Izrael na wojnie okładka

Izrael na wojnie |Recenzja

Piotr Zychowicz, Izrael na wojnie. 100 lat konfliktu z Palestyńczykami

Czy zło może mieć twarz, a jeśli tak – to czyją? W jaki sposób pokojowe współistnienie może przerodzić się w wielopokoleniową nienawiść? Czy ofiara może stać się katem? Na te i inne, równie trudne pytania, stara się znaleźć odpowiedź Piotr Zychowicz w swojej nowej pracy pod tytułem „Izrael na wojnie. 100 lat konfliktu z Palestyńczykami”.

Już na samym początku muszę zwrócić uwagę na fakt, iż nie jest to książka dla każdego. Dlaczego? Autor zamieścił w swojej publikacji mnóstwo fragmentów wspomnień ludzi z obu stron barykady. Większość z nich jest brutalna, do bólu szczera… Jeśli ktoś jest wrażliwy – lepiej niech odłoży tę książkę. Ja nie umiałem długo zasnąć…

W jakimś stopniu jestem związany z tym tematem, i naprawdę wiele czytałem, ale to, co znalazłem w tej książce przerosło wszelkie moje oczekiwania. Brutalność, z jaką działają obie strony politycznego sporu, wprost poraża, przeraża i swą brutalnością wdziera się w ludzkie DNA.

Co chwilę musiałem odkładać książkę – zwyczajnie nie byłem w stanie pogodzić się z tym, co ludzie nadal robią ludziom. Obie strony konfliktu są równie bezwzględne, i równie ochocze, by poświęcić swoich rodaków dla „większego dobra”. Tak więc – tylko wydawało mi się, że coś wiem. Nie wiem nic o niczym, zupełnie jak John Snow. I jeśli myśleliście, że ta powieść/serial są brutalne, to prawdziwe życie mieszkańców Palestyny i Izraela jest zdecydowanie gorsze.

Autor stara się zachować bezstronność i w świetny sposób opisuje dramat setek tysięcy ludzi – zarówno Palestyńczyków, jak i samych Żydów. Ale oddajmy mu głos – „Stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej i mordowanie cywilów uważam za największą hańbę. Życie palestyńskiego dziecka jest dla mnie warte tyle samo, ile dziecka żydowskiego. oba są bezcenne. Potępiam zarówno zamachy terrorystyczne Hamasu, jak i zbrodnie izraelskiej okupacji. (s. 11).

Marzenie, które ścieka krwią

A wszystko zaczęło się od marzenia. Choć antysemityzm ma swoje długie korzenie, to jego skala zaczęła mocno ewoluować pod koniec XVIII wieku. Już w XIX stuleciu zaczęła się rodzić ogromna niechęć do Żydów o skali, jakiej wcześniej nie znano.

Na przykład w Imperium Rosyjskim zaczęły pojawiać się pogromy – jak choćby w latach 1881-1884. Na Wschodzie Europy zaczęto grabić żydowskie majątki, gwałcić, ranić i zabijać jej przedstawicieli. I to wszystko mimo faktu, że spora część żydowskiej społeczności zaczęła się asymilować.

Na Zachodzie Europy zaczęły kształtować się ruchy nacjonalistyczne, które również żywiły nienawiść do żydowskiej mniejszości. Antysemityzm stał się jednym z głównych elementów ruchu nazistowskiego. Adolf Hitler oskarżał Żydów za wszystkie porażki Niemiec – za przegraną w I wojnie światowej, rozmycie „siły” aryjskich Niemców, biedę…

Od początków rządów NSDAP miały miejsce prześladowania, pikiety czy bojkot sklepów żydowskich. We wrześniu 1935 roku niemiecki parlament uchwalił ustawy norymberskie, w których Żydzi zostali pozbawieni praw obywatelskich. Wprowadzono również segregację rasową i zakazano zawierania małżeństw z nie-Żydami. A wkrótce miało dojść do jeszcze gorszych rzeczy.

Nic przeto dziwnego, że w czasie rosnącego terroru, wśród Żydów, rozsianych po całym świecie, zaczęły pojawiać się pomysły, aby stworzyć własne państwo. Choć pomysłów było wiele, podobnie jak obietnic, koniec końców wybrano Palestynę, dawną kolebkę żydowskiej kultury.

Niestety, zapomniano o tym, że kraina ta nie jest bezludna, że ma już swoich arabskich mieszkańców. A zapomniano tak skutecznie, że działalność żydowskich organizacji szybko została wypaczona. Z prześladowanych, Żydzi sami stali się prześladowcami. A im większa wrogość panowała między Żydami a arabskimi Palestyńczykami, tym obie strony antagonizowały się coraz bardziej. Wrogość zaczęła dominować, czego jeden z przykładów mieliśmy okazję zobaczyć dosyć niedawno.

