Tego dnia 1942 roku rozpoczął się most powietrzny do okrążonego Demiańska
Na zamarzniętych ziemiach wokół Demiańska rozegrał się dramat tysięcy niemieckich żołnierzy, którzy przez ponad rok bronili się w okrążeniu. Choć most powietrzny do okrążonego Demiańska, zorganizowany przez Fritza Morzika, pozwolił im przetrwać, to jego sukces doprowadził do fatalnych w skutkach decyzji strategicznych, które zaważyły na losach 6. Armii w Stalingradzie. Jak doszło do tego, że operacja ratunkowa stała się jednocześnie pułapką dla przyszłych niemieckich kampanii?
Należałoby stwierdzić, że front pomiędzy Ilmen a Selige obu stronom początkowo nie wydawał się mieć jakiegolwiek znaczenia. Główny ciężar walk miał toczyć się z kierunku Nowogrodu Wielkiego, gdzie walczący przeciwko niemieckiej 16. Armii Front Wołchowski dążył do deblokady Leningradu oraz na kierunku trzymanego przez 9. Armię Rżewa, który wyzwolić próbował Front Kaliniński.
W tej układance, operacja demiańsko-chomska na styku Grup Armii „Północ” i „Środek” wykonana siłami Frontu Północno-Zachodniego generała Pawła Kuroczkina miała być pierwotnie jedynie uderzeniem pomocniczym, mającym związać siły przeciwnika.
Chroniąca skrzydło Grupy Armii „Północ” 16. Armia wykonywała zaś zadanie pomocnicze obsadzenia frontu pomiędzy głównymi siłami Grupy Armii „Północ” na kierunku leningradzkim, a Grupą Armii „Środek”. Dowódca 16. Armii, generał Ernst Busch, proponował nawet skrócenie wybrzuszonego frontu i wycofanie się nad rzekę Łować. Przeciwny jak zwykle wszelkim odwrotom Hitler odrzucił jednak ten pomysł.
Siły, którymi na tym odcinku frontu dysponowała 16. Armia, były dalece niewystarczające. Obrona pomiędzy jeziorami Ilmen a Seliger nie stanowiła jednolitej linii, lecz ciąg punktów oporu. Najsłabiej obsadzone były skrzydła, nie było również żadnych odwodów. Nie poświęcono także zbyt wiele uwagi jezioru Ilmen, ograniczając się tylko do wysyłania patroli. O ile latem stanowiło właściwie przeszkodę nie do przebycia, o tyle skute lodem w srogą rosyjską zimę, okazało się już niedocenionym zawczasu problemem dla obrońców.
Strona radziecka zaczęła jednak dostrzegać interesujące perspektywy na froncie pomiędzy Ilmen a Seliger. Uznano, że pod naporem Niemcy ustąpią ze swoich pozycji i przejdą do odwrotu. W związku z tym, nie zakładano aby jakiekolwiek większe siły przeciwnika miały zostać okrążone w skutek tej operacji ani nie chciano zresztą tego.
Zamiarem nie było przecież utknąć i męczyć się miesiącami z jakimś oblężeniem, lecz wyjście na Toropiec i Dno, tj. tyły Grupy Armii „Północ” i przerwanie jej styczności z Grupą Armii „Środek”. Następnie wojska te miały wesprzeć wysiłki Frontów Wołchowskiego i Kalinińskiego.
Ofensywa Armii Czerwonej i utworzenie kotła demiańskiego
W rejonie jeziora Ilmen ofensywa rozpoczęła się 7 stycznia 1942 roku. Zaskakującego ataku przez zamarznięte jezioro dokonali narciarze. Sowiecki atak powstrzymany został w walkach o miejscowość Stara Russa.
Do lutego sytuacja zdążyła ulec zmianie. Gdy Stara Russa okazała się wyzwaniem ponad możliwości nacierających, a operacja lubańska również stanęła, postanowiono zająć się inną rysującą się okazją.
11. Armia wciąż trzymała 32-kilometrowy wyłom, do którego weszły jako posiłki 14. i 15. Brygada Piechoty 1. Gwardyjskiego Korpusu Strzeleckiego. Wojska te, mimo długiego marszu, zostały rzucone na południe, na miejscowość Dawidowo, gdzie broniła się Grupa Bojowa Leopold.
Grupa Bojowa Leopold, stanowiąca ekwiwalent wzmocnionego batalionu, operując siłami z różnych oddziałów Wehrmachtu i Waffen – SS, zdołała wytrwać pierwsze radzieckie uderzenie z 2 lutego i zadać przeciwnikowi dotkliwe straty. Jednak już trzy dni później to Sowieci byli górą, gdy 7. Gwardyjska Dywizja Strzelecka w skoordynowanym ataku nieomal doszczętnie zniszczyła obrońców. Idąc za ciosem i kontynuując natarcie, 8 lutego Armia Czerwona wyzwoliła Ramuszewo.
