Prusy Książęce mogły znaleźć się pod polską kontrolą. Jak Rzeczpospolita zmarnowała kolejne szanse i otworzyła drogę Hohenzollernom

Prusy Książęce mogły znaleźć się pod polską kontrolą. Jak Rzeczpospolita zmarnowała kolejne szanse i otworzyła drogę Hohenzollernom

Historia Prus Książęcych mogła potoczyć się inaczej. Rzeczpospolita kilkukrotnie stawała przed możliwością zwiększenia swojej kontroli nad pruskim lennem, jednak kolejne decyzje polskich władców pozwalały brandenburskim Hohenzollernom umacniać tam swoją pozycję. Dlaczego nie wykorzystano tych szans i kiedy zapadły decyzje, które zaważyły na przyszłości Prus?

Hołd pruski nie zamknął sprawy przyszłości Prus Książęcych. W następnych dziesięcioleciach kwestia sukcesji, choroba Albrechta Fryderyka oraz konieczność ustanowienia nad nim kurateli ponownie stawiały przed Rzecząpospolitą decyzje dotyczące pruskiego lenna. Szczególne znaczenie miały działania Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy oraz rosnąca rola brandenburskiej linii Hohenzollernów. O tym, jakie możliwości miała wówczas Rzeczpospolita i dlaczego z nich nie skorzystała, rozmawiają Andrzej Chwalba i Wojciech Harpula w książce Nie będzie Niemiec….

Pruski grzech śmiertelny

Los sprzyjał Polsce w sprawie Prus Książęcych?
Co pan ma na myśli?                                                           

Mieliśmy co najmniej kilka szans na naprawienie złej decyzji Zygmunta Starego i jego doradców.

To prawda. Lista zaniechań i ustępstw naszych elit politycznych w sprawie Prus jest długa. Wiele wskazywało bowiem na to, że scenariusz wcielenia Księstwa Pruskiego do państwa polskiego może urzeczywistnić się dość szybko. Dopuszczeni do przejęcia tronu bracia Albrechta odeszli z tego świata niedługo po zawarciu traktatu krakowskiego. Natomiast dwóch synów księcia zmarło w dzieciństwie, a trzeci przyszedł na świat dopiero w 1553 roku. W tej sytuacji elektor Joachim II kilkukrotnie próbował zabiegać o przyznanie Hohenzollernom brandenburskim prawa do sukcesji w Prusach Książęcych, ale jego zabiegi za każdym razem kończyły się niepowodzeniem. Król i senat byli nieugięci. Dopiero Zygmunt August, który właśnie szykował się do wojny z Moskwą o Inflanty, obiecał elektorowi, że dopuści linię elektorską do dziedziczenia w Prusach. To był jednak niewiele znaczący gest.                                                              

Posłowie podczas sejmu lubelskiego w 1569 roku odrzucili wszelkie próby rozszerzenia inwestytury na elektorską linię Hohenzollernów. Ustępstwo o znacznie poważniejszych skutkach poczynił dopiero Stefan Batory.

Mianowicie?                                                                        

Albrecht Hohenzollern, jak na ówczesne standardy, był długowieczny. Zmarł w 1568 roku, dożywszy 78 lat. Już kilka lat później jego jedyny syn, Albrecht Fryderyk Hohenzollern, zaczął zdradzać objawy choroby umysłowej.                                                                                 

Wiemy, na co chorował?                                                                           

Trudno stosować dzisiejsze terminy diagnostyczne, gdyż psychiatrów przy księciu nie było. Natomiast Lucas David, sekretarz i doradca na dworze w Królewcu, pozostawił niezwykłe dzieło. Jego Dziennik choroby umysłu Albrechta Fryderyka zawierał zapiski i obserwacje z okresu, gdy ujawniła się choroba księcia. Dzięki niemu wiemy, że często wpadał on w stany skrajnego przygnębienia, apatii, poczucia beznadziei. Był lękliwy, chwiejny emocjonalnie, niepewny, wycofany, reagował niewspółmiernie do sytuacji, dopadały go obsesyjne myśli. Do tego doszły zaburzenia snu i kontaktu z rzeczywistością. W korespondencji i opiniach współczesnych pojawia się określenie, że książę był gänzlich von Sinnen lub emota mente – całkowicie pozbawiony rozumu. Dzisiejsi badacze oceniają, że Albrecht Fryderyk cierpiał na schizofrenię lub ciężką formę depresji. Rządzić samodzielnie nie mógł. W tej sytuacji stryjeczny brat Albrechta Fryderyka, margrabia Ansbach i książę karniowski Jerzy Fryderyk Hohenzollern, zaproponował Stefanowi Batoremu, że obejmie kuratelę nad umysłowo chorym krewnym. Król miał pełne pole manewru: mógł wskazać dowolną osobę, mógł też sam ogłosić się opiekunem księcia i wysłać do Królewca gubernatora. Prusy znalazłyby się pod kontrolą Rzeczpospolitej. Do takiego kroku gorąco namawiały króla stany Prus Kró- lewskich, które nie życzyły sobie Hohenzollerna w roli opiekuna księcia. Batory jednak pozostał głuchy na te wołania.                                                                               

