Tomasz Pczycki, Fride i Hilda
Autor powieści historycznej pod tytułem „Fride i Hilda” zabiera nas w niezwykłą podróż do X-wiecznej Anglii. Władcy Mercii i Wessexu borykali się z wieloma kłopotami. Jednym z głównych problemów były nie tylko duńskie najazdy, ale i utrzymanie władzy pośród dostojników, którzy bardziej byli zainteresowani własnym majątkiem, niż dobrem swoich ludzi i ogółu królestwa. To czas ogromnych przemian na Wyspach Brytyjskich, które czeka albo upadek albo świetność…
Jednak historia, która jest naprawdę fascynująca, jest kanwą powieści. Pczyckiemu udało się oddać całą złożoność anglosaskiego społeczeństwa – jego wad i zalet, bolączek, trosk i nadziei. Ale to nie czyny mężczyzn stają się motorem napędowym powieściowych wydarzeń. Chwała staje się udziałem również dwóch, na pozór, niepozornych niewiast.
Świat do kobiet należy (ale tylko czasem)
W świecie zdominowanym przez wszędobylską przemoc, pojawiają się dwie niezwykłe kobiety. Fride to kobieta znikąd, która tylko dzięki swym własnym przymiotom, zarówno umysłu, jak i hartu ducha (a później również waleczności), stała się władczynią jednej z ważniejszych dzielnic ówczesnej Anglii.
Jej rywalką, staje się Hilde, chyba Greczynka, która w wyniku śmierci swego opresyjnego małżonka, zajmuje jego pozycję. Wbrew początkowej przyjaźni, obie panie szybko stają się przeciwnikami. Co więcej, w ich otoczeniu toczą się różnego rodzaju gry, mające na celu pozbawienia tych pań ich władzy i znaczenia. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami.
Świetnym atutem książki jest ukazanie czytelnikowi całej gamy anglosaskich zwyczajów, poczynając od zbierania wergildu (podatki), poprzez pospolite ruszenie (czyli fyrd) i opis dni świątecznych. Dotychczas nie interesowałem się kulturą anglosaską, więc każda z informacji zawartych w tej powieści, była dla mnie niezmiernie ciekawa.
Miałem nieco problemu z przyzwyczajeniem się do trudnych nazw ówczesnych miast i miejscowości. Ale jak już ruszyłem „z kopyta”, nazwy te szybko stały się znajome i w jakimś stopniu „swojskie”.
Ciekawy był fakt, iż mimo zwycięstwa chrześcijaństwa na Wyspach Brytyjskich, nadal żywe były wspomnienia germańskich wierzeń (opowiadania o Wodenie czy olbrzymach). Ale w sumie – u nas również zachowały się przeżytki dawnych wierzeń…
Wróćmy jednak do naszych głównych bohaterek. Fride jest uosobieniem wojowniczej księżniczki – wiecie taka średniowieczna Xena. Niepokorna i prawdziwa aż do bólu. Choć swą przygodę ze światem rozpoczęła jako sierota wojenna, zdołała zyskać serce thegana Ulfrika, jednego z anglosaskich dostojników. Pod jego czułym okiem stała się, najpierw łuczniczką, a później wojowniczką, a w konsekwencji tego również spadkobierczynią jego rodu.
To kobieta niezwykła – choć serce ma na dłoni, nie stroni od przelewu krwi, tym bardziej, jeśli chodzi o życie jej bliskich. Wtedy jawi się nam niczym krwawa bogini zemsty. I to dosłownie. Za swe bojowe czyny została przezwana nawet „Czerwoną Fride”. A to nie lada zaszczyt i uznanie.
Hilda to przybyszka z Grecji. Wykształcona, niezwykle inteligentna, ale i chłodna, wycofana, dostojna. Jest przeciwieństwem Fride. O ile pierwsza jest emocjonalna, o tyle Hilda kieruje się przede wszystkim umysłem, kalkulacją, podstępem. Jej wielkim atutem jest również ogromna pracowitość i przedsiębiorczość. Pod jej rządami Straburg staje się jedną z najważniejszych i najbujniej rozwijających się osad w kraju.
