ofiary Kuby Rozpruwacza

Nie tylko prostytutki. O pięciu ofiarach Kuby Rozpruwacza

Zimne ulice Londynu potrafiły odebrać wszystko – godność, dom, nadzieję. Gdy noc stawała się zbyt ciemna, a miasto zbyt obojętne, pojawiał się on – widmo w ludzkiej skórze. W tej mrocznej epopei o strachu, potworze i społeczeństwie, które łatwiej zapamiętało pseudonim zabójcy niż imiona ofiary Kuby Rozpruwacza, kryje się prawdziwa tragedia – nie jednego, a pięciu ludzkich żyć. Każde z nich zaczynało się od pragnienia zwykłego życia.

Postać mordercy, którego nigdy nie złapano i którego tożsamości nie udało się nigdy z całą pewnością potwierdzić, do dziś rozbudza wyobraźnie. Nieuchwytność Kuby Rozpruwacza roztaczała niemal nadprzyrodzoną aurę wokół sprawy. Przerażeni ludzie zaczynali twierdzić, iż to sam szatan nawiedza Ziemię.

Postać mordercy, nazwanego „Kubą Rozpruwaczem” przeniknęła do pop kultury – sam Rozpruwacz, bądź postaci bezpośrednio na nim wzorowane pojawiają się w grach, filmach z doborową obsadą, książkach. W Londynie, miejscu w którym w przeszłości dokonywał morderstw, popularność zdobyły spacery „Śladami Kuby Rozpruwacza”, zakończone kuflem zimnego piwa w pubie.

Starano się na wszelkie sposoby analizować psychologię człowieka, którego nigdy nie ujęto i w każdej z tych analiz motywy zbrodni wyrastały z innych pobudek:

W jednej z teorii, morderca był lekarzem/ginekologiem, z którego usług korzystały miejscowe prostytutki. Z tej teorii wykiełkowała teza, iż Rozpruwacz był… kobietą. Konkretnie akuszerką, która miała stracić ciążę, co załamało i rozwścieczyło przyszłą morderczynie – dlaczego ona straciła dziecko, kiedy kobiety trudniące się prostytucją tak łatwo pozbywają się ciąż? Akuszerki cieszyły się społecznym zaufaniem i widok osoby z tej profesji w zakrwawionym ubraniu nie budził żadnych podejrzeń.

Związek mordercy z medycyną tłumaczyć miał precyzyjne cięcia znalezione na ciałach ofiar – które były dosłownie wypatroszone.

W innej teorii zaś Rozpruwacz miał mścić się na kobietach, z powodu problemów z własną sprawnością seksualną. Nie brakowało wariacji na temat związku Kuby Rozpruwacza z siłami demonicznymi, a nawet ukazywania go jako wielkiego czyściciela ulic z nierządu.

Brak tożsamości mordercy pozostawił wielkie pole do popisu dla wyobraźni. Do dziś niemal każdy słyszał historię o czynach przez niego popełnionych.

A kim były kobiety, które zginęły z jego ręki? Zwykle, mówiąc o wydarzeniach z wiktoriańskiej ery najbiedniejszej wówczas dzielnicy Londynu, wspomina się o nich jednym słowem: „prostytutki”.

Mało kto zna ich imiona, kiedy pseudonim ich mordercy wszedł do kanonu pop kultury.

5 ofiar, których zwłoki znaleziono w zaułkach Whitechapel, były przede wszystkim istotami ludzkimi. Określanie ich wszystkich jako „tylko prostytutek” przez długie lata stanowiło krzywdzące uproszczenie ich skomplikowanych życiorysów, wplecionych w historię Londynu.

Dwie strony wiktoriańskiego Londynu

Większość podręczników do historii, opisując wydarzenia w Anglii 1887, opowiada o królowej Wiktorii oraz obchodach jej złotego jubileuszu. Do Londynu zawitały koronowane głowy z różnych części Europy, a także przedstawiciele z zakątków brytyjskiego imperium. Wszędzie powiewały flagi w barwach błękitu, bieli oraz czerwieni. Budynki i elewacje ozdabiano kwiatami i gigantycznymi literami „V” i „R”. Ludzie tłoczyli się w centrum angielskiej stolicy w nadziei, że ujrzą chociaż kawałek królewskiego powozu. Opactwo westminsterskie odprawiło dziękczynną mszę, w Windsorze zorganizowano wojskową paradę, organizowano przyjęcia i atrakcje. Wiktoriańskie życie obracało się w rytm walca.

Jest i druga część historii, przytaczana mniej chętnie, pomimo iż w 1887 roku zapełniała strony gazet częściej, niż opisy królewskich parad.

Wyjątkowo ciepłe i suche lato być może sprzyjało organizacji ogrodowych przyjęć, nie zaś zbiorom. Wysuszone na wiór pola przyniosły marne zbiory owoców, pociągając za sobą brak pracy dla robotników sezonowych. Pogorszyło to stan i tak już dotkliwego bezrobocia. I tak w tę słoneczną pogodę roku 1887, fala ubogich i bezdomnych rozbiła się obozem na placu Trafalgarskim.

Jesienią na placu pojawili się mn. Członkowie Armii Zbawienia, rozdając Biblię, żywność oraz gorące napoje. Wśród mieszkańców zaimprowizowanych biwaków pojawiło się poczucie wspólnoty. Na plac zaczęły ściągać kolejne osoby wyrzucone na społeczny margines, a wraz z nimi policja i dziennikarze. Ci ostatni, chodząc wśród lokatorów obozowiska, zbierali ich historie – historie ludzi, którzy stracili prace i miejsce do życia, walczących o przetrwanie, z nadzieją, że los w końcu się odmieni.

Wkrótce i polityczni agitatorzy zwrócili uwagę na zbiorowisko. Zrozumieli oni, że można ukierunkować gniew ludzi, którzy nie mają już nic do stracenia. Socjaliści i reformatorzy społeczni, tacy jak Annie Besant czy też Williams Morris codziennie wygłaszali przemowy na placu, by w końcu porwać tysiące ludzi do buntu. Masy wylały się na ulicę skandując i powiewając transparentami, co nieuchronnie doprowadziło do aktów przemocy.

Londyńska policja dwoiła się i troiła, by powstrzymać protesty, masy jednak wracały nieubłaganie, z coraz większym gniewem. Próbowano wydać rozporządzenie zakazujące wszelkich spotkań na placu Trafalgarskim. Rozporządzenie odebrano jako deklarację wojny. 13 listopada ponad czterdzieści tysięcy ludzi zgromadziło się na demonstracji. Naprzeciw nim stanęło dwa tysiące policjantów, wspieranych przez grenadierów i Gwardię Królewską. Dzień ten nazwano krwawą Niedzielą – zginęły dwie osoby, a ponad dwieście zostało rannych.

Wiktoriański Londyn posiadał dwie strony – z jednej wystawne bale elit, zachwyt królową, od której imienia nazwano całą epokę, kwiaty i dumnie powiewające flagi. Z drugiej skrajna bieda, bezrobocie, rozpacz i poczucie beznadziei ludzi skazanych na przytułki, w których warunki urągały ludzkiej godności.

Kiedy do wiadomości mieszkańców Londynu dotarły pierwsze informacje o serii morderstw, prasa określała noclegownie dzielnicy Whitechapel jako „zwykłe burdele”. Nie było to prawdą. Owszem, z tanich miejsc noclegowych korzystały prostytutki poszukujące miejsca do przyprowadzenia klienta, jednakże większość kobiet dotkniętych biedą łatała dziurawy budżet handlując, sprzątając, piorąc i oddając przedmioty pod zastaw. Stwierdzenie, że wszystkie pałały się prostytucją, było błędne.