Co w związku z tym stało się na froncie? Formalnie, II Korpus Armijny wraz z częścią X Korpusu Armijnego jeszcze nie zostały okrążone, ale faktycznie utraciły już wtedy połączenie lądowe. Począwszy od upadku Ramuszewa, zaopatrzenie wojsk w rejonie Demiańska możliwe było tylko drogą powietrzną.
Pełne okrążenie Demiańska nastąpiło dopiero w dniu 25 lutego, wraz z połączeniem się wojsk 3. Armii Uderzeniowej z siłami Frontu Północno – Zachodniego w rejonie wyzwolonej wsi Zeluchje.
Znaczenie kotła demiańskiego
Kocioł Demiański okazał się mieć niebagatelne znaczenie dla obu walczących stron. Sedno tego miejsca, jak często w dziejach wojen, leżało w morfologii terenu. Okrążone wojska znajdowały się na Wyżynie Wałdajskiej, górującej nad pozycjami Sowietów. Przez Demiańsk i Starą Russę oraz Chołm (pomniejszy kocioł, na południowy zachód od Demiańska) biegły ubite drogi umożliwiające transport zaopatrzenia i prowadzenie dalszej ofensywy.
Póki Demiańsk bronił się, Sowieci nie byli w stanie pójść dalej. Czerwonoarmiści opanowali bagniste niziny, narazie skute mrozem. Kwestią czasu jednak było przyjście wiosennej pory błotnej, zwanej tak jak jej jesienna siostra mianem rasputicy.
Niemcy utrzymywali teren liczący sobie 3000 kilometrów kwadratowych, obszar ten nazywano, od tytułu arystokratycznego dowodzącego II Korpusem Armijnym Brockdorffa-Ahlefeldta, mianem „hrabstwa”. W jego obrębie znalazło się około 100 000 ludzi. Pochodzili oni z 12., 30., 32., 123. i 290. Dywizji Piechoty oraz Dywizji SS – „Totenkopf”, należących do II i X Korpusu Armijnego, dowództwo tego ostatniego znalazło się poza okrążeniem.
Czy most powietrzny do okrążonego Demiańska uratuje okrążonych?
Czy da się za pomocą mostu powietrznego utrzymać okrążone wojska w liczbie 100 000 ludzi? Ten oto dylemat 18 lutego 1942 roku w Ostrowie rozstrzygali dowodzący 1. Flotą Powietrzną generał-pułkownik Alfred Keller oraz dowódca lotnictwa transportowego, pułkownik Fritz Morzik.
F. Morzik uznał dostarczanie 300 ton zaopatrzenia dziennie za wykonalne, lecz postawił warunki. Każdego dnia gotowych do wylotu musiało być 150 maszyn. Brakujących ludzi i sprzęt należało zgromadzić przez ściągnięcie ich z innych frontów oraz z głębi kraju. Oczekiwania uznano za dające się spełnić. Pierwszy transport w którym wzięło udział 40 samolotów typu Ju-52 wylądował pod Demiańskiem 20 lutego 1942 roku.
To nie było jednak takie proste zadanie. Pas był nieduży, a rozładunek musiał być wykonywany w bardzo wysokim tempie. Na pokładzie przewożono również uzupełnienia stanów osobowych, a w drodze powrotnej zabierano rannych.
Zagrożeniem podczas takiej akcji były nie tylko radzieckie ataki na lotnisko. W każdej chwili warunki pogodowe lub wraki na lądowisku mogły wyłączyć ten most życia II Korpusu Armijnego z użytku. Tak więc w marcu pod Pieskami utworzono prowizoryczne lotnisko, lecz warunki lądowania na nim były bardzo trudne.
Ochronę transportów zapewniały myśliwce z III Grupy 3. Pułku Myśliwskiego oraz I grupy 51. Pułku Myśliwskiego. Radzieccy lotnicy najchętniej polowali na Ju-52 podchodzące do lądowania, za to nie mieli najmniejszej ochoty mierzyć się z myśliwcami przeciwnika. Stan sprawnych samolotów transportowych topniał jednak w oczach również na skutek warunków pogodowych, w całej operacji Niemcy utracili 265 maszyn spośród 520 w nią zaangażowanych.
Ocalenie ma swoją cenę – warunki życia w kotle demiańskim
Średnio dziennie do kotła Demiańskiego docierało 276 ton, przy założonych dla operacji 300 ton zaopatrzenia (łącznie – 68 844 tony). Tak, był to niewątpliwy sukces, ale miał swoją cenę.