Brutalna prawda

W książce bardzo spodobało mi się ukazanie dwóch najważniejszych czynników, które tylko przyczyniają się do coraz większego zaognienia wspólnych stanowisk. Z jednej strony nacjonalistyczny rząd Netanjahu, który, wbrew opinii większej części żydowskiego społeczeństwa, czy swoich sojuszników, robi wszystko, aby „wymieść” Palestyńczyków z terenów Gazy i Autonomii Palestyńskiej.

Z drugiej strony mamy bezwzględnych przywódców Hamasu czy Hezbollahu, którzy żyją jak Krezusi na przykład w Katarze, wysyłając biednych, zrozpaczonych Palestyńczyków do nierównej walki. Parafrazując Stalina można powiedzieć, że „śmierć jednego to tragedia. Śmierć milionów – tylko statystyka”. I w ten sposób giną niewinni.

Kto jest winien temu? Myślę, że obie strony, które nie wykazują chęci do rozmów. Nawzajem wkładają sobie broń w dłoń i niszczą nie tylko swój własny dorobek kulturalny… Ale cóż może pisać ktoś taki jak ja? Mam znajomych wśród Żydów i wśród – choć w mniejszym stopniu – Palestyńczyków. Rozumiem oba stanowiska, ale recepty jakie sobie nawzajem fundują – nie jestem w stanie zaakceptować.

Mroczne oblicze Netanjahu

Każdy ekstremizm jest zły. A świetny tego przykład daje ultra-prawicowy rząd Binjamina Netanjahu, który nie tylko dąży do utrzymania władzy wszelkimi dostępnymi środkami, ale i w znaczącym stopniu przyczynił się do zaostrzenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Znam tego polityka odkąd sięgam pamięcią. Gdy tylko przejął władzę, zaczął dążyć do zrealizowania jednego celu – pozbycia się Palestyńczyków z regionu. I nie cofa się przed niczym, aby dopiąć swego celu.

Co więcej, mocno skłócił społeczeństwo żydowskie. A efekty tego widać spoglądając na jakikolwiek program informacyjny. Co więcej, przyczynił się do stosowania różnych bezwzględnych środków i taktyk w izraelskiej armii. Ale oddajmy głos Autorowi:

„Mowa o tak zwanej doktrynie Hannibala. Jest to nieformalna zasada izraelskiej armii, która zaleca użycie wszelkich dostępnych środków w celu uniemożliwienia porwania izraelskiego żołnierza. Razem ze środkiem ostatecznym – pozbawieniem go życia.

Założenie jest proste. Uprowadzony Izraelczyk staje się niezwykle groźną bronią w rękach wroga. Arabowie mogą od niego wydobyć cenne informacje, ale przede wszystkim mogą upokorzyć Izrael i zmusić go do ustępstw. […] Według izraelskiej prasy doktryna Hannibala została zastosowana również 7 października 2023 roku. Mało tego, po raz pierwszy w historii została rozszerzona na cywilów”. (s. 21).

Czyli nie tylko, że jest nieskutecznym politykiem, to jeszcze pozwala mordować własnych obywateli. A w podobnym kierunku zaczynają skręcać decydenci z europejskiego podwórka.

„A wiele działań podejmowanych przez Izrael trudno wytłumaczyć inaczej niż chęcią pastwienia się i upokarzania znienawidzonego sąsiedniego narodu.

Izrael nie tylko odciął mieszkańców Strefy Gazy od prądu i wody. Nie dopuszczał również napływających z całego świata dostaw pomocy humanitarnej dla konających z głodu ludzi. a te konwoje, które dostały zielone światło, były atakowane i niszczone przez żydowskich ekstremistów. Często przy biernej postawie policji”. (s. 37)

W podobnym tonie wypowiada się Autor pisząc o szefostwie palestyńskich ruchów narodowowyzwoleńczych, które coraz mocniej stawiają na terroryzm i bezmyślne mordowanie cywilów. Zarówno żydowskich, jak i palestyńskich. No cóż – interesy nie znają granic, ani państwowych, ani moralnych.

Izrael na wojnie – podsumowanie

Książka zawiera się na 483 stronach. Całość podzielona jest na 46 rozdziałów, które nawzajem się uzupełniają. Sądzę, że to świetna pozycja dla tych, którzy chcą sobie wyrobić zdanie w kwestii konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Znajdziecie w niej mnóstwo danych, map czy tabel. Całość jest świetnie pomyślana i rozplanowana. Jednak, jak już wcześniej pisałem, to nie jest książka na spokojny wieczór.

Nawet jeśli jesteście zwolennikami jednej ze stron, zapewniam was, że fragmenty wspomnień ofiar wstrząsną waszym światopoglądem. Bo na wojnie nie ma lepszych ani gorszych – jest tylko zdziczenie, nienawiść, głupota i wiele błędów, które w rozrachunku prowadzą do zaostrzenia konfliktu.

Życzyłbym sobie, żeby ktoś mądry pojawił się po to, aby wyciągnąć rękę ku zgodzie i mimo przeciwności, doprowadził przynajmniej do wyciszenia konfliktu. Jest mi szkoda obu stron – wszak wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga. I może na tym warto by zacząć budować…


Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis.

Comments are closed.