Dostępność sprzętu fotograficznego w epoce PRL-u

Obecnie na całym świecie dziennie wykonuje się miliony zdjęć. Dzięki rozwojowi technologii i bogaceniu się społeczeństwa obecnie fotografować może każdy. Aparaty będące integralną częścią smartfonów, które większość z nas nosi w kieszeniach, umożliwiają nam robienie zdjęć prawie wszędzie i o każdej porze. Jednak nie zawsze tak było. Jeszcze nie tak dawno temu – w czasach młodości naszych rodziców czy dziadków – wykonanie choćby jednego zdjęcia wymagało o wiele więcej poświęcenia, a czasem nawet wyrzeczeń.

Historia fotografii, która rozpoczęła się jeszcze w I poł. XIX stulecia, w wieku XX, a szczególnie po zakończeniu II wojny światowej, weszła w okres ogromnego rozkwitu. W pierwszych dekadach ubiegłego stulecia fotografia szeroko rozpowszechniła się już nie tylko wśród zawodowców, ale też stała się dostępna dla amatorów. Początkowo tylko tych bogatych[1].

Zaraz po odrodzeniu Rzeczpospolitej, która przybrała liczebnik „druga”, jej losy splotły się z dziejami polskiej fotografii, a najważniejsze i najbardziej przełomowe wydarzenia w dziejach naszego kraju zostały już uwiecznione na zdjęciach. Niezwykle bogato obfotografowane, a przez to dostępne po latach zostały też wojenne czyny Polek i Polaków. W trakcie II wojny światowej i nawet po jej zakończeniu, mimo dziejowych zmian politycznych, dzieje polskiej fotografii trwały nadal, a jeden z lepszych okresów przetrwała ona właśnie pod rządami komunistów, w epoce kiedy to państwo Polskie było nazywane „ludowym”. Najważniejszym wyznacznikiem tego renesansu były warsztat i jakość wykonywanych fotografii w tym okresie. Zagadnieniem równie ważnym jest też ilość i rodzaj sprzętu fotograficznego dostępnego wtedy na rynku. 

Aparaty fotograficzne, które były dostępny na polskim rynku fotograficznym w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, możemy podzielić na trzy kategorie. Pierwszą z nich były rzecz jasna aparaty specjalistyczne wykorzystywane przez fotoreporterów. Druga to modele dostępne dla użytkowników prywatnych, które były raczej nieliczne i nie tak łatwo dostępne. Trzecią grupą były nie mniej specjalistyczne niż w pierwszej i równie trudno dostępne jak w grupie drugiej aparaty fotograficzne wykorzystywane przez mniej lub bardziej tajne służby państwowe. Z racji omawianych zagadnień w tym artykule zajmiemy się jedynie pierwszą i drugą grupą urządzeń fotograficznych z epoki PRL.

Leica IIIf
Fot. Wikimedia Commons

W źródłach i opracowaniach dotyczących dziejów fotoreportażu w początkach PRL, w latach 50. najczęściej wykorzystywanymi przez dziennikarzy sprzętami były modele Leica 3A oraz Contax – ten ostatni bez wymiennej optyki. Dopiero w trakcie tej dekady rozpoczęto prace nad stworzeniem Centralnej Agencji Fotograficznej, która powstała w Warszawie w 1951 roku, w ramach RSW „Prasa-Książka-Ruch”. Zadaniem CAF miało być pozyskiwanie i wyłączna dystrybucja materiału fotograficznego prasie, a później także telewizji. Agencja istniała przez kolejne 50 lat, do roku 1991, kiedy to weszła w skład Polskiej Agencji Prasowej. W tym czasie CAF wyprodukowała niemal 20 mln klatek[2].

Contax S
Fot. Wikimedia Commons

Dzięki centralizacji i upolitycznieniu rynku fotograficznego do rąk polskich fotoreporterów trafiły urządzenia marki Plaubel Makina i Rolleiflex. W kolejnych latach na runku pojawił się także model Linchof – Technika. Wraz ze wzrostem roli mediów, głównie pisanych, oraz pojawianiem się kolejnych tytułów prasowych fotoreporterzy dysponowali coraz to nowszym sprzętem, początkowo głównie produkcji zachodniej, z biegiem czasu także produkcji radzieckiej i rodzimej.

W latach 60. i 70. rozpoczęła się era małoobrazkowa. Na szeroką skalę fotografowie specjalistyczni dysponowali już aparatami takich marek jak Canon czy Nikon. Ciągle były to jeszcze kilkukilogramowe „cegły”, których transport i przechowywanie stanowiły nie lada problem, a dostępność filmów do modeli, którymi dysponowali dziennikarze, była bardzo niska. Jednak fotografowie CAF mogli liczyć na wsparcie aparatu państwowego, co umożliwiało im bieżącą pracę[3].

Aparaty fotograficzne z biegiem lat trafiły także i do rąk konsumentów prywatnych. Standardowy Kowalski długo jednak nie mógł tak po prostu kupić sobie w sklepie sprzętu, który pozwalałby mu zachować wspomnienia.

Wszyscy jednak na pewno znamy takie aparaty, jak model Zenit. Ten sprzęt produkcji radzieckiej, był prawdziwie profesjonalną marką dostępną na polskim rynku. Co prawda bardzo szeroko był on wykorzystywany również przez profesjonalistów i chyba, jako jeden z pierwszych w dziejach polskiej fotografii sprzętów był tak bardzo rozpowszechniony. Oprócz niego popularne były Zorki, Praktiki, Smieny. Wiele z tych aparatów przetrwało do dziś i niektóre z nich są nawet jeszcze w użyciu. Co ciekawe, według znawców tematu aparaty te robiły zdjęcia naprawdę dobrej jakości!

