Igrzyska olimpijskie 1936 i kobieta wybrana na alibi, czyli jak Trzecia Rzesza rozbroiła bojkot Berlina

Igrzyska olimpijskie 1936 i kobieta wybrana na alibi, czyli jak Trzecia Rzesza rozbroiła bojkot Berlina

Berlin miał pokazać światu sportowe święto, porządek i uśmiechniętą twarz reżimu. Za tym obrazem kryła się jednak polityczna kalkulacja, w której igrzyska olimpijskie 1936 roku stały się narzędziem propagandy, a Helene Mayer (florecistka żydowskiego pochodzenia w niemieckiej drużynie) dowodem podsuniętym tym, którzy bardzo chcieli dać się przekonać.

Victor Klemperer patrzył na olimpijską gorączkę z Drezna i nie miał złudzeń. Prasa Trzeciej Rzeszy pisała o pokoju, przyjaźni, narodowej dumie i sukcesie Berlina, lecz dla zwolnionego z uczelni romanisty żydowskiego pochodzenia był to język kłamstwa, propagandy i cynicznej inscenizacji.

CZWARTEK 13 SIERPNIA 1936

Prognoza pogody Służby Meteorologicznej Rzeszy dla Berlina:
Przeważające zachmurzenie, możliwe przelotne opady, przy słabym wietrze z zachodu lekkie ochłodzenie, 20°C.

W oddalonym mniej więcej sto osiemdziesiąt kilometrów od Stadionu Olimpijskiego Dreźnie zdenerwowany Victor Klemperer potrząsa głową. Czytanie porannej prasy budzi w nim obrzydzenie, ponieważ od wielu tygodni jedynym tematem są igrzyska olimpijskie. Ujednolicone gazety narodowosocjalistycznych Niemiec zawsze bezwstydnie kłamią, jednak teraz, w sierpniu 1936 roku, Klemperer reaguje na to ze szczególną odrazą.

Rozpisują się o tym, jak to wszystko w Berlinie przebiega pokojowo i przyjaźnie, jak wspaniały jest niemiecki naród ze swoim wielbiącym sport Führerem i jak cudownie wygląda życie w Trzeciej Rzeszy. Igrzyska olimpijskie w Ber linie to jedno wielkie pasmo sukcesów i już teraz można je uznać za najpiękniejsze igrzyska wszech czasów – tak uważają przedstawiciele reżimu. Jedna z gazet przechodzi samą siebie i z zachwytem antycypuje „niemiecki renesans dzięki Hitlerowi”.

Tego rodzaju sformułowania wprawiają Victora Klemperera we wściekłość. Klemperer jest cenionym romanistą, który od 1920 roku pracuje jako profesor na drezdeńskiej politechnice, dopóki w 1933 roku nie zostaje zwolniony za żydowskie pochodzenie. Od cięty od źródła dochodów, często nie ma pomysłu, z czego zapłacić rachunki. Nie dziwi zatem, że pełen niechęci spogląda na Berlin: „Honor jakiegoś narodu zależy od tego, czy jego reprezentant skoczy dziesięć centymetrów wyżej niż reprezentacje innych narodów”.

Myśli o Helene Mayer, która tydzień wcześniej zdobyła srebro dla Niemiec i podczas ceremonii wręczania medali wykonała hitlerowskie pozdrowienie. To dla Klemperera niewiarygodna hucpa: „Nie wiem, co jest większym bezwstydem: to, że wystąpiła jako Niemka reprezentująca Trzecią Rzeszę, czy to, że jej osiągnięcie przypisano Trzeciej Rzeszy”.

Tym samym Klemperer przedstawia tragikę jej położenia: Mayer nie została członkinią niemieckiej drużyny pomimo swojego żydowskiego pochodzenia, lecz dzięki niemu. Helene, która po prostu chce uprawiać sport i nie interesuje się polityką, dała się uwikłać w perfidną grę, ale jej skali początkowo nie jest w stanie pojąć. Historia florecistki to jednocześnie historia zbojkotowanego bojkotu.

Wkrótce po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku w Anglii i Stanach Zjednoczonych powstają ruchy protestacyjne. Chodzi w nich przede wszystkim o kwestię tego, czy naziści pozwolą żydowskim sportowcom z Niemiec na udział w zawodach olimpijskich. Uważano, że jeśli ich uczestnictwo nie zostanie zagwarantowane, społeczność międzynarodowa powinna zbojkotować igrzyska.

Dyskusje te są dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego bardzo niewygodne. Hrabia Henri de Baillet-Latour twierdzi, że decyzja o tym przekracza jego kompetencje: Nie należy się mieszać w sprawy wewnętrzne państwa, próbuje lawirować. Jeśli Niemcy nie zgłoszą żadnych żydowskich zawodników, to będzie to wyłącznie sprawa Trzeciej Rzeszy. Nie udaje się jednak hrabiemu zamknąć tym tej palącej kwestii.

Nie docenił amerykańskiej opinii publicznej, która nie daje się zbyć wymówkami dotyczącymi wewnętrznej suwerenności państwa. Baillet-Latour i Międzynarodowy Komitet Olimpijski mają wiele do stracenia. Stany Zjednoczone to nacja sportowców par excellence i jeśli ich zabraknie, obniży to prestiż igrzysk zarówno jako wydarzenia sportowego, jak i politycznego. Ponadto rezygnacja USA z udziału w igrzyskach byłaby sygnałem dla innych krajów, żeby uczyniły to samo.

