W cieniu wojennej zawieruchy trzej najpotężniejsi mężowie stanu spotkali się w sercu Bliskiego Wschodu, by stawić czoła nie tylko wspólnemu wrogowi, ale i własnym ambicjom. Konferencja w Teheranie miała rozstrzygnąć losy świata, a z każdą godziną rozmów na stole kładły się nie tylko wojenne plany, ale także brutalna polityka, która wymagała nie tylko siły, ale i nieufności. To spotkanie nie było tylko dyplomacją – to był test ich zdolności do przetrwania w świecie, gdzie każdy ruch mógł zmienić wszystko.
Pod koniec listopada 1943 roku Stalin, Roosevelt i Churchill spotkali się na konferencji w dość nieoczekiwanym miejscu, a mianowicie w Teheranie, stolicy Iranu. Było to ich pierwsze spotka- nie w tym składzie. Churchill i Roosevelt już wcześniej często się widywali i nawiązali bliskie relacje osobiste. Churchill raz udał się do Moskwy, aby spotkać się ze Stalinem na jego ojczystej ziemi. Natomiast dla Roosevelta i Stalina była to pierwsza okazja do uściśnięcia sobie dłoni, choć nie wynikało to z wcześniejszego braku chęci ze strony Roosevelta.
To pierwsze spotkanie przywódców wielkiej trójki było doniosłym wydarzeniem, ponieważ wojna prowadzona w koalicji zawsze wiąże się z niezwykle trudnymi aspektami dyplomacji i strategii. Partnerów utrzymuje konieczność pokonania wspólnego wroga, ale jednocześnie każdy kraj musi dbać o własne interesy, prowadząc działania wojenne i przygotowując się do zawarcia pokoju na swoich warunkach.
Na przykład inny europejski „wielki sojusz” – przeciwko królowi Francji Ludwikowi XIV – do którego Churchill często lubił się odwoływać, jako że został on zbudowany przez jego przodka, księcia Marlborough, był targany wewnętrznymi sporami i załamał się przed osiągnięciem ostatecznego zwycięstwa.
Nowy „wielki sojusz” państw zaangażowanych w wojnę światową przeciwko Niemcom również podlegał nieuniknionym napięciom związanym ze sposobem prowadzenia walki, a do tego wisiały nad nimi znaczące różnice ideologiczne. Związek Radziecki był pierwszym na świecie państwem socjalistycznym, a Stalin – sztandarowym przedstawicielem marksizmu-leninizmu, a także twardogłowym i stojącym mocno na ziemi mężem stanu.
Wielka Brytania i Stany Zjednoczone stanowiły liberalne demokracje i miały ze sobą wiele wspólnego pod względem ideałów i tradycji. Amerykanie jednak (nie tylko sam prezydent Roosevelt) byli żarliwie antyimperialistyczni, podczas gdy Wielka Brytania wciąż rządziła rozległym imperium, które Churchill był zdeterminowany utrzymać.
W tych okolicznościach pierwsze spotkanie przywódców Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego stanowiło pilną konieczność – należało bowiem skonsolidować sojusz i ustalić strategię – ale jednocześnie wiązało się z nie- bezpieczeństwem, ponieważ napięcia generowane w takich sytuacjach mogą ujawnić ukryte podziały i spory. Rozmowy były więc zarówno wielką szansą, jak i niepokojącym ryzykiem – krokiem w nieznane.
Dla tych trzech wielkich postaci już samo dotarcie do Teheranu stanowiło wyzwanie. 27 listopada Churchill przyleciał na lotnisko w Teheranie z Kairu, a następnie pojechał samochodem do brytyjskiego poselstwa w mieście, pokonując zatłoczone drogi, których pilnowali jedynie irańscy kawalerzyści, rozstawieni mniej więcej co 50 m. Churchill relacjonował: Ludzie na koniach pokazywali drogę, ale nie mogli zapewnić żadnej ochrony. Na szczęście premier Wielkiej Brytanii nie był człowiekiem, który łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi: […] nic się nie stało. Uśmiechałem się do tłumu, a tłum uśmiechał się do mnie. W końcu dotarł do brytyjskiej legacji, gdzie bezpieczeństwo zapewnił mu sikhijski batalion armii indyjskiej.
Tego samego dnia prezydent Roosevelt również przyleciał do Teheranu i z lotniska pojechał nieco mniej rzucającą się w oczy drogą do ambasady amerykańskiej. Dla niego był to ostatni etap liczącej ponad 14 000 km podróży z Waszyngtonu, podczas której doszło do niebezpiecznej sytuacji. Pancernik „Iowa” z Rooseveltem na pokładzie o mało nie został trafiony torpedą wystrzeloną przypadkowo przez jeden z eskortujących go niszczycieli.