Zorki 3-C
Fot. Wikimedia Commons

W ostatniej dekadzie istnienia PRL, kiedy to sprzęt fotograficzny był najbardziej rozpowszechniony i najszerzej dostępny dla prostych obywateli, niezwykle popularnym aparatem był też model LOMO. Automatyczny aparat kompaktowy LOMO (ros. ЛОМО Компакт Автомат [łomo kompakt awtomat]) to kolejny radzieckiej produkcji sprzęt, który miał swą premierę w 1983 roku. Z marszu podbił rynek specjalistyczny, a w kolejnych latach trafił też do rąk Kowalskich i Nowaków. Zaryzykować można wniosek, iż to właśnie na tym sprzęcie powstał spory odsetek zdjęć, które do dziś zalegają w albumach Polaków i przechowują setki, jeśli nie tysiące, rodzinnych historii.

Osobnym zagadnieniem była dostępność filmów do wspominanych modeli aparatów. A nawet kiedy to nie ich zdobycie było problemem, mieściły one zaledwie kilkanaście czy kilkadziesiąt zdjęć. Dla obecnego nastolatka rzecz nie do pomyślenia!

Inspiracją do napisania tego artykułu była fenomenalna pozycja Pawła Miedzińskiego pod tytułem „Centralna Agencja Fotograficzna”. Jest to świetna publikacja wydana nakładem wydawnictwa IPN, której treść została wzbogacona setkami ilustracji. Pozycja ta nie tylko omawia dzieje CAF, ale też dziesiątki innych aspektów związanych z polską fotografią.

Dawid Siuta

Centralna Agencja Fotograficzna 1951-1991

Autor książki: Paweł Miedziński

Cena: 99 zł

Dane szczegółowe:
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej, IPN
Rok wyd.: 2021
Oprawa: twarda
Ilość stron: 400 s.
Wymiar: 245×340 mm
EAN: 9788382291698
ISBN: 978-83-8229-169-8
Data: 2021-09-21


[1] A. Niklas, T. Niklas, Historia fotografii, Poznań 2019, s. 13.

[2] P. Miedziński, Centralna Agencja Prasowa 1951–1991, Warszawa 2021, s. 7–11.

[3] Tamże, s. 231–234.

10 komentarzy

  1. Contax bez wymiennej optyki? O jakim modelu mowa – bo z tego co kojarzę takowe pojawiły się dopiero w latach 90-tych… dostępne w latach 50tych Contaxy miały wymienną optykę! Contax I/II mocowane na bagnet (były wykorzystywane przez reporterów Frank Capa fotografował takim aparatem D-Day podobno) a Contax S miał mocowanie M42 – takie jak w Zenitach, Prakticach i wielu innych. do obu standardów w latach 50 było dzięsiątki dostępnych (produkowanych w krajach RWPG) obiektywów.

  2. Sprawdzam czy da się komentować…
    BK

  3. Witam,
    Temat niezwykle ciekawy! Szkoda że artykuł napisany niezwykle pobieżnie, bez zapoznania się choćby z informacjami z Wikipedii. Mogę skomentować w bardziej rozwinięty sposób. Poczekam aż mój wpis zostanie zatwierdzony i Autor / Admin zechcą mojego komentarza…

    Polecam jako zadanie domowe mój wpis o historii optyki:
    https://kodluch.wordpress.com/2019/10/20/%e2%99%ab-off-topic-troche-optyki/

    Pozdrawiam
    BK

  4. Witam ponownie! Ponieważ moje próbne wpisy pod artykułem się ukazały, pozwolę sobie zapisać osobisty i subiektywny komentarz, bo niezwykle ciekawy temat poruszony przez Autora wymaga dopowiedzenia i rozwinięcia…
    W końcu czytają „Historykon” pewnie ludzie młodzi, którzy nie mają skąd uzyskać informacji o tym „jak było”…
    Pozdrawiam
    BK

  5. Dostępność sprzętu fotograficznego w epoce PRL-u
    Written by Dawid Siuta on 19 listopada 2021

    Jako że powyższy artykuł z racji swej bardzo krótkiej, „felietonowej” formy, poruszył bardzo ciekawy temat, pewnie zupełnie obcy młodemu pokoleniu, warto dorzucić do niego kilka subiektywnych uwag.

    Nie jest to polemika, ale „rozszerzenie” i „subiektywne naświetlenie” informacji zebranych i przedstawionych Czytelnikowi przez Autora.

    Jeżeli chodzi o „mój subiektywizm”, to robiłem zdjęcia już w wieku 10-12 lat, czyli już w latach 1968-1970. Pod pojęciem „robiłem zdjęcia”, mam na myśli cały proces – od ładowania filmu do aparatu, ustawianie parametrów (czas, przysłona, kadrowanie), po wykonywanie odbitek na papierze, wpierw w procesie stykowym, potem z pomocą powiększalnika.
    Mój Tata (1930 – 2020), zaczął robić zdjęcia zaraz po wojnie, chyba od roku 1946. Obecnie jestem na etapie porządkowania i opisywania ogromnego archiwum fotograficznego mojego Taty.

    Sądzę że taki „dwupokoleniowy” opis chronologiczny, pozwoli przybliżyć Czytelnikowi specyfikę minionych lat.

    Zaraz po wojnie, w roku 1946 mój Tato otrzymał „kupiony na rynku”, poniemiecki aparat na szklane klisze „Agfa”. Sądząc po nowoczesnym obiektywie typu „Tessar”, jest to aparat z lat 20-stych XX wieku. Tata używał go jeszcze w połowie lat 60-tych, robiąc doskonałe zdjęcia plenerowe i „wnętrzowe – rodzinne”.

    Tu musi nastąpić krótki smrodek dydaktyczny z historii fotografii.
    Czasopismo popularno-naukowe Scientific American, zamieszcza w roku 1855 kilka informacji o rosnącej popularności „amatorskiego fotografowania”. Zaczęła być powszechnie dostępna „chemia” do obróbki klisz a potem papierów fotograficznych. Problemem były aparaty, które były prymitywnymi „skrzynkami” typu „camera obscura”. Redakcja podkreśla, że fotografowanie stanie się powszechne i tanie, dopiero po zastąpieniu „kamer otworkowych”, aparatami z soczewką szklaną, nad czym trwają na świecie usilne prace…
    Jak widzimy, od samego początku mechanika precyzyjna i optyka nie nadążały za rozwojem „chemii”. Co doskonale ilustruje historia polskiej fotografii – mam na myśli i lata międzywojenne, i okres powojenny. Ale o tym za moment, na przykładzie „rodzinnym”.