Mary Ann „Polly” Nichols

Jedną z kobiet, które szukały schronienia na placu Trafalgarskim, była Mary Ann „Polly” Nichols. Mary była pierwszą „kanoniczną” ofiarą Kuby Rozpruwacza, której życie zostało odebrane 31 sierpnia 1888 roku w dzielnicy Witechapel – wschodniej części Londynu.

Polly przyszła na świat 26 sierpnia 1845 roku, jako córka kowala. Jej rodzina nie była zamożna – pomimo iż zawód jej ojca wymagał nie lada umiejętności, ciężko było wówczas uzyskać dobre dochody. Rodzina Polly prowadziła skromne, ale spokojne życie. Ojciec dziewczynki, Edward Walker, kładł nacisk na edukację dzieci, na tyle, na ile było to możliwe – dlatego Polly pobierała nauki do piętnastego roku życia. Nie było to typowe zjawisko w okresie, biorąc pod uwagę klasę społeczną oraz płeć Polly. Dziewczynka nauczyła się więc czytać i pisać.

Pierwsza tragedia dotknęła ją wiosną 1852 roku, kiedy to jej matka zaczęła przejawiać pierwsze objawy gruźlicy. Po kilkumiesięcznej walce z chorobą, kobieta zmarła. W takiej sytuacji ówczesne społeczeństwo nie oczekiwało od pracujących mężczyzn podjęcia się opieki nad małymi dziećmi, jednakże Edward Walker nie chciał słyszeć o oddaniu dzieci ani do dalszych krewnych, ani do przytułku. Zrobił, co mógł, by stworzyć dzieciom prawdziwy dom, nigdy też powtórnie się nie ożenił. Śmierć matki wymogła na Polly szybsze dorastanie. Wspierała swoją rodzinę przy gotowaniu i sprzątaniu.

W roku 1864, w wieku 18 lat, Polly stanęła na ślubnym kobiercu. Jej mężem został William Nichols, młody drukarz. Para doczekała się dwójki dzieci. Przy trójce pracujących mężczyzn (ojciec, brat oraz mąż Polly) udawało się dopiąć domowy budżet. Sytuacja zmieniła się, gdy brat kobiety wyprowadził się, by założyć własną rodzinę.

Niespodziewanie, los rodziny splótł się z historią pewnego Amerykanina, o imieniu Sam Peabody. Peabody, wywodzący się z ubogiej rodziny, rozpoczął swoją karierę jako praktykant w sklepie pasmanteryjnym w Massachusetts, by w końcu stać się właścicielem międzynarodowego przedsiębiorstwa handlowego. W roku 1838 przeniósł firmę do Londynu i uczynił z Wielkiej Brytanii swoją przybraną ojczyznę.

Biznesmen, tuż przed przejściem na emeryturę, zapragnął uczynić coś dla potrzebujących mieszkańców stolicy – padło na budowę tanich mieszkań dla klasy robotniczej. Przy dobieraniu mieszkańców nowo wybudowanych lokali miano nie wykluczać nikogo ze względu na wyznanie czy poglądy, jednakże Peabody zaznaczył, że mieszkania zajmować mają osoby niezepsute.

Gest biznesmena pomógł wydźwignąć ponad trzydzieści tysięcy osób ze skrajnej biedy i ocieplić stosunki amerykańsko-brytyjskie.

I tak, w roku 1876, wniosek rodziny Polly o przyznanie lokalu w kamienicy Peabody’ego został rozpatrzony pozytywnie. Jedną z sąsiadek rodziny została Sarah Vidler wraz z dwudziestojednoletnią córką Rosettą. Polly, która spodziewała się kolejnego dziecka, poprosiła Rosettę o pomoc przy pracach domowych. Na nieszczęście kobiety, pomiędzy mężem Polly a Rosettą wywiązał się romans.

Pomiędzy Polly a Williamem coraz częściej wybuchały kłótnie. William próbował później zrzucić winę za rozpad związku na Polly i jej rzekomy alkoholizm – co nie mogło być prawdą. Mieszkańcom kamienicy wypowiadana umowy tak szybko, jak dowiadywano się o niemoralnym prowadzeniu się, w co włączano problemy alkoholowe.

Polly coraz ciężej znieść było ciężką atmosferę, upokarzanie i awantury. Sugeruje się, że cierpiała w tym czasie na depresję poporodową, była też wykończona fizycznie – pod opieką miała już piątkę dzieci. Ojciec Polly zeznawał później, iż mąż córki był wobec niej słownie agresywny.

W roku 1880 Polly nie wytrzymała – odeszła, zostawiając dzieci przy mężu, gdyż on był w stanie zapewnić im utrzymanie.

Podczas gdy załamana i wykończona Polly zniknęła z życia Williama, ułożył sobie życie od nowa z młodą kochanką – wkrótce urodziło się ich pierwsze dziecko. Wśród klasy pracującej wiktoriańskiej Anglii separacje małżonków nie były niczym rzadkim, jednak decydująca się odejść od męża kobieta traciła szacunek społeczności, nawet wówczas, gdy wina za rozpad związku nie leżała po jej stronie. Mąż posiadał prawo do rozwodu z żoną, nawet na podstawie pogłosek o niewierności, kobieta chcąc użyć takiego argumentu musiała posiadać ku niemu silne dowody.

Polly nie udało się uzyskać rozwodu, jednakże wywalczyła alimenty w postaci pięciu szylingów, które mąż miał jej wypłacać poprzez urzędnika prowadzącego sprawę – Thomasa Tavernera. Za wynajem pokoju nawet w najbiedniejszej dzielnicy, trzeba było zapłacić co najmniej cztery szylingi tygodniowo, co pozostawiłoby Polly bez środków na życie. Ratowała się więc nocowaniem w kiepskiej jakości noclegowniach, szukając jednocześnie prac dorywczych.

Tymczasem William wraz ze swoją nową towarzyszką życia powiększali rodzinę, w związku z czym zwiększały się też ich wydatki. Pięć szylingów tygodniowo, które miała otrzymywać Polly, były przeszkodą ku budowie nowego, lepszego życia. William dowiedział się, iż prawo daje mu możliwość pozbawienia żony tych środków, jeżeli dowiedzie, że żyje z innym mężczyzną.

W tamtym okresie samotna kobieta była uważana za dziwne zjawisko, patrzono na nią jako na niegodną zaufania. Polly więc, nieprzyzwyczajona do samotnej egzystencji, przez jakiś czas mieszkała z mężczyzną. Na tej podstawie William pozbawił ją alimentów, a za zaoszczędzone pieniądze wyprowadził się wraz z Rosettą i dziećmi do większego lokum.

Polly popadła w skrajną biedę. Jej ojciec zeznawał później, że gdyby jego własne warunki na to pozwoliły – nie skazałby córki na taki los. Wkrótce Polly zaczęła popadać w nałóg, o który próbował oskarżać ją mąż – tym razem jednak naprawdę. Nieudane próby pomocy ze strony rodziny, śmierć brata oraz rozpad nowego związku zdruzgotały Polly.

Jedna z wielu

Mary Ann „Polly” Nichols dołączyła do fali osób w kryzysie, szukających schronienia na placu Trafalgarskim – zziębnięta, samotna i anonimowa.

Założyciel Armii Zbawienia, pastor William Booth pisał swojej publikacji na temat ubóstwa w epoce wiktoriańskiej, iż dla wielu dobrze usytuowanych Londyńczyków ogromnym zaskoczeniem był fakt, jak wiele ludzi w tym mieście śpi pod gołym niebem z powodu biedy.

