Kerry Brown, Tajwan. Krótka historia małej wyspy i jej wpływu na losy świata
Tajwan, to z naszej perspektywy, mocno nieprawdziwej, maleńka wysepka, znajdująca się na końcu świata, gdzieś wzdłuż chińskich wybrzeży. Jednak prawda jest diametralnie inna. Tajwan jest jednym z ważniejszych elementów układanki geopolitycznej współczesnego świata, zwłaszcza dla Zachodu, który z Tajwanu ściąga zdecydowaną większość elementów (mikroprocesory, panele LCD, pamięć DRAM) elektroniki i maszyn.
Tak więc wniosek jest prosty – kto włada Tajwanem, dyktuje światu ceny, umożliwia lub utrudnia, rozwój technologiczny. Wiedzą o tym i Pekin, i Waszyngton, coraz silniej rywalizujące o dostęp do tajwańskich surowców i technologii. Co z tego wyniknie? Odpowiedź stara się znaleźć Kerry Brown w swej nowej publikacji.
Ukryte dzieje współczesnego Tajwanu
„Przez znaczną część swej historii wyspa miała marginalne znaczenie i służyła co najwyżej za skrawek ziemi na obrzeżach cesarstwa chińskiego, którym swobodnie obracano lub cedowano na innych. Jednak począwszy od wojny koreańskiej, spór o Tajwan przestał ograniczać się do rywalizacji dwóch obozów, a odzwierciedlał starcie między fundamentalnie odmiennymi spojrzeniami na ład globalny. Wyspa znalazła się między dwoma zajadle zwalczającymi się systemami i spojrzeniami na świat, reprezentowanymi przez Waszyngton i Pekin. Przekształceniu uległy zarówno polityka wewnętrzna Tajwanu jak i wszelkie jego posunięcia, których skutki przestały ograniczać się do regionu, a zyskały znaczenie globalne” (s. 67)
Dzieje Tajwanu nikną w pomroce dziejów. Jest to wynikiem położenia geograficznego, co powodowało, że wyspa przez znaczną część swych dziejów znajdowała się na granicy zainteresowania, zarówno cesarskich Chin, jak i innych regionalnych graczy.
Nic więc dziwnego, że na wyspę ściągali różnej maści wyrzutkowie, zbiegowie i przestępcy z Chin, Korei czy Japonii. I tak było aż do XIX stulecia, gdy wyspa dostała się pod japońską kontrolę. Choć Japończycy nie słynęli ze zbytniej ogłady, to jednak dokładali starań, aby na wyspie stworzyć prężną bazę surowcową, tworząc na niej zręby przemysłu.
Ku nowoczesności
Tajwan wrócił do Chin w wyniku przegranej podczas II wojny światowej w 1945 roku. Gdy wkrótce rozpętała się wojna domowa pomiędzy nacjonalistami Czang Kaj-szeka, a komunistami Mao Zedonga, na Tajwan zaczęli uciekać przedstawiciele Kuomintangu.
W 1949 roku Czang zaczął rezydować w Tajpej, a na całej wyspie wprowadził stan wojenny, trwający zresztą 38 lat. Wszelkie przejawy oporu były tłumione siłą, a opozycjonistów, posądzanych o sprzyjanie komunistom, skazywano na kary śmierci. co ważne, między Chinami kontynentalnymi a Tajwanem trwała otwarta, choć zamrożona, wojna.
„Sytuacja tylko uległa pogorszeniu wraz z dalszym napływem członków sił nacjonalistów, którzy widząc zbliżającą się klęskę w wojnie domowej z komunistami, szukali schronienia na wyspie. Szacuje się, że do 1949 roku licząca siedem milionów mieszkańców populacja wyspy spęczniała o kolejne dwa miliony uchodźców z kontynentu, z czego większość dostała się na Tajwan łodziami odbijającymi od wybrzeża Chin. z chwilą gdy nacjonaliści ostatecznie zostali zwyciężeni w 1949 roku, rząd centralny Republiki Chińskiej znalazł się na uchodźstwie. Stojący na jego czele Czang Kaj-szek osiadł w Tajpej, skąd próbował zreorganizować swoje siły i obmyślić plan przejęcia władzy na kontynencie” (s. 64).
