Berlingowcy. Żołnierze tragiczni | Recenzja

Berlingowcy. Żołnierze tragiczni, Pod redakcją D. Czapigo, Komentarz historyczny M. Białas.

Książka o wiele mówiącym tytule Berlingowcy. Żołnierze tragicznie wydana we współpracy Wydawnictwa RM i ośrodka Karta pod redakcją D. Czapigo dotyka historii niezwykle trudnej. Nie jest to – literalnie rzecz ujmując – suchy, historiograficzny opis szlaku bojowego Berlingowców, którego celem byłaby schematyczna rekonstrukcja militarystyczna.

Struktura – Deportacje i drogi/a do Ojczyzny

Główną materią książki są wspomnienia dziewięciu żołnierzy, które prowadzą czytelnika poprzez kolejne stadia formowania się oddziałów wojskowych, stąd też struktura Berlingowców nie jest w swej formie typowa. Poszczególne fragmenty wspomnień żołnierzy 1 Korpusu im. Tadeusza Kościuszki (i nie tylko) podzielone zostają na rozdziały, do których historyczny zarys w postaci komentarza, nanosi historyk M. Białas. Dzięki powyższemu zabiegowi finalny kształt publikacji, pomimo w przeważającej części charakteru wspomnieniowego, nosi znamiona spójnej narracji historycznej. Zaznaczyć jednakże trzeba, że ambicją autorów, nie jest wyczerpująca opowieścią o historii ”wojska Berlinga”. Głosami wspomnień dziewięciu żołnierzy tej formacji, wśród których znajdziemy m.in.: zwykłych szeregowców, politruków (oficerów polityczno-wychowawczych), czy chociażby żołnierza Armii Krajowej zostaje otwarta perspektywa oddolnego oglądu formowania się Ludowego Wojska Polskiego.

Co istotne, narracja historyczna książki nie rozpoczyna się ani w ośrodku zgrupowania, ani tym bardziej symbolicznym 1 września 1943, w którym 1 Dywizja Kościuszkowców wyrusza oficjalnie na front. Nic z tych rzeczy. Można by wręcz rzec, że oczami przyszłych żołnierzy, zaczyna się ona na ziemi niczyjej, to znaczy w głęboko schowanych wschodnich rejonach ZSRR, przeważnie na odludziu, na których przyszło egzystować przesiedleńcom na skutek sowieckiej okupacji. Taki sposób wyprowadzenia opowiadania o armii Berlinga, jest w pełni uzasadniony, bowiem ukazuje szerszy horyzont dla zrozumienia ”tragicznego” położenia polityczno-egzystencjalnego, w jakim znalazła się niespełna 320 tys. ludności Polski. Aby móc zrozumieć motywacje, które sprawiły, że późniejsi żołnierze, zdecydowali się na przyłączenie do organizujących się za zgodą Stalina wojskowych oddziałów, treść książki zaczyna się wraz z agresją ZSRR na II RP w 1939 roku oraz opisem brutalnej polityki masowych deportacji ze wschodnich ziem II Rzeczypospolitej w głąb radzieckiego imperium. Na rubieżach surowych klimatycznie terenów, przebywający w łagrach, kołchozach, odziani częstokroć w odzież pamiętającą rodzinne strony, po dwóch-trzech latach od fal deportacji (1940-1941), do coraz większej ilości uszu, dochodzi pogłoska o tym, że na terenach ZSRR ogłoszona zostaje mobilizacja do armii polskiego wojska. Tym razem, informacja ta zostaje kolportowana przez prasę, a przywódcą ma być Zygmunt Berling, który nie emigrował wraz z armią gen. Andersa…

Pamiętać należy, o czym zaświadcza znaczna część publikacji, że dla wielu uwolnionych z łagrów, bądź egzystujących w kołchozach, decyzja o zaciągnięciu się do formowanych Polskich oddziałów, była jedyną możliwą szansą na powrót do ojczyzny i wyrwania się z matni codziennego niebytu. Jednakże- nie była to częstokroć wcale decyzja podejmowana na zasadzie ad hoc, a to z kilku istotnych powodów. Pierwszym i przewijającym się we większości wspomnień problemem była odległość od punktów poborowych, której pokonanie, najczęściej oznaczało pieszą wędrówkę przez bez mała dziesiątki kilometrów (jak nie więcej). Zresztą winno się podkreślić, że owe znaczące odległości oraz ciężki szlak komunikacyjny, było powodem tego, że nie wszyscy zdążyli na poprzedzającą armii Berlinga pobór do oddziałów Andersa, o czym zaświadczają liczne wspomnienia, w których żołnierzy informacja o emigracji armii Andersa zastaje dosłownie w drodze.

