Stefcia

Stefcia |Recenzja

Joanna Adamek, Stefcia

Jeśli śledzisz Instagram Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, to już wiesz: Stefcia żyje! Nie tylko w krótkich filmikach, które szturmem podbiły serca internautów, ale teraz – na kartach książki Joanny Adamek. I choć historia zaczyna się w zimnej chacie, w której dzieci śpią pod jedną pierzyną, a ogień trzeba pożyczać od sąsiadki, to w tej opowieści jest więcej życia, humoru i ciepła niż w niejednym współczesnym serialu.

Joanna Adamek, znana z niezwykłej zdolności do opowiadania przeszłości w sposób świeży i filmowy, wzięła na warsztat historię dziewczyny, która ma powera. Stefcia to bohaterka z krwi, kości i błota, które przykleja się do butów. Dziewczyna, która nie czeka, aż los się zlituje, tylko sama mu mówi: „odsuń się, idę!”.

Książka jednak nie funkcjonuje w próżni. Jej odbiór trudno oddzielić od fenomenu, który narósł wokół „Stefci” w mediach społecznościowych i realnie zmienił sposób myślenia o promocji historii przez instytucje kultury. Przypadek Kozłówki coraz częściej przywoływany bywa jako punkt odniesienia w rozmowach o narracji muzealnej, budowaniu zaangażowania i pracy z emocją odbiorcy. Więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ, a dalej przeczytasz o książce.

O książce

Akcja zaczyna się w podlubelskiej wsi, gdzie Stefcia – najstarsza z gromadki dzieci, po śmierci matki i z ojcem, który dźwiga więcej, niż może – ogarnia codzienność, zanim słońce na dobre wstanie. W świecie, gdzie kobieta ma milczeć i znosić, ona ma tupet i poczucie humoru. Kiedy ojciec próbuje ją wydać za starego młynarza Walerka („bo bogaty, a książkę ci nawet kupi”), Stefcia robi to, czego nie zrobiłaby żadna panna z jej wsi – pakuje się i idzie do pałacu.

I tu zaczyna się magia – ta sama, którą znamy z instagramowego serialu Muzeum Zamoyskich. Joanna Adamek, współtwórczyni cyklu o Stefci, przekłada jego ducha na papier. Każda scena aż prosi się o ekranizację: rozmowa przy piecu, zapach mleka w oborze, szmer fartuchów w kuchni dworskiej, blask świec w pałacowej jadalni. To nie jest tylko historia z przeszłości – to pełnokrwisty serial epicki w stylu slow vintage, który czyta się jednym tchem.

Autorka prowadzi bohaterkę z chłopskiej chaty do świata hrabiny z pałacu – świata pełnego porcelany, zasad i konwenansów. Ale Stefcia nie zamierza zginąć w cieniu dworskich korytarzy. Jej energia rozsadza ramy epoki: jest zadziorna, szczera, trochę nieporadna, ale zawsze sobą. I choć mówi gwarą, w jej słowach jest więcej prawdy niż w niejednym profesorskim wykładzie o „kondycji kobiety w XIX wieku”.

Największy urok książki? Język. Adamek pisze tak, że słyszysz szelest fartucha, czujesz dym z pieca i smak chleba z popiołem. A gdy Stefcia mówi: łogień wygasł, trza iść po nowy, to nie jest tylko scena – to metafora całej kobiecej historii. Bo te dziewczyny, kobiety, matki – zawsze szły po ogień.

Książka pełna jest ciepłego humoru i dialogów, które brzmią jak gotowe memy historyczne: żywe, soczyste, pełne temperamentu. Stefcia ma coś z Basi Wołodyjowskiej, coś z Jagny, ale najbardziej – z nas samych. Bo kto z nas nie czuł, że świat czasem chce mu coś „urządzić”, a jedyną obroną jest własny upór i śmiech?

Joanna Adamek bawi się konwencją powieści historycznej. Zamiast długich opisów i patosu mamy serialowe tempo, żywe postacie i emocje jak w „Znachorze”, tylko że z feministycznym twistem. Do tego fotografie Pauliny Siwiec-Pater i stylizacja inspirowana projektem Muzeum Zamoyskich sprawiają, że książka prezentuje się wspaniale. Pachnie słomą, kurzem i karmelem z kuchni dworskiej.

Czy Stefcia to powieść historyczna? Owszem. Ale przede wszystkim to powieść o sile kobiet – o tym, że nawet w epoce, w której dziewczyna z wioski miała być tylko „czyjąś żoną”, mogła stać się kimś o wiele większym.

Ta książka ma wszystko: rytm, emocje, wdzięk, pazur. Czyta się ją z uśmiechem i ściskiem w gardle, a po ostatniej stronie masz ochotę napisać do Muzeum Zamoyskich: „dajcie więcej!”. Minusy? Za krótka! Mam nadzieję, że będzie kolejna część.

Ciepła, zabawna i wzruszająca opowieść o dziewczynie, która nie czekała, aż świat się zmieni – tylko wzięła go za bary. Jeśli lubisz klimat dawnych opowieści, ale z nowoczesną duszą – Stefcia to twoja nowa ulubiona bohaterka.


Wydawnictwo Znak Horyzont
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.