Otuleni syberyjskim wiatrem

Otuleni syberyjskim wiatrem |Recenzja

Wioletta Piasecka, Otuleni syberyjskim wiatrem. Zdeptane nadzieje

Historia zapamiętuje bohaterów z bronią w ręku, ale czy pamięta o tych, którzy walczyli ciszej, lecz równie zaciekle? Książka Otuleni syberyjskim wiatrem odkrywa przed nami losy kobiet, które w cieniu upadłego powstania listopadowego toczyły własną walkę – o miłość, godność i przyszłość ojczyzny. Ich codzienność to nie tylko brutalna rzeczywistość zaborów, ale też starcie z konwenansami, społecznymi oczekiwaniami i okrucieństwem losu. Ile odwagi potrzeba, by przetrwać, gdy wszystko, w co wierzyły, obraca się w pył?

Zastanawiam się jak zacząć pisanie tej recenzji? Od ujęcia historycznego? A może zwyczajnie napisać o jej fabule? Mam nie lada dylemat, bowiem Autorka w swej powieści pod tytułem „Zdeptane nadzieje”, kreśli przed czytelnikiem wiele ciekawych problemów.

Choć głównym tłem zdają się być wydarzenia historyczne związane z upadkiem powstania listopadowego, to jednak główną rolę pełnią tutaj zdruzgotane nadzieje młodych kobiet. To one wyznaczają oś dla całej fabuły. To one walczą, choć w cieniu. To one naprawiają świat, ponosząc ciche koszty tej walki. To one wreszcie muszą zmagać się z ciągłymi razami od losu, wymierzanymi przez społeczne oczekiwania, bieg wydarzeń, fasadowość męskich serc i prawa natury – przemijający czas, czar, urok i siły. Tak, tytuł w pełni oddaje los kobiet.

Niesławna encyklika

Bardzo zaciekawiła mnie kwestia encykliki „Cum primum”, którą w czerwcu 1832 roku wydał papież Grzegorz XVI. Tak się jakoś składa, że zapomniałem o tym fakcie, więc ponowne jego odkrycie było ciekawe. Musiałem wrócić nie tyle samą pamięcią do tego faktu, ile sprawdzić na czym rzecz polegała.

Co odkryłem? Że dokument powstał z inspiracji feldmarszałka Iwana Paskiewicza, który zauważył, że rozedrgana jeszcze powstańczym zapałem ludność polska, ulega silnym wpływom katolicyzmu. Uznał więc, że przy pomocy papieża, a za jego pośrednictwem, polskich duchownych, mógłby wymóc na Polakach zaprzestanie oporu i przyjęcie carskiej „opieki”.

Jak można było się domyślić, dokument ten wywołał ogromne wzburzenie i wzmocnił niechęć do papiestwa. Mimo papieskiego „mea culpa”, dokument nie został odwołany. Później Grzegorz XVI starał się zatrzeć złe wrażenie, głosząc, że został przymuszony przez Rosjan do wydania dokumentu. Jakoby grożono mu zsyłką duchownych na Sybir…

W książce pojawiła się mała nieścisłość – w tekście jest „przez hrabiego Juliana Ursyna „Niecewicza”, a powinno być „Niemcewicza”. O ile mi wiadomo, szlachcica o nazwisku Niecewicz nie było ;D

Plany powstania po powstaniu listopadowym

Towarzystwo Demokratyczne Polskie, mimo upadku powstania listopadowego, głosiło potrzebę zorganizowania nowego zrywu niepodległościowego. Wystąpienie to planowano na luty 1846 roku, zakładając, że głównym jego atutem będzie zaskoczenie zaborców. Jednak plany te nie miały ani realnego umocowania w rzeczywistości, ani szerszego poparcia społecznego.

Wielu Polaków było przerażonych dotychczasowymi carskimi represjami. Obawiano się więc, że przemoc może tylko wzrosnąć. Organizatorów spisku wykryto i aresztowano, więc do powstania przystąpili tylko Wielkopolanie oraz mieszkańcy Rzeczpospolitej Krakowskiej (21 lutego 1846 roku). Powstanie pod Krakowem zakończyło się rabacją galicyjską i mordem szlachty. Wkrótce wybuchła Wiosna Ludów, ale również nie przyniosła oczekiwanych zmian.

Wzmogły się tylko represje ze strony zaborców, zwłaszcza Prus i Rosji. Za najmniejsze przewinienia Rosjanie osadzali aktywnych politycznie i społecznie Polaków do więzienia. Konfiskata majątku również wchodziła w rachubę, i to nie tylko wobec samych „buntowników”, ale i ich rodzin. A to najlepsze, co może ich spotkać, bowiem spora część niepokornych była wysyłana na zsyłkę na Syberię.