Kobiety żyjące w ubóstwie, bez ochrony mężczyzny, narażone były na przemoc na tle seksualnym – wykorzystywano fakt, iż są same, często głodne i gotowe na wszystko, a przemoc na nich pozostanie bez żadnych konsekwencji. Z tego powodu bezdomne kobiety szukały sobie towarzysza, co z kolei dla wielu postronnych osób było dowodem na niemoralne prowadzenie się.

Tymczasem Polly, z powodu ciągłego zimna i wilgoci, zaczęła chorować. Po pobycie w szpitalu podjęła jeszcze jedną próbę stanięcia na nogi – udało jej się dostać posadę służącej u państwa Cowdrych, którzy podarowali jej ubrania i podstawowe akcesoria. Niestety, szanse na nowy start zaprzepaścił nałóg, który dopadł Polly w najczarniejszym okresie jej życia. Opuściła ona majątek, w którym dostała posadę, a kiedy skończyły się pieniądze, zarządca noclegowni odmówił jej przydzielenia łóżka. Nie chciał ryzykować, iż kobieta w stanie wskazującym nie zdobędzie środków na opłacenie noclegu.

Polly zasnęła w jednym z zaułków, opierając głowę na piersi – i tamtej nocy nieznany sprawca zakończył jej życie.

William, wezwany, by rozpoznać ciało, widząc straszliwie okaleczone zwłoki kobiety, która kiedyś była jego żoną, miał powiedzieć:

Wybaczam ci wszystko (…). Wybaczam ci w imię tego, czym dla mnie niegdyś byłaś[1].

Annie Eliza Smith

Annie przyszła na świat w roku 1841, jako nieślubne dziecko ze związku jej matki Ruth z żołnierzem o imieniu George Smith. Kolejna ciąża i widmo zszarganej reputacji Ruth skłoniły jej ukochanego do zalegalizowania związku – 20 lutego 1842 roku para pobrała się.

Dzięki związkowi jej ojca z armią, zarówno Annie, jak i jej rodzeństwo otrzymało możliwość korzystania ze szkoły pułkowej. Młoda dziewczyna była dumna ze stanowiska swojego ojca, po którym przejęła zamiłowanie do patriotyzmu – nie afiszowała się ze swoim uprzywilejowaniem, jednak jej maniery i wysławianie się zdradzały pochodzenie z dobrej rodziny. Jej rodzina nie była bogata, jednakże rodzina starała się zapewnić dzieciom wszystko, czego potrzebowały.

W roku 1854 Londyn nawiedziła fala zachorowań na szkarlatynę. Wkrótce wybuchła kolejna epidemia – tym razem tyfusu.

Choroby odebrały Annie czworo rodzeństwa, w tym najstarszego syna Ruth i George’a – w epoce antybiotyków, dzieci mogłyby zostać uratowane, jednakże w erze wiktoriańskiej choroby takie tyfus i szkarlatyna najczęściej oznaczały śmierć.

Z epidemii cały wyszły dwie córki Ruth: Annie i Emily. Dwa lata później Ruth urodziła kolejną córkę, Georginę, zaś w roku 1858 – Miriam Ruth.

Annie zbliżała się wówczas do swoich piętnastych urodzin i mogła już podjąć pracę na służbie, by pomóc reperować budżet powiększającej się rodziny. Emily pozostała przy matce, by pomóc jej w opiece nad młodszym rodzeństwem.

W roku 1861 Annie zatrudnił William Henry Lewer, architekt z Westminsteru. Do obowiązków świeżo zatrudnionej dziewczyny należały zarówno ścielenie łóżek i zmywanie naczyń, jak i noszenie węgla i palenie w piecu. Annie, pomimo ciężkiej pracy, otrzymywała niską zapłatę – co pracodawcy uzasadniali, iż zapewniają młodej kobiecie dach nad głową i wyżywienie.

Podczas pracy na służbie Annie posiadała swój pokój – co było dla niej czymś nowym i niezwykłym.

Strata ojca

W roku 1861 Ruth i George podjęli decyzję o przenosinach do Knightsbridge. Tam też, z powodów oficjalnie nieznanych rodzinie, George popełnił samobójstwo. Jak relacjonowano, w wieczór poprzedzający tragiczne zdarzenie, wydawał się być pogodny i nic nie zwiastowało tragedii. Spekulowano, iż George wciąż nosił w sobie ogromną rozpacz po stracie czwórki dzieci, która ostatecznie go pokonała – mężczyzna ukrywał swój stan psychiczny, nie szukał pomocy.

Według prawa połowy XIX wieku, wdowa nie mogła pobierać emerytury po zmarłym mężu. Pieniądze zarabiane przez Annie oraz Emily stały się jedynym źródłem przychodu rodziny. Pracodawca Georga wypłacił rodzinie resztę kwartalnych poborów mężczyzny – Ruth wykorzystała środki, wynajmując duży dom i podnajmując jego część, a dzięki pełnowymiarowej kuchni oraz pomywalni mogła dorabiać na praniu. Jednym z lokatorów domu został młodzieniec o imieniu John Chapman – który wpadł w oko Annie, z wzajemnością. W roku 1869 para wzięła ślub, a rok później Annie urodziła pierwszą córkę. W roku 1873 państwo Chapman doczekali się drugiego dziecka, również córeczki.

Nowy start

John otrzymał posadę u Francisa Tressa Barry’ego, jednego z najbogatszych posiadaczy ziemskich w okolicy. Rodzinie Annie powodziło się dobrze i przyszłość malowała się przed nią w jasnych barwach. W życie Chapmanów wdarł się jednak demon, który po dziś dzień wyniszcza ludzi i ich rodziny – alkoholizm.

Problemy Annie z uzależnieniem od trunków miały swój początek już w młodym wieku, gdy musiała opuścić rodzinę, by pracować u obcych ludzi na służbie. Odkryła wówczas, że alkohol wpływa na nią uspokajająco. W ówczesnej codzienności trunki były elementem codzienności – napoje zawierające alkohol stosowano jako lek na migrenę, przeziębienie czy ból zęba. Procenty zawierały nawet leki na kolkę czy ząbkowanie dla dzieci.

Na początku Annie nie zdawała sobie sprawy z rozwijającego się uzależnienia – do momentu, w którym było za późno.  Kolejne dzieci, których doczekała się Annie, rodziły się z alkoholowym zespołem płodowym (FAS), o którym wówczas niewiele wiedziano i nie łączono jego charakterystycznych cech ze spożywaniem alkoholu przez kobietę w okresie ciąży.

Dzieci Annie umierały niedługo po urodzeniu.

Pod koniec XIX wieku medycyna zaczęła łączyć skutki spożywania alkoholu z uszkodzeniami płodu – informacje o zgubnych skutkach picia w ciąży można odnaleźć w jednym z czasopism medycznych z roku 1878. Nawet, jeśli informacje te dotarły do Annie, nie była w stanie porzucić nałogu.

Siostry Annie – które same zobowiązały się do całkowitej abstynencji – próbowały pomóc siostrze, nakłaniając ją do walki z nałogiem. Annie przegrywała tę walkę – znajdowano ją w stanie kompletnego upojenia. Kobieta wciąż była cicha i przygnębiona, upijała się na smutno. W końcu siostry znalazły dla Annie miejsce w sanatorium, które miało pomóc jej uwolnić się od nałogu – w tamtym okresie uzależnienie uznawano przede wszystkim za słabość ducha, dlatego też leczenie łączyło się z oczyszczeniem duchowym – pensjonariusze codziennie odwiedzali kaplicę.

