Marzenia Burczycka-Woźniak, Tadeusz Woźniak, Ojca Jana Grande przepisy na zdrowe życie
Ojciec Jan Grande to postać niemal mityczna. Po raz pierwszy usłyszałem o nim na początku lat 90., gdy w naszym reformującym się kraju, zaczęli – niczym grzyby po deszczu – pojawiać się różnej maści cudotwórcy, szarlatani i on – sterany życiem zakonnik, zawsze uśmiechnięty i skory do pomocy każdemu. Jednak jakoś nigdy nie było okazji, by w spokoju usiąść i przeczytać kolejne edycje jego przepisów, porad i przemyśleń. Tym bardziej jestem wdzięczny za możliwość zrecenzowania „Ojca Jana Grande przepisy na zdrowe życie”. Czemu? Bo to książka niezwykła, pełna swady, ale i celnych spostrzeżeń, popartych wielosetletnią tradycją – zakonną, ale i ludów, z którymi ten bonifrat miał styczność.
Ojciec Jan Grande – a kto to?
Ten przyszły zakonnik przyszedł na świat w Grodnie w 1934 roku, i szybko na własnej skórze musiał przekonać się, jak wygląda radziecki komunizm. Wygnany na Syberię, żył wśród tamtejszych ludów, bacznie obserwując, jak żyją, jak się leczą, i jak wytrzymują „nowoczesność” gwarantowaną przez komunizm.
Na zsyłce, nauczył się tam wielu celnych właściwości pokarmów, którymi żywią się ludzie, tak, aby ich życie było jak najbardziej komfortowe. Po powrocie do Polski zaczął wykorzystywać swą cenną wiedzę, niosąc pomoc wszystkim potrzebującym – między innymi chorym na gruźlicę. Przez niemal całe swoje życie – bohater tej publikacji zmarł w 2013 roku – niósł kaganek prozdrowotnej oświaty. Niestety jego cenny dorobek stał się źródłem dochodów dla wielu nieuczciwych wydawców i różnej maści kombinatorów.
Dobro, które leczy
Z publikacji przebija niezwykła dobroć, ale i pewna wyższość, bynajmniej nie szukająca wywyższenia, ile chęci przekazania swoich doświadczeń jak najszerszemu gronu ludzi. Bo w centrum rozważań kulinarnych, stykamy się z filozofią, historią i umiłowaniem drugiego człowieka. Mało jest takich książek, które łączyłyby w sobie tak wiele cennych źródeł informacji i tradycji, przy jednoczesnej chęci niesienia pomocy bliźniemu. To wiedza ogólnodostępna, bezpretensjonalna, poparta doświadczeniem nie tylko zakonników, ale i ludów żyjących w sposób tradycyjny (Buriaci, Mongołowie, Tybetańczycy) czy tradycji kuchni żydowskiej.
Ojciec Grande na początku opisuje prozdrowotne właściwości poszczególnych warzyw, owoców czy produktów żywnościowych. Czy wiedzieliście że marchew niweluje zmarszczki? Albo że zwykła kapusta chroni przed wrzodami żołądka i dwunastnicy, a nawet ma właściwości, choć ograniczone, przeciwrakowe? Ja nie, mimo tego, że uczyłem się o tym w szkole.
Ale oddajmy znowu głos zakonnikowi: „ Na Wschodzie marchwią leczą nieżyty jelit, biegunki, wszelkiego rodzaju stany zapalne, ślepotę i przedwczesne zmarszczki. Gotuje się oskrobaną, pokrojoną marchew w wodzie lekko osolonej z dodatkiem łyżki masła. Na śniadanie zjadać na” wrzody żołądka, wrzody jelita grubego, u kobiet na bolesne miesiączkowanie” (s. 37). A to tylko niewielka cząstka fascynujących wywodów tego wspaniałego człowieka.
