Ciało potrafi być jedyną bezpieczną przestrzenią, kiedy świat rozpada się na kawałki. Dorastanie w czasie wojny oznacza przyspieszoną inicjację w strach, wstyd i utratę kontroli nad własnym losem. W tej historii odebrane marzenie olimpijskie nie dotyczy wyłącznie sportu, lecz staje się pierwszym brutalnym sygnałem systemowej przemocy. Granica między dziewczęcością a dorosłością zostaje przekroczona gwałtownie i bez pytania o zgodę.
Wojna rzadko zaczyna się od bomb. Częściej wkracza do domów przez ciszę, niedopowiedzenia i zakazy rozmów. Przez rodzinne rytuały, które mają „chronić”, a w praktyce uczą milczenia. Przez edukację, która omija ciało, i wychowanie, które przygotowuje raczej do przetrwania niż do rozumienia siebie. W takich warunkach dorastanie nabiera charakteru walki o elementarne prawo do własnej tożsamości.
Powoli robi się coraz cieplej. Ojca wciąż nie ma. Nie ma listów. Nie ma wieści. Lęk i rozpacz matki kładą się cieniem na naszym domu. Jednak nigdy nie płaczemy razem.
Tekst jest fragmentem książki Balerina z Auschwitz, która czeka na Ciebie tutaj:
Pewnego dnia wracam od dziadków na rowerze do domu. Mam na sobie tę samą białą plisowaną spódnicę, którą włożyłam na pierwszą randkę z Erykiem. Już w domu dostrzegam ślady krwi wszędzie na spódnicy. Boję się. Biegnę do matki, płacząc. Musi mi pomóc znaleźć miejsce rany. Ona uderza mnie w policzek. To węgierska tradycja – kiedy dziewczyna dostaje pierwszy raz okres, klepie się ją po policzku. Ale ja nic nie wiem o menstruacji. Znam swoje ciało na tyle dobrze, że umiem unieść je w powietrze, odchylić się do tyłu tak mocno, że powstaje okrąg, a jednocześnie nie mam pojęcia o cyklu, własnej anatomii, kobiecości.
– Nie daj sobie zrobić dziecka – mówi Magda. Za żartobliwym tonem kryje się ostrzeżenie. Sprawa jest bardzo poważna. Nawet własne ciało może mnie zdradzić.
W marcu, siedem miesięcy po uwięzieniu ojca, wracam do domu ze szkoły, a on siedzi z matką przy stole w kuchni.
– Tato! – wołam. Wpadam mu w objęcia. Wciąga mnie na kolana, jakbym była małą dziewczynką, i trąca nosem tył mojej głowy. Przywrócone życie.
Pojawiają się jednak pytania.
– Co ci zrobili? Czy znów cię zabiorą?
– Dicuka – napomina mnie matka. – Jest w domu, cieszmy się. Niech odpocznie.
– Ilonka – wtrąca ojciec – to już nie jest dziecko.
Podnosi mnie ze swoich kolan i gestem pokazuje, bym usiadła przy stole naprzeciwko niego. Prosi matkę, żeby podgrzała dla mnie kakao. Zapala papierosa. Ma spierzchnięte, twarde dłonie, palce zesztywniałe.
– Niektórych rzeczy nigdy ci nie opowiem – mówi. – To mój ciężar. Sam te wspomnienia będę nosił, nie obciążę cię nimi.
Głos mu się załamuje. Zaciąga się papierosem i wydycha powietrze, a dym miesza się z parą z mojego kubka.
– Powiem ci jednak, że były chwile, kiedy wpadałem w rozpacz, kiedy życie wydawało się tak bardzo daremne, że chciałem umrzeć.
Matka bierze szybki oddech i rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie.
– Przestań – mówi ojciec. Odwraca się twarzą z powrotem do mnie. – Dicuka, wokół szaleje wojna. Wszystkim grozi śmierć. Można czuć pokusę, by się poddać. Ale mówię ci teraz i już więcej nie będę o tym wspominał; napominam, błagam: kiedy dojdzie do nieszczęścia – po zarośniętych policzkach spływają rzęsiste łzy – wybierz życie.
Następnie gasi papierosa i wstaje.
– Wychodzę na chwilę – mówi.
Zakładam, że chodzi mu o odwiedziny u znajomych, kumpli od bilarda, pewnie chce im powiedzieć, że wrócił, a może chciałby coś wygrać, trochę się pośmiać. Nie przychodzi mi do głowy nikt inny, kogo śpieszno mu zobaczyć, żaden inny powód grymasu na twarzy matki, który dojrzałam, zanim szybko obróciła głowę.
Kilka tygodni po powrocie ojca siedzę w studiu gimnastycznym na macie, rozgrzewam się, wyciągam palce u stóp, wyginam stopy, wydłużając nogi, ręce, szyję i kręgosłup. Znów czuję się sobą. Nie jestem tym małym zezowatym podrzutkiem, który boi się wymówić własne imię. Nie jestem córką, która martwi się o swoją rodzinę. Jestem artystką, gimnastyczką, mam rozciągnięte, silne ciało. Nie mam urody Magdy czy sławy Klary, ale mam lekkie, ekspresyjne ciało, jego obiecujące istnienie jest wszystkim, czego mi potrzeba. Mój trening, moje zdolności – moje życie jest pełne możliwości. Najlepsze z gimnastyki dziewczęta należą do drużyny trenującej przed olimpiadą. Igrzyska w 1944 roku zostały odwołane z powodu wojny, ale dzięki temu zyskujemy czas na przygotowania do zawodów.