Położenie ośrodka miało sprzyjać poprawie stanu pacjenta – który odpoczywał wśród czystego powietrza i drzew. Siostra Annie, Miriam, odnotować miała, iż Annie opuściła sanatorium trzeźwa, odmieniona i szczęśliwa. Według relacji, John był niezwykle szczęśliwy, mogąc odzyskać swoją żonę. Starał się, by nigdy nie widziała alkoholu w jego ręku. Niestety, gdy mężczyznę zaatakowało poważne przeziębienie, wypił szklankę gorącej whiskey, a przed wyjściem z mieszkania ucałował Annie na pożegnanie. U osób wychodzących z uzależnienia, nawet sam zapach trunku może spowodować powrót nałogu.

Tak też się stało – po wyjściu męża Annie przetrząsnęła całe mieszkanie, znajdując w końcu butelkę whiskey. Opuściła wraz z nią mieszkanie, wracając w stanie upojenia. Ta porażka w walce z nałogiem kompletnie zdruzgotała kobietę. Nigdy nie podjęła kolejnej próby leczenia. Pracodawca Johna postawił mu ultimatum – nie chciał dłużej tolerować Annie. John długo walczył o żonę i nie chciał się z nią rozstawać – w tej sytuacji jednak wybrał dobrostan dzieci.

Gorzka decyzja – pierwszy krok ku spotkaniu z Kubą Rozpruwaczem

Para podjęła decyzję o separacji, przy czym John zobowiązał się wypłacać Annie dziesięć szylingów tygodniowo. Annie wróciła do domu rodzinnego, gdzie jej rodzina wciąż naciskała na porzucenie nałogu – gdy to się nie udawało, wspólna koegzystencja stała się w końcu niemożliwa.

Kobieta przeniosła się do londyńskiej dzielnicy Notting Hill, gdzie wynajęła pokój i pozwoliła, by nałóg ją pożerał. Społeczeństwo wiktoriańskie kobietę uzależnioną utożsamiano z kobietą upadłą, która pozwoliła, by kontrolę nad nią przejęły najprymitywniejsze instynkty – reputacja Annie legła w gruzach. W roku 1884 przeniosła się do Witechapel, gdzie miała nadzieję na znalezienie pracy.

Nowo poznanym ludziom Annie nie chciała zdradzać szczegółów swojej przeszłości.

W roku grudniu 1886 roku do kobiety dotarły informacje o poważnej chorobie jej męża. Zaniepokojona, pokonała w środku zimy ponad czterdzieści kilometrów pieszo, by dotrzeć do Windsoru i zobaczyć się z Johnem. Na miejscu okazało się, iż z powodu problemów ze zdrowiem mężczyzna stracił pracę i wraz z dziećmi przeniósł się do tańszego lokum. Annie wypytywała w lokalnym pubie o nowy adres rodziny – co zostało kpiąco skomentowane, iż Annie sprawdza, dlaczego skończyły się cotygodniowe wpływy od męża. Mimo to, podano jej odpowiedni adres. Nie zachowały się relacje o ostatnim spotkaniu małżonków.

Miriam opisywała, iż mąż Annie przed samą śmiercią był człowiekiem z siwymi włosami i złamanym sercem. W jego akcie zgonu podano marskość wątroby jako przyczynę zgonu – być może po odejściu żony również popadł w nałóg.

Po śmierci Johna w Annie zgasły ostatnie chęci do życia. Alkohol wyniszczał jej organizm, a w roku 1887 zachorowała na gruźlicę. Wstydziła się swojego nałogu, ale nie potrafiła z nim zerwać – dlatego już nigdy nie podjęła próby powrotu do swoich sióstr, które po śmierci Johna przejęły opiekę nad jej dziećmi.

Annie na krótko związała się z pewnym mężczyzną, kompanem od kieliszka, jednak porzucił ją, kiedy tylko skończyły się środki przesyłane przez Johna. Następnie kobieta związała się z mężczyzną o imieniu Ted, nazywanego „Emerytem” – został on jej partnerem na dłużej i według przekazów, naprawdę zależało mu na Annie – wspierał ją finansowo na tyle, na ile był wstanie.

Stan zdrowia Annie znacznie się pogarszał, a wszystkie środki, które udało się jej zebrać, przeznaczała w pierwszej kolejności na najbardziej palącą potrzebę – na alkohol.

Ostatnia noc – ofiara Kuby Rozpruwacza

I tak w ostatnią noc jej życia, nie mając środków na nocleg, Annie miała spędzić noc pod gołym niebem, gdzie odnalazł ją morderca. Jak napisała Hallie Rubenhold w swojej książce „Pięć…”, zabójca zabrał tylko resztki tego, co zostawił po sobie zgubny nałóg.

Co znamienne, podczas zbierania materiału dowodowego w sprawie Annie rozmawiano z jej sąsiadkami i sąsiadami – potwierdzili oni, że Annie dorabiała na ulicy sprzedając ręcznie robione, wydziergane rzeczy, zapałki czy też kwiaty. Gazety jednak wyłapały tylko część tego zdania: „Dorabiała na ulicy…” i taką też narrację wplatano w artykuły na temat jej zabójstwa. Annie została więc „jedną z prostytutek, zamordowanych przez nieznanego sprawcę”.

Sprawę morderstwa Annie szybko połączono ze sprawą Polly. Do ubogiej dzielnicy Londynu zaczęła spływać rzeka dziennikarzy, a krzykliwe, szokujące nagłówki zapewniały gazetom dobrą sprzedaż.

Elizabeth Stride

Elizabeth urodziła się 27 listopada w 1843 roku w Szwecji, w rodzinie rolniczej. Od najmłodszych lat pomagała rodzicom przy prowadzeniu gospodarstwa. W Szwecji, podobnie jak w innych europejskich krajach tamtego okresu, młode dziewczyny uczyły się domowych obowiązków na służbie – podobnie było w przypadku Elizabeth. W wieku 17 lat wyruszyła ona do Goteborga, następnie przeniosła się do dzielnicy Domkyrko.

Według prawa, na pracodawcy spoczywał obowiązek zapewnienia służbie dachu nad głową, wyżywienia i opieki w chorobie. Służba zaś miała wystrzegać się nieuzasadnionych skarg oraz nieostrożnego obchodzenia się z pańską własnością. Stosunki seksualne pomiędzy służbą, a pracodawcą bądź jego rodziną zdarzały się, niestety często nie za zgodą służącej. Jeżeli zainteresowanie było obopólne, zdarzało się, iż kochanek proponował młodej kobiecie opiekę i słowa dotrzymywał. Jeżeli jednak zaszła ona w ciążę i została porzucona, najczęściej oznaczało to życiową ruinę.

Naznaczona

Elizabeth nigdy nie zdradziła nazwiska mężczyzny, z którym zaszła w ciążę podczas służby. Czy był to stosunek dobrowolny, czy był to gwałt. Jej nazwisko nie pojawiało się już w spisie ludności, domniema się, iż zamieszkała wówczas u ojca swojego nienarodzonego dziecka. Nie uchronił jej on jednak od przykrych konsekwencji „rozwiązłości” – która traktowana była wówczas z całą surowością.

W szóstym miesiącu ciąży otrzymała nakaz stawienia się na badania wykonywane w policyjnej przychodni. Zapytana o miejsce zamieszkania i akt urodzenia, powiedziała jedynie, że urodziła się w rodzinie chłopskiej i przeniosła się do miasta, by pracować jako służąca. Została wpisana do rejestru jako „Allman Kvinna”, co z języka szwedzkiego oznaczało „kobietę publiczną”.

