Grzegorz Motyk, Andrzej Brzeziecki, Gry pamięcią. O polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosji

Gry pamięcią |Recenzja

Grzegorz Motyk, Andrzej Brzeziecki, Gry pamięcią. O polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosji

Niewielu jest historyków, którzy tak mocno rozbudzają emocje jak prof. Grzegorz Motyka. Andrzej Brzeziecki, historyk, dziennikarz i publicysta, przedstawia nam prawdziwego prof. Motykę. Wyważonego, zdecydowanego w swoich poglądach człowieka, który nie boi się mówić o tematach trudnych, a jednocześnie robi to tak, żeby najważniejsze były fakty historyczne.

Między nauką a polityczną narracją

Grzegorz Motyka to jeden z najważniejszych polskich badaczy dziejów Ukrainy i stosunków polsko-ukraińskich – w wywiadzie-rzece będącej podstawą książki udowadnia, że historia nigdy nie jest neutralna. Motyka konsekwentnie rozróżnia historię jako naukę – dążącą do bezstronnego poznania faktów – od polityki historycznej, która tę naukę instrumentalizuje. To rozróżnienie staje się osią całej książki i sprawia, że jej lektura staje się czymś znacznie więcej niż tylko przeglądaniem kart przeszłości. Ważna jest także przewodnia myśl: „Jeśli ktoś lekceważy sprawy przeszłości, to ta w końcu bierze na nim odwet”.

Motyka, zresztą zgodnie z przewidywaniami osób znających tego historyka, podkreśla, że polityka historyczna liberalno-demokratyczna jest najbardziej zbliżona do rzetelnej historiografii, podczas gdy polityki populistyczne i autorytarne często żerują na historycznych mitach. Ilustruje to konkretnymi przykładami – od działalności Grzegorza Brauna, zaprzeczającego istnieniu komór gazowych i jawnie prorosyjskiego, po endecką wizję polskości forsowaną przez Karola Nawrockiego, traktującą narodową tożsamość jako monolityczną i wykluczającą. Rosjanie – jak zauważa badacz – doskonale rozumieją, że historia jest przedmiotem gry politycznej, i grają w nią bezwzględnie.

Szczególnie celna jest obserwacja dotycząca polskich polityków mylących edukację z nauką. Historyk jest tu nieubłagany, jego zadaniem jest stawianie pytań i weryfikowanie faktów, nie kreowanie pożądanej narracji narodowej. Ryzyko zawodowe badacza zajmującego się trudnymi tematami jest przy tym realne – a Motyka mówi o tym z własnego doświadczenia.

Wołyń, Katyń i inne trudne rachunki

Serce książki stanowią rozdziały poświęcone zbrodniom, które do dziś kształtują stosunki polsko-ukraińskie i polsko-rosyjskie. Motyka opisuje zbrodnię wołyńską z naukową precyzją, lecz bez chłodu: istnieją rozkazy i protokoły akcji, nie było tu żadnych oddolnych, spontanicznych pogromów – były zaplanowane działania OUN-UPA. Jednocześnie badacz sprzeciwia się domaganiu się rozstrzygnięcia sprawy Wołynia w czasie, gdy Ukraina broni się przed rosyjską agresją, nazywając to wprost nieprzyzwoitością wobec ofiar trwającej wojny. Wyraża nadzieję, że ukraińskie władze kiedyś przyznają się do tej zbrodni – nie oczekuje jednak przeprosin jako warunku dialogu. Dla historyka warunkiem dialogu są ekshumacje, ponieważ aktualnie Wołyń jest tak przerażający, ponieważ nie ma nic tragiczniejszego niż brak ciała, bo wtedy zmarły staje się podwójnie nieobecny – nie ma go ani w świecie żywych, ani martwych.

Równie wnikliwa jest analiza Katynia – zbrodni, której kłamstwo stanowiło kamień węgielny PRL – oraz tzw. Anty-Katynia, czyli śmierci jeńców rosyjskich w polskich obozach w 1920 roku. Motyka pokazuje, jak każda ze stron może używać tych historii jako tarczy lub oręża. Rozdział o akcji „Wisła” demaskuje z kolei oficjalną narrację o „ewakuacji humanitarnej” – w rzeczywistości była to polityka planowego wynaradawiania ukraińskiej mniejszości, a pamięć o niej do dziś konstytuuje tożsamość Ukraińców w Polsce. Ważne jest to, że mówiąc o stosunkach polsko-ukraińskich badacz nie zwraca uwagę na wyłącznie ciemne strony, ale pokazuje także jasne takie jak np. sojusz Piłsudskiego z Petlurą.

Wątek żołnierzy wyklętych jest potraktowany równie uczciwie: Motyka oddaje im sprawiedliwość jako ludziom walczącym z totalitarną przemocą, nie ukrywa jednak ani zbrodni Brygady Świętokrzyskiej i NSZ na mniejszościach narodowych, ani antysemityzmu części oddziałów. Prostuje też mit elitarnego pochodzenia „wyklętych” – w większości byli to chłopi z podstawowym wykształceniem, nie zaś przedstawiciele przedwojennych elit.

Instytucjonalny wymiar pamięci

Ostatni duży wątek książki to pytanie o to, komu powierzamy instytucjonalną pieczę nad pamięcią historyczną. Motyka broni samej idei IPN – jako instytucji mającej rozliczać zbrodnie komunizmu i nazizmu z perspektywy praw człowieka, na wzór niemieckiego Instytutu Gaucka i izraelskiego Yad Vashem – lecz bezlitośnie krytykuje jej aktualne wypaczenia: „dzisiaj IPN ma dużo więcej pieniędzy i znacznie mniej autorytetu”. Twierdzi jednak, że niemożliwe jest usunięcie IPN-u, z wielu powodów, jednak szczególnie ze swojej perspektywy zgadzając się z Motyką podkreśliłabym brak możliwości przekazania archiwaliów gdzie indziej, Archiwum Akt Nowych ani inne archiwa państwowe ich po prostu nie zmieszczą.

Książka Motyki to rzadki przykład połączenia erudycji z odwagą cywilną. Autor nie boi się mówić rzeczy niepopularnych – ani polskim nacjonalistom, ani ukraińskim, ani rosyjskim propagandystom. Czyta się ją jak rozmowę z kimś, kto naprawdę przeczytał źródła, odwiedził archiwa w Moskwie i Kijowie, był w Buczy i zna cenę historycznej prawdy. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce rozumieć, dlaczego przeszłość wciąż tak boleśnie kształtuje teraźniejszość. Jednocześnie jest to lektura niełatwa i czasem niewygodna, jednak zmuszająca do myślenia i dająca nowe spojrzenie na pozornie znane wydarzenia historyczne.


Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta 6/6
Magdalena Kaczmarek

Comments are closed.