    W latach 80-tych XIX wieku, na kolejne 70-80 lat, „światową stolicą optyki” stało się Drezno, dzięki współpracy Abbego, Schotta i Zeissa. Abbe stworzył matematyczną teorię optyki, Schott uzyskał temperatury w których szkło stało się przeźroczyste i o różnych składach, czyli z różnymi kątami odbicia. Zeiss „nadzorował” i brał czynny udział w pracy „teoretyka” i „praktyka”. W ciągu kilkunastu lat intensywnych prac, w zakładach Zeissa, opracowano maszyny i metody do szlifowania soczewek wypukłych, potem wklęsłych i metody ich klejenia ze sobą za pomocą „balsamu kanadyjskiego”. Tuż przed pierwszą wojną światową opracowano i wdrożono do produkcji obiektywy „Tessar” i „Meritar”, które stały się wzorcem powielanym na całym świecie – aż do chwili obecnej.
    Gdy „uporano się z obiektywem”, zaczęto pracować nad zmniejszeniem aparatu. Bo wpierw takie aparaty były na szklane klisze – jeszcze dostępne i produkowane w Polsce na początku lat 60-tych XX wieku.
    Dzięki stworzeniu przez chemików celuloidu – formalnie patent z roku 1870 – dopiero rozwój kinematografii zmusił przemysł do produkcji błon filmowych w postaci „długich taśm”. „Fotooptycy” zaczęli stosować zwijane taśmy o różnych szerokościach, a więc i formatach zdjęć tuż przed I WŚ.

    W latach 30-tych XX wieku powstały doskonałe, „wzorcowe” i powielane w wielu krajach rozwiązania zastosowane w aparatach Leica i Exakta.
    W aparatach „typu Leica” obraz wpadał przez obiektyw na kliszę. Fotograf nie miał możliwości „widzieć obrazu”. Do tego służyła specjalna lunetka, lub system celownikowo-przeziernikowy.

    Aparaty „typu Exakta” – były „lustrzankami”, umożliwiającymi podgląd rzeczywistego obrazu wpadającego przez obiektyw za pomocą lustra, lub / i dodatkowo pryzmatu pentagonalnego.

    Produkowano także lustrzanki dwuobiektywowe, gdzie jeden obiektyw służył do podglądu obrazu, a drugi do rejestracji fotografii.

    Aparaty „dwuobiektywowe” były duże gabarytowo, mniej poręczne, ale tanie i praktyczne w użytkowaniu.

    Lustrzanki pryzmatyczne były z uwagi na „szkło”, drogie i ciężkie.

    Cenowo „pośrodku” jawiły się aparaty „typu Leica”, choć też nie należały do tanich, szczególnie, gdy posiadały możliwość wymiany obiektywów i dołączania różnych akcesoriów.

    Stosowano na ogół dwa formaty taśm i tym samym zdjęć.

    Na taśmie „filmowej” powstawały zdjęcia o formacie 24×36 mm (najczęściej). Na „taśmie szerokiej”, utrwalano zdjęcia w formacie 6×6 lub 6×4,5 cm (błona zwojowa „120”).

    Z konstrukcją aparatów, a raczej z formatem rejestrowanych zdjęć, wiąże się sposób ich dalszej „obróbki”.

    Negatyw na którym było zdjęcie w formacie 6×6 lub 6×4,5 cm, pozwalały na wykonanie papierowej odbitki „metodą stykową”. Czyli że wywoływano, utrwalano i suszono błonę z zapisanymi fotografiami. Potem można było w ciemni „przyłożyć” wybrane zdjęcie negatywowe do światłoczułego papieru, naświetlić i następnie wywołać, utrwalić. By po wysuszeniu otrzymać trwałą fotografię. Było to działanie proste, tanie i nie wymagało zakupu kosztownego powiększalnika.

    Oczywiście, posiadając powiększalnik, można było takie zdjęcie z negatywu powiększyć, i to do dużych rozmiarów, przy bardzo dobrej jakości – dzięki dużemu formatowi zdjęcia na negatywie.

    Gdy ktoś posiadał „aparat małoobrazkowy”, zmuszony był do zakupu drogiego powiększalnika, lub – najczęściej – do zaniesienia wywołanego przez siebie filmu, zwykle jednak jeszcze „nieobrobionego”, do „zakładu fotograficznego, jakich było po kilka w każdym małym miasteczku.

    Stąd też, jeżeli Czytelnik napotka w zakamarkach pamiątek rodzinnych zdjęcie „w formacie pocztówkowym”, to ma pewność że ktoś z rodziny posiadał „aparat małoobrazkowy” oraz powiększalnik, lub zanosił wykonane zdjęcia w aparacie małoobrazkowym „do fotografa”.

    Jeżeli napotka „małe fotki”, które często trzeba oglądać przez lupę, raczej na pewno ktoś z rodziny posiadał aparat na „szerokie błony” i możliwe że samodzielnie wykonywał zdjęcia na papierze…

    Jeżeli Autor i Redakcja zatwierdzą ten tekst, w kolejnych częściach „przybliżę temat”…

    Pzdrawiam

  6. Witam,
    Druga część komentarza…

    Autor omawianego opracowania, zamierzając opisać zjawisko „powszechności fotografii amatorskiej po II WŚ”, siłą rzeczy – mając dostępną monografię na temat „sprzętu dla zawodowców” – skupił się na tej wąsko specjalistycznej i niedostępnej „amatorom” dziedzinie.
    Polscy „zawodowcy”, używali takich samych „sprzętów” jak ich zachodni koledzy po fachu. Chodzi oczywiście o dziennikarzy, fotoreporterów, fotografów prowadzących zakłady fotograficzne, nie mówiąc o „służbach”…
    Różnica była taka jak między amatorami muzyki, używającymi polskich czy zagranicznych magnetofonów szpulowych, a „zawodowcami – radiowcami”, stosującymi albo szwajcarskie Nagry Kudelskiego, albo ich NRD-oskie odpowiedników.

