Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Inwigilacja emigracyjnych „dwójkarzy” przez służby specjalne PRL w latach 1945 – 1956

Inwigilacja emigracyjnych „dwójkarzy” przez służby specjalne PRL w latach 1945 – 1956

Brak angażu do pracy operacyjnej nie umniejszył roli byłego szefa wywiadu w kształtowaniu nowego środowiska wywiadowczego. Klęska Francji i wyjazd do Wielkiej Brytanii chwilowo wpłynęły na pogorszenie się sytuacji. Dużo większym problemem dla reprezentacji obozu piłsudczykowskiego, do którego zaliczał się Mayer stała się próba całkowitego wyeliminowania tego środowiska z życia politycznego emigracji poprzez umieszczenie, uznanych za wrogów Sikorskiego, ludzi w obozie odosobnienia w Rothesay na wyspie szkockiej Bute, wśród których znalazł się także płk Mayer. Jego dawni podwładni nie pozwolili by pozostał tam długo, ich działaniom zawdzięcza powrót do służby czynnej i mimo, że nie został wciągnięty do bieżących działań operacyjnych, gen. Sikorski powierzył mu stanowisko świeżo utworzonej Szkoły Wywiadu w Glasgow. Wydawało się, że instytucja której przyszyło kierować Mayerowi, to szczyt jego możliwości, tymczasem praktycznie do końca wojny oddziaływał w wyraźny sposób na organizacje i funkcjonowanie wywiadu emigracyjnego. Wydarzenia sytuacyjne, gdy szef wywiadu płk. S. Gano salutował na widok wchodzącego do pokoju szefa szkoły wywiadu (czyli przełożonego względem podwładnego) mówi samo za siebie. Uznawano go za osobę nieprzekupną, a potencjalny werbunek za niemożliwy wręcz do przeprowadzenia. Niewątpliwy wpływ na zainteresowanie osobą płk. Mayera miał fakt, iż również po zakończeniu II wojny światowej miał on wykorzystywać swoje doświadczenie w prowadzeniu działań operacyjnych przeciwko Związkowi Radzieckiemu, przygotowując wykłady i odczyty dla oficerów polskich, którzy pozostali na emigracji. Podejrzewano, iż z wiedzy tego znakomitego oficera korzystają również Brytyjczycy za pośrednictwem płk. S. Gano. Co ciekawe, starał się on prowadzić swoistego rodzaju grę inspiracyjną z osobami, co do których padały sugestie, iż mogą pracować dla reżimu komunistycznego. Wobec takich osób szermował on poglądami racjonalnego podejścia do kwestii akcji repatriacyjnej. W notatkach informacyjnych, które spływały do centrali bezpieki padały stwierdzenia, iż Mayer opowiada się za powrotem większości emigrantów do Polski i w ostatecznym rozrachunku wszyscy oni wrócą do Ojczyzny.

O charakterze osoby takiej jak Stefan Mayer może świadczyć jedno, wydaje się drobne wydarzenie. Otóż w meldunku jednego z agentów została przekazana informacja, iż wśród członków misji handlowej która przybyła do Londynu na rozmowy handlowe, miał znaleźć się członek rodziny Mayera (chrześniak). Udało mu się spotkać z oficerem wywiadu, który wsparł go drobną sumą pieniędzy, jednocześnie prosząc o przekazanie innej, przebywającemu w Warszawie kpt. Ziemiańskiemu. Postać płk. dypl. S. Mayera na tyle intrygowała i interesowała służby specjalne komunistycznego reżimu, iż poszukiwano informacji, które można było nawet luźno powiązać z jego osobą. Starano się m. in. odszukać ludzi, które w jakimś stopniu zetknęły się z nim i które można było ewentualnie wykorzystać przeciwko niemu.

W meldunkach, które spływały do centrali wywiadu bezpieki, pojawiał się szereg adnotacji poświęconych poszczególnym oficerom wywiadu poddanym operacyjnemu rozpracowaniu, które często przejawiały pewną tendencyjność w odniesieniu do cech charakterologicznych lub postaw osobistych bohaterów tych doniesień. Często ze sobą sprzecznych lub nieprawdziwych. Były jednak i takie przypadki, gdy oceny zgodnie prezentowały daną jednostkę w negatywnym świetle. By stać się przedmiotem takich enuncjacji trzeba było „dobrze” zasłużyć się wobec reżimu komunistycznego. Taką postacią była osoba kpt. Jerzego Niezbrzyckiego, który w przeciwieństwie do dwóch wyżej wzmiankowanych oficerów, zasłużył sobie w opiniach osób współpracujących z bezpieką na jak najgorszą opinię.

