Philipe Line, Wikingowie. Wojownicy Północy
Od VIII do XII wieku wojownicy z Północy, terroryzowali europejskie i północnoafrykańskie wybrzeża. Byli i łupieżcami, ale i obrońcami, gdy przechodzili na służbę lokalnych władców. Z ich usług korzystali nawet ich zaprzysięgli wrogowie, bowiem etos wikiński nie wykluczał pracy u tych, których się wcześniej atakowało. Byli niezwykle elastyczni, przedsiębiorczy, waleczni, a wszystkie te cechy ich społeczności, stały się niezaprzeczalną spuścizną wielu regionów, a czasem i narodów średniowiecznej Europy.
W swych wyprawach docierali do Północnej Afryki, a nawet do Bagdadu. Stali się założycielami kilku państw – Rusi Kijowskiej, królestw normańskich na południu Italii, i w zdecydowany sposób wprowadzili Anglię do zachodnioeuropejskiego systemu feudalnego. Maczali również palce przy narodzinach państwa Piastów, służyli na dworze bizantyjskim, walcząc z różnego rodzaju przeciwnikami, a wreszcie stanowili znaczącą część łacinników, podążających na Bliski Wschód w czasie krucjat. Słowem – ci wojownicy z Północy, stanowili ważną część europejskiej szachownicy polityczno-gospodarczej.
Ale to wszystko już wiemy. A co wiemy o ich życiu rodzinnym, społecznym czy sposobie funkcjonowania w średniowiecznym świecie. No właśnie, z tym bywa różnie. Dlatego Philip Line w swej nowej publikacji „Wikingowie. Wojownicy Północy” oprowadza nas po jednym z aspektów ich funkcjonowania – sposobie prowadzenia wojen. Jednak co ciekawe, nie skupia się tylko na tym, pośrednio kreśląc wszystkie inne tematy.
Legendy o wikingach
O wikingach napisano już wiele. Ale wiele z nich to jednak barwne, czasem sensacyjne nadinterpretacje, przeinaczenia lub zwykłe naciąganie faktów. Philipe Line pochyla się nad kilkoma wikińskimi problemami, ukazując nam w jaki sposób powinna wyglądać historyczna interpretacja źródeł – literackich, archeologicznych…
Bardzo podobało mi się, że w wielu kwestiach Autor odnosi się nie tylko do samego środowiska wikińskiego, ale i narodów, z których dorobku czerpali – czy to w formie nowinek militarnych czy technologicznych.
Na kolejnych kartach książki znajdziemy ciekawe opisy i rekonstrukcje tego, w jaki sposób żyli i funkcjonowali wikingowie. Jest więc i o życiu rodzinnym, o przeszkoleniu wojennym (czy można napisać wojskowym?), formach uzbrojenia, czy wpływach na ludy, które stały się ofiarami ich łupieżczych wypraw. Znajdziemy również fragmenty poszczególnych bitew i kampanii, z perspektywy polskiego czytelnika, mało znanych. Słowem – jest niezwykle ciekawie, pouczająco i krytycznie. Dawno nie spotkałem aż tak fascynującej książki.
Co ciekawe, myślałem, że mam już dosyć sporą wiedzę w tym zakresie, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. Jednak tym, co najbardziej mi się spodobało, to nowa interpretacja znanych już faktów. Krytyka dostępnych źródeł, wyłuszczenie błędów i metod badawczych niektórych historyków, dosłownie uskrzydlają, gdy zdajesz sobie sprawę, że Philipe Line ma wiele racji w tym, co pisze.
Życie wikinga
W środku zapoznamy się z informacjami o tym, jak produkowano wikińskie łodzie, ich podział wedle funkcjonalności i wykorzystania, rodzajach broni, różnych formach taktyki i funkcjonowania wikińskich formacji wojskowych – począwszy od tych najmniejszych, po niemalże regularne armie skandynawskich władców.