    Skupmy się na „amatorskiej stronie medalu”. Jak napisałem wcześniej, już w połowie XIX wieku, „chemia wyprzedzała optykę”. Podobnie było w Polsce międzywojennej.
    A w tym okresie powstały w Warszawie i Bydgoszczy dwie firmy, produkujące „artykuły fotochemiczne”. W roku 1926 powstała w Bydgoszczy Fabryka płyt, błon i papierów fotograficznych „Alfa”.
    Wikipedia: „Wysoka jakość wyrobów ze znakiem „Alfa” przyniosła firmie rozgłos i uznanie odbiorców mimo konkurencji firm zagranicznych.

    Po rozbudowie zakładu w początkach lat 30. XX w. powiększył się asortyment wyrobów i podniosła ich jakość, która dorównywała takim markom jak Kodak, czy Agfa. W 1934 fabryka wyprodukowała pierwsze partie rentgenowskich błon dentystycznych i papierów rentgenowskich oraz błony „Kinopozytyw” dla polskiej kinematografii.

    Wytwórnia dysponowała w tym czasie pięcioma maszynami do nakładania emulsji i produkowała milion m² papierów fotograficznych, 30 tys. m² płyt i błon fotograficznych rocznie. Na kondycję przedsiębiorstwa w niewielkim stopniu wpłynął wielki kryzys, gdyż zakład nie miał w Polsce konkurencji. Tuż przed II wojną światową fabryka zatrudniała 300 osób, a jej moce produkcyjne były w pełni wykorzystane.”

    Drugim dużym zakładem „fotochemicznym” był warszawski FOTON. Powojenny warszawski FOTON zaczął produkcję po zniszczeniach powojennych w roku 1949. Zakład powstał w roku 1936, jako zakład „FOTO” fabryki „J. Franaszek S.A.”, kolejny wydział fabryki Braci Franaszek, właścicieli Fabryki Obić Papierowych i Papierów Kolorowych „J. Franaszek S.A.”. Zakład produkował papiery fotograficzne i błony negatywowe. Warszawska fabryka kontynuowała tradycje przedwojennych zakładów „Foton” Piotra Lebiedzińskiego, który już od roku 1888 produkował papiery i materiały światłoczułe, eksportowane do Francji, Anglii i Niemiec.
    Po roku 1949 oba zakłady – bydgoski i warszawski – nosiły wspólną nazwę „Foton”. Cytat z Wikipedii: „Zakład warszawski zajmował się produkcją materiałów światłoczułych na podłożu przeźroczystym (błony, filmy), a bydgoski papierów, płyt i chemikaliów”.

    Jak widać, mimo straszliwych zniszczeń wojennych, stosunkowo szybko udało się odbudować i zmodernizować produkcję materiałów fotograficznych. I już kilka lat po wojnie, nasz kraj stał się nie tylko samowystarczalny w tej dziedzinie, ale materiały światłoczułe stały się przedmiotem zyskownego eksportu. W kraju zapewniono zaopatrzenie w błony światłoczułe dla szpitali. Kolejni stali odbiorcy to przemysł filmowy, dziennikarze i prasa, a także wojsko.

    Materiały światłoczułe i odpowiednia „chemia”, także „trafiły pod strzechy”, i w praktyce były szeroko dostępne. Krajową produkcję, w różnych okresach wspomagano importem: papierów z NRD i Węgier, negatywów z Anglii (Illford), RFN (Agfa), NRD (ORWO) i ZSRR.

    Były to głównie materiały „czarno-białe”. Fotografia „kolorowa” wymagała „bardziej zaawansowanej chemii”, utrzymywania ścisłych temperatur, więc wiedza i dostępność błon kolorowych, chemii i papierów stała się dostępna – przynajmniej dla mnie – końcem lat 70-tych.
    Zanim zająłem się fotografią kolorową, zacząłem robić kolorowe slajdy – chyba od roku 1977. Wcześniej było to dla mnie – licealisty – „za drogie”. No i prozaicznie – w moim powiatowym miasteczku nie było chyba zapotrzebowania, bo nie sprowadzano do sklepu z materiałami fotograficznymi „kolorowych błon odwracalnych”. Ale jak zacząłem studiować w mieście wojewódzkim, wykonując dalej zdjęcia czarno-białe, a potem kolorowe, wykonywałem bardzo dużo slajdów. Mam ich w moim zbiorach jakieś 3 tysiące. A pamiętać należy, że nie była to tania zabawa. Do tego dochodziła konieczność każdorazowego przemyślenia i każdego ujęcia (kadrowania) i policzenia nastawów aparatu.

    Gorzej było z aparatami fotograficznymi. Po zakończeniu II WŚ uruchomiono od podstaw zupełnie zrujnowane przedwojenne Polskie Zakłady Optyczne, zbudowano Polskie Zakłady Kinotechniczne, przekształcone w Warszawskie Zakłady Fotooptyczne.
    Produkowano tam prócz elementów optycznych dla wojska oraz mikroskopów czy teodolitów, wiele aparatów fotograficznych, także eksportowanych na Zachód: Start, Fenix, Druh, Ami, Alfa.

