Nelio Biedermann, Lazar
Zamek na skraju ciemnego lasu, przezroczyste dziecko, arystokratyczna rodzina zbudowana na sekretach i historia, która odbiera dawnemu światu grunt pod nogami. Lázár Nelio Biedermanna ma rozmach sagi, chłód gotyckiej baśni i ambicję opowiedzenia o końcu starej Europy przez losy jednego rodu. Zachwyt wokół powieści jest zrozumiały, ale bezkrytyczne mówienie o arcydziele robi jej niedźwiedzią przysługę.
Młody autor, międzynarodowy rozgłos, porównania do wielkich sag rodzinnych, gotycki klimat, Węgry, Habsburgowie, wojny, komunizm, powstanie węgierskie. Lista obietnic jest długa, a literatura, która wchodzi na taką scenę, od razu dostaje trudne zadanie: musi udowodnić, że za atmosferą stoi także gęsta, konsekwentnie poprowadzona treść. O książce jest głośno, wielu się nią zachwyca. Czy jest czym?
Trzeba przyznać, że książkę czyta się bardzo dobrze. Biedermann potrafi pisać obrazem. Już punkt wyjścia ma siłę dobrze ustawionej sceny: narodziny Lajosa von Lázára, dziecka o bladoniebieskich oczach i przezroczystej skórze, w rodzinie, która nie potrafi przyjąć ani jego odmienności, ani własnych pęknięć. Wokół niego krąży ojciec, który się wstydzi, matka przeczuwająca katastrofę, siostra patrząca z mieszaniną dziecięcej brutalności i zdziwienia, wuj naznaczony wizjami uznawanymi za szaleństwo. Gotyckość nie jest tu dekoracją z pajęczyną. Pracuje przez ciało, dziedziczenie, dom, rodzinny lęk i przekonanie, że pewne rzeczy wracają, choć nikt ich nie zaprasza.
Powieść o rodzinie wrzuconej w wiek XX
Nelio Biedermann prowadzi opowieść przez trzy pokolenia Lázárów. Polski przekład Danuty Fryzowskiej ukazał się nakładem Marginesów, a sama powieść przyszła do czytelnika już obciążona rozgłosem. Biedermann jest bardzo młody, a zarazem pisze tak, jakby celowo sięgał po starą, rozpoznawalną formę europejskiej sagi rodzinnej. W centrum są Węgry, arystokracja, rozpad monarchii Habsburgów, dwie wojny światowe, Holokaust, komunizm i zryw z 1956 roku.
Materiał historyczny jest ogromny. Właściwie wystarczyłby na kilka osobnych powieści. Biedermann wybiera jednak skrót, atmosferę i scenę zamiast szerokiego historycznego objaśnienia. Dzięki temu narracja ma tempo, ale płaci za nie spłaszczeniem części wątków. Historia czasem uderza w bohaterów, czasem przesuwa się za nimi jak ciemne tło. Dla czytelnika szukającego epickiego rozrachunku z XX wiekiem może to być rozczarowanie. Dla czytelnika zainteresowanego nastrojem rozpadu, rodzinnym mitem i literacką stylizacją będzie to doświadczenie znacznie bardziej satysfakcjonujące.
Forma zachwyca, ale chwilami zaczyna przykrywać opowieść
Największą siłą Lázára jest język. Biedermann lubi zdania efektowne, chłodne, nasycone obrazem. Potrafi zbudować scenę z kilku detali i nadać jej ciężar rodzinnej legendy. Widać, że interesuje go literatura świadoma własnej formy, grająca z tradycją, pamięcią i konwencją. W powieści wracają motywy dobrze znane: dziwne dziecko, stary ród, zamek, las, przeczucie katastrofy, sekrety krwi, obłęd, ciało jako znak rodzinnego przekleństwa.
Problem pojawia się tam, gdzie forma zaczyna pracować za bohaterów. Lázárowie bywają bardziej figurami schyłku niż ludźmi z pełną psychologiczną wyrazistością. Nie każda relacja dostaje czas potrzebny, by naprawdę wybrzmieć. Nie każda historyczna rana zostaje potraktowana z wagą, której sama zapowiedź każe oczekiwać. Przy Holokauście, komunizmie czy upadku dawnego świata powieść wchodzi na teren, który wymaga szczególnej precyzji. Biedermann częściej wybiera nastrój i symbol niż brutalny konkret.