Dlaczego?                                                                           

Bo stany pruskie, z trzema największymi miastami na czele – Gdańskiem, Elblągiem i Toruniem – podczas elekcji w 1575 roku poparły konkurenta Batorego, cesarza Maksymiliana II. Z Gdańskiem nowy król musiał nawet stoczyć wojnę, by skłonić miasto do uznania jego władzy. Batory nie ufał prohabsburskim stanom pruskim. Potrzebował też gotówki, by odpierać atakującego Inflanty Iwana Groźnego, a Jerzy Fryderyk zaproponował subsydia. Król przyjął jego ofertę, margrabia został opiekunem Albrechta Fryderyka i regentem księstwa. To był błąd polityczny, ale również o niczym jeszcze nie przesądzał. Najbardziej brzemienne w skutki decyzje podjął dopiero Zygmunt III Waza. W 1603 roku zmarł bowiem Jerzy Fryderyk – dotychczasowy regent Prus Książęcych.                                                                            

Aż prosiło się o ustanowienie polskiej kurateli.                                                                        

Tyle tylko, że Zygmunt III miał inne sprawy na głowie. Zmagał się z opozycją szlachecką w Koronie oraz toczył wojnę ze Szwecją. Nie miał pieniędzy, by wprowadzić wojska do Prus i ustanowić tam polskiego namiestnika. Z propozycją pojawił się natomiast elektor brandenburski Joachim Fryderyk, który zaoferował królowi wsparcie finansowe.                                                                        

Zygmunt III przehandlował Prusy Książęce?                                                                             

W lutym 1605 roku król zawarł układ z elektorem. Joachim Fryderyk w zamian za przyznanie kurateli zobowiązał się zapłacić 600 tysięcy złotych. Ustalono również roczne subsydium w wysokości 30 tysięcy złotych. Te kwoty, wobec chronicznych braków w skarbcu królewskim, stanowiły istotny zastrzyk finansowy.

Rozmowa jest fragmentem książki Nie będzie Niemiec…, która czeka na Ciebie tutaj:

Elektor zobowiązał się także do powstrzymania Szwedów od werbunku żołnierzy na terenie Brandenburgii i Pomorza oraz zgodził się pośredniczyć w rozmowach z Danią, by skłonić ją do sojuszu z Polską przeciw Szwecji. Te warunki zostały podtrzymane przez kolejnego elektora – Jana Zygmunta, który również otrzymał zgodę króla na objęcie opieki nad chorym księciem. Władcy Brandenburgii zainstalowali się w Prusach.                                                                        

Nikogo to nie zaniepokoiło?                                                                                 

Z punktu widzenia króla i jego otoczenia nie było żadnych powodów do niepokoju. Nawet Jan Zamoyski, najtęższy umysł polityczny tamtych czasów, wspierał politykę przekazania Prus Książęcych Hohenzollernom. Elity polskie od czasów hołdu pruskiego oswoiły się z sytuacją, że to oni rządzą pruskim lennem. A która ich linia? Nie miało to decydującego znaczenia. Elektorzy w roli regentów nie wykonywali wobec Rzeczpospolitej żadnych nieprzyjaznych gestów, mieli licznych zwolenników wśród polskiej protestanckiej szlachty. Nawet niechętne im stany Prus Królewskich zaczęły od pewnego momentu patrzeć na nich bardziej życzliwie. Rzeczpospolita Obojga Narodów walczyła z carem, Szwecją, na południu raz po raz groźnie pomrukiwał sułtan. Nikt głośno nie nawoływał do zdecydowanych działań i przejęcia władzy w Prusach Książęcych przez Rzeczpospolitą.                                                                               

Niezadowolenie z rządów króla, zakończone wybuchem w postaci rokoszu Zebrzydowskiego, miało swoje źródła także w polityce pruskiej Zygmunta III. Na zjeździe pod Sandomierzem w 1606 roku przedstawiciel szlachty wielkopolskiej Marcin Broniewski wprost oskarżał króla o zaniedbania w sprawie kurateli pruskiej. Mówił, że król przyznał opiekę nad księciem „bez sejmu, bez pozwolenia stanów, bez żadnego pożytku Rzeczpospolitej”. Część rokoszan domagała się całkowitego anulowania nadanej Hohenzollernom kurateli i cofnięcia następstw polityki Zygmunta III w Prusach. Sejmiki ziemskie w 1607 roku w instrukcjach poselskich sprzeciwiały się „oddaniu lenna pruskiego Brandenburczykom” i żądały kontroli nad traktatami z elektorem.                                                                           