Drugim i być może równie istotnym czynnikiem mogącym być problematem wobec zaciągnięcia się do nowo powstającego wojska Berlinga oprócz powodów politycznych, był niepewny los pozostawionej rodziny, która w imitujących domostwo warunkach, musiała być przygotowana na zbliżającą się zimę. Wartym podkreślenia jest, że spora część bohaterów tej opowieści, pozostawiała swoje rodziny w, delikatnie rzecz ujmując, warunkach niesprzyjających, w których wyrąb lasu i podobne ciężkie fizycznie zajęcia, gwarantowały szanse na zapewnienie przetrwania bliskim. Wobec czego nie trudno zgadnąć, że dylematy natury: zostać z rodziną i sprawować nad nią pieczę, czy wracać do kraju w szlaku bojowym armii, co do której nie ma się zaufania, są tymi, które najczęściej pojawiają się w sercach zdążających na punkty poboru.

Czytelnik, dzięki chronologicznie uszeregowanym w osiem rozdziałów wspomnieniom, może popatrzeć na tę wojskową strukturę poprzez pryzmat jednostki, której świat wielkiej polityki, nie tyle pozostawał obojętny, co częstokroć bladł przy nadarzającej się możliwości powrotu do ojczyzny z ziemi, której ”ludzką zwać niepodobna”. Stąd podczas lektury nie raz natrafimy na wewnętrzne rozterki żołnierzy, którzy w zależności od pełnionej funkcji oraz okoliczności, ustosunkowują się do politycznej roli nowo utworzonego Wojska Polskiego. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na to, że wspomnienia żołnierzy w bardzo dużej części pisane były z późniejszej perspektywy.

W tej materii, niezwykle intrygujące są m. in. animozje oraz napięcia, jakie występowały podczas nieudanych politycznych pogadanek dla szeregowych, którzy nie byli ”bezkrytyczni” wobec sterowanej przez propagandę krytyki marszałka Piłsudskiego, roli Rządu w Londynie, czy chociażby jednej z najbardziej zapalnych kwestii, czyli stosunku do Armii Krajowej. Co ciekawe, zniechęcenie do szczerości politycznych zamiarów oddziałów Wojska Polskiego, przejawia się nie tylko wśród żołnierzy z tzw. szeregu, lecz także wśród oficerów polityczno-wychowawczych, którzy ”trud uświadamiania”, nie raz będą musieli zacząć od re-organizacji własnej oceny biegu wydarzeń.

Dzięki oddaniu relacji uczestnikom bojów, oprócz ww. politycznego kształtu armii Berlinga, możemy się przyjrzeć także militarystycznemu rdzeniowi 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Co to w skrócie oznacza? Otóż będziemy mogli dowiedzieć się o pośpiesznych i niepełnych szkoleniach bojowych, jakie przechodzili częstokroć nieprzestrzelani rekruci, prowadzonych przez oficerów Armii Czerwonej, którzy oprócz dydaktycznych umiejętności musieli – przyznajmy – z różnym skutkiem, pokonywać dotkliwą barierę językową. Oprócz mocno skrótowego szkolenia, czytelnikowi będzie dane przeczytać o niewystarczającej do sukcesywnego natarcia ilości amunicji, licznych dezercjach i sądach polowych, oraz dotkliwym chaosie informacyjno-taktycznym w podejmowanych działaniach militarnych. Na drodze armii Berlinga, przemierzymy oczywiście osławioną bitwę pod Lenino z 12-13 października 1943 roku, która stanowiła ogniowy chrzest dla 1 Dywizji Piechoty, ale także dane nam będzie poczytać o wrażeniach z odbicia Lublina czy wreszcie przebiegu dotarcia do Warszawskiej Pragi, poprzedzonej bitwami o przyczółki pod Dęblinem i Puławami, czy bitwą pod Studziankami z dni 9-16 sierpnia 1944 roku, w której udział wzięły czołgi uformowanej 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte.

