Kasper Bajon, Poznań kolonialny. Rodzinna historia z Tanzanią w tle
Na pierwszy rzut oka to opowieść o rodzinie z Jeżyc. Ale w książce Poznań kolonialny Kasper Bajon pokazuje coś znacznie więcej – jak z pozornie niewinnych biografii wyrasta historia całego kontynentu. Afryka spotyka tu Poznań, kolonializm przenika codzienność, a pamięć staje się próbą rozliczenia z własnym dziedzictwem. To literacka podróż przez czas, kontynenty i sumienia.
Czy można odnaleźć Afrykę w sercu Wielkopolski? Kasper Bajon w książce Poznań kolonialny. Rodzinna historia z Tanzanią w tle pokazuje, że owszem – czasem to, co wydaje się odległe, odciska ślad w domowych archiwach, w zżółkłych fotografiach, w pamięci rodzin, które nigdy nie przekroczyły równika, a jednak miały z tropikami więcej wspólnego, niż chciałyby przyznać.
Autor prowadzi nas z poznańskich Jeżyc aż pod Kilimandżaro – nie szlakiem odkrywców, lecz cieniem kolonialnych powiązań, które wrosły w europejską codzienność jak niewygodne wspomnienie. To książka o pamięci, wstydzie i niechcianej przynależności. Ale też o rodzinie, która zbudowała własne imperium z cegieł i marzeń.
O autorze
Kasper Bajon – pisarz, poeta, reżyser, scenarzysta, a od kilku lat także dokumentalista rodzinnej przeszłości. Jego wcześniejsze książki, jak „Fuerte” czy „Bolisz”, balansowały między reportażem a prozą poetycką. Tutaj idzie krok dalej: łączy literaturę faktu z pamiętnikiem i filozoficznym esejem. Nie ukrywa emocji – jest jednocześnie kronikarzem i uczestnikiem.
Bajon nie rekonstruuje dziejów w duchu podręcznika. On je odkopuje, jak archeolog, który wie, że każda warstwa ziemi kryje coś więcej niż kurz. W „Poznaniu kolonialnym” mierzy się z własną genealogią i z mitem „niewinnych” Polaków – tych, którzy niby nie mieli kolonii, ale świetnie odnaleźli się w cudzych imperiach.
O czym jest książka Poznań kolonialny?
Na pierwszy rzut oka – o przodkach. Ale im dalej, tym wyraźniej widać, że to historia Europy w miniaturze. Bajon zaczyna od starego zdjęcia – młodego lekarza Paula Fenstera, który wyrusza z Poznania do Niemieckiej Afryki Wschodniej, i jego szwagra Stanisława Bajona, budowniczego jeżyckiego kościoła. Drobny rodzinny epizod staje się punktem wyjścia do refleksji nad polskim udziałem w kolonialnym systemie – często przemilczanym, a przecież realnym
Pamiętam, że na zdjęciu było ich troje. Oni stali oparci o fotel, na którym siedziała ona, wyprostowana. Oni: to mój stryjeczny pradziadek Stanisław Bajon i jego szwagier Paul Fenster. Ona: Maria Anna Fenster (używała drugiego imienia). Byli jeszcze młodzi. Uśmiechali się nieśmiało, ale szczerze. Życie wraz z jego wszyst kimi odcieniami było jeszcze przed nimi.
Autor pokazuje, że kolonializm to nie tylko mapa podbojów, ale też mentalność, język, hierarchie i wyobrażenia, które przenikały europejskie społeczeństwa. Polska, choć formalnie skolonizowana, miała swoich „małych kolonizatorów” – lekarzy, inżynierów, kupców – pracujących w służbie obcych mocarstw.
Książka jest podróżą w czasie i przestrzeni: z XIX-wiecznych Jeżyc do Dar es Salaam, z archiwów pożółkłych od wilgoci po zapomniane cmentarze. Nie chodzi w niej o faktyczną ekspedycję, lecz o rozliczenie z pamięcią, o pytanie, co z kolonialnego myślenia pozostało w nas dziś.
Struktura i wydanie
Wydawnictwo Czarne przyzwyczaiło czytelników do perfekcyjnej edycji – i tu również nie zawodzi. „Poznań kolonialny” (w serii Sulina) to książka elegancka, o przemyślanej typografii, z klarownym układem rozdziałów. Mapy i fotografie – stare, przydymione, czasem jakby z innego świata – wprowadzają wizualny rytm i nadają tekstowi intymności.
Bajon nie układa linearnej narracji. To kolaż wspomnień, notatek, cytatów i mini-esejów, które przenikają się jak przezrocza. Często stosuje język poetycki, nie unikając dygresji. Dla jednych – zachwycające. Dla innych – wymagające skupienia.
Styl, narracja, znaczenie
Bajon pisze jak reżyser (bo w sumie nim jest, również scenarzystą – to on jest odpowiedzialny za scenariusz Rojsta!). Każdy rozdział to kadr, każde zdanie – ruch kamery. Jego styl jest rytmiczny, muzyczny, miejscami niemal hipnotyczny. Obrazy – Jeżyce tonące w mgle, statek L’Amazone płynący ku Afryce, słońce nad Saharą – nie są tłem, lecz równorzędnym bohaterem.
Plusem książki jest śmiałość spojrzenia. Autor nie boi się nazwać polskiego współudziału w kolonialnym systemie, jakkolwiek brzmi to abstrakcyjnie. Pisze: Polacy w służbie lub na usługach obcych mocarstw kolonizowali zamorskie tereny ochoczo i skutecznie – i właśnie ta szczerość czyni książkę wyjątkową.
Momentami eseistyczna swoboda zamienia się w zawiłość. Bajon lubi dygresje i powtórzenia, które nie zawsze prowadzą do celu. Czytelnik nieprzyzwyczajony do takiej narracji może się zgubić w gąszczu refleksji. Ale to cena za autentyczność – za język, który pulsuje emocją, a nie reporterskim chłodem.
W porównaniu z innymi pozycjami Wydawnictwa Czarne, Poznań kolonialny idzie bardziej w stronę literackiego eksperymentu niż reportażu. To nie opowieść o faktach, lecz o sposobie ich odczuwania.
Poznań kolonialny – podsumowanie i ocena
To książka, która zostaje w głowie jak echo. Nie daje prostych odpowiedzi. Po lekturze zostaje pytanie: czy kolonializm naprawdę się skończył, czy tylko zmienił adres?
To opowieść o pamięci rodzinnej, o winie i milczeniu, o Europie, która wciąż uczy się patrzeć na siebie bez samozachwytu. Książka dla tych, którzy nie boją się niepewności. Dla czytelnika, który lubi, gdy proza wymaga współuczestnictwa.
Uczciwie polecam i daję wysoką ocenę. Za styl, za odwagę, za poetycką wrażliwość.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.