    „Głód aparatów fotograficznych” był duży, więc posiłkowano się importem. Na „zapotrzebowanie rynku” wpływały gazety i czasopisma, gdzie były często stałe działy poświęcone fotografii, konkursy fotograficzne i „kąciki fotograficzne”. Chyba w każdej szkole była pracownia lub „kółko fotograficzne”, dużą rolę odgrywało w popularyzacji fotografii harcerstwo.
    Przykładowo: zarówno w liceum, jak i w dwóch różnych szkołach podstawowych do których chodziłem były pracownie fotograficzne z dobrze wyposażonymi ciemniami. Moi koledzy, a także czasem i ja – korzystaliśmy z powiększalnika i „chemii szkolnej”, uzupełniając później zapas wywoływacza i utrwalacza o „nową dostawę”.
    Czasem nauczyciel – prowadzący pracownię – pozwalał na kilkudniowe wypożyczenie aparatu znajdującego się na stanie pracowni. Pamiętam, jak do naszej licealnej pracowni – gdzieś w roku 1974 zakupiono japońską dwuobiektywową lustrzankę Yashica – wprowadzono „zapisy” na wypożyczenie tego cuda techniki.

    Jednak zawsze podstawą fotografii „była chemia”. A zarówno „chemia” (wywoływacze, utrwalacze), jak i materiały takie jak błony czy papiery światłoczułe, były niemal zawsze dostępne, nawet w małych, powiatowych miasteczkach.
    Mając „materiały”, można robić zdjęcia nawet „budując aparat” z pudełka po butach z małym otworkiem zamiast soczewki. No, ale aż tak źle nie było 🙂

    Królowały trudno dostępne, bo tanie aparaty krajowe na „szerokie błony”. Trudniej było kupić „profesjonalnego” Starta. Pojawiały się w sklepach bardzo drogie, ale mimo to długo nie zajmujące miejsca na półce aparaty z NRD: Exa, Exakta, potem Pentacon i Praktica. Taka lustrzanka pentagonalna – to było marzenie każdego fotoamatora!
    Potrzeby rynkowe uzupełniano sprowadzaniem aparatów z ZSRR. Dodatkowo, nasi rodacy sporo jeździli – Bułgaria, Rumunia, ZSRR, Węgry, Czechosłowacja – więc istniał też „import prywatny”.
    Aparaty radzieckie: Zorkij i FED, były twórczym rozwinięciem legendarnego aparatu Leica. Zresztą Leica stała się wzorcem godnym naśladowania na całym świecie: Leontax, Nicca i Canon w Japonii; Kardon w USA; Reid w Anglii.

    Gdzieś w połowie lat 70-tych, pojawiły się u nas w sklepach radzieckie lustrzanki pentagonalne – „Zenit”.

    A „dla zwykłego Kowalskiego” zaczęto sprowadzać legendarne „Smieny”. Tu muszę poprawić Autora artykułu. Nie istniał aparat „LOMO”. Była „Smienia” produkowana przez leningradzkie zakłady opto-mechaniczne – w skrócie ŁOMO – a nie Lomo.

    „Smieny -8” produkowane były do roku 1971. Były u nas już dość popularne przed rokiem 1970. Ale masowo produkowane od roku 1970 „Smieny 8M” stały się u nas niezwykłym „przebojem”. Były tanie, lekkie, powszechnie dostępne i wykonane w sposób dość „pancerny”. Z punku widzenia zaawansowanego użytkownika, były to aparaty wręcz prymitywne. Ale wspomniane zalety przeważały nad ich wadami. Znałem lepszych ode mnie, niemal zawodowych „fotografików”, którzy jako drugi aparat poza jakimś zachodnim Canonem, zabierali w teren „Smienę”. Znałem takich którzy kupowali po dwie Smieny, by stworzyć z nich „podwójny aparat”, służący do wykonywania zdjęć trójwymiarowych. Bo w pewnym momencie zwykłe slajdy kolorowe niektórym przestały wystarczać i zaczęli tworzyć slajdy trójwymiarowe…

    Dodam, że zakłady w Leningradzie, produkowały wiele typów ciekawych aparatów fotograficznych, z których wiele różnymi drogami – „prywatnymi” czy „oficjalnymi” trafiało do polskich fotoamatorów. Mnie się udało w roku 1979 kupić podczas wycieczki do Leningradu legendarnego „Sokoła 2”, produkowanego na licencji japońskiej (Fujica 35 Auto-M). Był to fenomenalny automat, z możliwym nastawianiem ręcznym, z doskonałą optyką. Niestety, swoje ważył, choć masę miał mniejszą niż Zenit. Przez wiele lat robiłem tym aparatem kapitalne zdjęcia w niezwykle trudnych warunkach: pustynia, góry, lodowce, wyprawy kajakowe…

    O „moim fotografowaniu” dopiszę w kolejnym komentarzu.

    Poniżej część linków które mogą się przydać osobom zainteresowanym:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Szczepanik
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Lebiedzi%C5%84ski
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Warszawskie_Zak%C5%82ady_Fotochemiczne_%E2%80%9EFoton%E2%80%9D
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bydgoskie_Zak%C5%82ady_Fotochemiczne_%E2%80%9EFoton%E2%80%9D
    https://de.wikipedia.org/wiki/Certo-Kamera-Werk
    https://de.wikipedia.org/wiki/SL-System
    https://de.wikipedia.org/wiki/Lomo
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B0%D0%BF%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%B0%D1%82%D1%83%D1%80%D0%B0_%D0%9B%D0%9E%D0%9C%D0%9E
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9B%D0%9E%D0%9C%D0%9E
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B0%D0%BF%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%B0%D1%82%D1%83%D1%80%D0%B0_%D0%9B%D0%9E%D0%9C%D0%9E
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%BC%D0%B5%D0%BD%D0%B0-8%D0%9C
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%BC%D0%B5%D0%BD%D0%B0-%D0%A1%D0%B8%D0%BC%D0%B2%D0%BE%D0%BB
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%BC%D0%B5%D0%BD%D0%B0-8
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Negatyw
    https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82ona_fotograficzna
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Warszawskie_Zak%C5%82ady_Fotooptyczne
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_Zak%C5%82ady_Optyczne
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Druh
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ami_(aparat_fotograficzny)
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Fenix_(aparat_fotograficzny)
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Celuloid
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Start_(aparat)
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfa_(aparat_fotograficzny)
    https://en.wikipedia.org/wiki/Yashica
    https://ru.wikipedia.org/wiki/Yashica
    https://de.wikipedia.org/wiki/Leica_Camera
    https://ru.wikipedia.org/wiki/Leica_Camera
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Praktica
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Contax
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pentacon
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ihagee
    https://ru.wikipedia.org/wiki/Exa
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%AD%D0%BA%D0%B7%D0%B0%D0%BA%D1%82%D0%B0
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Exakta
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A4%D0%AD%D0%94_(%D1%84%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B0%D0%BF%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%B0%D1%82%D1%83%D1%80%D0%B0)
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%BE%D1%80%D0%BA%D0%B8%D0%B9_(%D1%84%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B0%D0%BF%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%B0%D1%82%D1%83%D1%80%D0%B0)
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%AE%D0%BD%D0%BE%D1%81%D1%82%D1%8C_(%D1%84%D0%BE%D1%82%D0%BE%D0%B0%D0%BF%D0%BF%D0%B0%D1%80%D0%B0%D1%82)