Zalety powieści Fride i Hilda
Powieść podoba mi się z kilku względów. Po pierwsze – Autor świetnie oddał kontrast pomiędzy obydwoma paniami. Są jak dwie strony tego samego medalu. Po drugie – zostały wrzucone do tygla, w którym nie powinno ich być. Pamiętajmy, że to czasy, gdy światem kierują mężczyźni, tylko i wyłącznie oni. Kobiety są jak dodatek, ładny, przyjemny i taki, który łatwo można zwrócić czy zniszczyć. A jednak te dwie niewiasty nie potrafią się pogodzić z rolą, jaką im przypisano bez pytania. Walczą o swoje – cierpią, ponoszą klęski, płaczą. Ale ciągle idą do przodu. I to jest ich ogromna wielkość, której im zazdroszczę.
Po trzecie – Autor ukazuje nam świat widziany oczyma nie tylko mężczyzn. To nie tylko krew, śmierć w bitwie czy pojedynku. Nie ma tutaj tylko chwały czy pogardy. Walkom towarzyszą bowiem również przemoc wobec tych, którzy nie mogą się bronić. Dlatego tez widzimy tutaj śmierć dzieci, starców, gwałty, okaleczenia. Parafrazując klasyka – „nic co ludzkie, cię nie ominie”. Świat jest brutalny, ale i prosty. Oko za oko, ząb za ząb. Jedyne co jest zmienne – to liczba ofiar, którym przyjdzie zapłacić rachunek krzywd.
Anglosaskie społeczeństwo – rys ogólny
Anglosaska społeczność koncentrowała się wokół lokalnej arystokracji oraz na wojownikach związanych z osobą monarchy. Sercem danej społeczności była jednostka terytorialna, a życie toczyło się na bazie współpracy kolektywnej. Sercem każdego okręgu, niezależnie od przypadku, o które królestwo anglosaskie chodzi, były miejsca ufortyfikowane, którymi zarządzała miejscowa arystokracja.
W takich placówkach przynajmniej raz w roku pojawiał się monarcha, reprezentujący jedność całego królestwa, który wizytował to miejsce. Przyjmowany był z niezwykłą pompą i honorami. Pozycja władcy była zresztą nierozerwalnie związana z jego zwolennikami, bez których nie miał możliwości aktywnego działania na arenie politycznej. Miał on prawo bicia pieniądza czy wydawania ustaw, ale w oparciu o arystokrację. Warto zauważyć, że życie Anglosasów koncentrowało się na wierności, świadomości moralnej i wszechobecnej chęci odwetu.
Bogaci Anglosasi byli grzebani wraz ze swym dobytkiem. Na podstawie fragmentów zachowanej z anglosaskich grobowcach odzieży można uściślić, że kobiety nosiły długie i cienkie suknie, które spinały na ramionach broszami. Przy paskach miały sakiewki. Anglosaski używały również brosz, szpil, bransolet czy naszyjników. Mężczyźni ubierali się w tuniki i getry, do których dokładali płaszcze. Niektórych z nich chowano wraz z tarczą i mieczem.
Ocena
To książka dla osób, którzy kochają bawić się literaturą. Nie znajdziecie tutaj prostych historii, a przynajmniej nie w takim sensie, który może wam przyjść na myśl. Cała fabuła jest naprawdę świetnie zbudowana – zarówno pod względem literackim, jak i historycznym. Bawiłem się przednio, czasem z wypiekami na twarzy. Wszyscy bohaterowie, nie tylko pierwszo- i drugoplanowi, są jak żywi. Autor świetnie zbudował ich kreacje, pełne żądz, emocji, pragnień, trosk, obaw i nadziei. Całość jest tak świetnie dobrana i dopracowana, że nie mam się do czego przyczepić. Odtąd z niecierpliwością będę wyczekiwał kolejnych książek tego Autora.
Książka liczy 570 stron. To była naprawdę świetna literacka przygoda.
Wydawnictwo Novae Res
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.