Gdy człowiek był numerem ꘡ Recenzja

K. Kiereś, „Gdy człowiek był numerem. Losy obozowe Juliana Szczotki w latach 1942-1945 w świetle wspomnień oraz korespondencji obozowej”

Patrzyłem śmierci w twarz

Książka opowiadająca przeżycia Juliana Szczotki i prawdę powiedziawszy jest ogromnie wstrząsająca. Nie przepadam za literaturą obozową, bo ciężko jest mi się pogodzić z myślą, że „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Choć ze wspomnień naszego Bohatera nie widać całego ogromu tych strasznych chwil, po przeczytaniu tej książki śniło mi się to, o czym czytałem. Zaskoczył mnie również fakt, iż w swych notatkach nie starał się oceniać ludzi z którymi miał do czynienia. Zwyczajnie opisywał to, co przyszło mu przeżyć, zobaczyć, usłyszeć. Tak zwyczajnie. Pisał jakby opowiadał jakiś zły sen, unikając jednoznacznych ocen tego wszystkiego, co wówczas miało miejsce. Co więcej, zdaje się doceniać te nieliczne osoby, nawet Niemców, którzy starali się być przyzwoitymi wobec osadzonych w obozach. Jak to możliwe, aby po takich przeżyciach, nie żywić do swych oprawców nienawiści? Czy mógł im wybaczyć? Oceńcie sami, czytając „Gdy człowiek był numerem”.

Ciężko pisać o czymś tak brutalnym, jak życie w obozach. Jakiekolwiek słowa zdają się za małe, albo niedostatecznie ważne, aby móc podsumować to, o czym się właśnie przeczytało. Mam więc ogromny dylemat, i najchętniej uciekłbym w przytaczanie konkretnych „wpisów” Juliana Szczotki. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego hartu, jego wytrzymałości i „pogody” ducha, pomimo tak strasznych doświadczeń. Ja z pewnością nie byłbym w stanie ani unieść tego ogromu śmierci, pogardy, głodu i nieszczęść. A co dopiero przetrwać, i w jakimś stopniu „wybaczyć/zrozumieć/zaakceptować” swój ciężki los. Co rusz, znaleźć można naprawdę mocne fragmenty, opisujące cała grozę i powagę sytuacji „skazańców”. Mimo oporów, pozwolę sobie przytoczyć kilka takich miejsc, które świetnie ilustrują to, z czym przyjdzie się wam zmierzyć, gdy otworzycie tę książkę.

„Świeżo zastrzelonych wieziono na wozach do krematorium obok, a myśmy wnet tą samą drogą chodziło do obozu i stąd nasze bezpośrednie spostrzeżenie dużych plam ludzkiej krwi. Po takiej, jak nazywano ją, rozwałce długo panowało w obozie przygnębienie i apatia.” (s. 57-58).

Albo ten fragment:

„Po krótkim czasie przyjechał do nas na rowerze esesman i gromkim krzykiem zawołał: Sofort zum Tor”. Teraz już nam całkiem pociemniało w oczach, a zarazem zagadka została rozwiązana, dlaczego nas posłano do pracy. Pewnie Palitzsch nie miał na razie czasu, a teraz go ma i nas rozwali. W drodze powrotnej już prawie wszyscy koledzy sarkali na mnie, że ja jestem winien ich śmierci. Co myślał kapo, to nie wiem, bo wnet znaleźliśmy się przy bramie i esesman dyżurny wyraził mocne zdziwienie, po cośmy tu przyszli. Zdecydował jednak wpuścić nas do obozu. Weszliśmy do bloku. Każdy z nas był ogłupiały, co się dzieje i dokąd będą się nad nami znęcać.” (str. 61-62).

Ostatecznie historia skończyła się dla Juliana Szczotki dobrze. Wspomnienia naszego Bohatera w doskonały sposób pozwalają oddać to w jakim brutalnym oczekiwaniu na śmierć „obozowicze” znajdowali się co dzień. Wyobraźcie sobie, jak to niszczy człowieczeństwo, jak odbiera ducha. A jednak w człowieku dalej tli się chęć życia, dalej stara się trwać. Jedni znosili to lepiej, godniej, inni zatracali się w odmętach zezwierzęcenia, podłości i małości naszego gatunku.

Im mocniej zagłębiamy się w tekst wspomnień, tym więcej cierpień poznajemy. Tym dosadniej możemy „dotknąć” nazistowskiego programu wytracenia narodów „niższych rasowo”. To naprawdę świetna lektura, ale przerażająca.

Podsumowując lekturę „Gdy człowiek był numerem”, myślę, że jest to jedna z ciekawszych pozycji IPN-u w bieżącym roku. O tyle ważna, że zawiera pełny obraz tego wszystkiego, co działo się w obozach. Polecam ją każdemu, kto pragnie zapoznać się z problemem funkcjonowania obozów koncentracyjnych w Europie. To naprawdę świetna książka.

Wydawnictwo: IPN

Ocena recenzenta: 6/6

Ryszard Hałas

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*