Karol Darwin – droga do teorii ewolucji

Koniec wyprawy dookoła świata, którą młody Karol Darwin odbył w latach 1831-1836 na okręcie HMS Beagle był zarazem początkiem jeszcze dłuższej, bardziej wyczerpującej i epickiej podróży. Była to podróż intelektualna, jakiej nie przebył przed nim żaden człowiek. Jej owocem była jedna z najważniejszych teorii naukowych – teoria ewolucji drogą doboru naturalnego, która dzisiaj jest podstawą nauk przyrodniczych. Jak wyglądała ta podróż angielskiego uczonego?

W trakcie wyczerpującej, trwającej pięć lat podróży, Darwin zebrał pokaźną ilość materiałów przyrodniczych, które później bardzo się przydały, gdy formułował swoją teorię. Po tym, jak okręt zakończył swoją podróż w porcie Falmouth u wybrzeży Kornwalii na południowym zachodzie Wielkiej Brytanii, Darwinowi nie w głowie były jednak naukowe rozważania. Chciał przede wszystkim spotkać się z rodziną i trochę odpocząć. Pojechał konno do swojego domu i zakradł się do niego pod osłoną nocy. Tam porządnie się wyspał i nazajutrz rano zjawił na śniadaniu wśród swojej zaskoczonej rodziny, która właśnie dowiedziała się o jego powrocie.

HMS Beagle, statek, na którego pokładzie Karol Darwin odbył w latach 1831-1836 podróż dookoła świata Fot. Wikimedia Commons

Problem z okazami i Vestiges

Później przed młodym Anglikiem (Darwin miał wówczas zaledwie 27 lat) pojawiło się kolejne wyzwanie – co zrobić z pokaźną ilością okazów, które ze sobą przywiózł? Jako że zyskał już pewną popularność w kręgach intelektualnych, jego okazy geologiczne szybko powędrowały do rąk bardzo chętnych do ich zbadania geologów. Wśród nich poznał swojego mentora intelektualnego, Charlesa Lyella. Darwin zaczytywał się w jego pracach, zwłaszcza słynnym „Principles of Geology”, dziele, które opisywało, że zmiany zachodzące na Ziemi są efektem powolnych procesów, a dzieje naszej planety są na tyle długie, że procesy te mogą prowadzić do ogromnych zmian na przestrzeni długich okresów czasu. Kolejnym słynnym uczonym, którego Darwin miał przyjemność poznać, tym razem za pośrednictwem Lyella był anatom Richard Owen, badający zwierzęta, które padły w londyńskim ogrodzie zoologicznym. Zainteresował się on także pozostałymi skamieniałościami Darwina, które umieszczone zostały w muzeum[1].

W tym czasie w szkockim czasopiśmie „Chambers Edinburh Journal” pojawił się pewien ciekawy artykuł. Było to w roku 1837, jeszcze zanim Darwin zawarł w swoich notatkach koncepcje związane ewolucją. W artykule tym można było przeczytać o takich procesach jak przybieranie przez rośliny oraz zwierzęta kształtów odpowiednich do panujących warunków, czy „bezlitosnym zniszczeniu” wszystkich gatunków w czasie, gdy warunki ulegały gwałtownym zmianom. W takiej sytuacji miały na ich miejsce wkraczać kolejne gatunki zwierząt i roślin, lecz tym razem lepiej przystosowane do nowych warunków z jakimi przyszło się zmierzyć. Autorem tego tekstu był pochodzący ze Szkocji geolog Robert Chambers. Był on także autorem wydanego w 1844 roku anonimowego dzieła zatytułowanego „Vestiges of the natural history of creation”. Koncepcja ewolucji zaczynała zatem nabierać większego rozmachu intelektualnego, w przeciwieństwie do dawniejszych koncepcji Erasmusa Darwina (dziadka słynnego przyrodnika), czy Jeana Baptiste’a de Lamarck’a. Ich pomysły także zawierały w sobie koncepcje ewolucyjne, jednakże były luźniejsze niż to, co zaproponował anonimowy dla ówczesnych czytelników „pan Vestiges”. Ewolucyjne podejście do przyrody powoli… ewoluowało, stając się popularne w ówczesnych szkockich i angielskich kręgach intelektualnych Książka ta nie obeszła się bez echa również wśród elit kościelnych, tym bardziej że anonimowy autor niewiele wspominał w swojej książce o Bogu. Pierwsza o nim wzmianka pojawiła się dopiero na 116 stronie i to tylko po to, ażeby ukazać wyobrażenie o osobistych interwencjach Boga w ewoluujące życie jako „śmieszne”. Autor jednak nie odrzucił całkowicie istnienia bóstwa, wspominając o Wielkim Architekcie, który uruchomił świat, po czym pozwolił sprawom toczyć się w swoim biegu poprzez racjonalne prawa przyrody, nie zaś własne interwencje[2].

