Sekrety służącej

Sekrety służącej |Recenzja

Bożena Gałczyńska-Szurek, Sekrety służącej

Nowa powieść Bożeny Gałczyńskiej-Szurek pod tytułem „Sekrety służącej” to opowieść o zemście kobiety zranionej, która w pędzie do wyrównania rachunków, nie cofa się przed niczym. Jest gotowa wejść w sam środek paszczy lwa, tutaj symbolizowanego przez system komunistyczny, by spróbować osiągnąć swój cel. Do cna wyrachowana, momentami bezwzględna, stopniowo upodabnia się do tych, którzy ją ścigają. I to chyba najciekawsza strona powieści.

Pierwsze dziesięciolecia po zmianie ustroju w Rzeczypospolitej to bezsprzecznie czas terroru. Prześladowano wszystkich, którzy należeli do gorszego sortu. Czyli w zasadzie wszystkich, którzy nie mogli poszczycić się robotniczo-chłopskim pochodzeniem lub miłością do komunizmu.

Ofiarą różnego typu prześladowań padała inteligencja, dawni wojskowi, działacze podziemia, nauczyciele, policjanci, księża… Słowem – każdy, kto należycie nie działał lub nie wierzył w jaśnie oświecony ustrój komunistyczny, musiał liczyć się z przykrymi tego konsekwencjami. Prym w wynajdywaniu „winnych” wobec nowego systemu, wiedli działacze Urzędu Bezpieczeństwa wspierani przez NKWD i ich następców.

Ówczesna Polska stała się swoistym więzieniem, nadzorowanym przez bezwzględnych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Dla nich nie istniała żadna moralność. Żadne świństwo nie było za wielkie, by nie można było popełnić większych. Terror, strach i inwigilacja były tym, co stanowiło wyznacznik ich funkcjonowania. Choć są źli na wskroś, to jeszcze gorsi byli ich sowieccy zwierzchnicy, którzy nie szanowali żadnego Polaka…

„(…) Komunistyczna powojenna władza skutecznie mieszała ludziom w głowach bolszewickimi doktrynami o równości obywateli. (…) Ówczesna propaganda siała w głowach spustoszenie, a bezpieka, tajna policja, (…) siała terror i strach. kto się nie zgadzał z poglądami budowniczych Polski Ludowej, ten był wrogiem odradzającej się ojczyzny.. ta z kolei wybrała sobie na pocieszycieli i przyjaciół Rosjan, odwiecznych ciemiężycieli Polaków, bezwzględnych zaborców. (…) Alternatywą dla przyjaźni z sowietami było więzienie, tortury, a niejednokrotnie bezsensowna, niezasłużona śmierć” (s. 30).

My nam is… Celina, Celina Szczerbicka

I właśnie jedną z osób, które były ścigane przez system jest Celina, główna bohaterka powieści „Sekrety służącej”. To postać na wskroś enigmatyczna, zagadkowa. Jest jak famme fatale, tyle że z naturą Jamesa Bonda. Przepraszam, na nasze warunki bardziej kobiecy Hans Klos lub Borewicz.

Choć ścigana przez służby, sama rzuca się w wir dawnych porachunków. Celina usiłuje bowiem ustalić, kto wydał jej męża. Szuka odpowiedzi na pytania dlaczego i przez kogo zginął. Chęć odpowiedzi i zemsty jest jedynym, co ją napędza. W tym też pędzie do samozagłady nie cofa się przed niczym. Nie ma takiej ceny, którą nie byłaby gotowa zapłacić, jeśli nie osiągnie zamierzonego celu.

Szczerze, to mimo jakiejś afirmacji jej postawy, to nie poczułem się z nią zżyty. Jej bezwzględność, niezwykła inteligencja, przebojowość i wręcz pęd do brawury, są przeciwieństwem tego, co ciekawi mnie w kobiecie. I nie chodzi tutaj, że bałbym się jej jako osoby. Po prostu jest za nadto męska.

A może lepiej to ujmując – ma „jaja” większe niż niejeden facet. Tylko że nie potrafi być przy tym szczęśliwa, ani uszczęśliwić kogoś innego. Jest to szpiku kości samotna. I nawet nie próbuje tego zmienić. W trakcie wojny jej serce zastygło w kawał żelaza. Sztaba tego metalu stała się nie tylko jej pancerzem, ale i istotą jej osobowości. Co z tego, że jest niezwykle mądra, przebojowa (wtedy gdy jest tego potrzeba). Zwyczajnie było mi jej żal.

