzyjaciela. Ułani Chmielińskiego okrzykiem „hura” przyjęli ten rozkaz i sformowawszy się plutonami w połączeniu z „gidami” Bosaka i jazdą „Rębajły”, w sile ośmiu plutonów, idących za sobą w niewielkich odstępach ruszyli do ataku. Nieprzyjaciel […] rozwinął się całym szwadronem w jedną długą linię. […]

Plutony Chmielińskiego idące najprzód […] ruszyły wyciągniętym galopem, uderzyły, rozbiły lancami środek nieprzyjaciela i zakotłowały się w sobie… ale reszta idących za nimi plutonów, nie doszedłszy do linii moskiewskiej, pierzchła haniebnie. Dwa skrzydłowe łuki moskiewskiej jazdy tymczasem podały sobie ręce, zachodząc lewym i prawym ramieniem, otoczyły nieszczęśliwe plutony ułanów, sparły je, zacieśniły tak, że te lanc użyć nie mogły i do połowy prawie wyrąbały. Z nieszczęśliwej tej szarży ledwie część dzielnej tej jazdy wróciła[34].

Na stanowisku szefa sztabu

Chmieliński ponownie udał się w Świętokrzyskie, gdzie objął funkcję szefa sztabu Bosaka. Został przy tym szefem sztabu Bosaka. Oddział Chmielińskiego podporządkowano dowództwu „Krzywdy”. Wkrótce zaświeciło widmo Opatowa. 15 XI Chmieliński napadł na to miasto, przegonił resztę nieprzyjaciela (wyminął przy tym wrogów z Kielc i Opatowa) i zabrał kasę miejską. Tydzień później doszło do bitwy pod Ociesękami.

Oddajmy głos Przyborowskiemu odnośnie wydarzeń z 27 listopada: Bitwa była zacięta – Chmieliński, uderzywszy wszystkimi siłami na lewe moskiewskie skrzydło pod wodzą […] mjr Bentkowskiego, rozbił je i już groził oskrzydleniem całego nieprzyjacielskiego oddziału i Szulmann, przerażony, myślał o odwrocie, gdy nad wieczorem, pokazujące się na tyłach Chmielińskiego nowe kolumny moskiewskie, idące z Radomia pod wodzą podpułkownika Alenicza, zmusiły Chmielińskiego do zwinięcia się w silne kolumny i wycofania, co też bardzo zręcznie i szczęśliwie dokonał[35].

Po raz ostatni udało mu się uniknąć wpadnięcia w pułapkę. Rosjanie odpuścili pościgu. Koniec Chmielińskiego był już jednak bliski. 17 XII nadszedł czas ostatecznej rozprawy. Czengiery zabrał z sobą „wielką masę” wojska i wyparł Chmielińskiego w sandomierskie.

Bodzechów

Pod Bodzechów Chmieliński zabrał ze sobą 300 jazdy, a resztę oddziałów – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – rozpuścił. Koniec wyglądał następująco:

Chmieliński wyprowadził jazdę swoją za wieś na pola, lekko spuszczające się ku ważkiej, ale o głębokich brzegach Kamionce, na której tylko jeden i to wąski most się znajdował. Mróz chwycił i na owych polach panowała gołoledź. Chmieliński, cofając się przed nacierającym nieprzyjacielem, zostawił w ariergardzie jazdę Bosaka […].