Rozmyślania o transmutacji

 Sam Darwin w tym czasie nie próżnował. Był już znany w środowisku angielskich geologów i przyrodników i zdołał także znaleźć czas na uporządkowanie swego życia prywatnego. Często, gdy ludzie rozmyślają o wielkich uczonych, zastanawiają się, czy doznali oni w swoim życiu jakiegoś nagłego momentu olśnienia, który musiało naprowadzić ich na drogę ku światłu, prowadzącą do wielkiego odkrycia. Jeśli chodzi o Darwina, możemy wskazać taki moment, jednakże odbyło się to bez specjalnych fajerwerków, jak w słynnej legendzie o Archimedesie, który wpadł na swój pomysł podczas kąpieli, po czym nagi wyskoczył z wanny krzycząc „Eureka!”.

W przypadku Darwina było to mniej spektakularne. Myśl nie dająca mu spokoju, do czasu ostatecznego sformułowania teorii, pojawiła się 28 września 1838 roku, kiedy to przyrodnik podczas codziennej lektury w swoim domu natrafił na dzieło angielskiego ekonomisty i duchownego Thomasa Malthusa zatytułowane „Esej na zasadzie ludności”, w którym zawarta została teza o tym, że wzrost ludzkiej populacji zawsze będzie ograniczany przez pewne procesy, takie jak zarazy, głód i inne katastrofy, przez które ludzkość jest uwięziona w pułapce uniemożliwiającej długotrwały rozwój. Każdy bowiem wzrost populacji będzie bowiem niwelowany z czasem przez pojawienie się czynnika uniemożliwiającego dalszy jej wzrost i kończący się depopulacją, jako że dostępne zasoby są ograniczone. Później, gdy ilość ludzi zmaleje, zasoby per capita będą tym samym zwiększone, populacja zacznie rosnąć, do czasu aż ponownie pojawi się czynnik wymuszający jej redukcję. Proces opisany przez Malthusa był bardzo pesymistyczny i skazywał ludzkość na ciągłe męczarnie i niemożność osiągnięcia stałego dobrobytu.

Jakie wnioski z lektury wysunął Darwin? Jako spostrzegawczy przyrodnik i bystry umysł mimowolnie odniósł je do świata przyrody. Wyobraził sobie bowiem, że takie czynniki jak głód, zmiany klimatyczne drapieżnicy, czy inne osobniki tego samego gatunku stanowią siłę „równą stu tysiącom klinów”, które selekcjonują osobniki silniejsze kosztem tych słabszych. Między klinami tworzy się wówczas luka, którą wypełniają osobniki najlepiej dostosowane do nowych warunków, z których potem selekcjonowane są kolejne, silniejsze i sprawniejsze. Przyrodnik wyznał wówczas swojej narzeczonej, Emmie Wedgwood, że sam skłania się ku idei transmutacji gatunków. Dla bardzo religijnej kuzynki Karola Darwina, którą przyrodnik poślubił na początku 1839 roku, taki pogląd jej męża musiał być dużym szokiem. Mimo wszystko Emma wyszła za mąż za Karola, zaś ich małżeństwo było bardzo udane[3].

