Barbara Rosenberg, Dzienniczek Basi Rosenberg. Przeworsk 1938-1939; Niedokończona sukienka – świat Basi Rosenberg
Są takie świadectwa, które wstrząsają ludzką duszą. Są takie notatki, które zapisują się w ludzką pamięć, mimo swej krótkiej formy. Są wreszcie takie dokumenty, których blask nigdy nie przemija, bo zapisano w nich ludzką duszę (tych jest najmniej). Do wszystkich tych kategorii zaliczyć można „Dzienniczek Basi Rosenberg. Przeworsk 1938-1939”.
To niesamowita książka, bo pisana przez nastolatkę – już nie dziecko, ale jeszcze nie osobę dorosłą, a więc – całkowicie bezstronną. To jedno z ciekawszych świadectw czasów wojny – bezstronne, barwne, proste aż do granic. Takie książki warto czytać. Dlaczego?
Świadectwo dziewczynki
Basia Rosenberg była młodą Żydówką, która przyszła na świat w podkarpackim Przeworsku. Było to ówcześnie miasteczko na styku różnych kultur, z dominacją pierwiastka żydowskiego. W chwili rozpoczęcia zapisków, Basia miała 14 lat. Jej dzienniczek ma formę zapisków swych intymnych rozterek, przemyśleń i niefrasobliwych notatek z życia własnej rodziny (oraz miasteczka) i przyjaciół. Jednocześnie książeczka jest świadectwem bogatego życia kulturalnego, zwłaszcza gminy żydowskiej, która – jak można sądzić – dobrze wkomponowała się w życie tej małej społeczności Przeworska tuż przed wybuchem II wojny światowej.
Już po pierwszych kilku stronach, nie można Basi nie polubić. Rezolutna, inteligentna, z sercem na dłoni. Czytając jej zapiski odnalazłem w niej tę samą duszę, co mojej starszej córki Elizy. Ten sam charakter, podobne wyrażenia i przemyślenia. Słowem – ogromnie mnie rozczuliła. Choć nie znamy jej wyglądu, w tych kilkudziesięciu zapiskach, miałem wrażenie, jakbym ją widział. Słyszałem jej śmiech, czułem jej łzy, rozterki, rozczarowania. Tym bardziej, że jest, nie, była, dziewczynką wesołą, która była otwarta na cały świat. Ale oddajmy jej głos:
„Rozmawiamy czasem z Tobką o tym, że nie warto na świecie być dobrym i szlachetnym, bo nic się nie ma za to i tym powodzi się zawsze gorzej. A jednak to nieprawda. Kto jest dobry, ten przecież zawsze czuje się dobrze, niewiele mu potrzeba. Może źle to wyrażam, ale czuję naprawdę, że lepiej być dobrym.
Jakże dobrze jest gdy się ufa Bogu. Nieraz myślę, „że co będzie z tym i jak śię to załatwi”, a potem gdy pomyślę „Bóg zrobi już tak, żeby wszystko było dobrze” i tak się czuję szczęśliwa. Może pisałam to wszystko głupio trochę czy źle, ale tego słowami dobrze wyrazić nie można. Mogę śmiało powiedzieć, że podstawą życia jest ufność w Bogu” (s. 54-55).
Basia opisuje swoje przemyślenie odnośnie religii (wobec której ma podejście nieco ambiwalentne), o swojej szkole (którą kocha mimo pewnych trudności ze strony rówieśnic), o perypetiach rodziny (nie zawsze dobre, ale i tak się razem trzyma) i przyjaciół. Co ciekawe, dziewczynka nie zawsze trzymała się reguł. Często je łamie, ale w taki sposób, aby nikomu nie sprawić krzywdy.
Ogromnie ciekawił ją świat, i taka zwykła wycieczka do Łańcuta, wywarła na niej ogromne wrażenia. Wszystkie nowinki, jak choćby rozmowa przez telefon, stały się dla niej impulsem do stwierdzenia, jak niewiele wie o swojej małej ojczyźnie. Co mogłoby wyniknąć z jej zainteresowań, gdyby nie stała się kolejną ofiarą II wojny światowej?
O ile pierwsza część zapisków jest lekka, wesoła, czasem nieco buńczuczna, o tyle druga, poprzedzająca wybuch wojny i jej początek, staje się coraz mroczniejsza, smutniejsza. Basia na kartach dzienniczka kreśli narastający strach, nie tylko żydowskich pobratymców, ale i Polaków. W prostych słowach zapisuje obraz niemieckich porządków, które w bardzo szybkim tempie przybrały formę wyniszczenia tutejszej społeczności żydowskiej.
Tym większą grozę wzbudziły ostatnie zapiski, dotyczące strachu, jaki stał się udziałem jej i jej rodziny we wrześniu 1939 roku. Ostatnie słowa, które udało się jej zanotować, są aż nazbyt wymowne. Są jak krzyk rozpaczy, której nikt wówczas nie usłyszał: „W Przemyślu podobno dzieją się okropne rzeczy. Strzelają do Żydów bez pardonu. Wielu wywożą za San, nie dając im nic na drogę. W Jarosławiu muszą wszyscy posiadane srebro oddawać do magistratu. Tam jest o wiele gorzej jak u nas.
Chciałabym tylko wyjechać do Ameryki.
Koniec” (s. 118)
Tak bardzo chciałbym, aby choć ta jedna historia miała inne zakończenie. Żeby Basia przeżyła, żeby mogła dokończyć swój dzienniczek…
Świat Basi Rosenberg
„Dzienniczkowi…” towarzyszy mała broszurka pod tytułem „Świat Basi Rosenberg”, w której znaleźć można kilka ciekawych informacji o ówczesnym Przeworsku i jego mieszkańcach. Wiadomościom tym towarzyszy przepiękna szata graficzna, z bogatym zbiorem fotografii, na których można rozpoznać kilka osób występujących w zapiskach Basi. Autorzy dokonali naprawdę udanego wyboru zdjęć, bowiem świat opisany przez naszą mała bohaterkę, dosłownie ożywa na naszych oczach. A przynajmniej w moim odczuciu – bowiem przeczytałem ją jeszcze przed „Dzienniczkiem…”.
Na koniec napiszę jeszcze jedno – wielka szkoda, że ten świat żydowskich gmin przeminął. Ileż fascynujących osób, przedmiotów i tradycji bezpowrotnie przepadło. Tyle piękna, które zostało wyrwane z ziemi… i właściwie nie pozostał po nim żaden ślad. Z wyjątkiem notatek małej Basi Rosenberg.
Zazwyczaj skupiam się aspekcie historycznym, jednak osobowość Basi jest tak ciekawa, tak wesoła i rozczulająca, że musiałem zrobić wyjątek. Bo czymże byłaby historia bez ludzi, takich wspaniałych ludzi jakim niewątpliwie była mała Żydówka z Przeworska.
Podsumowanie
Książkę polecam z całego serca. Pewnie pomyślicie, że jestem zramolałym rozczulonym dziadem, ale wierzcie mi, „dzienniczek Basi” naprawdę ma w sobie fragment duszy tej dziewczynki. To naprawdę coś niezwykłego. Ale najlepiej przekonajcie się sami. Naprawdę warto!
„Dzienniczek Basi Rosenberg” liczy 128 stron, zaś „Świat Basi Rosenberg” stron 78.
Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Muzeum w Przeworsku. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.