Ci, parci przez dragonów i kozactwo, poczęli się mieszać, łamać szeregi i w końcu pierzchać. Wówczas Chmieliński porwał swoje własne dwa plutony ułanów, idące w przedniej straży, zawrócił je, sformował i kłusem powiódł ku nieprzyjacielowi. Kiedy owe dwa plutony biegły, spotkały się w drodze z niesforną masą pierzchających w popłochu „gidów”. Popłoch jest zaraźliwy – plutony zmieszały się, zakotłowały, a prażone kartaczami konnej artylerii, zawróciły się i pierzchły z drugimi. W ucieczce tej ohydnej rzucano broń, lance, konie padały, poślizgując się, a gdy się to wszystko zwaliło i sparło na ów mostek jedyny, mnóstwo zostało wepchniętych do rzeki. Chmieliński, wstrzymując uciekających, ujrzał się wkrótce osamotnionym z tej strony rzeki. W tejże chwili dostał postrzał w nogę – dragoni dopadli, gdy koń mu się poślizgnął i padł. Cięty dwa razy szablą w głowę powiedział, że jest Chmielińskim i dostał się do niewoli. Radość z tego powodu Moskwy była wielka. Chorego i w gorączce zawieziono do Kielc a stąd do Radomia, gdzie został rozstrzelany dnia 23 grudnia[36].

Zygmunt Chmieleński na tle innych dowódców

Analizując pokrótce najważniejsze fragmenty szlaku bojowego pułkownika Chmielińskiego jesteśmy w stanie stworzyć portret powstańczego wodza, jego archetyp. Był nieustępliwy zarówno wobec obcych, jak i wobec swoich – pierwszych walczących do upadłego, drugich starających się ukształtować na regulaminowych żołnierzy, których powstanie potrzebowało.

Jest to człowiek z wyglądu niepozorny, który ma również swoje wady czy to miłość własna czy też zamiłowanie do kobiet. Jego działania miały istotny wpływ na szeregowców i podległą mu kadrę. Walczy jednak do samego końca. Honor jest dla niego najważniejszy. Niedługo przed śmiercią przyznał, że zdaje sobie sprawę z bezsensowności powstania, lecz do walki zobowiązywało go posłuszeństwo wobec rozkazów Rządu Narodowego.

Do końca pozostaje pewny swoich umiejętności Cechowała go brawura na polu bitwy, lecz jednocześnie umiał oszczędzać swój oddział, świadomy trudności w odbudowie powstańczej siły. Świetnie organizuje obóz i dba o wyposażenie dla oddziałów. Ostatecznie można stwierdzić, że łączył cechy kilku dowódców powstania styczniowego. Jego brawura jest równa brawurze Romana Rogińskiego w Białej, szkolenia mogą przewyższać obóz Langiewicza w Wąchocku a bezwzględność być większą niż Pawła Landowskiego “Kosy”.


Bibliografia

Źródła:

  • Anc B., Z lat nadziei i walki 1861-1864, Brody 1907.
  • Mazaraki J., Bitwa w Górach Bitwa w Górach dnia 26 czerwca 1863, [w:] W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego, Lwów 1903.
  • Modrzewski W.,  Pamiętniki powstańca z 1863 i 1864 roku: (Bończa – Chmieliński – Bosak – Krzywda), oprac. W. Przyborowski, Lwów 1881
  • Rzewuski “Krzywda” Z. N., Wspomnienia obozowe z roku 1863 i 1864,  Lwów 1883.
  • Witowski W., Pod Sowią Górą (Bodzechów), [w:]  W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego, Lwów 1903.
  • Wolski W., Bitwa pod Bodzechowem, [w:]  W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego, Lwów 1903.
  • Zapałowski W., Pamiętniki Władysława Zapałowskiego “Płomienia”, t. 1, Wilno 1913.

Opracowania:

  • Jadczyk K.,  Dowódcy powstania styczniowego. Portret zbiorowy, Łódź 2016.
  • Przyborowski W., Wspomnienia ułana z 1863 roku, Oficyna Wydawnicza Rytm 2013.
  •  Rybicki S. T., Zygmunt Chmieleński i działalność jego w powstaniu 1863, Warszawa 1916.
  • Znani i nieznani Ziemi Radomskiej, t. I, red. Cz. T. Zwolski, Radom 1980.

Korekta: Kamila Szymczak


[1] S. T. Rybicki, Zygmunt Chmieleński i działalność jego w powstaniu 1863, Warszawa 1916.