Przyrodnik ani myślał jednak zrezygnować z pisania i badania natury, na dobre porzucając już myśli o zostaniu pastorem. W roku 1839 ukazało się pierwsze z jego dzieł, o którym śmiało można powiedzieć, że weszło do kanonu literatury przyrodniczej i jest jednym z najczęściej kojarzonych z nazwiskiem Darwina. Była to „Podróż na okręcie Beagle”, barwny opis podróży dookoła świata, którą odbył w latach 1831-1836, pełna opisów przyrody, zarówno tej ożywionej, jak i struktur geologicznych, które widział na własne oczy. „Podróż…” nie była pozbawiona również opisów kultur, na jakie natknął się Darwin w trakcie swojej podróży. Szczególnie znany jest jego opis Indian żyjących na Ziemi Ognistej, na południowym skraju Ameryki Południowej. Co ciekawe, początkowo dziennik Darwina był jedynie trzecim tomem relacji, którą spisał kapitan HMS Beagle Robert FitzRoy. Jego historia nie zyskała jednak takiej popularności jak dzieło Darwina i jeszcze w tym samym roku pojawiło się wydanie pirackie, w którym „Podróż na okręcie Beagle” stała się już samodzielną książką[4], w której do dziś zaczytują się miłośnicy przyrody i historii na całym świecie.

Przeprowadzka i ewolucja w szufladzie

W roku 1842 rodzina Darwinów zmieniła miejsce zamieszkania, przenosząc się do starej plebanii Down House, znajdującej się pod Londynem. Nie było stamtąd daleko do stolicy Wielkiej Brytanii, bo co w tamtych czasach mogą znaczyć dwie godziny jazdy powozem konnym? Dla Darwina to miejsce było jednak spełnieniem marzeń o idylli i wreszcie udało mu się znaleźć dom, w którym mógł w spokoju kontynuować swoje prace badawcze. Pokój uczonego miał powierzchnię 35 metrów kwadratowych, zaś regały w nim szybko zapełniły się książkami. Sama posiadłość wymagała odnowienia, jednakże postanowiono przełożyć remont do wiosny (Darwinowie sprowadzili się do Down House w wrześniu 1842), gdy Emma była w zaawansowanej ciąży. Niemowlę niestety zmarło w trzy tygodnie po narodzinach i strata ta bardzo dotknęła małżeństwo, jednakże pocieszeniem był dla nich fakt, że mieli dla kogo żyć. Karol i Emma mieli już dwójkę pociech: trzyletniego Williama i mającą półtora roku Annie, którym nie doskwierały problemy zdrowotne[5].

Myśl, która pojawiła się w umyśle Darwina po przeczytaniu eseju Malthusa na dobre zaczęła rozkwitać, gdy zamieszkał w swojej posiadłości na południu Anglii. W roku 1844 uczony napisał liczący 231 stron esej zawierający pierwsze opisy mechanizmu, który sam nazwał doborem naturalnym. Proces ów, z grubsza polegający na przeżywaniu osobników lepiej dostosowanych w walce o ograniczone zasoby sprawia, że po upływie pokoleń nagromadzone zmiany mogą wreszcie prowadzić do wykształcenia się nowych gatunków. Osobniki, które przeżywają i przekazują swoje cechy potomstwu są bowiem nieco inne od tych, które nie przeżyły i były gorzej dostosowane, padając ofiarą innych drapieżników, czy zmieniających się warunków, którym nie były w stanie sprostać. Z dzisiejszej perspektywy tezy zawarte w eseju nie wydają się być jakoś szczególnie kontrowersyjne, jednakże należy mieć na uwadze, że w tamtych czasach idea przemiany gatunków i ich wykształcania się bez interwencji boskiego projektanta mogła być obrazoburcza. Sam Darwin dobrze zdawał sobie z tego sprawę, tym bardziej mając na uwadze przyjęcie, z jakim spotkało się „Vestiges…” kilka lat wcześniej. Zdawał na tyle dobrze, że rok później postanowił odłożyć swoje dzieło do szuflady, tak, aby póki co nie ujrzało ono światła dziennego, gdyż mogło zakwestionować nie tylko ład świata ożywionego, w myśl ówczesnych stworzonego boską ręką, ale także ład społeczny, a na to Darwin nie chciał pozwolić w obawie przed ostracyzmem ze strony konserwatywnego społeczeństwa XIX wiecznej Anglii. Poza tym uczony zdawał sobie również sprawę, że wciąż nie ma wystarczająco mocnych dowodów na swoją hipotezę, takich, aby była wzięta przez ówczesny naukowy establishment za coś więcej aniżeli tylko zbiór luźnych koncepcji, jakie zawarte zostały w „Vestiges”[6].

