Ryszard Abraham, Tym. Wolałbym być psem
„U nas to jest prawie norma. Mamy wyjątkowe szczęście do władzy, która zawsze z góry wie najlepiej, co robić, a już po wszystkim zaczyna się zastanawiać, jak najkwieciściej uzasadniać klęskę tego przedsięwzięcia” (s. 27). Tą maksymą można byłoby rozpocząć opisywanie życiorysu Stanisława Tyma, człowieka, który nie bał się żadnej władzy. Który poprzez słowo, potrafił z finezją ukazać zakłamanie świata. Bo nie ma co ukrywać, wielu ludzi pamięta jego „kabarety”, jako ciosy wymierzone w PRL.
A przecież Tym nie był tylko humorystą z celnym, czasem siarczystym językiem. To też przyjaciel, człowiek wysokiej etyki, wybitny intelektualista. I właśnie o tych mniej oczywistych stronach Tyma pisze Ryszard Abraham. TYMbardziej polecam wam tę publikację. Bo to książka nieoczywista, ale zwyczajnie piękna. Tak jak pięknym duchem był „nasz Stasiu”.
Tym na nowo
W książce nieco przeszkadza mi styl wymowy, styl pisania nawiązujący do PRL-u. Przyznam ze wstydem, że z perspektywy czasu, nie zawsze jestem w stanie wychwycić wszystkie niuanse znaczeniowe. Nie zawsze rozumiem wymowę zabawnych anegdot. Nie znam również zbyt dobrze dorobku filmowego Stanisława Tyma. Dla mnie przede wszystkim był mistrzem humoru i kabaretu, choć bardziej tego z ostatnich kilkunastu lat. Jego wcześniejsze dokonania były mi raczej nieznane.
Dlatego czytając tę książkę, byłem zaskoczony wieloma informacjami, którymi zasypał nas Autor ni to biografii, ni pamiętnika, ni to zbioru anegdot. Wszystkiego jest tu po trochu, ale w takim stopniu, że się uzupełnia, dopełnia.
Już od pierwszych stron, od pierwszych wyznań Tyma, czujemy, że czeka nas przygoda z niesamowicie inteligentnym i ciekawym człowiekiem. Kiedyś Stanisław Tym był dla mnie tylko łysym, wesołym kabareciarzem. Po tej lekturze – stał się wielkim człowiekiem, z ogromnym sercem, samozaparciem, i inteligencją, jaką chciałbym kierować się w życiu. A przecież, zwłaszcza na początku swej życiowej drogi, wcale tak łatwo nie miał.
Skąd on brał tyle życiowej pogody ducha? Po matce? A może przez to garbate szczęście, które towarzyszyło mu na każdym niemal kroku. Stanisław Tym był człowiekiem wielkiego formatu, i to pod każdym względem. Chyba nie znam drugiego takiego człowieka, który jednym zdaniem, czy czynem, potrafiłby i oswoić trudną rzeczywistość, obśmiać, zadziwić, rozbawić, nauczyć. I jeszcze człowiek jest mu za to wdzięczny. Toż to jest mistrzostwo kompletne. Szkoda, że nigdy nie miałem okazji go spotkać i wymienić choćby parę zdań. Autor wychwycił i umieścił w swej książce wiele takich ciekawych zdarzeń – czasem śmiesznych, czasem nieco obrazoburczych. Słowem – jest na czym zawiesić oko, i zastanowić się nad wartościami świata. A to coś naprawdę niezwykłego.
Śmiech przed bólem
A jednak, gdzieś tam głęboko, tkwił w nim ból i rozczarowanie ludźmi. Bo przecież wszędzie jest głupota, zaprzaństwo, oszustwo, nieumiejętność wczucia się w drugiego człowieka czy istotę żywą. Stanisław Tym wyśmiewał brak etycznej ogłady, brak prawdomówności, niemożność bycia sobą. Więc on, niczym tytułowy pies, był przeciwieństwem tego, co otaczało go wokół. Był prawdą, wiernym przyjacielem, radością, intelektem. Trochę taki święty Franciszek z PRL-u.
Bo przecież ten „wieczny student” ma w sobie coś z bacznego obserwatora, osoby, która nawet milcząc, jest niezwykle wymowna. Mówił za tych, którzy głosu nie mieli, nawet jeśli były to tylko zwierzęta. Ktoś mógłby powiedzieć, że był krytykiem rzeczywistości, ale to nie całkiem prawda. On tylko nazywał rzeczy po imieniu, a że ludzie się przy tym śmiali, nie koniecznie było jego zamierzeniem. Bo czyż ludzie śmiali się z niego czy z własnej głupoty? Z jego słów, czy z głębszego sensu, który chciał im przekazać.
Autor kreśli obraz Tyma w formie anegdot, wspomnień tych, którzy mieli okazję poznać czy współpracować z nim, a także fragmentów notatek samego bohatera. Początkowo taki chaos nieco mi przeszkadzał, ale im dalej brnąłem z lekturą, tym bardziej rozumiałem sens tego zabiegu. Wszak człowiek nie jest linearny, prosty, zwięzły. Pełno w nim zakrętów, powrotów, zawijasów, meandrów. Nie inaczej było w tym przypadku. Radość przeplatała się ze smutkiem, geniusz z głupotą, życiowe zakręty z sukcesem, ale takim nieoczekiwany, trochę niechcianym, wmuszonym.
Tak, to była niezwykła lektura. O człowieku przez wielkie „Cz”. Takim, jakim większość świata nigdy nie będzie. Bo jestem przekonany, że drugi taki Tym nie pojawi się Tymbardziej.
Podsumowanie
Książka składa się z 320 stron. To publikacja z przekąsem, nostalgią o tym, co już było, i o tym, co być musi. Nie wprost, a może jednak? To już wiedział tylko sam bohater książki – wesoły, przekorny, niepokorny i szczery aż do śmiechu. Gorąco polecam. Ja bawiłem się przednio – prawie cały czas.
Wydawnictwo Znak
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Znak. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.