[2] Znani i nieznani Ziemi Radomskiej, t. I, red. Cz. T. Zwolski, Radom 1980.

[3] W. Przyborowski, Wspomnienia ułana z 1863 roku, Oficyna Wydawnicza Rytm 2013. Rybicki jednak popełnił błąd i powołując się na pseudonim Przyborowskiego czyli Zygmunt Lucjan Sulima, uznał Wspomnienia… za wspomnienia de facto.

[4] Kazimierz Konrad Błaszczyński/Konrad Tomaszewski ps. “Bogdan Bończa” (1835-1863) – walczył w noc styczniową o Płock, następnie naczelnik wojenny województwa płockiego, od wczesnej wiosny 1863 dowodził samodzielnie ułanami. 18 czerwca 1863 prowadząc szarżę pod Górami został ciężko ranny. Wkrótce zmarł.

[5] S. Rybicki, op. cit., s. 4.

[6]W. Przyborowski, op. cit., s. 79. 

[7] B. Anc, op. cit., s. 87.

[8] Juliusz Wilhelm Maria Dzianott (1842 – po 1865) – na początku powstania dowodził samodzielnym oddziałem, następnie pod rozkazami “Bończy” walczył pod Górami. 27 czerwca 1863 walczył pod Przedborzem, po klęsce Oxińskiego pod Skotnikami zbiegł z Kongresówki.

[9] Józef Oxiński (1840 – 1908) – major wojsk powstańczych, naczelnik wojskowy powiatu piotrkowskiego. Toczył walki kolejno pod Opatówkiem 25 II 1863, 26 II 1863 pod Kuźnicą Grabowską, następnie pod Wygiełzowem, Brodnią, Jaworem i Praszką. Idąc na pomoc gen. Edmundowi Taczanowskiemu stoczył bitwę pod Rychłocicami 8 maja 1863. Walczył pod Koniecpolem i Przedborzem. Po Przedborzu do dyspozycji gen. Taczanowskiego. Siły organizował w zaborze pruskim jeszcze na wiosnę 1864.

[10]Józef Chabriolle (zm. 1863) – francuski podoficer, w powstaniu styczniowym dowódca piechoty. Po bitwie pod Przedborzem 27 czerwca 1863 przeszedł pod rozkazy Zygmunta Chmieleńskiego. Dowodził tam oddziałem żuawów śmierci. Poległ w bitwie pod Seceminem.

[11] W. Przyborowski, op. cit, s. 96.

[12] Ibidem, s. 101.

[13] Ibidem, s. 116.

[14] W. Przyborowski, op. cit.,, s. 116-117.

[15] B. Anc, op. cit., s. 87.

[16] W. Modrzewski, op. cit., s. 71.

[17] W. Przyborowski, op. cit., s. 119, jest to przypis redakcji Wspomnień Przyborowskiego.

[18] Ibidem, s. 117-118.

[19] Ibidem, s. 118-120.

[20] W. Modrzewski,  Pamiętniki powstańca z 1863 i 1864 roku: (Bończa – Chmieliński – Bosak – Krzywda), oprac. W. Przyborowski, Lwów 1881, s. 70.

[21] W. Przyborowski, op. cit., s. 123.

[22] Ibidem, s. 123-124.

[23] Ibidem, s. 131-132.

[24] Przyborowski, s. 142-145.

[25] Ibidem, s. 146.

[26] Ibidem, s. 147.

[27] Ibidem, s. 147.

[28] Ibidem, s. 148. 

[29] Ibidem, s. 152.

[30]W. Przyborowski, op. cit., s. 153-155.

[31] Ibidem, s. 155.

[32] Ibidem, s. 164-165.

[33] Ibidem, s. 165-166.

[34] W. Przyborowski, op. cit., s. 175.

[35] Ibidem, s. 177.

[36] Ibidem, s. 178. 

Comments are closed.