Początkowo forma wypowiedzi, nieco jakby anachroniczna, mnie raziła, ale jak już się przyzwyczaiłem, zacząłem dostrzegać wielkie poczucie humoru (w środku jest pełno żartów i życzliwych przymrużeń oka). Dlatego jeśli nie macie do siebie dystansu, i uważacie, że znacie całą prawdę świata – ta pozycja nie będzie dla was.
Historia od kuchni
Ja znalazłem w niej wiele ciekawych informacji. Ojciec Grande opisując kulinarne przepisy, sięga niejednokrotnie do naszej kulinarnej, dziejowej spuścizny. Pierwszy lepszy przykład – „W kulturze kulinarnej czasów przedwojennych, którą uważam za wzorcową pod względem zdrowotności, jesienią każdego roku dobra gospodyni szykowała dla swojej rodziny na zimę worek lub dwa worki z nasionami strączkowymi (grochem, fasolą) i można był przetrwać ciemne i zimne miesiące bez uszczerbku dla życiowej energii. Kto nie jest do tego przekonany, niech pomyśli – dlaczego grochówka jest w wojsku podstawową potrawą? Ano dlatego, że wzmacnia i regeneruje siły życiowe tak dalece, że nawet ciamajdowaty chłopak po kilku miesiącach wiktu wojskowego wraca do domu sprawniejszy, odporniejszy, a nawet rozumniejszy” (s. 17)
Jednocześnie w tekście znajdziemy mnóstwo rzeczowych informacji dotyczących sposobu odżywiania, składników odżywczych, znaczenia poszczególnych witamin dla zdrowia ludzkiego organizmu. Zacytuję kolejny fragment: „Jeśli dwa razy w tygodniu najemy się grochu, kaszy gryczanej, raz w tygodniu fasolówki, zjemy kawałek sera, jajka, warzywa z dużą ilością kapusty oraz cebuli gotowanej, podsmażonej czy surowej (w żydowskiej kuchni w tygodniu obowiązkowo przypada kilogram cebuli na osobę), ząbek czosnku, to nie ma na nas siły. Starość nie przychodzi, kości nie bolą, zasypiamy kiedy trzeba, budzimy się o właściwej porze… Dopisuje nam humor, jeśli zdarzy się, że ktoś nam na palce nadepnie, to się śmiejemy zamiast kląć. I nawet gdybyśmy nie chcieli, to i tak do nieba pójdziemy” (s. 27)
A, i bym jeszcze zapomniał – jego przepisy, nawet jeśli wydają się proste, powodują, że ślinka zaczyna cieknąć z otwartych ust. I wiecie co – skusiłem się na przetestowanie kilku z nich. Efekt – nowe doznania kulinarne, mniej problemów gastrycznych i cała masa zabawy z rodziną w kuchni. A i moja wymyślna córka z chęcią zaczęła zajadać się przepisami tego nieżyjącego już zakonnika. Tak więc – w moim wypadku – same plusy.
Podsumowanie
Książka liczy sobie 172 strony. Całość podzielona jest na pięć rozdziałów (1. Opowiadanie o pielęgnowaniu i żywieniu organizmu ludzkiego, 2. Pytania do ojca Jana Grande, 3. Zbiór najkrótszych porad żywieniowych i zdrowotnych ojca Jana Grande, 4. Ulubione dania, które ojciec Jan sam przyrządzał oraz 5. Syberyjska poniewierka (wspomnienia). Książka wzbogacona jest o wiele pięknych zdjęć, nawiązujących nie tylko do samego życia i działalności bohatera publikacji, ale i do kulinariów czy ziołolecznictwa. Słowem – małe dzieło sztuki.
Przyznam się, że sięgając po tę książkę, byłem nieco uprzedzony. Nie liczyłem, że znajdę w niej coś na czym warto będzie zawiesić oko. Na szczęście bardzo się myliłem. Książka jest przecudowna, i to pod każdym względem. Uczy nie tylko dbania o siebie i rodzinę, ale i pokory, altruizmu, poczucia humoru i otwartości na to wszystko, co wokół nas. A to dary i spostrzeżenia, których nie można przecenić. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Bernardinum
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Bernardinum. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.