„Czarna rota walczy bez pardonu”. Żuawi śmierci generała de Rochebrune

Żuawi od połowy XIX wieku stanowili elitę armii francuskiej. Ci przyodziani na modłę wschodnią w niezwykle kolorowe i strojne mundury żołnierze dokonywali cudów dzięki swej waleczności w wojnie krymskiej. W bufiastych spodniach – szarawarach – spiętych na łydkach wysokimi getrami, w krótkich błękitnych kurtkach i miękkich czerwonych fezach na głowach przełamywali w gwałtownych szturmach rosyjskie pozycje pod Sewastopolem we wrześniu 1855 roku.

Swą nazwę i egzotyczne stroje wzięli od bitnego algierskiego plemienia Zuāwa, które sprzymierzywszy się z Francją, pomogło jej podporządkować sobie północną Afrykę. Sukcesy żuawów spowodowały popularność tej formacji w całej Europie, a nawet w świecie. Między innymi wzorowane na nich oddziały formowano w czasie wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. Nie zabrakło ich także w Polsce, gdy w styczniu 1863 roku wybuchło kolejne powstanie przeciwko rosyjskiemu zaborcy, choć tutaj mundury żuawów nie były już tak kolorowe…

Żuawi śmierci w 1863 roku  Fot. Wikimedia Commons
Żuawi śmierci w 1863 roku
Fot. Wikimedia Commons

Pomysłodawcą i twórcą oddziału żuawów w powstańczej armii polskiej był weteran wojny krymskiej i mason François Rochebrune (1830–1870), który od 1861 roku prowadził w Krakowie szkołę fechtunku. Uczył tam nie tylko sprawnego władania floretem, ale też musztry według regulaminu piechoty francuskiej. Po wybuchu powstania miał więc pod sobą grupę przeszkolonych młodych ludzi, na czele których przeszedł kordon i zgłosił się do obozu powstańczego Apolinarego Kurowskiego w Ojcowie. Tam szybko poznano się na talentach organizacyjnych i wojskowych Francuza, któremu pozwolono wśród licznie przybywających do obozu ochotników wybierać tych najlepszych i formować z nich odrębny oddział żuawów. Tak swe pierwsze spotkanie z Rochebrune zapamiętał jeden z ochotników, Edward Webersfeld, który dotarł do Ojcowa w lutym 1863 roku z Rzeszowa: „Posterunek ustawiony przed «Hotelem pod Łokietkiem» sprezentował broń, kręcący się dookoła powstańcy przystanęli w wojskowej pozycji, dotykając czapek na znak pozdrowienia, a równocześnie wyszło z bramy hotelu trzech mężczyzn. Na przedzie szedł pułkownik Kurowski, przepasany biało-czerwoną szarfą po siwej, bojowej kurtce, obłożonej barankiem, na głowie zwieszała mu ciemna rogatywka, przy boku kawaleryjska szabla. Za nim o krok po lewej ręce, szef sztabu i zastępca wodza, pułkownik Dobrski, a po prawej mały człowieczek o kościstej twarzy, z żywo biegającymi oczyma, w granatowym, półkrótkim surducie ze srebrnymi guzikami i w granatowej kamizelce, na której widniał wzdłuż i w szerz piersi, naszyty na niej biały, sukienny krzyż. Człowieczek ten niepokaźny, był to sławny z szalonej odwagi pułkownik Rochebrune, dowódca kompanii żuawów”.

Webersfeld razem ze swymi towarzyszami podróży został przez pułkownika wybrany do żuawów i szybko przekonał się, że trafił do elitarnej grupy. Żuawi mieli w obozie osobną kwaterę w tak zwanym domu szwajcarskim i osobną kuchnię. Nie byli zobowiązani do pełnienia służby obozowej i wartowniczej, ale za to przez osiem godzin ćwiczyli musztrę i strzelanie do tarcz. Dnia 11 lutego odbyła się msza święta, w czasie której obozowy kapelan, ksiądz Paweł Kamiński, poświęcił sztandar żuawów z czarnej materii, na którym z jednej strony widniał wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, a z drugiej – wielki biały krzyż. Następnie na sztandar ten ochotnicy złożyli przysięgę wierności i męstwa „z dodatkiem nie dawania wrogowi pardonu i nieprzyjmowania go od niego”. Dzięki deklaracji walki aż do końca nazwani zostali żuawami śmierci. Ich elitarność wśród powstańczych oddziałów miał podkreślać również odrębny i jednolity mundur. Jego głównym elementem była czarna sukienna kamizelka z naszywanym dużym białym krzyżem, surdut z czarnego sukna, sięgające do kostek czarne sukienne bufiaste spodnie, wysokie buty z cholewami, czarno-biały szalik na szyi, a na głowie obszyty białym barankiem czerwony fez z czarnymi frędzlami. Oficerowie przywdziewali krótsze od surdutów czarne sukienne kurtki bez kołnierzy z czasem nazywane żuawkami, a ich fezy były obszyte siwym barankiem i ozdobione biało-czerwoną kokardą z orłem. Oznaki szarż oficerskich noszono na rękawach w postaci wyszywanych złotą nicią skomplikowanych wzorów. By chronić te kosztowne mundury, żuawi w polu zakładali płaszcze z brązowego sukna, podobne do pasterskich gunek. Na przepisowy ekwipunek żuawa śmierci składał się tornister, pas z ładownicami, nóż lub sztylet, manierka, karabin kapiszonowy z bagnetem i rewolwer. Niestety, z ekwipunkiem – podobnie jak i w innych oddziałach – nie było początkowo najlepiej. W całym obozie Kurowskiego, który liczył około ośmiuset ludzi Webersfeld naliczył trzysta dubeltówek, ponad sto pojedynek, pięćdziesiąt rewolwerów, sto pałaszy i dwieście czterdzieści kos. Nie lepiej było też z oporządzeniem osobistym, na przykład większość żuawów z braku ładownic trzymała naboje w kieszeniach.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*