Katarzyna Majewska-Ziemba, Dotyk marcepanowych marzeń
„Mamy marzenia, plany a przy tym robimy kalkulacje zysków i strat. Nie zawsze mamy to, co bardzo byśmy chcieli mieć i nie zawsze mamy to o co zabiegamy”. Tym mottem z książki można by podsumować wszystko to, o czym pisze w książce „Dotyk marcepanowych marzeń” Katarzyna Majewska-Ziemba.
Prosta, ale wciągająca
Książka w subtelny sposób oprowadza nas po zakamarkach Lwowa, jego smakach, zwyczajach… Czytało mi się ją z ogromną przyjemnością, choć wcale nie porusza jakiś szczególnie ważnych historycznie tematów. Historia opowiedziana przez Katarzynę Majewską-Ziembę jest prosta, co nie znaczy, że jest nieatrakcyjna.
Wręcz przeciwnie – wciąga już od pierwszych stron, bo opowiada losy prostej, żydowskiej dziewczyny, której marzeniem jest wyrwać się z rodzinnego kieratu i móc spełniać swoje marzenia. Nawet wbrew religijnym zakazom i nakazom. Ale do rzeczy.
Marzenie Rebeki
Główną bohaterką jest młoda Żydówka, Rebeka, która pragnie zostać mistrzynią kuchni. Jednak w realizacji jej planów przeszkadza zasadniczy, ogromnie konserwatywny tata, który jej przyszłość widzi wyłącznie w dobrym zamążpójściu. Nawet jeśli kandydat nie bardzo rokuje – oczywiście poza finansami… Sednem jej życia ma być usługiwanie swemu rodzicielowi oraz braciom, a później małżonkowi. I przede wszystkim – rodzenie kolejnych dzieci.
Szczerze, to czytając te paternalistyczne wypowiedzi ojca Reby, to gotowała się we mnie krew. Jak można chcieć podporządkować sobie drugiego człowieka, po to, by samemu nic nie robić? Jak można ścierpieć ciągłe wytykanie błędów, pokazywanie palcem co, gdzie i jak, podczas, gdy samemu nic się nie robi? I jak jeszcze pomyślę, że miliardy kobiet, przez dziesiątki tysięcy lat miało podobnie, to jest mi wstyd za mężczyzn.
Na szczęście, tym razem nasza bohaterka, na przekór wszystkiemu, ucieka z domu i dzięki pomocy sąsiadki, zasymilowanej Żydówki, zaczyna kroczyć ku drodze do sukcesu. Czy się jej to uda? I czy kłopoty narodowościowe nie staną się przeszkodą w ich realizacji? O tym musicie przekonać się sami. Myślę, że warto.
Wszystkie smaki Lwowa
Mnie najbardziej powieści zaciekawił aspekt kulinarny – jak chyba każdego faceta. Choć wiele nazw potraw niewiele mi mówiło, to te krótkie opisy ich przygotowywania lub składników, i tak pobudziły moje kubki smakowe. I gdyby tylko było można, zatopiłbym się w kulinarnej ekstazie. Albo przynajmniej, i to dosłownie, zjadłbym tę książkę.
W powieści podobały mi się również odnośniki kreślące czytelnikowi mankamenty lokalnych kultur – żydowskiej, francuskiej i nieco mniej, polskiej. To wszystko zlało się w lwowskim tyglu niczym zupa cebulowa (wbrew pozorom wcale nie jest taka prosta i nijaka w smaku jak może się wydawać), kusząc swym powabem, czarem niby to orientu, niby południa i zachodu.
Fajnym aspektem powieści są wplatane co chwilę elementy gwary lwowskiej, tak niezwykłej, choć łączącej elementy języka polskiego, ruskiego (ukraińskiego), ormiańskiego, żydowskiego… Jak to mówią – istny cymes. Lub crem de la crem.
Jednocześnie, poza „zwiedzaniem” poszczególnych kwartałów Lwowa, mamy możliwość zapoznania się z fragmentami ówczesnego życia towarzyskiego; z tym, o czym rozmawiano, debatowano i komentowano. Życie Lwowian było ogromnie ciekawe, barwne i płodne. Spotkania genialnych polskich matematyków, występy człowieka-muchy, skandale, dramaty… to tylko niewielka część niezwykle płodnego życia towarzyskiego jednego z polskich centrów kultury.
Autorka w ciekawy sposób opisała losy żydowskich rodzin we Lwowie. Czytelnik ma możliwość zapoznania się ze zwyczajami, sposobem bycia, czy myślenia żydowskiej części społeczeństwa. Nie wszystko było dla mnie łatwe, zwłaszcza silne podporządkowanie kobiet woli głowy rodziny. Choć brzmi to nieco dziwnie, to to żydowskie, silne poczucie odmienności kulturowej, religijnej i niemal histeryczna potrzeba wypełnienia wszystkich tych nakazów w jakiś sposób fascynuje.
Główna bohaterka książki Dotyk marcepanowych marzeń
Szczególną uwagę należy również poświęcić głównej bohaterce, kobiecie nieprzeciętnej, takiej rebeliantce, emancypantce, która chciałaby być sobą. O ile większość ówczesnych kobiet poddawało się narzucanym im konwenansom, o tyle Rebeka, pomimo ceny jaką przyjdzie jej zapłacić za własne wybory, z podniesioną głową stawia czoła wszelkim przeciwnościom losu. To postać godna naśladowania. Kto chciałby być kukiełką w rękach ortodoksyjnego tatusia, który szczęście postrzega jedynie w kategoriach zaspokojenia własnych poglądów, potrzeb i marzeń?
Rebeka jest kobietą żywiołową, pełną pasji, nadziei i marzeń. Dzięki pomocy innych kobiet, odkrywa w sobie pasję do tworzenia nowych rzeczy, do języków, do samodzielnego myślenia. Dlatego sądzę, że powieść „Dotyk marcepanowych marzeń” jest takim sztandarem i otuchą dla wszystkich tych, którzy boją się, jeszcze się wahają, aby odzyskać siebie, aby wziąć ster losów we własne ręce. Wprawdzie powieść nie gwarantuje sukcesu, ale chyba lepiej jest żałować, że podjęło się próbę, niż że przegrało się życie bez własnego udziału?
Drobny mankament
Niestety w książce znaleźć można ogromną ilość literówek. Brak też znaków interpunkcji. O ile na początku pod tym względem było wszystko w porządku, o tyle, mniej więcej od 80 strony, zaczęły pojawiać się kłopoty. Ilość ich jest naprawdę ogromna, co mnie trochę zdenerwowało, bo zepsuło obraz naprawdę świetnej książki. Myślę, że warto byłoby się nad tym pochylić i poprawić.
Dotyk marcepanowych marzeń – podsumowanie
Dotyk marcepanowych marzeń to powieść wypełniona emocjami i marzeniami, przeciwko którym, jak się zdaje, sprzysiągł się cały świat. To historia o walce o wolność i samodzielność, o to, by być sobą. Książka momentami wzrusza, a lekkie pióro sprawia, że płyniemy przez powieść niczym motyl po łące. Polecam, bo wbrew pozorom niesie ze sobą głębokie przesłanie, które każdy może odczytać po swojemu. Ogromnie polecam.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.