Przez długi czas, Tajwan niewiele różnił się od tego, co działo się na kontynencie. Jednak Czang Kaj-szek zdecydował się (przynajmniej pod względem gospodarczym) na przeprowadzenie reform, wciągając region do światowego handlu. Krok ten umożliwiło wykorzystanie instytucji, firm i technologii, które pozostawili po sobie Japończycy.
W 1954 roku Tajpej ściślej związało się z Waszyngtonem, zawierając pakt obronny. Dzięki temu Tajwan reprezentował całe Chiny na forum ONZ, mając nawet stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Jednak, gdy w Stanach Zjednoczonych do władzy doszedł Richard Nixon, wszystko się zmieniło. W 1972 roku doszło do bezprecedensowego spotkania między prezydentem USA a Mao. Głównym celem było osłabienie pozycji międzynarodowej Rosji.
Chińczycy ogłosili wówczas tak zwany „komunikat szanghajski”, w którym orzekli, iż status Tajwanu jest wyłącznie wewnętrzną sprawą Chin, i nikt nie powinien się do tego konfliktu mieszać. Władze amerykańskie „przyjęły do wiadomości” ten postulat, i zobowiązały się do niepodważania tej zasady oraz chęć wsparcia rozmów pokojowych między Tajpej a Pekinem.
W 1979 roku Waszyngton nawiązał stosunki dyplomatyczne z ChRL, zrywając jednocześnie porozumienia militarne. Co ciekawe, niemal równocześnie amerykański Kongres doprowadził do przyjęcia ustawy, gwarantującej Tajwańczykom wsparcie oraz dozbrajanie. Mao, Deng Xiaoping, Jiang Zemin czy Hu Jintao potrzebowali amerykańskiego wsparcia w walce z Moskwą oraz amerykańskich pieniędzy, więc nie mogli otwarcie zareagować.
W międzyczasie Tajwan się dozbrajał, a gdy do władzy na Tajwanie doszła Demokratyczna Partia Narodowa, oba państwa nawiązały bliższą współpracę handlową, dochodząc do częściowego porozumienia, iż Tajwan z Chinami stanowią jeden krąg kulturowo-cywilizacyjny, ale pozostają one w pewnej odrębności politycznej.
Ku otwartemu konfliktowi?
Sytuacja ta zmieniła się w 2016 roku, gdy do władzy w Tajpej doszła Ing-wen, która przez dwie kadencje zasiadała w fotelu prezydenckim. Bezpośrednio odeszła od koncepcji jednolitości chińskiego państwa. Zdecydowanie zwiększyła tajwańskie wydatki na uzbrojenie, a także wydłużyła okres zasadniczej służby wojskowej. Udzieliła również moralnego wsparcia dla protestujących przeciwko Chinom mieszkańcom Hongkongu. Wówczas Hi Jingping zdecydował się na zaostrzenie polityki wobec Tajpej.
Rozpoczął się czas zbrojeń, którego jednym z przykładów jest budowa przez Chińczyków umocnień wzdłuż Cieśniny Tajwańskiej, czy notoryczne naruszanie przestrzeni powietrznej i morskiej wokół Tajwanu. Sytuacja ciągle eskaluje, i tak naprawdę nie wiadomo, co z tego wyniknie. I właśnie o tym jest ta książka.
Jednym z ostatnich rozdziałów jest rozprawa nad potencjalnym wybuchem konfliktu zbrojnego. Mam do niego jednak sporo uwag. Po pierwsze – jak można brać pod uwagę osobowość fikcyjnego prezydenta USA, który nie istnieje? To jak wróżenie z kart, fusów czy linii papilarnych. I nic nie wnosi, i jest niepraktyczne.
