Katarzyna Zyskowska, Sprawa Hoffmanowej
Seks, przemoc, tajemnice, „nowoczesne metody leczenia” zdrowia psychicznego oraz tajemnicza śmierć kilku osób. Książka Katarzyny Zyskowskiej Sprawa Hoffmanowej zaprasza nas w nieco mroczny świat polskiej śmietanki towarzyskiej, która w najlepsze bawi się w Zakopanem lat 30. XX stulecia. Niemal przy okazji poznajemy kulisy ogromnych karier, ambicji i małego zła, które pozwala ludziom wybić się wyżej. Słowem – powieść która ma w sobie zadatki na coś naprawdę wyjątkowego.
Pod koniec XIX wieku mała górska wioska, niepozorne Zakopane, nagle stała się centrum polskich gór. Wszystko to „powstało” przy współudziale trzech ludzi – doktora Tytusa Chałubińskiego, księdza Józefa Stolarczyka oraz Sabały, genialnego gwieździarza, który raczył turystów tatrzańskiemu opowieściami choćby o śpiącym wojsku Chrobrego.
Cała trójka stworzyła chodliwy mit gór, będących krainą, gdzie stykały się ze sobą prawda i mit, przyroda i cywilizacja. Świat gór, niczym baśniowe królestwo, zaczął przyciągać nie tylko śmietankę towarzyską Polski, ale i inteligencję, która w szybkim tempie rozbudowywała magiczny świat Tatr. Regularnie pojawiali się tutaj Henryk Sienkiewicz, Jan Kasprowicz, Stanisław Witkiewicz, Malczewski, Witkacy czy Helena Modrzelewska. A przecież to zaledwie nikła cząstka wszystkich wielkich ówczesnej śmietanki kulturalnej II RP.
Nic przeto dziwnego, że Zakopane stało się stolicą polskich gór, a wioska przekształciła się w miasto odwiedzane przez dziesiątki tysięcy turystów. Zakopane stało się nie tylko słynnym uzdrowiskiem, ale i „miejscówką” artystycznej bohemy, która przyjeżdżała tutaj po natchnienie, zabawę lub poprawę nadwątlonego zdrowia.
Należy jednak mieć świadomość, że ówczesne Zakopane było raczej kurortem dla bogatych i sławnych, niż dla zwykłego zjadacza chleba, co ma miejsce dzisiaj. Sto lat temu było to więc zupełnie inne miasto – stolica polskiej kultury, a nie maszynka do zarabiania wielkich pieniędzy, z coraz niższą ofertą kulturalną i towarzyską.
I właśnie w ten niezwykły świat Tatr zabiera nas Katarzyna Zyskowska. Polskie góry, Kasprowy, Giewont i Zakopane są nie tylko tłem dla powieści, ale i jej niemym bohaterem. Pełno tutaj naturalnej potęgi, niezgłębionej mrocznej siły, która z jednej strony tuli ludzką duszę, a z drugiej – czeka, aby komuś odebrać życie. To świat piękny, nieokiełznany, pełen tajemnic…
Co w powieści Sprawa Hoffmanowej piszczy?
W powieści spodobało mi się zakończenie, a właściwie jego brak. Autorka bowiem nie pozwoliła nam rozwikłać tajemnicy, która stała się osnową głównej bohaterki książki – Miry Hoffmanowej. Nie wiemy, co tak naprawdę się stało pod Lodową Przełęczą.
Zostajemy z tym sami – czytelnik może sam poszukać odpowiedzi, przewertować książkę jeszcze raz, aby połączyć wszystkie punkty tej niesamowicie inteligentnej intrygi literackiej. Jednak efekt nadal może pozostać znikomy, lub wręcz przeciwnie – doznacie olśnienia i wtedy… Nie, nie mogę wam wszystkiego zdradzić. Byłoby to ogromne barbarzyństwo z mojej strony.
W ogóle postać Miry Hoffmanowej jest bardzo niezwykła. Pod przykrywką jej kobiecego powabu (podobno była nieziemsko piękna), kryje się ciekawy i bystry umysł, a także zraniona dusza kogoś, kto w życiu jadał z niejednego pieca. Co więcej, jest dzieckiem z kazirodczego związku, choć w miejscu skąd pochodzi, określają ją mianem bękarta.
Dzięki niesamowitej odwadze i samozaparciu, Mira uczy się aktorskiego fachu, i wyjeżdża w wielki świat. W Warszawie udaje się jej zostać wielką gwiazdą kabaretu, co jednak musiała przypłacić ogromnymi wyrzeczeniami i osobistymi tragediami. Jak te trudności wpłyną na kondycję psychofizyczną naszej bohaterki? I czy to ona dokona zbrodni, aby prawda o jej przeszłości nie wyszła na światło dzienne? O tym musicie przekonać się sami.
Wczoraj, dziś, jutro…
Powieść toczy się na kilku płaszczyznach. Pierwsza to świat wspomnień-kadrów z życia Miry – nim zdołała zyskać ogólnopolską sławę. Druga to świat Zakopanego, który stał się przyczyną upadku naszej bohaterki. Trzecia – to retrospekcje ze szpitala psychiatrycznego, gdzie Mira Hoffamnowa trafiła po niespodziewanej śmierci męża, przybranego syna i górskiego przewodnika.
Każda z nich jest ogromnie ciekawa, ukazuje bowiem inne aspekty osobowości Miry. Z jednej strony mamy drobną kobietkę, pragnącą miłości i opieki, z drugiej – przedsiębiorczą osobę, która nie cofa się przed niczym, aby posiąść to, czego pragnie. I wreszcie – kobietę, która przegrała wszystko i tęskni za tym, co minęło. Czy taki obraz czeka każdego z nas?
Autorka w ciekawy sposób kreśli nam również życie artystycznej bohemy, zarówno w samej stolicy, jak i w Zakopanym. Używki, takie jak opium czy alkohol, przemoc, wyuzdanie, przaśne zabawy, i przede wszystkim przedmiotowe traktowanie kobiet. Bo przecież kobieta jest tylko zabawką w dłoniach mężczyzn, zwłaszcza tych, co ciosani są artystycznym czy szlacheckim znamieniem. Straszny świat – próżności, zobojętnienia, przylizanej kurtuazji i ogromnego zakłamania…
Jednak najbardziej wstrząsający jest obraz szpitala psychiatrycznego, pełnego uprzedzeń, amatorskich terapii, których jedynym celem jest, nie tyle wyleczyć pacjentów, ile „wyłączyć” ich z funkcjonowania, aby nie stanowili problemu wychowawczego.
Sprawa Hoffmanowej – podsumowanie
Powieść jest ogromnie wciągająca, i czyta się ją jednym tchem. Choć początkowo ciężko jest odnaleźć się w zmieniających się płaszczyznach życia głównej bohaterki, warto wytrwać, aby z nieukrywaną rozkoszą konsumować literacki majstersztyk. To powieść na jeden wieczór, ale taka, która chwyta w swe szpony czytelnika tak długo, aż nie znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania. Przy okazji, udało się Autorce sprawić, że zacząłem szukać informacji, czy opisana przez nią historia wydarzyła się naprawdę. Co udało mi się znaleźć? Tego już wam nie zdradzę. Naprawdę gorąco polecam!
Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.