Proszę zwrócić uwagę, że opozycja nie domagała się interwencji w Prusach i wprowadzenia tam polskich rządów. Zwracano uwagę na samowolne postępowanie króla, pominięcie sejmu podczas podejmowania decyzji o przyznaniu margrabiom opieki nad księciem pruskim. To był główny motyw. Rokosz Zebrzydowskiego wybuchł z powodu ogólnego niezadowolenia średniej szlachty z polityki królewskiej i nieufności wobec monarchy. Dominowały zarzuty o faworyzowanie jezuitów, próby wprowadzenia absolutyzmu, ingerencję w przywileje szlacheckie, zakulisowe knowania z Habsburgami. Dla rokoszan każde działanie króla podjęte z pominięciem procedury sejmowej było nieakceptowalne i stanowiło zarzut wobec monarchy.                                                                         

Moim zdaniem ówczesny naród polski, czyli szlachta, lepiej od monarchy i senatorów widział, że Prusy Książęce wymykają się nam z rąk. Na zahamowanie procesu ich emancypacji spod wpływów polskich nie było jeszcze w tym czasie za późno. Jeden z wierszyków politycznych z czasów rokoszu brzmiał tak:

Prusy się przywróciły do Korony zasię, Aleście je przedali w tym niniejszym czasie, Ba i tanio, Polacy, boście snadź nie wzięli, Jedno z rocznej intraty Prusyście puścili, O które wojnę wiedli cni waszy przodkowie, Sto lat i nieraz wzięli tam mocno po głowie.                                                                              

Średnia szlachta przypominała królowi, że przodkowie wojowali o Prusy „sto lat” i „nieraz wzięli tam mocno po głowie”. I teraz ten wysiłek miałby pójść na marne?

 Nie będę stawiał się w roli adwokata Zygmunta III, bo gdyby chciał, to mógłby nie przekazywać władzy w Prusach elektorom i wcielić je do Korony. Podkreślę jednak raz jesz- cze, że dla dworu królewskiego sprawa pruska była drugolub nawet trzeciorzędna. Jeżeli król wziąłby sobie do serca głosy szlachty, to wyjście miałby jedno: odebranie elektorowi kurateli nad Albrechtem Fryderykiem i wkroczenie do Prus Książęcych, co oznaczało ryzyko wojny. Nawet jeśli Brandenburgia nie zdecydowałaby się na konfrontację z Rzeczpospolitą, to zyskalibyśmy zaciekłego przeciwnika, montującego wrogie koalicje i uprzykrzającego nam życie. Mając na głowie pełzający konflikt ze Szwecją i interwencję w Moskwie, król nie potrzebował kolejnego frontu. I to w imię czego? Dochodów z portu w Królewcu i monopolu na wy- dobycie bursztynu oraz handel nim? Zygmunt III wciąż marzył o odzyskaniu szwedzkiej korony ojca, a po świetnym zwycięstwie pod Kłuszynem pojawiła się możliwość objęcia władzy w Moskwie. Przyzna pan, że wobec takich perspektyw opanowanie Królewca nie mogło jawić się naszemu monarsze jako kluczowe wyzwanie.                                                                             

Korona carów była mirażem, podobnie jak Szwedów, Gotów i Wandalów. Dobry polityk wybiera realne cele. Objęcie władzy w Moskwie i Sztokholmie było poza za- sięgiem Wazy. Królewiec – jak najbardziej realny.

Zgoda, ale król inaczej postrzegał priorytety państwa. Skoro na zdecydowane działanie w sprawach pruskich nie byliśmy gotowi, pozostawało jedynie zaakceptować obecny stan. Jasne było, że pruska linia Hohenzollernów wygaśnie, gdyż Albrecht Fryderyk miał dwóch synów, ale zmarli w niemow- lęctwie. Jego córka wyszła za Jana Zygmunta, co dodatkowo wzmocniło więzi Prus Książęcych z Brandenburgią. Więc nic dziwnego, że elektor zabiegał o uznanie jego praw do sukcesji. Zatriumfował w 1611 roku, w szczytowym okresie wojny z Moskwą, gdy bojarzy zaoferowali koronę królewiczowi Władysławowi. Sejm uznał Jana Zygmunta i jego następ- ców na tronie brandenburskim za prawowitych sukcesorów Albrechta Fryderyka. Dopuścił także do sukcesji trzech braci elektora wraz z męskim potomstwem. Po tych decyzjach 16 listopada odbyła się w Warszawie ceremonia nadania lenna pruskiego władcy Brandenburgii.


Rozmowa jest fragmentem książki Nie będzie Niemiec…, Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula, Wydawnictwo Wielka Litera. 

Comments are closed.