Zamykam oczy i rozciągam ręce i tułów w przód. Koleżanka daje mi znak dużym palcem u nogi, podnoszę więc głowę i widzę zmierzającą wprost do mnie trenerkę, tę samą, do której dzielnicy czasem chodzę i próbuję zajrzeć do środka jej domu. Tę trenerkę, którą praktycznie wielbię.
– Editke – mówi, zbliżając się do mojej maty – chodź na słówko, proszę.
Prowadzi mnie do korytarza, a po drodze jej palce przejeżdżają raz po moich plecach.
Patrzę na nią z oczekiwaniem w oczach. Może zauważyła poprawę w moich skokach. Może chciałaby, żebym poprowadziła zajęcia z rozciągania na koniec dzisiejszych zajęć. Może chce mnie zaprosić na kolację. Gotowa jestem odpowiedzieć twierdząco, zanim jeszcze o cokolwiek spyta.
– Nie wiem, jak ci to powiedzieć – zaczyna. Przygląda się mojej twarzy, a potem odwraca wzrok ku oknu, skąd padają promienie chylącego się ku zachodowi słońca.
– Czy chodzi o moją siostrę? – pytam, zanim uświadomię sobie, jak okropny obraz rysuje mi się w myślach. Matka pojechała do Budapesztu na występ Klary i żeby zabrać ją do domu na Paschę, a skoro trenerka stoi koło mnie w korytarzu wyraźnie zakłopotana, nie może spojrzeć mi w oczy, to zaczynam się martwić, że pociąg się wykoleił. Dziś jest za wcześnie na ich powrót, ale żadna inna tragedia nie przychodzi mi do głowy. Nawet w czasie wojny pierwsza katastrofa, jaka przychodzi na myśl, jest mechaniczna, jest skutkiem błędu człowieka, a nie ludzkiego planu. Choć wiem, że niektórzy nauczyciele Klary, w tym niektórzy goje, już uciekli z Europy z lęku przed tym, co ma nadejść.
– Z rodziną wszystko w porządku. – Jej ton mnie nie uspokaja. – Edith, to nie moja decyzja. Ale mnie przypadło przekazanie ci, że swoje miejsce w drużynie olimpijskiej musisz oddać komuś innemu.
Chyba zaraz zwymiotuję. Czuję się obco we własnej skórze.
– Co zrobiłam źle?
Przeglądam w myślach miesiące surowych treningów, by znaleźć jakiś błąd.
– Nie rozumiem.
– Moje dziecko – mówi, teraz patrząc mi prosto w twarz, co jest jeszcze gorsze, bo widzę, że płacze, i w tej chwili, kiedy moje marzenia są darte na kawałki jak gazeta w sklepie mięsnym, nie chcę jej współczuć.
– Po prostu ze względu na swoje pochodzenie nie możesz się zakwalifikować.
Myślę o dzieciakach, które na mnie pluły i nazywały brudną Żydówką, o żydowskich przyjaciołach, którzy przestali chodzić do szkoły, żeby uniknąć prześladowań, i teraz słuchają lekcji przez radio.
„Jak ktoś cię opluje, też go opluj – instruował mnie ojciec. – Tak masz właśnie zrobić”.
Zastanawiam się, czy nie napluć na trenerkę. Gdybym jednak jej oddała, oznaczałoby to, że akceptuję tę druzgocącą wiadomość. Nie akceptuję.
– Nie jestem Żydówką – mówię.
– Przykro mi, Editke – odpowiada. – Tak bardzo mi przykro. Chcę, żebyś wciąż przychodziła na zajęcia. Żebyś potrenowała dziewczynę, która zajmie twoje miejsce w drużynie.
Jej palce znów dotykają moich pleców. Za rok dokładnie w tym miejscu, które ona teraz głaska, będę mieć złamany kręgosłup. Za niewiele tygodni gra będzie się toczyła o moje życie. Ale teraz tu, w korytarzu mojego ukochanego studia, czuję, że moje życie już się skończyło.
Przez następne dni nikomu nie mówię, że wyrzucono mnie z drużyny olimpijskiej, nawet rodzinie i Erykowi. Nie chcę ich martwić ani obciążać. Zamiast tego snuję plan zemsty. Nie będzie zemstą nienawiści, ale doskonałości. Pokażę trenerce, że jestem najlepsza. Jestem najpełniej rozwiniętym sportowcem. Najlepszą trenerką. Tak dokładnie będę uczyć moją następczynię, że dowiodę tym samym, jakim błędem było usunięcie mnie z zespołu. W dniu, kiedy matka ma wrócić z Klarą z Budapesztu, robię gwiazdę na czerwonym dywanie, którym wyłożony jest korytarz przed naszym mieszkaniem, i wyobrażam sobie, że moja następczyni będzie moją dublerką, a ja główną gwiazdą.
Tekst jest fragmentem książki Balerina z Auschwitz i powstał we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.