  7. Witam,
    Część trzecia komentarza…

    Z uwagi na to, że artykuł wstępny jest zatytułowany „Dostępność sprzętu fotograficznego w epoce PRL-u”, po dwóch komentarzach zawierających „tło historyczno – technologiczne”, poniżej opiszę subiektywne informacje, będące „historią rodzinnego fotografowania” w okresie po 1945 roku..

    Bo bez jakichś tabelek i podsumowań mówiących o ilości produkowanych aparatów fotograficznych, w różnych typach i różnych latach, bez znajomości ilości produkowanych akcesoriów – na przykład powiększalników, bez wiedzy na temat ilości pracowni fotograficznych w polskich szkołach, trudno sobie przedstawić pełen obraz na przestrzeni ponad 40 lat.
    A nawet posiadając dane statystyczne, trzeba by je porównać z podobnymi statystykami innych krajów. I to nie z Niemcami czy ZSRR, ale z krajami o tak samo niskim jak Polska stopniu rozwoju – tuż przez wojną i w początku lat 50-tych. Czyli pewnie z Rumunią, Bułgarią czy Jugosławią…

    I to w okresach przed- i powojennym…

    A przed II WŚ, w najbardziej uprzemysłowionym kraju przedwojennej Europy – w Niemczech, królowały tanie aparaty na szklane klisze. Powstałe w latach 30-stych aparaty Leica i Contax były jak na niemieckie warunki niezwykle drogie!

    Jak pisze Wikipedia, w 1936 roku aparat Leica III kosztował 275 marek, zaś Contax III – aż 470 marek. Przy ówczesnym przeliczniku (1936-38) równym 1$ = 2,49 marki, 1 funt = 12,25 marki.
    Inaczej obrazując, przed rokiem 1939, dla Polaka który by chciał sobie kupić aparat Contax, był on droższy niż niezwykle drogi dla „przeciętnego Polaka” – samochód Polski Fiat.
    Gdzieś czytałem, że pierwsze lustrzanki pentagonalne, jakie się pojawiły pod koniec lat 30-stych w Niemczech, były tak drogie, że prawie nikogo nie było na nie stać. Była to raczej ciekawostka technologiczna niż „produkt handlowy”.

    Wracając do „tematu subiektywnego”, jak napisałem uprzednio, mój nastoletni Tato, dostał około roku 1946 stary aparat na szklane klisze „Agfa”. Klisze i papiery fotograficzne były dostępne. Powiększalnik nie był potrzebny – można było powielać zdjęcia metodą „stykową”. Ten aparat Tata wykorzystywał do połowy lat 60-tych. Jednym z ostatnich zdjęć wykonanym tym aparatem były moje zdjęcia do legitymacji szkolnej i „komunijne”. Posiadam cały zestaw negatywowych zdjęć na szklanych kliszach wykonanych tym aparatem, od moich narodzin w roku 1958 do roku 1962-5.

    Krótki opis tego aparatu. Agfa – Standard, z obiektywem Agfa Anastigmat F 6,3 / 13,5 cm. Wymiary w pozycji złożonej: 15x11x5,5 cm. Po wysunięcia mieszka: 15 x 11 x 20 cm. Podejrzewałem zawsze, że aparat mógł zostać wyprodukowany około roku 1925-30. Potwierdza to niemiecka Wikipedia, pisząc, że ten model był produkowany od roku 1926 do połowy lat 30-stych. Został zastąpiony kolejnymi modelami, podobnie wyglądającymi…

    Chyba w roku 1949 lub nie dalej jak w roku 1951, jak Tato zawsze mówił i podkreślał, „kupił sobie aparat z reparacji wojennych”. Historia była taka. W tym czasie byłe Niemcy zostały podzielone na strefy okupacyjne, które wypłacały „okupantom” odszkodowania wojenne. Radziecka strefa okupacyjna – późniejsza NRD – też spłacała „reparacje”. I tak jak „strefa zachodnia” – towarem. W polskich sklepach pojawiały się towary i urządzenia, a w polskich zakładach maszyny, dostarczane jako „niemieckie reparacje wojenne”. Tym sposobem, Tato kupił w sklepie niemiecki aparat „Beltica”. Aparatem tym robiłem zdjęcia jeszcze w połowie lat 70-tych. Jest to cacko na filmy małoobrazkowe – „typ 135”. Aparat bardzo poręczny, „płaski”, idealnie mieszczący się w kieszeni spodni czy kurtki. Ma wymiary w pozycji złożonej: 12 x 7,5 x 3 cm. Po wysunięciu mieszka z obiektywem: 12 x 7,5 x 9 cm. Obiektyw Cludor Meritar z powierzchnią antyrefleksyjną E. Ludwig 1:2,9 / F=50 mm.
    Jest to aparat dość lekki, a przy tym niezwykle „trwały i odporny” mechanicznie. Posiada dwie wady. Przycisk spustowy znajduje się z lewej strony. Ja się dość szybko nauczyłem naciskać spust palcem lewej ręki. Dla osoby postronnej, którą prosiłem o wykonanie zdjęcia – stanowiło to zawsze wielki problem – takie zdjęcia często bywały poruszone. Drugą wadą aparatu był brak szyny pod dodatkowe akcesoria – lampa błyskowa czy dodatkowy dalmierz. Miejsce na szynę, zajmuje lunetka z pokrętłem regulacji odległości. Najprawdopodobniej, producentem tego aparatu była drezdeńska firma CERTO, a aparat jest moim zdaniem uproszczoną wersją przedwojennych aparatów Dollina i Super Dollina, z podłużnie a nie poprzecznie ustawionym mechanizmem otwierania obiektywu.
    Z uwagi na brak możliwości mocowania akcesoriów, Tata myślał o dodaniu szyny mocującej, gdyż na początku lat 60-tych dokupił do tego aparatu precyzyjny dalmierz, produkcji Certo. Na szczęście, z zamierzeń nic nie wyszło i aparat jest w stanie nadal takim jak kilkadziesiąt lat temu…