Pomimo represji, opór nadal się jednak tlił. Choć zamknięto wszechnicę w Krzemieńcu na Wołyniu (główne miejsce akcji), a także zabroniono uczęszczania na msze, Polacy starają się znaleźć sposoby, aby obejść ograniczenia i nadal kultywować własne narodowe tradycje.

Zosia i Józia Rzążewskie – nieme bohaterki Otuleni syberyjskim wiatrem

I właśnie w tym momencie poznajemy nasze główne bohaterki – Zosię i Józię, które w tym dziwnym, niebezpiecznym świecie, wkraczają w dorosłość. Ich losy są ciekawe, choć, niestety, smutne. Miłość, nawet jeśli prawdziwa, nie potrafi przeskoczyć nadal aktualnych i silnych szlacheckich konwenansów. Ponadto Józefa Rzążewska, choć jej serce zostało złamane, również angażuje się w działalność „konspiracyjną”. Zbiera datki dla różnych instytucji, głównie o charakterze charytatywnym lub naukowym, a także zajmuje się tłumaczeniem listów zaangażowanych w polityczny spór z zaborcą. Ma to być odtrutka na miłość, ale czy skuteczna?

Ciekawym wątkiem jest właśnie kobiece zaangażowanie w sprawę odbudowy Rzeczypospolitej. Najczęściej pamięta się tylko męskie, powstańcze zrywy, ewentualnie bohaterskie trwanie na Sybirze. Kobietom zazwyczaj pisany był inny los, nie znaczy to jednak, że i one nie walczyły. Jednak ich walka o powstrzymanie wynaradawiania, polegała na pracy u podstaw – na organizowaniu wszelkiej maści instytucji charytatywnych, które zapewniały lepszy byt najuboższym.

Przy okazji tego, tworzono szkoły dla dzieci chłopów, aby i one poznały dzieje Polski, aby nie uległy zaborczej propagandzie. Polki szlacheckiego pochodzenia, fundowały szkoły, przytułki, jadłodzielnie, szpitale, ale i kursy – dla gospodarzy (wprowadzanie nowych technik uprawy, sprzętu rolniczego czy nowych rodzajów upraw) czy dla pań – jako potencjalnych położnych, lekarek…

Dzięki tej książce mamy możliwość podglądania zmagań polsko-rosyjskich o to, czy Polska przetrwa, może nie na mapach, ale w sercach ludzi, z kobiecej perspektywy. Co więcej, mamy dowody na to, że i kobiety mają swój udział w trwaniu naszego narodu. Kto wie, czy nie większy niż powstańcy przelewający, nieraz bezsensownie, swą i cudzą krew. Lektura jest świeża, ciekawa, choć brakuje jej pewnej głębi.

Coś zgrzyta

Historia opowiedziana przez Wiolettę Piasecką jest interesująca, wciągająca, ale czegoś jej brakuje. Jak dla mnie, rozterki głównych bohaterek są nieco za mało rozpisane. Wprawdzie dowiadujemy się, co czują, ale ich wewnętrzne wywody, rozmowy czy wątpliwości są krótkie, lakoniczne. A ja chciałbym zrozumieć ich porywy serca, zwątpienie, drobne radości.

Nie wyobrażam sobie kobiety, która nie miałaby ogromnego wewnętrznego bogactwa, którym nie dzieli się ze światem. Wtedy bardziej przypomina mężczyznę, z tym, że on wszystko skrywa pod maską żartów, albo złości, ewentualnie – chłodnej obojętności.

Choć bardzo podoba mi się ujęcie walki o powrót do normalności duchowej, to brakuje mi tej goryczy porażki, bycia oszukaną przez niestałych mężczyzn. Co więcej, zabrakło mi takiej złości wobec oczekiwań społecznych, wobec tego, jaką się być powinno, a nie jaką się jest. Wszystkie kobiety które znam, nie potrafią trzymać się w ryzach, są wojowniczkami. Nie wyobrażam sobie, aby wcześniej również tak nie było.

Czy książkę polecam – tak. Mimo tego drobnego mankamentu, o którym pisałem nieco powyżej, powieść czytało się ciekawie. Myślę, że jest ona jednak skierowana głównie dla pań. Choć śmiało może stanowić odskocznię do badań historycznych nad rolą Polek w walce z zaborcami. Fajny, ciekawy temat. Polecam serdecznie.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.