Co prawda torpeda minęła pancernik o prawie kilometr, ale to i tak zbyt blisko, by mówić o pełnym bezpieczeństwie. Generał Arnold z Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych nie omieszkał przy tej okazji wbić szpili swojemu koledze, admirałowi Kingowi, który jako szef sztabu marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i szef operacji morskich był przełożonym wszystkich dowódców US Navy. Arnold zwrócił się do niego z pytaniem: „Powiedz mi, Ernest, czy to się często zdarza w twojej marynarce?”. Dla admirała ten żart musiał być mało śmieszny.
Dla Stalina dotarcie do Teheranu również wiązało się z pewnym ryzykiem. Ponieważ bał się latać, wybrał podróż koleją do Baku. Ale ze względu na brak linii kolejowej z Baku do Teheranu nie miał już wyboru. Po raz pierwszy w życiu wsiadł na pokład samolotu; za sterami siedział radziecki pułkownik. W grudniu Stalin wrócił w ten sam sposób, ale później już nigdy nie odbył żadnej podróży lotniczej.
Trzej przywódcy, którzy spotkali się w Teheranie, byli w podobnym wieku, ale bardzo różnili się pochodzeniem i doświadczeniem. Churchill, najstarszy z tego grona, miał świętować 69 urodziny podczas konferencji, 30 listopada.
Stalin miał 67 lat, a Roosevelt 61. Churchill miał za sobą zawodową karierę woj- skową, w trakcie której brał udział w akcjach w Sudanie i Afryce Południowej oraz na froncie zachodnim; jego kariera polityczna trwała już prawie 40 lat i w tym czasie piastował większość naj- ważniejszych brytyjskich urzędów państwowych. Roosevelt pochodził ze znamienitej amerykańskiej rodziny polityków i z niezłomną determinacją odbudował swoją karierę polityczną po przebyciu w wieku 39 lat choroby Heinego-Medina i wycofaniu się na jakiś czas z życia politycznego.
Poruszał się na wózku inwalidzkim, ale zgodnie z konwencją starannie przestrzeganą przez amerykańską prasę i filmowców, nigdy go na nim nie fotografowano. Pomimo choroby cechowała go ogromna wytrzymałość fizyczna i psychiczna, ale długie podróże lotnicze były dla niego trudne. Stalin stał w wyraźnym kontraście do obu tych postaci zachodniego establishmentu.
Przez znaczną część swojego życia był twardo stąpającym po ziemi rewolucjonistą. Pod koniec lat 20. stał się dyktatorem Związku Radzieckiego, a w latach 30. bezwzględnym masowym mordercą własnego narodu. Kiedy doszło do konferencji w Teheranie, był u szczytu potęgi, przetrwał katastrofę z 1941 roku, a do 1943 roku zdołał odbudować siłę militarną i gospodarczą ZSRR.
Ci trzej mężowie stanu nie tworzyli spójnego triumwiratu, ale raczej coś w rodzaju pary i jednego niepasującego człowieka. Parę stanowili oczywiście Churchill i Roosevelt. Od 1940 roku Churchill pielęgnował bliskie relacje z Rooseveltem poprzez stałą korespondencję i długie konferencje; wierzył, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone są pod wieloma względami naturalnymi sojusznikami, dzielącymi tradycje polityczne, a także interesy.
Jego stosunki ze Związkiem Radzieckim to zupełnie inna sprawa. W 1919 roku Churchill był zagorzałym zwolennikiem interwencji przeciwko bolszewikom w Rosji i nigdy nie zachwiał się w swojej wrogości wobec komunizmu. Ale tej ideologicznej nie- chęci towarzyszyła silna dawka politycznego realizmu.
W marcu 1938 roku Churchill zrobił wszystko, co w jego mocy, by wyjaśnić Iwanowi Majskiemu, rosyjskiemu ambasadorowi w Londynie, że wcześniej sprzeciwiał się komunizmowi ze wszystkich sił, ponieważ stanowił on największe zagrożenie dla imperium brytyjskiego. Teraz jednak największym zagrożeniem były nazistowskie Niemcy i dlatego teraz to Hitler jest jego głównym wrogiem. To mogło oczywiście ulec zmianie w przyszłości, ale jeszcze nie teraz – W tym okresie my i pan dzielimy tę samą ścieżkę.
Trudno o lepszy przykład realizmu politycznego w praktyce. Począwszy od 1941 roku Churchill starał się nawiązać osobisty kontakt ze Stalinem, a podczas wizyty w Moskwie w sierpniu 1942 roku uwierzył nawet, że w jakiś sposób udało mu się dotrzeć do radzieckiego przywódcy po nocnej sesji rozmów i picia. Zawsze starał się wprowadzić jakiś osobisty wątek do ich korespondencji i silił się na gesty przyjaźni – na przykład przekonując firmę tytoniową Dunhill, aby wysłała Stalinowi kilka swoich charakterystycznych fajek. Tak oto Churchill dodał szczyptę osobistych relacji do swojej podstawowej polityki realizmu politycznego. Roosevelt z kolei pokładał duże nadzieje w swoim uroku osobistym.