Co fajne, wiele z tych rzeczy, udokumentowanych jest na kartach książki fotografiami (choć szkoda, że wszystko jest w odcieniach szarości). Jest o tym, jak wikingowie adaptowali się do lokalnych warunków, jak wyglądał proces ich osadnictwa na poszczególnych terenach (rejony nadbałtyckie, Wyspy Brytyjskie, Galia, a w dalszej perspektywie – ich asymilacji.
Jednocześnie mamy niepowtarzalną okazję, by dowiedzieć się, jak wyglądała droga wikińskiego wojownika. Począwszy od szkolenia, rodzaju wojennego wyposażenia, zadań stawianych przed poszczególnymi wojownikami, zdobywaniem szacunku, a w przypadku wyżej postawionych osób – poszerzania zakresu własnego znaczenia, wpływów i utrzymania tego, co już się posiada. Jest to fascynująca historia fluktuacji szczęścia, zmiennych losów i nieprzewidzialnych okoliczności.
Tym, co bardzo mi się spodobało, to również ukazanie w jaki sposób skandynawska mitologia i społeczne uzusy wpływały na losy wikińskich wojowników. Są więc fragmenty sag, legend i opisów ówczesnych dziejopisów, dla których wikingowie nie byli tylko barbarzyńskimi, niemalże diabelskimi pomiotami, ale i fascynującym obiektem, w którym mogli obserwować błędy czy braki w funkcjonowaniu własnych armii, królestw i instytucji. A to coś, czego nie można przecenić.
Wikingowie na nowo
Pochylając się nad danym zagadnieniem, Autor czerpie nie tylko z dostępnych źródeł, ale i najnowszych zdobyczy archeologicznych. Każde z zagadnień poddaje rzeczowej, ale przystępnej dla czytelnika analizie i interpretacji. Oczywiście nikogo nie obraża, nawet jeśli sugeruje, iż pewne rzeczy są nadinterpretacją poszczególnych znawców tematu. Takie podejście, w obliczu naszego polskiego grajdołka, zdaje się czymś ogromnie nieoczywistym i zwyczajnie – pięknym.
Jest tutaj wiele, czasem zaskakujących informacji, opisujących dzieje Wysp Brytyjskich, imperium Karolingów… Jest też o Rusi Kijowskiej czy Bizancjum. Jednocześnie zyskujemy świadomość, a może i perspektywę wikińskich wpływów, które w dosyć sporym stopniu przyczyniły się do upowszechnienia wielu wynalazków (łodzie, broń, sposób prowadzenia bitew i wojen), redystrybucji bogactwa oraz – co może wydawać się dziwne – wzmocnienia państwowości poszczególnych narodów.
W książce Philipe Line’a wikingowie to nie tylko wojownicy, ale i ludzie kultury i szerokich horyzontów politycznych. Daje nam do zrozumienia, iż wikingowie byli niezwykle elastyczni, ale i pragmatyczni – przejmowali od innych to, co dobrze funkcjonowało, czasem dodając im „północnej” duszy. Ale częściej, to oni sami dawali innym – bo w trakcie ich podbojów i kontaktów z ich ofiarami, dochodziło do transferu informacji, technologii, zwłaszcza militarnej, co dawało asumpt do wzmocnienia własnych, lokalnych instytucji.
Podsumowanie
Książka liczy sobie 320 stron. To zdecydowanie pozycja dla miłośników historii przez wielkie „H”. jeśli sądzicie, że wikingowie są bez was bez tajemnic – szybko okaże się, że jesteście w błędzie. Czyta się szybko, z nieprzemijającym zainteresowaniem i przeogromną fascynacją. Styl pisarski Autora jest wprawdzie naukowy, ale tak piękny, literacki, rzeczowy i opisowy, że czyta się jak powieść historyczną. Zdecydowanie polecam – każdemu, bez jakichkolwiek kategoryzacji. To pozycja, która powinna znaleźć się w każdej bibliotece. Tym bardziej, że pozwala zrozumieć nie tylko środowisko, w jakim funkcjonowało wikińskie społeczeństwo, ale i inne ludy średniowiecznej Europy.
Wydawnictwo RM
Ocena 6/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.