Kornelia, matka Grakchów, była córką Scypiona Afrykańskiego, żoną Tyberiusza Semproniusza Grakchusa oraz matką Tyberiusza i Gajusza Grakchów. Antyczne źródła pozostawiły o niej wyjątkowo wiele wzmianek jak na kobietę żyjącą w czasach Republiki Rzymskiej, choć część przekazanych historii ma charakter anegdotyczny, moralizatorski lub legendarny.
Wokół Kornelii i jej rodziny powstało wiele opowieści, których wiarygodność trudno dziś rozstrzygnąć. Dotyczy to zarówno przekazu o jej narodzinach, jak i historii konfliktu Scypiona Afrykańskiego z przyszłym zięciem, okoliczności zaręczyn czy późniejszej anegdoty o dwóch wężach i przepowiedni dotyczącej śmierci jednego z małżonków.
Nie da się zrozumieć burzliwej historii ostatniego stulecia Republiki Rzymskiej bez opowieści o Tyberiuszu Grakchu, trybunie, który wstrząsnął posadami Wiecznego Miasta. Aby dotrzeć do prawdy o jego misji i politycznych marzeniach, trzeba najpierw spojrzeć na kobietę, która go ukształtowała – jego matkę, Kornelię. I powiedzmy sobie szczerze: to dla nas unikatowa możliwość. Kornelia to przecież jedna z nielicznych kobiet epoki Republiki, sprzed czasów pisarskiej gorączki Cycerona, o której źródła wspominają tak obficie.
A jednak, gdy prześledzimy wszystkie 29 wzmianek rozsianych u 15 autorów, czujemy się jak po uczcie pełnej anegdot i moralizatorskich przypowieści – smacznej, ale zostawiającej niedosyt. Cóż, musi nam to wystarczyć, by spróbować uchwycić nie tylko życie, lecz także naszkicować portret najsłynniejszej rzymskiej matki, mater Gracchorum, której cień pada na karty historii z nie mniejszą siłą niż jej synowie.
Podobnie jak w przypadku jej ojca, Scypiona Afrykańskiego, wokół Kornelii narosła legenda dotycząca narodzin – tyle że ta ma posmak mrocznej plotki. Mówiono, że przyszła na świat z zespolonym narządem płciowym, co, z medycznego punktu widzenia, nie jest niemożliwe. Nie możemy więc z góry odrzucić tej opowieści w przypadku Kornelii. Ale szczerze mówiąc, historia brzmi jak zbyt dobrze skrojona intryga, by brać ją na serio. Matka Grakchów, która miała być z natury niezdolna do wydania na świat potomstwa, a nawet uosabiać złowieszczy omen (omen infaustum) w rzymskim świecie pełnym wróżb? To pachnie propagandą wymierzoną w jej rodzinę, jakby ktoś chciał nas przekonać, że od początku była naznaczona nieszczęściem. Co więcej, nijak ona się ma do późniejszych zdarzeń znanych nam już po zamążpójściu.
Scypion Afrykański, ojciec Kornelii, przez lata toczył zaciętą batalię z Katonem Cenzorem, której echa rozbrzmiewały na Forum. Ci dwaj giganci rzymskiej polityki różnili się jak dzień i noc, a ich spór osiągnął zenit w latach 187–184, podczas tzw. procesu Scypionów – kampanii dyskredytacyjnej, za którą, jak mówiono, stał sam Katon. Trybuni plebejscy zasypywali słynnych braci oskarżeniami, ale Scypion Afrykański, z właściwą sobie wyniosłością, nie zamierzał tłumaczyć się przed tłumem. Obrócił się na pięcie, zaszył w swej posiadłości w Liternum i tam, w 183 roku, zakończył życie.
Zanim jednak odszedł, Scypion zadbał o przyszłość swej najmłodszej córki, Kornelii. Jego decyzja zaskoczyła wszystkich – opinię publiczną, bliskich, a nawet, jak twierdzą źródła, jego samego. Na zięcia wybrał Tyb. Semproniusza Grakchusa, w przyszłości dwukrotnego konsula i jednego z najpotężniejszych graczy na rzymskiej scenie. Grakchus, zaciekły rywal Scypiona w senacie, był jego ideowym przeciwnikiem, ale spór pozostawał pryncypialny, wolny od personalnych przytyków.
Grakchus, jako trybun plebejski w 187 lub 184 roku, pokazał, że po trafi oddzielić politykę od racji stanu. Gdy Scypion Afrykański zasłonił się chorobą, by uniknąć procesu, on niespodziewanie poparł jego usprawiedliwienie. W innej sytuacji uchronił Scypiona Azjatyckiego, brata wodza, przed więzieniem. Ten gest poruszył senatorów, którzy podczas święta na Kapitolu nalegali na pojednanie. I stało się: Scypion zaręczył swą małą Kornelię z Grakchusem, a Rzym szykował się na huczne gody.
Decyzja ta miała jednak rysę, Scypion bowiem nie skonsultował jej z żoną, Emilią, która poczuła się urażona pominięciem. Źródła zdradza ją, że rzuciła mężowi prosto w twarz: nawet jeśli wybór padł na Grakchusa, to ona, jako matka, powinna mieć głos w sprawie przyszłości córki. Scypion, zachwycony zbieżnością ich poglądów, uśmiechnął się – oto jego wielki wróg stał się zięciem. Emilia, choć zagniewana, musiała przyznać, że w rzymskich rozgrywkach nawet serce mogło służyć polityce. Wybór dla ich dziecka wyglądał na znakomity.