Odkąd została uznana za kobietę „rozwiązłą”, wyjaśniono jej zasady, których musiała się trzymać: Elizabeth dwa razy w tygodniu musiała się stawić w przychodni. W przypadku nie dotrzymania obowiązku, groził jej areszt, grzywna, bądź trzy noce w więzieniu. Obejmował ją również zakaz opuszczania domu po godzinie dwudziestej trzeciej, a w dzień nie zwracać na siebie uwagi. Rejestr, do którego trafiła Elizabeth, potocznie zwano „rejestrem wstydu”. Elizabeth wstydziła się sytuacji, w której się znalazła tak bardzo, że nigdy nie podjęła próby powrotu do domu.

Kobiety uznane za „rozwiązłe” system traktował tak samo, jak kobiety uprawiające prostytucje. Elizabeth, znajdując się w „rejestrze wstydu”, straciła szansę na dobrą pracę.

Najprawdopodobniej od ojca swojego dziecka, Elizabeth zaraziła się kiłą – i w trakcie leczenia w szpitalu urodziła na świat martwą córeczkę. W akcie urodzenia nie znalazło się nazwisko ojca dziecka.

Kobieta znalazła się na ulicy, bez perspektyw, bez bliskich, do których mogłaby się udać. Została publicznie napiętnowana i nosiła w sobie traumę po upokorzeniu, chorobie i porodzie, którego dziecko nie przeżyło. Jedyną możliwością na jakiekolwiek przetrwanie stała się prostytucja – co było tragedią nie tylko dla niej samej, lecz także i jej klientów. Etiologia kiły nie była w tamtym okresie tak dobrze znana, jak w czasach dzisiejszych. Przyjmowano, iż osoby zarażone, lecz nie wykazujące objawów, nie zarażają – było to założenie błędne.

Elizabeth wkrótce trafiła ponownie do szpitala. Po kuracji uznano ją za zdrową, chociaż tak naprawdę nie przestała chorować – i zarażać.

Szansa na nowe życie

Nie zachowały się relacje, jak dokładnie los zetknął Elizabeth z Marią Ingrid Wiesner – żoną niemieckiego muzyka, pracującego dla Orkiestry Goteborskiej. Państwo Wiesner byli głęboko wierzący – i szukając kobiety na służbę, postanowili dać szansę Elizabeth. W ten sposób kobieta zyskała szansę na zupełnie nowe życie i uzbieranie środków na nowy start.

W roku 1866 Elizabeth była jedyną Szwedką podróżującą na parowcu wypływającym do Londynu – można sobie wyobrazić, iż opuszczała Goteborg bez żalu. Po przybyciu do stolicy Anglii kobieta zatrudniła się jako służąca u dobrze sytuowanej rodziny. Wkrótce jednak porzuciła tę posadę. W trakcie dochodzenia prowadzonego już po jej śmierci spekulowano, iż ponownie uwikłała się w romans. Wspominano, iż Elizabeth posiadała piękne rysy twarzy – co zwracało uwagę. Na tyle, że nawet koroner oglądający martwe ciało kobiety odnotował, iż „zachowało ślady urody”. 

Jakikolwiek był powód odejścia z pracy, Elizabeth otrzymała dobre referencje, co pozwoliło na znalezienie nowego zatrudnienia. Z początkiem 1869 roku pracowała już dla kobiety o nazwisku Elizabeth Bond, zaś w roku 1869 zaręczyła się z cieślą z Sheerness. Kiedy Elizabeth i John Stride stawali na ślubnym kobiercu, nie było przy niej nikogo bliskiego, kto znałby ją z przeszłości.

Para przeprowadziła się do londyńskiej dzielnicy Poplar, gdzie John planował otworzyć kawiarnię. Elizabeth kilkukrotnie straciła ciążę, na co wpływ najprawdopodobniej miała choroba. Faza utajona kiły (wówczas błędnie diagnozowana jako wyzdrowienie) niosła za sobą bardzo duże ryzyko poronienia bądź urodzenia martwego dziecka. Małżeństwu nie udało się utrzymać wymarzonej kawiarni, zaczęły się problemy finansowe i kryzys w ich związku.

Ostatecznie małżeństwo przetrwało 8 lat – w roku 1877 Elizabeth opuściła Johna. Para próbowała jeszcze wrócić do siebie, jednak w roku 1880 nazwisko kobiety pojawiło się w rejestrach przytułków z notatką, iż została pozbawiona środków do życia. Po ostatecznym opuszczeniu męża przeniosła się do Whitechapel – pracując dorywczo jako pomoc dla rodzin, które nie mogły sobie pozwolić na zatrudnienie służby z zakwaterowaniem.

W roku 1884 do Elizabeth dotarła wiadomość o śmierci Johna. Pomimo, iż para nie była już razem, wiadomość załamała kobietę. Coraz częściej sięgała po alkohol, by zagłuszyć tragiczny stan psychiczny, w którym się znajdowała, nie umiejąc sobie pomóc w żaden inny sposób. Jej nazwisko odnotowano w kronikach policyjnych pod zarzutem pijaństwa – została kilkukrotnie aresztowana, zaczęła wykazywać zachowania agresywne.

W okresie tym kiła mogła przejść w swoją ostatnią, trzeciorzędową fazę, pod koniec XIX wieku nazywaną kiłą układu nerwowego – syfilisem mózgu. U Elizabeth pojawiły się napady podobne do ataków padaczki. Choroba zaczęła wywoływać dezorientację, irracjonalne zachowania czy też zaniki pamięci.

Niewiele jest potwierdzonych szczegółów dotyczących ostatniej nocy życia Elizabeth. Opuściła ona noclegownię, a jej ciało zostało później odnaleziona na Dutfield’s Yard. Kobieta leżała na boku, z twarzą zwróconą ku ścianie, w jej dłoni wciąż spoczywała paczka miętówek. Morderca podciął jej gardło. Nikt nie upomniał się o ciało. Po skromnym pogrzebie zostało złożone w zbiorowej mogile dla biednych, znajdującej się w East London Cemetery w Plaistow. Sven Olsson, proboszcz społeczności Szwedów londyńskiego East Endu, zmówił modlitwę w ojczystym języku Elizabeth.

Kate Eddowes

Catherine, nazywana przez rodzinę Kate, przyszła na świat w roku 1843. W tym samym, w którym jej rodzina została zmuszona do wyprowadzki z Wolverhampton z powodu utraty pracy przez jej ojca.

W XIX wieku pojawiły się prace o metodach zapobiegania ciąży, docierały one jednak przede wszystkim do klasy średniej. Kobiety z klasy robotniczej najczęściej przyjmowały, iż kolejne porody są naturalną koleją rzeczy w małżeństwie. Margaret Llewelyn Davies, będąca rzeczniczką praw kobiet z dziewiętnastego wieku alarmowała, iż prowadzi to do „przesadnej rozrodczości”, odbijającej się na zdrowiu fizycznym i psychicznym kobiet, a także na sytuacji materialnej.

Wraz z kolejnymi dziećmi na stole pojawiała się coraz skromniejsza zupa, coraz mniejsza łyżka podrobów, coraz skromniejszy kawałek chleba. Od matki oczekiwano, że uszczupli swój posiłek na rzecz męża i dzieci, przy czym nawet w okresie ciąży nie może sobie pozwolić na zaniedbywanie obowiązków. W rezultacie osłabione organizmy kobiet z najniższych warstw społecznych wydawały na świat dzieci, które nie dożywały pierwszego roku życia, a same kobiety cierpiały na krwotoki, żylaki i problemy z kręgosłupem.