Już 18 marca 1942 roku napisał do Churchilla: Wiem, że nie będziesz mi miał za złe brutalnej szczerości, kiedy Ci powiem, że moim zdaniem sam poradzę sobie lepiej ze Stalinem niż Twoje Foreign Office czy mój Departament Stanu. Stalin z całej duszy nienawidzi wszystkich Twoich oficjeli. Mnie uważa za znośniejszego […].
Dwu- krotnie w 1942 roku i ponownie w maju 1943 roku Roosevelt za- sugerował Stalinowi, aby spotkali się gdzieś w pobliżu Cieśniny Beringa, aby się lepiej poznać – tylko we dwóch, bez Churchilla. Stalin najpierw odkładał tę sprawę na później, a następnie odrzucił propozycję; tak więc to, co mogłoby być intrygującym spotkaniem na szczycie, nigdy nie doszło do skutku. Propozycje Roosevelta stanowiły jednak istotny aspekt tła konferencji teherańskiej, na której prezydent Stanów Zjednoczonych w końcu spotkał się z przywódcą ZSRR.
Sam Stalin był postacią poważną i enigmatyczną. Anthony Eden, ówczesny brytyjski minister spraw zagranicznych, bystry i doświadczony znawca ludzkich charakterów, wysoko cenił go jako negocjatora:
[…] gdybym miał wybrać drużynę do sali konferencyjnej, Stalin byłby moim pierwszym kandydatem. Oczywiście ten człowiek był bezwzględny i znał swój cel. Nigdy nie marnował słów. Nigdy się nie burzył, rzadko był nawet rozdrażniony. Posępny, spokojny, nigdy nie podnoszący głosu, unikał powtarzających się zaprzeczeń Mołotowa, których słuchanie było tak irytujące. Bardziej subtelnymi sposobami osiągał to, czego chciał, nie sprawiając przy tym wrażenia uparciucha.
Podobnie generał Brooke, szef Imperialnego Sztabu Generalnego, wysoko cenił Stalina jako stratega:
Szybko zacząłem doceniać fakt, że ma on wojskowy umysł najwyższego kalibru. Ani razu w żadnym ze swoich wystąpień nie popełnił strategicznego błędu, a dzięki swojemu szybkiemu i nieomylnemu wyczuciu nigdy też nie zawiódł w ocenie wszystkich następstw jakiejkolwiek sytuacji.
Niewątpliwie Stalin był godnym rywalem podczas wszelkich rozmów w trakcie tej konferencji. Miał również przewagę w postaci wiedzy z doskonałych źródeł wywiadowczych – od agentów umieszczonych na wysokich szczeblach zarówno w Londynie, jak i Waszyngtonie. Poglądy Stalina na politykę zagraniczną były pod pewnymi względami uderzająco proste.
Jego główny cel stanowiło zapewnienie bezpieczeństwa Związkowi Radzieckiemu poprzez utrzymanie terytoriów zdobytych w 1939 i 1940 roku (wschodnia Polska, kraje bałtyckie i część Rumunii) oraz pozyskanie strefy wpływów radzieckich poza nimi. Kiedy Eden spotkał się ze Stalinem w Moskwie w grudniu 1941 roku, gdy Niemcy wciąż znajdowali się w niewielkiej odległości od miasta, radziecki przywódca spokojnie przedstawił listę żądań terytorialnych, które pozwoliłyby Związkowi Radzieckiemu powrócić do granic z jesieni 1939 roku, a nawet je poszerzyć.
Działo się to w momencie, gdy radziecka pozycja militarna była najsłabsza. Przed końcem 1943 roku, kiedy odbywała się konferencja w Teheranie, pozycja militarna ZSRR stała się tak silna, że Stalin mógł już być pewien, iż terytoria, których pragnął, wkrótce znajdą się w zasięgu Armii Czerwonej. Nie było potrzeby negocjowania w tej sprawie.
To twarde stanowisko i chęć uzyskania korzyści terytorialnych stały w ostrym kontraście z niejasnymi słowami Roosevelta o potrzebie nawiązania osobistego kontaktu – Stalin był w stanie rozegrać każdą tego typu grę niejasności na swoją korzyść, wiedząc, że im dłużej mocarstwa będą odkładać ostateczne rozwiązanie spraw wschodnioeuropejskich, tym jego pozycja będzie silniejsza. Nie było cienia szans, że Stalin przehandluje jakiekolwiek swoje roszczenia terytorialne w zamian za mglistą „dobrą wolę”. Nie był negocjatorem tego typu.
Tekst jest fragmentem książki Punkty zwrotne II wojny światowej Wydawnictwa RM.