Właśnie dlatego porównania do Manna czy Márqueza są ryzykowne. Podbijają oczekiwania do poziomu, na którym młoda, sprawna, ambitna powieść zaczyna przegrywać z własną kampanią zachwytu. Lázár nie potrzebuje etykiety arcydzieła, żeby zasługiwać na uwagę. Wystarczy potraktować go jako literacko dopracowaną, stylizowaną sagę o rodzinie, która traci przywileje, język pewności i złudzenie panowania nad światem.
Historia jest obecna, lecz nie zawsze przepracowana
Najciekawszy napięcie w powieści bierze się ze zderzenia dwóch porządków: rodzinnej intymności i historii, która nie pyta o zgodę. Lázárowie kochają, zdradzają, rodzą dzieci, chowają urazy, próbują zachować pozory, a wokół nich zmienia się polityczny i społeczny krajobraz Europy Środkowej. Stary świat nie upada w jednym geście. Rozsypuje się przez kolejne wojny, przesunięcia granic, strach, przemoc, klasową zemstę, utratę majątku i konieczność życia bez dawnych przywilejów.
Biedermann dobrze czuje obraz rodziny zamkniętej w micie o sobie samej. W tym sensie Lázár mówi ciekawie o dziedziczeniu: nie majątku, lecz lęku, wstydu, przemocy, tajemnic i fałszywych wyobrażeń o własnej wyjątkowości.
Jednym z ciekawszych tematów powieści jest złudzenie, że świat będzie sprawiedliwy wobec tych, którzy urodzili się po właściwej stronie historii. Biedermann pokazuje, jak kruche jest takie przekonanie. Jednocześnie nie zawsze idzie za tym wystarczająco głęboka praca z politycznym i społecznym znaczeniem opisywanych wydarzeń. Wielka historia bywa tu bardziej siłą fatalną niż przestrzenią rozliczenia.
Powieść dla tych, którzy lubią literacką stylizację
Lázár najlepiej czytać jako powieść atmosfery, nie jako pełną panoramę węgierskiego wieku XX. Sprawdza się tam, gdzie liczą się obraz, rytm, symbol i poczucie nieuchronnego rozpadu. Słabnie w momentach, w których czytelnik oczekuje ostrzejszego wejścia w historię, większej psychologicznej gęstości albo mniej eleganckiego ślizgu po sprawach, które same z siebie niosą dramatyczny ciężar.
Nie odbiera to Biedermannowi sprawności. Przeciwnie, jego debiut pokazuje autora z wyczuciem sceny, kompozycji i literackiej tradycji. Widać młodego pisarza, który zna język wielkich europejskich narracji i chce z nim rozmawiać. Czasem ta rozmowa brzmi zbyt ładnie. Czasem za bardzo chce zachwycić. Czasem cytuje ducha dawnych powieści tak wyraźnie, że własny głos autora ginie pod ciężarem odniesień.
A jednak trudno odmówić tej książce magnetyzmu. Lázár potrafi wciągnąć. Ma sceny, które zostają w głowie. Ma zdania napisane z dużą pewnością. Ma też temat, który nadal pracuje: co zostaje z rodziny, kiedy historia zabiera jej majątek, status, legendę i poczucie, że świat istnieje po jej stronie?
Lázár zachwyca formą, ale nie zawsze przekuwa historyczny rozmach w pełną literacką głębię. Nelio Biedermann napisał powieść nastrojową, sprawną i ambitną, choć chwilami zbyt zakochaną we własnej stylizacji. Warto ją czytać bez przymusu zachwytu: jako pięknie skomponowaną sagę o rodzinie, która razem ze starym światem traci złudzenie własnej nietykalności.
Czy to faktycznie arcydzieło?
Lázár zasługuje na uwagę, ale wymaga uczciwego ustawienia oczekiwań. Czytelnik szukający rozbudowanej sagi rodzinnej, gotyckiego nastroju i literackiego języka znajdzie tu wiele dobrego. Czytelnik oczekujący ostrego rozliczenia z historią Węgier, Holokaustem, komunizmem i upadkiem arystokracji może poczuć niedosyt.
Powieść Biedermanna ma urok, elegancję i ambicję. Brakuje jej momentami większej bezwzględności wobec własnych tematów. Jako zapowiedź pisarza, którego warto śledzić, działa bardzo dobrze. Jako arcydzieło.. No nie. To jest naprawdę świetna książka, naprawdę świetnym językiem napisana (tu zapewne duża zasługa tłumacza), ale czy to wystarczy, aby nazwać książkę arcydziełem?
Wydawnictwo Marginesy
Agnieszka Cybulska