    Tu muszę dodać swoją uwagę, odnośnie „reparacji wojennych”. Może szkoda, że w ramach odszkodowań wojennych, braliśmy z Niemiec towary, a nie licencje? Bo na przykład doskonałe radzieckie aparaty „Kijów”, produkowane w latach 1947 – 1987 były dokładnymi kopiami niemieckich aparatów Contax, a ich produkcja prowadzona była na zasadzie udzielenia licencji w ramach reparacji wojennych. A Contax w porównaniu z Leicą, był już przed wojną wyższą klasą w Niemczech – kosztował dwa razy więcej…
    I rozwiązania Zeiss – Ikon zawarte w aparacie Contax, stały się wzorcem dla wszystkich producentów aparatów na całym świecie.

    Jeżeli zdjęcia wykonane na szklanej kliszy w aparacie Agfa nie wymagały powiększalnika, tylko „chemii”, papieru i żarówki do naświetlenia, to zdjęcia na filmach małoobrazkowych musiały zostać „powiększane”. Pewnie początkowo Tata „nosił filmy do fotografa”, ale chyba już od początku „dorobił się” własnego, polskiego „koreksa” do wywoływania filmów, a na początku lat 50-tych skonstruował własny powiększalnik. Na tym dość prymitywnym, ale skutecznie działającym urządzeniu pracowałem jeszcze w roku 1971, bo chyba w roku 1972, ktoś z Taty znajomych przywiózł mu z podróży służbowej czy wyjazdu do rodziny pod Stanisławowem, na owe czasy niezwykły powiększalnik. Jest to powiększalnik „walizkowy”, i do tego „automatyczny”. Nasz przemysł produkował powiększalniki, ale po pierwsze – były trudno dostępne. Po drugie – były drogie. A po trzecie – powiększalnik zajmował dużo miejsca!
    A powiększalnik „walizkowy” – mieści się w walizce o wymiarach 43 x 32 x 10 cm. Do tego, mamy bardzo uproszczoną pracę, gdyż ostrość powiększanego zdjęcia nastawiana jest automatycznie, poprzez ciekawy mechanizm regulacji obiektywu, w zależności od wysokości podniesienia głowicy na statywie…
    Tym powiększalnikiem wykonałem tysiące czarno białych i nawet bardzo dużych formatowo zdjęć. Dopiero około roku 1980, gdy zafrapowała mnie fotografia barwna, kupiłem sobie ze środków pochodzących ze studenckiego stypendium, najnowszego Krokusa, z obiektywem „Janpol-Color”. Wtedy to był światowy kosmos!

    Chyba w roku 1967 czy 1968, miałem dostać jako prezent komunijny pierwszy aparat fotograficzny. Ja bardziej chciałem rower, więc sprawy potoczyły się tak, że dostałem od rodziców rower, a „ciotka z Zachodu” przywiozła mi w prezencie aparat. W zasadzie powinno być w cudzysłowie – „aparat”. Było to zapakowane z cudownie kolorowe pudło, błyszczące „plastikowym niklem” i czernią, cudo zachodniej technologii. Podobno takie aparaty masowo prezentowano zachodnim nastolatkom jako pierwszy aparat do nauki fotografowania. „Cudo” było niezwykle prymitywnym aparatem na „szerokie filmy”, typu „120”, o możliwościach i parametrach gorszych niż Druh czy Ami. Za to „wygląd miał zachodni”…
    Posiadał trójstopniową przysłonę otworkową i migawkę sterowaną spustem. Inaczej mówiąc, naciskając spust migawki ją otwieraliśmy. Im dłużej się migawkę naciskało, tym mocnej naświetlała się klisza. Zdjęcia częściej nie wychodziły jak wychodziły. Jeżeli udało się coś zrobić, to wychodziło zdjęcie niedoświetlone. Jak się dłużej przytrzymało spust migawki, to zdjęcie było doświetlone, ale poruszone. Po zużyciu kilkunastu filmów, Tata zadecydował, że nie stać nas na takie marnotrawstwo materiału i zaczął mnie wdrażać do obsługi jego małoobrazkowej „Beltiki”.
    Jednak nauka nie poszła na marne, i dzięki zabawie z tym niezwykłym aparatem, zrozumiałem zależności pomiędzy ilością światła, otworem przysłony i czasem. Pod okiem Taty, nauczyłem się procesu wywoływania filmów i robienia odbitek stykowych…
    Nie mniej jednak, jeżeli mój „aparat” był faktycznie „standardem” na Zachodzie, to ten „Zachód” nasza Polska, naszymi aparatami Druh i Ami, wyprzedzała w tym czasie o kilkadziesiąt lat!