Po drugie – w moim odczuciu konflikt na miarę II wojny światowej nie wchodzi w rachubę. I to z kilku względów – między innymi, nie opłaca się ani obu światowym hegemonom, ani całej reszcie światu. Słowem – wszyscy tylko by na tym stracili. Na szczęście, jak mi się przynajmniej wydaje, świat jest złożony do tego stopnia, że kryzys na skalę światową byłby katastrofą dla wszystkich. Zresztą przykład tego mamy na Ukrainie. Jeśli dojdzie, a myślę, że dojdzie do konfliktu zbrojnego, zapewne zakończy się on na wymianie ognia i zamrożeniu konfliktu. Coś w stylu tego, co ma miejsce na granicy między dwoma częściami Korei.
Jeśli jednak się mylę, świat jaki znamy, dobiegnie końca, a Chiny staną się takim hegemonem, z którym już sobie nie poradzi.
Azjatycka demokracja nas wszystkich
Najważniejszym przesłaniem publikacji jest ukazanie zwykłemu zjadaczowi chleba, jak jego los zależny jest od tego, co dzieje się na Tajwanie. Autor w merytoryczny sposób ukazuje nam kolejne wady i zalety istnienia niepodległego Tajwanu, zarówno dla światowej demokracji, jak i gospodarki czy przyszłości świata.
W moim odczuciu zabrakło jednak szerszego ujęcia poczucia tożsamości narodowej samych Tajwańczyków. To, co możemy tutaj znaleźć, jest raczej tylko bardzo ogólnym zarysem, bardziej politycznym, niż realnie ukazującym rys społeczny. A szkoda, bo i tak można odnieść wrażenie, że byłoby o czym pisać.
„Szacuje się, że w życiu publicznym udział bierze około stu sześćdziesięciu partii politycznych, rywalizujących ze sobą w wyborach lokalnych i ogólnopaństwowych. Demokracja odzwierciedla różnorodność i żywotność tajwańskiego społeczeństwa. Stanowi jego coraz ważniejsze narzędzie w polityce miękkiej siły. Niedemokratyczny Tajwan zniknąłby z radaru opinii międzynarodowej. Demokratycznego zaś nie można poświęcić w rozgrywce międzynarodowej. Oto dlaczego wyspa stanowi zagwozdkę dla XXI-wiecznego świata. Wartości oraz ideały, jakie sobą reprezentuje, czynią z niej bezcennego sojusznika. W sytuacji gdyby Chiny zdominowały Tajwan, byłaby to klęska nie tylko w wymiarze terytorialnym i gospodarczym, ale również w ideologicznym, a dla niektórych nawet moralnym” (s. 83).
Wyobrażacie sobie, aby u nas istniało aż tyle partii i ugrupowań? Do tego barwnych z niezwykle malowniczymi postaciami na miarę postaci z Disneya? Byłoby ciekawie, prawda?
Podsumowanie
W książce znalazłem kilka literówek, które nieco psują obraz publikacji. Są to między innymi: „[…] pytań dla zrozumienia wyzwań stojących przez Tajwanem i Chinami” (s. 31), czy „Widzieli w niej dzikie, barbarzyńskie miejskie, niegodne kontaktów, zamieszkane przez wyrzutków i odmieńców” (s. 38). Zresztą to drugie nie wiem jak ugryźć ;D
Książka liczy sobie 280 stron. To pozycja dla miłośników historii Chin oraz międzynarodowych stosunków gospodarczych i politycznych. Tym bardziej, że Tajwan stanowi beczkę prochu, z której nie wiadomo co wyjdzie. Tym bardziej, że po dwu stronach stoją dwa największe „imperia” naszych czasów. Z tego też powodu, warto uważnie śledzić to, co dzieje się nad Cieśnina Tajwańską, bo losy wyspy są ważnym elementem całej układanki geopolitycznej.
Publikacja jest ciekawa, choć pewne jej elementy bym zmienił lub dopracował, zwłaszcza historię oraz rys społeczeństwa tajwańskiego. Niemniej ogromnie polecam tę pozycję, bo uświadamia, jak bardzo jesteśmy zależni od niewidzialnych sieci zależności. Jednocześnie jest takim uzmysłowieniem, że może warto wyjrzeć zza własnego podwórka, by rozejrzeć się co dzieje się dalej. Świat bardzo pędzi, a nasza zasobna Europa coraz wyraźniej zaczyna odbiegać od tempa zmian.
Wydawnictwo Copernicus Center Press
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem CCPress. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.