Wyżywienie dla ludzi kształtowało się na poziomie tak niskim, że okrążeni żołnierze jedli połowę standardowej racji żywnościowej. Czasem dietę uzupełniała konina. Dla służących dla armii zwierząt jucznych wyżywienia raczej nie dostarczano, przynajmniej w dostatecznej liczbie, choć teoretycznie zakładano również zapewnienie furażu.
O tym, jak ciężkie warunki panowały w kotle demiańskim, świadczyć mogą wyniki badań żołnierzy prowadzone przez dr. Eckerta z Dywizji SS – „Totenkopf”, który co trzeciego spośród badanych przez siebie żołnierzy określił jako niezdolnego do dalszej służby wojskowej. Przyrównał ich stan zdrowotny do kondycji więźniów obozów koncentracyjnych. Przyczyną były według niego ciężkie warunki bytowania, srogi mróz i głód.
Z powodzenia operacji mostu powietrznego Hitler wyciągnął zbyt daleko idące wnioski – ich krańcowym punktem była koncepcja utrzymania w okrążeniu poprzez ten sam sposób 6. Armii w Stalingradzie.
Niemieckie dowództwo nie dostrzegło problemów i konsekwencji takiej operacji. Samoloty Luftwaffe nie były przystosowane do takich działań, a ich użycie w ten sposób pochłaniało olbrzymie ilości paliwa, smarów i części zamiennych. Nadto, nad Demiańskiem stracono prawdziwy kwiat niemieckiego lotnictwa, tymczasem aby uzyskać potrzebną liczbę Ju-52, sięgnięto po zasoby m.in. ośrodków szkolenia bombowego, paraliżując programy szkoleniowe.
W konkluzji o operacji mostu powietrznego nad Demiańskiem, pułkownik Fritz Morzik wyraził opinię, że najlepiej byłoby, aby okazał się on porażką już na samym początku. Konsekwencją niepowodzenia byłoby – według niego – wymuszenie decyzji o przedarciu się okrążonych wojsk na zachód.
Deblokada demiańska
Uderzenie deblokujące powierzono generałowi Waltherowi von Seydlitz – Kurzbach, który objął dowodzenie nad X Korpusem Armijnym. Operacja Bruckenschalg (niem. Pomost) rozpoczęła się ze świetnym impetem 21 marca 1942 roku. Atakującym dywizjom towarzyszyło silne przygotowanie artyleryjskie oraz wsparcie ze strony bombowców nurkujących Luftwaffe, wykonujących zadanie bliskiego wsparcia.
22 marca szef sztabu generalnego, generał-pułkownik Franz Halder, zanotował: natarcie […] rozwija się w sposób zadowalający. Ostatni wpis poprzadzający zmianę pochodzi z 28 marca, kiedy to nasze wojska z powodzeniem posuwają się w rejonie Starej Russy. Ale już 30 marca nie posunęło się daleko, 1 kwietnia stwierdzono jedynie powolny postęp. Dzień później Halder stwierdził niemożność prowadzenia działań zaczepnych przez wzgląd na pogodę.
Faktycznie, z początkiem kwietnia rozpoczęła się odwilż, wiosenna pora błot w Rosji. Ale nie tylko do stało się problemem. Czerwonoarmiści przeszli do obrony w oparciu o umocnione pozycje nad Łowatem. W rzeczywistości problemy X Korpusu Armijnego zaczęły się już 28 marca.
Wojska w kotle czekały tymczasem na swoją kolej. Otrzymawszy 14 kwietnia informację o zajęciu Ramuszewa, oddziały Wehrmachtu i Waffen – SS, na których czele nacierała Dywizja SS – „Totenkopf”, wyszły na spotkanie odsieczy. Oblężenie twierdzy Demiańsk dobiegło końca 22 kwietnia 1942 roku.
Deblokada Demiańska nie oznaczała jednak końca mostu powietrznego, który utrzymywano aż do początku 1943 roku. Wyłom dokonany przez X Korpus Armijny nie był w stanie utworzyć stabilnej drogi zaopatrzenia dla tak dużego zgrupowania. Ostatecznie, do ewakuacji kotła Demiańskiego doszło dopiero w lutym 1943 roku.
Bibliografia
- Bekker C., Atak na wysokości 4000, Warszawa 1999.
- Carell P., Operacja “Barbarossa”, Warszawa 2000.
- Forczyk R., Demiańsk 1942-1943, Oświęcim 2016.
- Halder F., Dziennik wojenny, t. 3, Warszawa 1974.
- Lopez J., Kocioł Czerkasy – Korsuń i bitwa o Dniepr, Oświęcim 2019.
- Sydnor Ch., Żołnierze zagłady, Warszawa 1998.
Fot. Niemieccy żołnierze w zimowym kamuflażu, 21 marca 1942, German Federal Archives