Rafał Witek, Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną
Wojna rozdziela rodzinę, drogi znikają, pociągów nie ma, a mimo to ktoś musi dotrzeć do swoich. Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną bierze ciężki temat i opowiada go tak, żeby dziecko zrozumiało, a dorosły nie musiał udawać, że „to tylko historia”.
Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną Rafała Witka to krótka, oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o rozdzielonej wojną ukraińskiej rodzinie. W 2014 roku pani Marianna z dziećmi trafia na zachód Ukrainy, a pan Wasyl zostaje na wschodzie.
Kiedy okazuje się, że rozłąka nie potrwa „chwilę”, mężczyzna podejmuje podróż liczącą ponad 800 kilometrów, mimo że komunikacja przestaje działać, drogi są zniszczone, a w terenie pojawiają się patrole wroga. Rozwiązaniem staje się rower – i determinacja, którą łatwo zrozumieć nawet bez mapy i wykresów. Ważnym towarzyszem tej drogi jest tytułowy Pan Żyrafa, pluszowa zabawka należąca do sześcioletniej Tatiany: jednocześnie talizman, znak więzi i „kotwica”, która trzyma emocje w ryzach, gdy świat przestaje być bezpieczny.
Rafał Witek prowadzi narrację prosto, jasno i w tempie, które pasuje do dziecięcej percepcji. Książka nie buduje napięcia na zasadzie straszenia – od początku wiadomo, że dochodzi do spotkania z rodziną, a trzonem opowieści staje się relacja z przebytej drogi i to, co po niej zostaje: zniszczony dom, zmęczenie, choroba po drodze, ale też pomoc obcych ludzi.
Ton jest wyważony: temat wojny pozostaje realny i konkretny, jednocześnie pojawia się humor i ciepło, które pozwalają dziecku przejść przez trudne fragmenty bez poczucia przytłoczenia. Ilustracje Joanny Rusinek wzmacniają ten balans – wspierają emocje i atmosferę, zamiast „dokręcać” grozę.
Książka opiera się na tezie bardzo czytelnej dla młodego odbiorcy: wojna nie jest abstrakcyjnym hasłem, tylko sytuacją, która rozcina codzienność na „przed” i „po”, a najważniejsze staje się bezpieczeństwo i bycie razem.
W porównaniu z klasycznymi, „wielkimi” narracjami wojennymi (front, dowódcy, polityka) ta historia idzie w stronę perspektywy rodzinnej i dziecięcej: wojna jest tłem dla decyzji dorosłych, lęków dzieci i drobnych przedmiotów, które nagle stają się bezcenne. To podejście spójne z nurtem współczesnej literatury dziecięcej o uchodźstwie i doświadczeniu konfliktu – pokazuje mechanizmy przetrwania i solidarności zamiast epatować przemocą.
Największą siłą książki jest umiejętność mówienia o wojnie bez patosu i bez „ugrzeczniania” realiów: są zniszczenia, jest rozłąka, jest niepewność, ale też konkretna sprawczość bohatera i nadzieja budowana na relacjach i pomocy innych. Plusem jest też symboliczna rola Pana Żyrafy, która pomaga dzieciom zrozumieć emocje przez coś znanego i bliskiego. Ograniczeniem może być skrótowość – to opowieść krótka, bardziej do rozmowy po lekturze niż do samodzielnego „wyczerpania tematu”. Dla części odbiorców to jednak zaleta, bo książka nie przeciąża i zostawia przestrzeń na pytania.
To bardzo dobra książka „na teraz” i „na długo”: do czytania z dzieckiem i do rozmowy o tym, co przeżyli rówieśnicy z Ukrainy. Jeśli szukasz tytułu, który tłumaczy trudne sprawy bez moralizowania i bez straszenia – ten działa.
Wydawnictwo Literatura
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literatura. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.