Mama Kate przeszła w sumie 12 porodów, a spośród jej dzieci pięcioro dożyło wieku dorosłego. Pomimo trudności i kilkukrotnych przeprowadzek odnotowano, iż Eddowesowie sumiennie płacili czynsz i wyrównywali swoje długi u sklepikarzy. Para starała się również zapewnić dzieciom elementarne wykształcenie.

Szansa na edukację

Gdy ojciec Kate dowiedział się o możliwości zapisania dziecka do Dowgate School, szkoły prowadzonej przez organizację dobroczynną, zdecydował się zapisać tam córkę. Nie zachowały się jednoznaczne relacje dlaczego rodzice spośród licznej gromadki wybrali akurat Kate, jednakże jej siostra Emma opisywała Kate jako żywą, serdeczną i bardzo inteligentną.

Szkoła, będąca instytucją o charakterze filantropijnym, zalecała nauczanie z miłością, powstrzymywanie się od surowych kar, co miało stanowić fundament wychowania człowieka szanującego siebie i innych. Placówka budziła zainteresowanie darczyńców, którzy fundowali uczniom różne atrakcje – takie, jak wycieczka do Hyde Parku ufundowana przez właściciela browaru.

Zakończenie okresu pozornej beztroski zwiastowała śmierć matki Kate w roku 1855. Niedożywiony, osłabiony organizm mamy dziewczynki szybko przegrał walkę z gruźlicą – zmarła w wieku 42 lat, wieku średniej przeżywalności kobiet z klasy robotniczej tamtego okresu. Kate miała wówczas lat 13. W roku 1857 na gruźlicę zachorował również tata Kate.

W związku z ciężką sytuacją rodzinną, w roku 1857, Kate wyjechała do Wolverhampton, gdzie dalecy krewni załatwili jej pracę. Nadchodził kres jej dzieciństwa.

Wczesne wejście w dorosłość

Niestety, w nowym środowisku młoda Kate dopuściła się kradzieży – występek ten spowodował karczemną awanturę w domu krewniaków.

Na popularności w tamtym okresie zyskały walki pięściarskie, które Brytyjczycy wprost pokochali. Zawodnicy wywodzili się głównie z klas robotniczych. Jednym z nich był szewc Tom Eddowes – który dorabiał sobie, walcząc na ringu. Kate była jego bratanicą – i zamieszkała pod jednym dachem z jego rodziną.

W nowym miejscu zamieszkania Kate poznała Thomasa Conwaya, Irlandczyka z jasnobrązowymi włosami. Radosna dziewczyna wpadła mężczyźnie w oko – z wzajemnością. Krewni Kate nie aprobowali jej związku – Thomas, mężczyzna urodziwy, jednak bez stałej pracy, lokum i nie spieszący się do zawarcia małżeństwa, nie stwarzał na nich dobrego wrażenia. Ciotka Kate wreszcie postawiła sprawę jasno: młoda kobieta zakończy związek, albo wyprowadzi się z jej domu.

Zakochana Kate, które jak się okazało była już z Thomasem w ciąży, przeniosła się wraz z nim do noclegowni. Para zajęła się sprzedażą tanich broszur i drobiazgów. Sposobem na dorobienie było również opowiadanie ciekawych, prawdziwych lub mniej, historii przechodniom. Często robiono to we dwoje, przy czym mężczyzna zajmował się snuciem opowieści, a towarzysząca mu pieśniarka śpiewnie recytowała fragmenty ballad. Kate kochała śpiew, z natury była ekstrawertyczna i taki rodzaj życia wydawał się jej być przygodą, na pewno ciekawszą, niż praca na służbie bądź fabryce.

Para nie posiadała stałego lokum i wciąż się przemieszczała. Nigdy nie mogli być pewni, w jakich warunkach spędzą kolejną noc.

Minusy niekonwencjonalnego życia

Niekonwencjonalne życie miało jednak swoje ciemne strony, szczególnie dla kobiety w ciąży. Noclegownie i schroniska oferowały bardzo niski standard, nie zawsze też zdarzała się sposobność na kąpiel czy wypranie ubrań. Tak więc, będąc już w dziewiątym miesiącu ciąży, Kate udała się do szpitaliku położonego obok przytułku w Great Yarmouth (hrabstwo Norfolk).

Szpitalik dawał względne poczucie komfortu i bezpieczeństwa, pomimo iż warunki sanitarne były na bardzo niskim poziomie – na świat przyszła córeczka Kate, której nadała imię Annie. Wkrótce para ruszyła w dalszą drogę po kraju, a widok maleńkiego dziecka skłaniał znacznie więcej osób do udzielenia wędrowcom darmowego noclegu czy podzielenia się jedzeniem.

W czerwcu roku 1865 zatrzymali się w Londynie. Rok później, w stolicy Anglii odbyła się publiczna egzekucja dalekiego krewnego Kate – Charlesa Christophera Robinsona. Mężczyzna otrzymał wyrok śmierci za zamordowanie, w porywie złości, swojej narzeczonej Harriet Seager.

Kate i Thomas postanowili napisać balladę o końcu Charlesa i sprzedać ją podczas egzekucji – tego typu wydarzenia wciąż przyciągały rzesze gapiów, co skwapliwie wykorzystywali uliczni handlarze. Ballada sprzedała się lepiej, niż Kate i Thomas mogli sobie wymarzyć – utarg pozwolił nawet na inwestycje w osła i wóz!

Nie zachowały się relacje świadczące, czy widok krewnego na szubienicy wpłynął na Kate. Wraz z Thomasem, zachęceni sukcesem, postanowili osiąść w Londynie na dłużej. Tam też Kate urodziła dwójkę dzieci: synka, który otrzymał imię Thomas Lawrence, oraz drugą córeczkę, której nadała imię od jednej ze swych sióstr – Harriet.

Plany Thomasa na zrobienie kariery w Londynie nie powiodły się – stolica pełna była ludzi sprzedających swoje pieśni i ballady. Pojedynczy sukces nie zagwarantował kolejnych.

Mężczyzna mimo problemów ze zdrowiem, z którymi się borykał, podjął pracę fizyczną. Thomas i Kate zaczęli popadać w biedę. Wkrótce z niedożywienia zmarła malutka Harriet – skłaniając mężczyznę do opuszczenia Londynu w poszukiwaniu pracy poza stolicą. Tymczasem Kate wraz z Annie i Thomasem przeniosła się w pobliże Greenwich, mając nadzieje na zamieszkanie u siostry, która osiedliła się tam wraz z rodziną.

Niestety, z powodu braku miejsca takie rozwiązanie nie mogło być długotrwałe. Dla Kate i dzieci oznaczało to konieczność zapukania do drzwi przytułku. W roku 1873 urodziła syna o imieniu George. Ustawa o pomocy biednym określała, iż zasiłek nie obowiązywał dla matek z nieślubnymi dziećmi – obawiano się, że finansowe wsparcie tego typu będzie równoznaczne ze wspomaganiem prostytucji. Nie miało znaczenia, iż Kate żyła w monogamicznym związku, jeżeli nie został on zalegalizowany.

W roku 1876 na świat przyszedł kolejny synek pary, Frederick. Dwójka najmłodszych dzieci pozostała przy matce, natomiast Annie (wówczas 13 letnia) i Thomas (w wieku lat 8) wysłani zostali do przemysłowej szkoły w Sutton, utworzonej z myślą o najuboższych.

Również i same przytułki posiadały swoją jasną stronę – administracja starała się o lekcje czytania oraz pisania dla dzieci, co dawało namiastkę edukacji.