Jednak cała historia o wielkim sporze Scypiona Afrykańskiego z Semproniuszem Grakchusem wydaje się równie naciągana jak mit o Jowiszu, który miał maczać palce w narodzinach pogromcy Hannibala. Czy naprawdę dwa potężne rody – Scypionów i Grakchów – stały po przeciwnych stronach barykady? Nawet jeżeli, to Tyberiusz, urodzony najpóźniej w 212 roku, gdy jego ojciec poległ w walce z Hannibalem, nie miał dość czasu na to, aby stać się wielkim przeciwnikiem Scypiona. Jeśli przyjąć, że przyszedł na świat między 222 a 220 rokiem – co potwierdza jego konsulat w 177 roku – to kilkanaście lat wcześniej jako młody senator dopiero budował swoją pozycję i rozpoznawalność. Jak mógłby rzucać rękawicę Scypionowi, dwukrotnemu konsulowi i princeps senatus, który w ostatnich latach życia zaszył się w Liternum? Spór między nimi wydaje się bardziej mitem niż rzeczywistością.
Tekst jest fragmentem książki Kobiety Republiki Rzymskiej 509-80 p.n.e., która czeka na Ciebie tutaj:
Odrzućmy więc bajki o wielkim antagonizmie. Najpewniej Grakchus, ubiegając się o urząd trybuna plebejskiego, postulował zbadanie rachunków Scypionów z kampanii w Azji, a po wyborze, w jakiejś mowie na Forum lub w senacie, ustawił się w opozycji do pogromcy Antiocha. To wystarczyło, by kronikarze rozdmuchali sprawę, używając przesadnych słów o „wielkiej batalii”.
Jeszcze bardziej naciągana jest opowieść o zaręczynach Kornelii, córki Scypiona, z Grakchusem na Kapitolu, wśród wiwatujących senatorów. To klasyczny topos, który Liwiusz serwował, by ubarwić życie Republiki. Trudno też uwierzyć, że Emilia, żona Scypiona, była zaskoczona decyzją o zaręczynach. Wręcz przeciw nie – Plutarch, powołując się na Polibiusza (choć ten fragment zaginął), sugeruje, że rada rodzinna podjęła decyzję już po śmierci Scypiona.
Spróbujmy spleść te sprzeczne nici tradycji. Starsza córka Scypiona Afrykańskiego i Emilii poślubiła P. Korneliusza Scypiona Nazykę, od ległego kuzyna zwycięzcy spod Zamy. Co znamienne, Nazyka aktywnie bronił Scypiona Azjatyckiego podczas „procesu Scypionów”. Czyżby zaręczyny młodszej córki, Kornelii, z Semproniuszem Grakchusem były ostatnim politycznym gambitem Scypiona? Chciał ratować brata, ale dostrzegł też w Grakchusie ambitnego senatora i majętną partię dla córki. Po nagłej śmierci bohatera wojennego rada rodzinna, kierowa na zapewne przez Emilię, podtrzymała decyzję, finalizując zaręczyny.
Plutarch podkreśla, że małżeństwo to nie było jedynie sojuszem po litycznym – Grakchus konsultował się z Kornelią w sprawach domowych, co w patriarchalnym Rzymie świadczyło o jego szacunku i jej silnej osobowości.
Ostatecznie jednak dopiero śmierć starego Grakchusa odmieniła życie Kornelii, stając się cezurą w jej losach. Antyczne źródła przytaczają barwną anegdotę: Grakchus miał znaleźć w swej rezydencji dwa węże – samca i samicę – i zwrócić się do haruspika o radę. Kapłan, z typowo rzymską precyzją, orzekł: wypuszczenie samca sprowadzi śmierć na Kornelię, a uwolnienie samicy – na Grakchusa.
Ten, w porywie miłości, zgładził samca, by ocalić młodszą żonę, która miała wychować ich dzieci. Amor vincit omnia – miłość zwyciężyła, choć historia pach nie legendą. Opowieść, spisana przez ich najmłodszego syna Gajusza, odzwierciedla rzymski ideał małżeńskiej lojalności i podkreśla szacunek, jakim Grakchus darzył Kornelię. Niedługo potem przepowiednia się ziściła – Tyberiusz odszedł z tego świata. Kornelia, jako wdowa w wieku ok. czterdziestu lat, wzięła na swe barki wychowanie dwanaściorga dzieci, z których tylko troje – Tyberiusz, Gajusz i Sempronia – dożyło dorosłości.
Z tą ostatnią sprawą też zresztą jest niejaki problem. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że faktycznie urodziła tuzin dzieci między 178/170 a 154 rokiem. Możemy nawet podać konkretny współczesny przypadek kobiety, która przez siedemnaście lat niemal bez przerwy była w ciąży, rodząc dokładnie tyle dzieci, ile przypisywano Kornelii. Czy mogło to jednak wydarzyć się w antycznej Republice Rzymskiej?
Tekst jest fragmentem książki Kobiety Republiki Rzymskiej 509-80 p.n.e. Jak Rzymianki wychodziły z cienia i budowały potęgę znad Tybru, Łukasz Schreiber, Wydawnictwo Prześwity.