Uznawany za bardzo niebezpiecznego osobnika, a wręcz w niektórych raportach za kanalię, Jerzy Niezbrzycki niewątpliwie dał się poznać jako zagorzały antysowieciarz. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o jego pracę w Oddziale II, ale i aktywność na polu publicystyki, gdzie publikując teksty pod pseudonimem Ryszard Wraga, dobitnie dawał wyraz swoim poglądom. Starano się powiązać jego osobę z organizacjami, które za cel stawiały sobie walkę z komunizmem w jego wszelakich formach. Co ciekawe, sprzeczne w swej treści były informacje na temat cech charakterologicznych, bowiem raz postrzegany był jako nieuk, z kolei w innym przypadku uznawano go za bardzo zdolnego i bezwzględnego oraz świetnego znawcę problematyki sowieckiej. Zwracano przy tej okazji uwagę na udział w głośnym procesie jaki wytoczył mjr. Jan Żychoń przeciwko Niezbrzyckiemu i drugiemu oficerowi wywiadu mjr Tadeuszowi Nowińskiemu. Ów proces był następstwem oskarżeń jakie wysuwali wymienieni oficerowie przeciwko byłemu szefowi ekspozytury nr 3 w Bydgoszczy oraz zarzutów czynionych innym oficerom, m. in. płk. dypl. S. Mayerowi, płk. dypl. S. Gano, płk dypl. Leonowi Mitkiewiczowi, płk. dypl. Józefowi Smoleńskiemu. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy osobiste animozje i antagonizmy od których nie był wolny i wywiad polski w okresie II wojny światowej zostały upublicznione. Nie tylko agenci bezpieki próbowali w ten sposób wywołać wrażenie, że Niezbrzycki to typ zwykłego awanturnika i jednocześnie pokazać konflikty targające środowiskiem oficerów wywiadu od wewnątrz. Rola inspiratora działań antysowieckich, która towarzyszyła Niezbrzyckiemu wiązała go m. in. z próbami organizowania działalności dywersyjnej na obszarze państwa polskiego.

Służby specjalne komunistycznego reżimu interesowały się również, a może przede wszystkim tymi kadrowymi pracownikami Oddziału II, których aktywność operacyjna przypadła na czas wojny. Szczególną uwagę poświęcano tym spośród oficerów, którzy posiadali znaczący wpływ na kształtowanie zarówno struktury organizacyjnej wywiadu jak i zadań stawianych przed służbą informacyjną. Aktywnemu rozpracowaniu zostało poddanych dwóch oficerów, których rola w kręgach centrali wywiadu zaczęła wzrastać wraz ze zbliżaniem się końca wojny: ppłk dypl. Wincenty Bąkiewicz i ppłk dypl. Witold Langenfeld. Obaj wymienieni oficerowie pracowali w wywiadzie już od lat trzydziestych. Każdy z nich specjalizował się w innym zakresie operacyjnym: Bąkiewicz kierował pracami Samodzielnego Referatu „Rosja” w ramach prac ewidencyjno-studyjnych Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, natomiast Langenfeld pełnił obowiązki zastępcy mjr J. Żychonia w Ekspozyturze nr 3 Oddziału II w Bydgoszczy. W okresie wojny ppłk dypl. W. Bąkiewicz znalazł się w Związku Radzieckim, gdzie udało mu się dostać do tworzonej od 1941 roku Armii Polskiej. Tworzył od podstaw zręby służby informacyjnej tej formacji, zyskując przychylność swoimi działaniami nie tylko gen. W. Andersa, ale i bliskiego współpracownika gen. W. Sikorskiego, ambasadora rządu RP w ZSRR, prof. Stanisława Kota. Następnie przeszedł szlak bojowy wraz z oddziałami 2 Korpusu. Natomiast ppłk dypl. W. Langenfeld towarzyszył od początku wojny swojemu bezpośredniemu przełożonemu J. Żychoniowi, pomagając mu odtworzyć na emigracji zręby polskiego wywiadu wojskowego. Lojalny wobec swojego mentora dał się poznać jako wybitny oficer szkoleniowy, świetny instruktor oficerów pracujących w terenie oraz organizator siatek wywiadowczych. W obu przypadkach zainteresowania bezpieki wynikały z przeciwstawnych celów. W przypadku Langenfelda, wobec kampanii oszczerstw która wymierzona przeciwko Żychoniowi, także pośrednio uderzała w niego, zakładano iż w poczuciu krzywdy łatwiejsza będzie szansa próby zbliżenia i ewentualnego werbunku. Natomiast osoba ppłk dypl. W. Bąkiewicza wzbudzała w kręgach centrali bezpieki znacznie większe ożywienie, z dwóch powodów: znajomości problematyki sowieckiej i bliskiej współpracy z gen. Władysławem Andersem, którego rola w środowisku emigracyjnym niewspółmiernie wzrosła wobec nieustępliwej postawy, jaką generał prezentował wobec kwestii porządku pojałtańskiego. Obaj oficerowie znaleźli się w zasięgu operacyjnego rozpracowania, które z racji ich współpracy mocno zazębiało się.

Partnerzy



Przewiń do góry