Koniec lat osiemdziesiątych przyniósł za sobą spiętrzenie problemów Kate. Thomas, na którego bardzo negatywnie wpłynęły niepowodzenia, zaczął stosować wobec niej przemoc fizyczną. Sama Kate zaczęła sięgać po alkohol. Jej siostra Emma wspominała, iż twarz siostry była potwornie zniekształcona z powodu awantur z mężem i rękoczynów, do których wówczas dochodziło. Początkowo siostry próbowały pomóc Kate stanąć na nogi, wreszcie jednak zerwały z nią kontakt. W roku 1879 para ponownie podjęła próby sprzedaży tanich wydawnictw.

Thomas i Kate coraz częściej zostawiali dzieci bez opieki, co prowadziło do interwencji policji. Wkrótce zmarł mały Frederick. Agresja i alkohol uczyniły ich związek nie do wytrzymania dla obu stron. Po rozstaniu Thomas starał się zrzucić winę na Kate – rzekomo wszystkie problemy były spowodowane tylko i wyłącznie jej pijaństwem, on zaś starał się ratować rodzinę.

Początek końca

Po rozstaniu Kate coraz częściej sięgała po alkohol. Jedyną z sióstr, które wciąż utrzymywały z nią kontakt, była Eliza. Gdy Kate udało się uzbierać środki, opłacała łóżko w noclegowni blisko miejsca zamieszkania Elizy. Wciąż handlowała broszurami, starając się zarobić na życie. Jej córka Annie wyszła za mąż i ucięła kontakty z matką, nie mogąc się pogodzić z rozwijającym się nałogiem rodzicielki. W przytułku Kate poznała nowego partnera, o imieniu John Kelly – również nadużywającego alkoholu.

Zdarzało się, że para spędzała noce pod gołym niebem. Pewnego wieczoru Kate poinformowała Johna, że zdobędzie pieniądze na nocleg od Annie, pomimo iż kobiety od dawna nie miały kontaktu. Córki, która zmieniła adres, nie odnalazła – tego wieczoru policja odnalazła Kate na ulicy w stanie silnego upojenia alkoholowego i odwiozła do aresztu. Wypuszczono ją, na jej własną prośbę, późno w nocy. Pogodziła się z myślą, że i tę noc spędzi pod gołym niebem. Osunęła się po murze w okolicach Mitre Square, zasypiając w samotności. Tam też, rankiem 30 września 1888 roku znaleziono ją martwą. Zmasakrowane ciało Kate rozpoznała jej siostra Eliza – wpadając w rozpacz.

Po kolejnym zabójstwie, na pogrzebie ofiary zgromadziło się setki mieszkańców Whitechapel. Przybyło również wielu krewnych Kate, którzy na jej pogrzebie odnowili kontakt. Rodzina Eddowesów nie pozwoliła na złożenie Kate w zbiorowej mogile.

Podczas śledztwa starano się odtworzyć ostatnie dni Kate, między innymi na podstawie zeznać złożonych przez jej ostatniego partnera czy mieszkańców Whitechapel, którzy ją znali. Pomimo, iż według wiarygodnych zeznań Kate utrzymywała stosunki seksualne tylko z partnerami z którymi była w związku, uwagę skupiono na fragmencie zeznań mówiącym o „włóczeniu się w nocy po ulicach”. Po raz kolejny forsowano opinię, iż kolejna ofiara mordercy trudniła się prostytucją.

Mary Jane

Z początkiem lat osiemdziesiątych XIX wieku zamożni mężczyźni szukający erotycznych przygód w londyńskim West End, przy odrobinie szczęścia mogli liczyć na zaproszenie na prywatny bal, odbywający się w kilku pomieszczeniach w lokalach pomiędzy Oxford Street a Marylebone.

Zaproszony gość płacił za siebie oraz za towarzyszkę, co zwracało koszt wynajmu lokalu. Autorka książki „Pięć…” dotarła do relacji miłośnika erotycznych przygód, który swoje wspomnienia podpisywał pseudonimem „Walter”. Opisywał on, że bale te charakteryzowały się brakiem formalnej prezentacji, panowie zapraszali do tańca dowolnie wybraną panią. Panie również nie wahały się pierwsze zaprosić pana.

Po kolacji nastrój stawał się bardziej frywolny: pary wymieniały niedwuznaczne uwagi, panowie składali pocałunki na odsłoniętych kobiecych ramionach. Po zakończeniu wieczoru, pary udawały się do mieszkań kobiet, aby zakończyć spotkanie na osobności. 

Pomiędzy rokiem 1883 a 1884 na jednym z takich bali pojawiła się kobieta podająca się za Mary Jane Kelly. Nie ma spójnych potwierdzeń tego, co z jej życiorysu, który sama przedstawiała, było prawdą, co pół-prawdą, a co kompletną bujdą. Według jednej z historii Mary urodziła się w Irlandii, a jej mąż, górnik, zginął podczas wypadku przy pracy. Po jego śmierci kobieta miała trafić do szpitala, a następnie pod opiekę kuzynki, która wprowadziła ją w świat miłości za pieniądze.

Od roku 1884 miała zamieszkiwać w jednym z londyńskich domów uciech. Według innej historii urodziła się w Walii, a rodzice ją porzucili, Mary więc postanowiła szukać szczęścia w stolicy. Żadna z tych wersji nie została potwierdzona. Nie udało się to również i po jej śmierci, gdy wieść o kolejnej ofierze niezidentyfikowanego sprawcy obiegła Wielką Brytanię. Nie zgłosił się nikt, kto kojarzyłby kobietę. Wysoce prawdopodobne, że poza życiorysem, kobieta zmyśliła również swoje imię i nazwisko.

Osoby, które miały z nią styczność, zeznawały w trakcie dochodzenia, iż Mary sprawiała wrażenie osoby dobrze wykształconej, zadbanej, uprzejmej.

Mary Jane otrzymywała propozycje od mężczyzn oferujących jej prezenty oraz składający obietnice. Jedną z nich była wycieczka do Paryża, na którą kobieta przystała – szybko okazało się jednak, że „wycieczka” miała drugie dno. Ostatnie dwadzieścia pięć lat XIX wieku przypadły na rozkwit handlu żywym towarem pomiędzy Wielką Brytanią a kontynentalną Europą – przyczynił się do tego rozwój transportu, w tym linii kolejowych, przy jednoczesnym spadku cen samej podróży.

Kobiety najczęściej nie były przerzucane dobrowolnie – wpadały w pułapkę fałszywych propozycji małżeństwa czy też pracy na służbie. Często celowo je upijano bądź odurzano narkotykami, przed wciśnięciem w rękę fałszywych dokumentów i „zapakowania” do pociągu – po przyjeździe były zastraszane.

Nie zachowały się jasne źródła, w jaki sposób Mary udało się uciec z pułapki i wrócić do Anglii. Być może dużą rolę odegrała czujność kobiety i jej podstawowa znajomość francuskiego. Wiadomym jednak było, iż musiała od tej pory zachować szczególną ostrożność – istniało zagrożenie, że prześladowcy będą jej szukać. Wynajęła pokoik przy Pennington Street 79.

Mary Jane Kelly nie stroniła od alkoholu, podobnie jak inne kobiety uprawiające najstarszy zawód świata. Po ucieczce z Francji ta skłonność przerodziła się w nałóg. Alkohol zagłuszał lęk, często przed przemocą ze strony klienta – kobieta nigdy nie mogła przewidzieć, z kim zostanie sam-na-sam.