Tekst jest fragmentem książki Berlin 1936, która czeka na Ciebie tutaj:

Wraz z rosnącym naciskiem ze strony Stanów Zjednoczonych Amerykański Komitet Olimpijski (AOC) jesienią 1934 roku wysyła do Berlina komisję, która ma za zadanie ocenić sytuację żydowskich zawodników w Trzeciej Rzeszy. Komisja jest jednoosobowa, jej je dyny członek to Avery Brundage, były dziesięcioboista, który zbił majątek w branży budowlanej i obecnie sprawuje funkcję prezesa AOC. Pan Brundage spędza w stolicy Rzeszy sześć dni.

Odwiedza znajdujący się w stanie budowy teren igrzysk olimpijskich, różne muzea i świetnie się bawi. Dla przedstawicieli żydowskich zawod ników ma niewiele czasu. Kiedy mówią mu, że Żydzi nie mogą być członkami niemieckiego stowarzyszenia sportowców, Brundage odpowiada: „Do mojego klubu w Chicago Żydzi też nie mają wstępu”.

Tym samym Amerykanin uznaje sprawę za zamkniętą. Po powrocie pan Brundage wbrew prawdzie twierdzi, że niemieccy Żydzi są zadowoleni ze swojej sytuacji, jeśli chodzi o sport, i zaleca swoim kolegom z AOC przyjęcie zaproszenia z Berlina. Mimo to publiczne protesty nie milkną i Międzynarodowy Komitet Olimpijski czuje potrzebę wysłania do Berlina własnego negocjatora.

Charles Hitchcock Sherrill jest już na emeryturze, kiedy roz poczyna swoją drażliwą misję dyplomatyczną. Ten sześćdziesięcioośmiolatek jest długoletnim członkiem MKOl-u i uchodzi za do świadczonego działacza sportowego. Sytuacja Żydów w Niemczech interesuje go równie niewiele jak Avery’ego Brundage’a.

Istnieje jednak inny powód, który kwalifikuje go do tego zlecenia: Sherrill jest zafascynowany Adolfem Hitlerem. Już w czerwcu 1933 roku w opublikowanym w „New York Timesie” liście do redakcji sławił nowo wybranego kanclerza Rzeszy jako silnego człowieka Europy. Teraz – 24 sierpnia 1935 roku – jego marzenie się spełnia, gdy wódz ma go przyjąć na godzinną rozmowę. Emerytowany generał naj wyraźniej czuje, że został stworzony do wyższych celów. Może już widzi siebie w roli nowego amerykańskiego ambasadora w Berlinie?

W każdym razie pisze sprawozdanie ze swojego spotkania z Hitlerem i wysyła je nikomu innemu jak amerykańskiemu prezydentowi Franklinowi D. Rooseveltowi. Rozpływa się w nim nad skromnością  Führera, jego wyjątkową kondycją fizyczną i prostolinijnym charakterem. Co musiał myśleć Roosevelt, gdy to czytał? Aby Berlin nie miał żadnych wątpliwości co do przyjaznej postawy Sherrilla, ten za pośrednictwem ambasady w Waszyngtonie przesyła kopię swojego sprawozdania do podlegającego Josephowi Goebbelsowi Ministerstwa Propagandy.

Także podczas rozmowy z Sherrillem Hitler pozostaje nieugięty w sprawie żydowskich sportowców. Kłamie, że Żydzi nie są prześladowani, lecz jedynie całkowicie odseparowani od niemieckiego społeczeństwa i z tego względu nie mogą być członkami niemieckiej drużyny olimpijskiej. Sherrill przystępuje ze swojej strony do ataku: jest przyjacielem Niemiec i chce dla tego kraju jak najlepiej, jednak w przypadku, gdy Führer nie zmieni zdania, MKOl przeniesie igrzyska z Berlina w inne miejsce.

Hitler odszczekuje swojemu gościowi, że w takim razie zorganizuje czysto niemieckie zawody. Jego obojętność to gra – w rzeczywistości Hitlerowi zależy na tym, żeby Amerykanie wzięli udział w „jego” igrzyskach. Generał Sherrill oczy wiście o tym wie i oferuje Hitlerowi wyjście dyplomatyczne.

Rząd Rzeszy ma zlecić żydowskim związkom sportowym wytypowanie swoich przedstawicieli do niemieckiej drużyny. Sherrill podsuwa to jako sugestię, ale wraz z nią rodzi się idea Żyda pełniącego funkcję alibi. Hitler obiecuje zbadanie takiej możliwości i w wyrazie uznania dla Amerykanina zaprasza go jako gościa honorowego na dni NSDAP w Norymberdze. Charles H. Sherrill z wdzięcznością przyjmuje zaproszenie.

Podczas czterodniowego pobytu w mieście nad rzeką Pegnitz były generał prowadzi dalsze rozmowy z Reichssportführerem Hansem von Tschammer und Osten, któremu propozycja Sherrilla coraz bardziej się podoba. Kredo brzmi: oczywiście, że przyjmiemy żydowskich sportowców do niemieckiej reprezentacji, pod warunkiem że będą oni „dojrzali do igrzysk olimpijskich”.

Ten warunek otwiera możliwość obejścia obietnicy, bo o tym, kto jest „dojrzały do igrzysk olimpijskich”, decyduje nie kto inny jak sam Hans von Tschammer und Osten. Zanim Sherrill opuści Norymbergę, zdążą się dogadać w sprawie jednej kandydatki: Helene Mayer.

21 września 1935 roku Tschammer zaprasza zawodniczkę do niemieckiej ekipy. „Niech pan jej wyśle zaproszenie listem poleconym”, radzi mu Shirrell. „Niezależnie od tego, czy je przyjmie, czy nie, będzie wiadomo, że Reichssportführer uszanował zasady [MKOl-u]”.


Tekst jest fragmentem książki Berlin 1936, Oliver Hilmes, Wydawnictwo Znak Literanova.

Fot. Helene Mayer na podium po olimpijskim konkursie floretu kobiet w Berlinie, 1936 rok

Comments are closed.