W historii świata toczyło się wiele wojen. Trwały one raz długo, raz nieco krócej. Gdyby jednak spróbować podsumować okresy, kiedy działania zbrojne rozrywały znaną nam rzeczywistość, byłoby ich znacznie więcej, niż czasów, kiedy możemy cieszyć się pokojem. Podobnie dzieje się w przypadku serii o Piaście. Wojna z Popielem trwa już czwarty tom, wciąż ze zmiennym szczęściem. Czy w końcu uda się ją zakończyć, a książę odejdzie w niesławie? Jedno jest pewne. Sam tytuł budzi we mnie naturalną ciekawość.
Do czterech razy sztuka
Pozostając w tematyce militarnej, przyznam się, że są w dziejach takie wojny, które lubię i te, za którymi nie przepadam. Do tej drugiej grupy (nie wiedzieć czemu) należą wojna trzydziestoletnia oraz te prowadzone na przestrzeni lat przez Napoleona Bonaparte. Jedno jest pewne: każda z nich, ponieważ trwały dość długo wymagały wielokrotnych zmian koncepcji, pomysłów oraz planów, ale także, przyczyniły się do rozwoju techniki, a wodzowie na stale zapisali się w annałach. Podobnie rzecz się ma z literacką wojną z Popielem, którą w kolejnym tomie przedstawia Krzysztof Jagiełło. Robi to tym ciekawiej, że każdą część kończy w najbardziej interesującym momencie, wywołując zaskoczenie, a może i frustrację u czytelnika. Ma jednak do tego prawo, inaczej przecież byłoby strasznie nudno, a na to, nikt, kto ma do opowiedzenia jakąś dłużą narrację, nie może sobie pozwolić. Od razu zatem uspokoję. Hańba trzyma poziom poprzednich trzech tomów, pod względem językowym, stylistycznym, narracyjnym, a także fabularnym, a przy tym wszystkim jest nietypowa.
Bo choć wciąż wraz z Piastem i Ściborem pozostajemy w tym samym miejscu i czasie, zmieniło się prawie wszystko. Piast obrany tymczasowym wodzem poczuł smak władzy, dobrze się z nią czuję i zaczyna mieć zapędy niemal dyktatorskie. Uwięziony Ścibor dostrzega, że ich przyjaźń właściwie przestała istnieć. Wszystko, co wcześniej ich łączyło, co powodowało, że czuli się jak jeden organizm, już nie funkcjonuje, a wzajemne wsparcie zaufanie dawno odfrunęło. Priorytetem dla przywódcy stało się utrzymanie tego, co już osiągnął, spłodzenie potomka, zbudowanie własnej frakcji, umocnienie gospodarcze obu stron plemienia, a wojna z księciem na Mietlicy weszła w fazę stagnacji. Z kolei Ścibor przeżywa liczne kłopoty osobiste, nie mogąc poradzić sobie, ze wszystkim, co go otacza, utratą wiary we własne siły i zdolności, a przede wszystkim, z chłodem, jakim od jakiegoś czasu obdarza go Samboja. Kiedy jednak dochodzi do walki, znów czuje się jak ryba w wodzie, choć smak licznych upokorzeń wciąż daje mu się we znaki. Tym razem jednak obie strony zdają sobie sprawę, że dojdzie do ostatecznych rozstrzygnięć, na więcej prób po prostu nie ma już sił.
Myślę, więc?
Po tym, jak Autor skupiał się przede wszystkim na kwestiach związanych z militariami, ciągłymi, wzajemnymi napadami, licznymi zaskoczeniami oraz pułapkami, gdzie krew lała się strumieniami, a niebezpieczeństwo wyglądało zza każdego krzaka, tym razem jest inaczej. Hańba ma dużo spokojniejszy nurt, koncentrując się w dużej mierze na rozterkach wewnętrznych Ścibora oraz analizowaniu przez niego decyzji. Właściwie od początku najnowszej części Piast ponosi same klęski, nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak się dzieje i rządzi plemieniem właściwie tylko silnej ręce i poczuciu strachu zarówno przed nim, jak i przed Popielem oraz innymi plemionami, które tylko czyhają na ich słabszy moment. Ścibor doskonale analizuje sytuacje, potrafi wyciągać trafne wnioski, stara się też zapobiec skutkom, tego, co w jego mniemaniu może się wydarzyć. Dlatego potajemnie działa przeciw dawnemu ziomkowi, z reguły dyplomatycznie i ustnie, ale jednak. Ten tom jest silnie psychologiczny.