Oczywiście marsz ku wyzwoleniu od nazizmu biegł o wiele dalej i wymieniać można by jeszcze długo, łącznie z krwawą bitwa o Kołobrzeg (4-18 marca 1945r) i uczestnictwem w tzw. operacji praskiej, łużyckiej czy oczywiście berlińskiej. Tym niemniej, nie sposób nie nadmienić o tym, że czytelnikowi przyjdzie być świadkiem relacji m.in. z wyzwolonego obozu Majdanek, których bezpośredniość, pomimo wielu historycznych opracowań i ogólnej znajomości tematu jest wciąż porażająca. W celu ukazania znacznego obszaru jakiego dotykają wspomnienia frontowe, dodam jedynie, że przyjdzie nam w udziale stanąć na księżycowym krajobrazie Warszawskich ruin, w których głowa króla z kolumny Zygmunta, jak to wspomina jeden z żołnierzy, poniewierać się będzie pomiędzy pozostałościami Starego Miasta.

Tragiczni

Podsumowując, lektura Berlingowców. Żołnierzy tragicznych, to coś znacznie więcej niż zbiór powiązanych redakcyjnie relacji dziewięciorga wybranych żołnierzy. To nie tylko obwarowana celnymi i esencjalnie historycznymi komentarzami rzetelna pozycja na rynku wydawniczym, lecz przede wszystkim książka dającą do myślenia. O czym? Otóż, jak zaznacza w końcowej części publikacji M. Białas, o ile w czasach PRL waloryzacja Wojska Ludowego, grzeszyła jawno propagandowym wydźwiękiem, o tyle w przewartościowaniach po zmianach ustrojowych 89′, kombatanci z armii Berlinga, zostawali bardzo często, niemal bezkrytycznie ulokowani w szufladce semantycznej pod tytułem ”przedłużenie aparatu represji”. Oczywiście nie można pomijać faktów, że na plecach Armii Wojska Polskiego, swój niedający wytchnienia oddech ulokowały struktury NKWD oraz że wydzielona w maju 1945 roku KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego) zajmowała się brutalnym zwalczaniem polskiego podziemia (nie wspominając oczywiście m.in. o znaczeniu poprzedzających wydarzeń, jakimi był przebieg Konferencji Teherańskiej w 1943 roku i utworzeniu PKWN w lipcu 1944), przyczyniła się do ułatwienia sowietyzacji. Co do tego nie ma, jak mniemam, niezgody wśród historyków.

Tym niemniej, przy dokonywaniu uogólniających ocen wojennej oraz powojennej roli żołnierzy armii Berlinga i następnie żołnierzy WP, należy być nie tyle wstrzemięźliwym, co faktograficznie ostrożnym i rozgraniczać pewne porządki. Zwłaszcza, jeżeli próbujemy oceniać zamiast polityczno-propagandowego charakteru organizacji, postawy żołnierzy i ubierać je w formy symbolicznych całości i używamy dużych kwantyfikatorów. Jak podaje w podsumowującej nocie historycznej M. Białas, wielu spośród żołnierzy nie godząc się z jawno rozpoznaną represyjnością, zdezerterowało po przekroczeniu granic Rzeczypospolitej (przedwojennej, niewytyczonej na konferencji Teherańskiej) z regularnej armii. Inni z kolei, tłumacząc się kiepskim zdrowiem starali się wycofać z szeregów KBW i wojska, lub powracali do partyzanckich walk w lesie, nie wspominając już o roli rozminowywania oraz częściowej odbudowy urbanistycznej, o czym pamiętać należy, przy próbie ”chłodnych” historycznych rozliczeń. Tym samym, potrzeba wejrzenia w motywację oraz doświadczenia poszczególnych żołnierzy, wyruszających z wioski Sielce nad Oką w kierunku utraconej przy udziale swoich obecnych ”towarzyszy broni” Ojczyzny, jest w istocie najcenniejszą materią publikacji autorstwa Dominika Czapigo i Marcina Białasa. Umiejętnie skompilowany redakcyjnie ciąg wspomnień, oraz sumaryczny i wyważony komentarz historyczny, składa się na książkę wartą uważnej lektury. Zdecydowanie polecam, gdyż książka stanowić może bardzo istotny przyczynek dla pogłębienia tematyki.

Ocena recenzenta: 5/6

Michał Kazimierczuk

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*