    Aparatem „Beltica” wykonywałem fotografie – chyba do roku 1973. Tata pozwalał mi go zabierać na szkolne wycieczki i kolonie. Gdzie – nad morzem, w górach, w „miejscowościach turystycznych”, widać było wszędzie turystów – i każdy niemal miał swój aparat fotograficzny. Cała Polska fotografowała!
    Podczas pobytu na ostatniej kolonii przed pójściem do liceum, „lekko uszkodziłem” Taty aparat. Pękła jedna ze sprężyn mechanizmu otwierania obiektywu. Stwierdziłem, że chyba trzeba „mieć coś swojego”, dość przypadkowo trafiłem w sklepie w Gdańsku na fajny niemiecki aparat, który nabyłem za ostatnie posiadane pieniądze. O ile pamiętam, to chyba koledzy lub wychowawczyni mi pożyczyła brakującą sumę 🙂

    Tym aparatem wykonywałem zdjęcia czarno-białe, potem slajdy, a następnie fotografie kolorowe, aż do nadejścia „ery cyfrowej”, czyli mojego pierwszego Olympusa w roku 2003.

    Był to NRD-owski odpowiednik radzieckiej Smieny-8M i Smieny Symbol – Certo KN-35. Delikatniej co prawda wykonany, ale niezwykle prosty i lekki. Do tego posiadał dobry obiektyw Meritar 45 mm / 1:2,8; dokładnie taki sam jak w „rodzinnej” Beltice sprzed poda 20 lat. Nawet żółty filtr z Beltiki idealnie pasował!

    Jako że dokupiłem niebawem dobry radziecki światłomierz, te doskonałe z NRD były poza moim zasięgiem finansowym, aparatem tym robiłem ogromne ilości doskonałych, czarno białych i kolorowych zdjęć. Aparat posiadał szynę na lampę błyskową, więc chyba w roku 1980 dokupiłem do niego w Peweksie, zgrabną i poręczną lampę błyskową.

    Chyba rok później udało mi się od znajomego fotoamatora, który „przesiadał się” na bardziej profesjonalny sprzęt, czyli jakąś kosmiczną wersję aparatu „Practica”, odkupić za symboliczną kwotę dość przechodzonego Zenita. Za to w komplecie dostałem różne akcesoria, w tym dodatkowy, doskonały teleobiektyw.

    Z takim, wyposażeniem – trzy aparaty: „enerdowska Smiena – CERTO”, Zenit z dwoma obiektywami, i automat Sokół-2, wszedłem w wiek XXI. Po drodze, będąc gdzieś w Kuwejcie w roku 1994, kupiłem „analogowego” Olimpusa. Niezwykle poręczny i bardzo zautomatyzowany model, nowość jeszcze niedostępna wtedy w Europie.

    Chyba w roku 1992 czy 1993, zacząłem użytkować w pracy, jako aparatu służbowego – jednego z pierwszych na rynku w Polsce „aparatów cyfrowych”. Jakość zdjęć – żenująco słaba – kilkaset na kilkaset pikseli. Jedyna zaleta, to możliwość kasowania powstałych plików.

    Jak wiemy, gęstość upakowania informacji na „filmie” czy „szklanej kliszy”, jest zadziwiająco duża. Dopiero około roku 2000 pojawiły się na świecie dostępne „dla Kowalskiego” czy „Smitha”, aparaty z matrycą cyfrową, z rozdzielczością porównywalną z błoną „analogową”.

    Dlatego w roku 2003, wraz z zakupem cyfrowego Olympusa, zakończyła się dla mnie „epoka zdjęć analogowych”.

    Małe podsumowanie moich komentarzy.

    Uważam subiektywnie i z perspektywy lat, iż „dostępność sprzętu fotograficznego w PRL” była duża. Szczególnie duża w latach 70-tych i 80-tych. A istniejący na rynku sprzęt był wysokiej jakości i w stosunkowo niskiej i przystępnej cenie, co wpływało na rosnącą popularność i upowszechnianie się „fotografowania”.
    Duża ilość publikacji „fotograficznych”, zarówno książek jak i czasopism, zwiększała wiedzę na temat „jak poprawnie fotografować”.

    Gdzieś od roku 2005 coraz powszechniejsze stały się telefony z funkcją aparatu, a teraz raczej „wymyślne aparaty z dodatkową funkcją telefonu”. Obecne aparaty fotograficzne jakie mamy, w popularnych smarfonach, o lata świetlne przewyższają technicznymi parametrami najlepsze, profesjonalne aparaty fotograficzne „ery analogowej” końca XX wieku.

    Niestety, wraz upowszechnieniem się tego tak wyrafinowanego sprzętu, przy jego „powszechności”, także powszechna stała się nieumiejętność jego użytkowania. Każdy teraz posiada „w komórce” doskonały aparat, wykonuje nim rocznie tysiące zdjęć, a jednocześnie nie posiada podstawowej wiedzy na choćby prozaiczne tematy, takie jak kadrowania ujęć czy ustawiania się w stosunku do oświetlenia podczas wykonywania fotografii…

    Kilka linków z podziękowaniem dla Autora i Redakcji za możliwość długich komentarzy…

    https://ru.wikipedia.org/wiki/Contax
    https://de.wikipedia.org/wiki/Certo-Kamera-Werk
    https://it.wikipedia.org/wiki/Certo
    https://www.dresdner-kameras.de/firmengeschichte/firmen/firmen.html#Certo
    http://camera-wiki.org/wiki/Dollina
    https://fr.wikibooks.org/wiki/Photographie/Fabricants/Certo
    https://de.wikipedia.org/wiki/Liste_der_Fotokamera-Baureihen_der_AGFA
    https://de.wikipedia.org/wiki/Meritar
    https://de.wikipedia.org/wiki/Ernst_Ludwig_(Unternehmen)
    https://marcuse.faculty.history.ucsb.edu/projects/currency.htm#tables
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%98%D0%BD%D0%B4%D1%83%D1%81%D1%82%D0%B0%D1%80#%D0%98%D0%BD%D0%B4%D1%83%D1%81%D1%82%D0%B0%D1%80-10

    • Dawid Siuta

      Bardzo dziękujemy za tak rozbudowaną reakcję. Jeśli byłby Pan zainteresowany opublikowaniem swej pracy, jako tekstu, na łamach naszego portalu, zapraszam do kontaktu pod adresem mailowym [email protected]

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*