Zagłębiając się w jego myśli, dostrzegamy, że jest to człowiek właściwie pogodzony ze swoim losem. Wie, że już niewiele może osiągnąć. Myśli jedynie o dobru plemienia i złożonej trzy lata temu przysiędze. Wciąż kocha Samboję, ale to już nie to samo. Oboje wiedzą to najlepiej. Do końca chce być pomocny, ale Piast na niewiele mu pozwala. Ścibor zbyt wiele razy podważył jego zdanie, otwarcie mu się sprzeciwiając. Zdolniejszy i sprawniejszy z przyjaciół ma świadomość, że wódz dybie na jego życie, bo stał się zbyt niebezpieczny. W tym celu sprzymierzył się nawet z Małomirą, a ona na nic nie zważa. Za nic ma prawa boskie i ludzkie. Ścibor wie, że za swoją nieustępliwość prędzej czy później zapłaci najwyższą cenę.
Po trzykroć zdrajco!
Jakoś tak często się składa, że im więcej człowiek ma władzy, tym prędzej woda sodowa uderza mu do głowy. Przestaje zauważać wszystko inne dookoła, otaczając się jedynie klakierami. Autor w tej części zdecydowanie zmienia charakter postaci Piasta na jednoznacznie negatywną. Choć początkowo ciężko mi było przyjąć to do wiadomości, im dalej postępowałem w lekturze, zdawałem sobie sprawę, że tak jest naprawdę. W mojej ocenie tytuł Hańba odnosi się przede wszystkim do niego. Roztrwonił wszystko, co osiągnął za władzę. Stracił przyjaciela i zdrowy osąd. Gdyby tak na chłodno zastanowić się, który z dwóch ocalałych z zagłady Brójnic chłopców, a teraz już dorosłych mężczyzn jest lepszy, to nie wiem, czy nie podniósłbym ręki za Ściborem. W istocie rzeczy jednak oboje są postaciami tragicznymi, choć z różnych powodów i perspektyw. Oboje też, jeśli spojrzeć na ich życie z dystansem, pomimo tego, co napisałem zdanie wcześniej, w pewien sposób osiągają szczęście. Nie ulega jednak wątpliwości, że Ścibor przeżył więcej tragicznych chwil.
Seria jak żadna inna
Czy Popiela ostatecznie uda się pokonać Wam nie napiszę, bo jaką mielibyście wtedy przyjemność z czytania? Podobnie słowem nie zająknę się o losach Samboi. Chciałem jednak podkreślić, coś, co podziwiam u Autora niemal od samego początku mojej przygody z Piastem zdobywcą. Mam tu na myśli utrzymywanie wciąż wysokiej temperatury zdarzeń. Choć zdarzają się tu momenty nieco nużące, to prawie natychmiast po nich pojawiają się takie, od które zapierają w dech w piersiach. Mam tu jak zwykle w tym przypadku na myśli sceny batalistyczne, niezwykle barwne, pełne emocji i napięcia, a przede wszystkim przekazane nam z iście aptekarską precyzją, klatka po klatce, ruch po ruchu, uderzenie po uderzeniu. Napisać jedną powieść, która łączy w sobie tyle różnych cech, nie jest wcale łatwo, a co dopiero cztery! I żadna z nich nie jest gorsza od pozostałych. Wszystkie razem i każda z osobna są najwyższego uznania, tym bardziej że dotykają dość tajemniczej epoki, w której co prawda, Autor może pozwolić sobie na nieco swobody, a jednocześnie musi trzymać się przygotowanego planu.
Czy to już koniec?
Podskórnie czuję, że raczej tak. Niemal wszystkie najważniejsze wątki zostały domknięte, a historia pewnego mnicha zatoczyła koło. Jego życie, pełne ciekawych i dramatycznych zwrotów, powoli umyka. Nawet on, dawny wojownik, musi poddać się prawu natury. Co mógł zrobić, to zrobił, nie może mieć do siebie żalu. Przeszłość dogoniła teraźniejszość. Jako wierny czytelnik, chciałem bardzo podziękować Krzysztofowi Jagielle. Dał mi tą serią dużą dawkę przyjemności i prawdziwy szturm na moją wyobraźnię i chyba wszystkie zmysły. Tak zapanować nad czytelnikiem potrafią tylko nieliczni.
Jeśli ktoś nie sięgnął jeszcze po tę serię, to z całych sił, gorąco zachęcam. Nie zawiedziecie się, a może odkryjecie w tym i poprzednich tomach, coś, czego ja nie dostrzegłem, skupiając się na Popielu i wszystkim, co z nim związane. To z pewnością nie jest powieść monotonna, bo wciąga w swój świat, chwilę po otwarciu książki. Wakacje sprzyjają lekturze, a jeśli już czytać, to po to, aby mieć z tego przyjemność. A tę, tak jak poprzednio, wam gwarantuję.
DOMINIK MAJCZAK
Wydawnictwo Replika