Druga strona Mary

Świadkowie, którzy znali Mary zeznawali, że alkohol zmieniał ją w osobę kłótliwą i skorą do rękoczynów. W końcu pozostali lokatorzy zamieszkujący lokal przy ulicy Penington mieli dość. Mary wyprowadziła się do pensjonatu przy Breezer’s Hill 1. Lokal ten zapewniał łóżka kobietom poszukującym miejsca, by przyprowadzić klienta, mieścił się w nim również nielicencjonowany pub, w którym dochodziło do okradania upojonych klientów.

Nadzieja na odmianę losu pojawiła się na przełomie 1886 i 1887. W Kelly, wciąż młodej i cieszącej się urodą, zakochał się robotnik o imieniu Joseph Fleming. Mary odwzajemniła uczucie i wynajęła wraz z nim mieszkanie. Związek rozpadł się po kilku miesiącach, a według znajomej Kelly stało się tak z powodu agresji, której dopuszczał Joseph.

Mary wróciła do prostytucji, jednakże według zeznań osób z jej środowiska, udało jej się ograniczyć spożycie alkoholu – była bowiem miła, spokojna, zawsze dbająca o swoją prezencję. Mary uwielbiała śpiewać i opowiadać różne anegdoty. Inna strona jej osobowości wyłania się z książki o morderstwach popełnionych przez Kubę Rozpruwacza, którą napisał w roku 1965 Tom Cullen. Zbierając materiały do publikacji, zainteresował się charakterystyką ofiar.

Jeden ze świadków miał przedstawić Mary jako kobietę zażarcie walczącą o klienta, która gotowa była wyrywać włosy drugiej kobiecie, która odważyłaby się szukać klienta na „jej” terenie. Jeżeli w opowieści o dwóch twarzach Mary jest ziarno prawdy, pamiętać należy, że był to element jej walki o przetrwanie.

W marcu roku 1887 w życiu kobiety pojawił się kolejny mężczyzna, który zaproponował jej stały związek – Joseph Barnett. Był on później głównym zeznającym w trakcie śledztwa prowadzonego po śmierci Mary. Mężczyzna miał być bardzo w niej zakochany i szybko poprosił, by zamieszkała wraz z nim w Whitechapel.

Związek daleki był jednak od sielanki, a powodem było wspólne zamiłowanie do alkoholu – Mary i Joseph przeprowadzali się kilkukrotnie, a z jednego z wynajmowanych mieszkań zostali eksmitowani. John wkrótce stracił pracę, a Mary powróciła do prostytucji, tracąc odzyskane uczucie stabilności.

W monogamicznym związku nie musiała dopatrywać się na obcych ciałach śladów kiły, którą mogłaby się zarazić, nie musiała zastanawiać się, co zrobić w przypadku ciąży i nie była narażona na przemoc ze strony nieznanych mężczyzn. Na początku związku Joseph miał obiecywać kobiecie, że nigdy więcej nie będzie musiała zarabiać ciałem. Między parą coraz częściej dochodziło do kłótni.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Mieszkańcy Whitechapel wieści o wciąż nierozwiązanej sprawie mordercy napawały lękiem – szczególnie obawiały się kobiety mieszkające samotnie i prostytutki zarabiające na ulicy. Mary również dawała sobie sprawę z zagrożenia – i zaczęła przyjmować pod swój dach kobiety, których nie stać było na opłacenie noclegowni. Dla Josepha było to zbyt wiele – odszedł od Mary, wynajmując łóżko w pobliskim domu noclegowym. Wciąż odwiedzał kobietę, najpewniej w nadziei, że znów będą razem. Zeznawał później, iż był załamany utratą pracy i niemożnością zapewnienia Mary lepszego życia.

9 listopada 1888 roku, późną nocą, sąsiedzi Mary zeznali, że słyszeli jeszcze jej śpiew. Tej nocy nie było z nią żadnej lokatorki.

Tej samej nocy Mary została zamordowana, będąc jedyną z pięciu „kanonicznych” ofiar Kuby Rozpruwacza, która zginęła w mieszkaniu, nie zaś na ulicy. Ciało zostało tak straszliwie okaleczone, iż ciężko było rozpoznać tożsamość. Wśród okaleczeń wymienia się między innymi całkowite usunięcie trzewi z brzucha oraz odcięte piersi. Czarno-biała fotografia z miejsca zbrodni do dziś pozostaje jedną z najdrastyczniejszych w historii.  Pogrzeb Mary stał się manifestacją, w którym uczestniczył korowód mieszkańców Whitechapel.

Styl życia ofiar, który budził tak wielki niesmak i oburzenie, często był konsekwencją tragicznych wydarzeń w życiu tych kobiet – kobiet, które zaczynały na z góry straconej pozycji, w najniższych klasach społecznych, w ubogich rodzinach. Bez względu na to, co uważano na ten temat, nikt nie miał prawa pozbawiać ich życia.

W poszukiwaniu tożsamości sprawcy

Na temat tożsamości mordercy powstało wiele teorii, do dziś działają nawet całe grupy wymieniające się spostrzeżeniami i odkryciami za pośrednictwem Internetu. Powstał nawet termin „Ripperology” dotyczący studiowania sprawy Kuby Rozpruwacza i jego czynów. Nigdy jednak nie padło imię i nazwisko, które zostałoby powszechnie i oficjalnie uznane jako tożsamość sprawcy.

Współczesna technologia przyniosła nowe możliwości – w roku 2007 na aukcję trafił szal mający należeć do jednej z ofiar, z plamami jej krwi. Zakupił go biznesmen Russell Edwards i przekazał do badań w Uniwersytecie w Liverpool. Badaniami zajął się Dr. Louhelainen.

W wyniku badań wykryto DNA jednego z podejrzanych w sprawie, Aarona Koźmińskiego. Badania nigdy jednak nie zostały jednoznacznie uznane. Część naukowców udowodniła, że badania zostały przeprowadzone nieprawidłowo, gdyż: Doktor Louhelainen wyizolował niekompletne fragmenty mitochondrialnego DNA. Następnie starał się je dopasować do DNA potomka Catherine Eddowes. W jednym z fragmentów odkrył sekwencję DNA, która jego zdaniem pasowała i jest niezwykle rzadka w populacji.

Ich zdaniem dr. Louhelainen popełnił jednak błąd przy definiowaniu właśnie mutacji. Mutacja ma nazywać się 315.5C, a nie jak określił Louhelainen 314.4C.

Jaki ma to wpływ na wyniki badań? Wariant 314.4C występuje wśród Europejczyków bardzo rzadko. Wariant ten dawał więc solidny argument, że materiał pobrany z szala bezsprzecznie udowadnia tezę, że szal należał do ofiary.

Wariant 315.5C występuje z kolei u ponad 90 proc. Europejczyków.

Skąd wziął się błąd? Prawdopodobnie ze źle postawionego przecinka… W ten sposób dalsze analizy przeprowadzone przez naukowca nie są wiarygodne.

Faktem bezsprzecznym pozostała więc tylko bezkarność mordercy, który nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie.


Bibliografia:

  • Rubenhold H., Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza, Warszawa 2021.
  • Cornwell P., Kuba Rozpruwacz – portret zabójcy, Warszawa 2002.

Netografia:

  • Badania DNA ujawniły wszystko. Wiadomo, skąd pochodził Kuba Rozpruwacz, wp.pl [dostęp: 11.04.2025].
  • Polak nie był Kubą Rozpruwaczem?, wp.pl [dostęp: 11.04.2025].
  • Kuba Rozpruwacz był kobietą? „Wskazuje na to jeden ważny trop”, onet [dostęp: 09.04.2025]
  • Jack the Ripper Tour, londontickets.pl [dostęp: 09.04.2025].

[1] H. Rubenhold, Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza, Warszawa 2021 s. 86.

Comments are closed.