Choć nie da się jej nie kibicować – wszak jest chyba jedyną sprawiedliwą w powieści – to jednak nie da się jej pokochać. Jest ogromnie wyrachowana, skupiona na zadaniu. Rzadko się rozprasza, jeszcze rzadziej podejmuje nieprzemyślane decyzje. Jest jak kardynał Richelieu, który mierzy swój status osiągniętym celem.

To, co przeżyła w trakcie wojny zniszczyło jej kobiecość do cna. Stała się bezwzględna, samotna, bezlitosna, zacietrzewiona do granic możliwości. I choć moralnie rozumiem jej wybór – sam chciałby wiedzieć kto zabił moich bliskich, to nie umiem sobie poradzić z tą pustką, która wyziera z jej duszy. Jej nieszczęście musiało być tak wielkie, że rozbiło jej osobowość na proch, pozostawiając tylko te elementy, które są konieczne do wywarcia zemsty.

Sekrety służącej – czytać czy…?

Powieść czytało się ciekawie. I jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy nie byłem w stanie przewidzieć, zasadniczo, w jaki sposób potoczy się fabuła. Zazwyczaj, tok narracji wyjaśnia się po kilkunastu stronach. Tym razem, doszedłem do połowy, i nadal nie byłem w stanie nakreślić potencjalnych zakończeń. I za to przyznaję naprawdę ogromnego plusa.

Ciekawie czyta się również o pewnych elementach słusznie minionego ustroju. Zwłaszcza kwestia „burżuazyjnych” postaw wysokich rangą dostojników Urzędu Bezpieczeństwa, którzy mogli sobie pozwolić na luksusy, niedostępne większości polskiego społeczeństwa. Wiecie – sklepy przeznaczone tylko dla zasłużonych funkcjonariuszy systemu, ukryte dla przeciętnego Kowalskiego. Nowinki światowej techniki – lodówka, pralka, telefon… czyli coś, o czym większość zniewolonych Polaków nawet nie śniła.

A do tego jeszcze ta pewność siebie, swojej pozycji, znaczenia… I bezwzględność obliczona na siebie samego. Bo przecież nie można cofnąć się przed niczym, aby samemu wywindować się do góry. Normy – nawet te moralne – są przecież tylko dla naiwniaków albo ideologicznych fanatyków. Ale przecież funkcjonariusz UB to nie tyle rzezimieszek w ciemię bity. To karierowicz, który zrobi wszystko, aby być na szczycie.

A zwykły obywatel mógł tylko liczyć na cud. „Wspólna kuchnia, jedna łazienka dla obcych sobie ludzi; taka była codzienność większości Polaków w połowie lat pięćdziesiątych. Tylko szczęśliwcom przydzielano niewielkie mieszkania w blokach, które wyrastały na ruinach miast. W poczuciu spełnienia życiowego i sukcesu żyli w nowo powstających lokalach komunistyczni bohaterowie o nienagannym pochodzeniu robotniczo-chłopskim, obywatele, według rządzących, zasłużeni dla kraju (s. 29).

Autorka w subtelny sposób ukazuje nam mrok, w jaki popadło polskie społeczeństwo. Z jednej strony mamy Celinę, która, jako ostatnia sprawiedliwa, bierze dziedzinę bogini Ananke w dłonie, by wymierzyć zasłużoną karę. Z drugiej – agenci UB, dla których moralność nie istnieje. Po trzecie – zwykli ludzie, którzy, aby przetrwać, zamknęli oczy, uszy, duszę i rozum, przed tragediami, dotykającymi ich samych, ich bliskich i wszystkich dookoła. Bo przecież każdy chciał tylko przetrwać.

Sekrety służącej – podsumowanie

Powieść czytało się ciekawie. Choć akcja toczyła się powoli, nie dało się znudzić. Autorka w świetny sposób budowała napięcie, nie pozwalając czytelnikowi odłożyć choćby na chwilę książkę. Choć sama bohaterka nie skradła mi serca, to jednak zdecydowanie jest postacią, nad którą warto się pochylić. Z tego też powodu – polecam.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.