Dorota Danielewicz, Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi
Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi Doroty Danielewicz prowadzi przez miasto, które nie prosi o zachwyt i nie obiecuje łatwego oswojenia. Autorka wybiera spacer, detal, ludzi i miejsca poza turystycznym automatem. Powstaje lekka, uważna opowieść o Berlinie, który stale zmienia skórę.
Dorota Danielewicz ma dla takiej książki mocne zaplecze. Od 1981 roku mieszka w Berlinie, dawniej Zachodnim, później zjednoczonym. Jest publicystką, pisarką, tłumaczką i animatorką kultury, ukończyła slawistykę oraz etnologię na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, publikuje w polskich i niemieckich mediach, współpracuje z instytucjami kulturalnymi, między innymi z Instytutem Adama Mickiewicza, Domem Polsko-Niemieckim i Berliner Literarische Aktion. Danielewicz pisze z perspektywy osoby, która zna miasto przez codzienność, język, zmianę polityczną, pamięć i zwykłe przemieszczanie się po ulicach.
Punktem ciężkości pozostaje spacer. Mamy wędrówkę po Berlinie dzisiejszym, pełnym miejsc widocznych dopiero po zejściu z turystycznej trasy: jezior, ogrodów, targów, knajpek, architektonicznych detali i przestrzeni, które potrafią wynurzyć się zza rogu bez większej zapowiedzi. Po tej opowieści można poruszać się pieszo, metrem, autobusem albo rowerem. Miasto pojawia się tu w ruchu, z własnym tempem, chaosem i niechęcią do ostatecznego kształtu.
W rozmowie dla COSMO Danielewicz mówiła, że druga książka o Berlinie powstała po pandemii, gdy zobaczyła, jak bardzo zmieniło się miasto znane z wcześniejszego tomu Berlin. Przewodnik po duszy miasta. Podkreślała też, że tkankę miasta tworzą przede wszystkim ludzie, a dopiero później kamienie, zabytki i muzea. Ta deklaracja dobrze prowadzi lekturę. Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi warto czytać jako osobisty przewodnik eseistyczny: zapis chodzenia, patrzenia, słuchania i powracania do miejsca, które zmieniło się na oczach autorki.
Siłą tej książki zapowiada się doświadczenie miasta poza listą obowiązkowych punktów. Berlin Danielewicz nie potrzebuje czerwonego dywanu. Bywa szorstki, zmęczony, otwarty, drażniący, prowizoryczny i zaskakująco zielony. Autorka szuka go w parkach, przejściach, rozmowach, jedzeniu, dzielnicach, śladach dawnych granic i miejscach, które wymykają się pierwszemu spojrzeniu. Taki Berlin trzeba raczej obchodzić niż zdobywać.
Lekki ton nie oznacza tutaj powierzchowności. Dobra książka o mieście powinna zostawić czytelnikowi ochotę na własną trasę, a nie poczucie zaliczonego programu. Danielewicz daje właśnie taką obietnicę: mniej pośpiechu, więcej uważności, mniej zachwytu na komendę, więcej zgody na nieporządek. Berlin może dzięki temu pojawić się nie jako dekoracja weekendowego wyjazdu, ale jako żywy organizm z historią, brudem, pamięcią, wodą, zielenią, migracją i codziennym hałasem.
Czytelnik oczekujący zwartej, problemowej konstrukcji może odczuć rozproszenie. Spacer rządzi się inną logiką niż reportaż z jedną tezą. Zmienia kierunek, zatrzymuje się przy drobiazgu, wraca do wspomnienia, przepuszcza przez tekst ludzi i miejsca, które z pozoru nie tworzą jednej linii.
Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi to solidna propozycję dla osób zainteresowanych Berlinem poza checklistą atrakcji. To książka dla czytelników, którzy lubią zwiedzać powoli, z historią w tle, ale też z miejscem na kawę, targ, park, rozmowę i przypadkowe odkrycie. Danielewicz patrzy na miasto bez pocztówkowego połysku. Woli Berlin zmienny, codzienny, czasem męczący, ale przez to znacznie ciekawszy.
Dobra propozycja dla osób planujących podróż do Berlina oraz dla czytelników lubiących osobiste przewodniki eseistyczne. Atutem książki są doświadczenie autorki, uważność na ludzi i miejsca oraz spokojne tempo miejskiej wędrówki.
Wydawnictwo Wielka Litera
Agnieszka Cybulska