Wąsonogi i osobiste tragedie

 Treści swojego eseju Darwin nie zostawił jednak tylko i wyłącznie dla siebie. Podzielił się nim z Josephem Hookerem, jednym z najsłynniejszych botaników w Anglii w tamtym czasie. Uczony powiedział Darwinowi, że nikt nie powinien mieć prawa do tego, aby zajmować się  gatunkami, jeżeli wcześniej samodzielnie nie opisał wystarczająco wielu z nich. Darwin wziął sobie tę uwagę do serca, jednakże ani myślał zarzucić swoją hipotezę dotyczącą przemiany gatunków i postanowił zabrać się do rzetelnej pracy nad jej ogłoszeniem, a co najważniejsze, poparciem za pomocą wystarczająco mocnych dowodów. Uczony zrozumiał, że chcąc przedstawić koncepcję, która wyjaśni różnorodność świata przyrody będzie musiał na poważnie zająć się taksonomią, czyli systematyką organizmów i ich klasyfikowaniem względem wzajemnego pokrewieństwa. W tym czasie Darwin musiał zatem zająć się żmudną, czasami dającą mu mnóstwo satysfakcji, a czasami doprowadzającej do szewskiej pasji pracą nad anatomią. W okresie drugiej połowy lat 40. XIX Darwin zaczął prowadzić badania nad wąsonogami[7]. W tym czasie uczony mierzył się z kłopotami zdrowotnymi, polegającemu na poczuciu słabości, które miały mniejszą intensywność w latach 1842-1847, ale potem ponownie nawróciły. Być może do lepszego zdrowia przyrodnika przysłużyło się otoczenie Down House i powiększająca się gromadka dzieci, które wnosiły koloryt i optymizm do domu Darwinów. W roku 1847 jednak gwałtowne ataki słabości powróciły z nieznanych przyczyn. Rok później Robert Darwin, ojciec przyrodnika powiedział swemu synowi, że do końca życia będzie przewlekle chorował, po czym nagle umrze. I faktycznie tak się stało – 1 listopada do Karola dotarła przygnębiająca wieść o śmierci jego ojca. Na tym jednak nie koniec  dramatów w prywatnym życiu przyrodnika. Dwa lata później poważnie zachorowała Annie, ukochana córka Darwina i jego oczko w głowie. Mimo ciężkiego stanu własnego zdrowia uczony opiekował się swoją córką, która zmarła w kwietniu 1851 roku, przeżywszy zaledwie dziesięć lat[8]. Te wydarzenia odcisnęły mocny ślad na psychice Darwina. Człowiek, którego ojciec w czasach jego młodości widział w roli pastora od tego czasu na dobre porzucił wiarę w istnienie Boga.

 Trudno powiedzieć, na ile „zawadzająca” w stworzeniu teorii ewolucji byłaby wiara w Boga. W przypadku Darwina możemy powiedzieć, że od pewnego czasu był ateistą, ale tworząc podstawy swojej teorii na początku lat 40. był człowiekiem wierzącym, którego wiara jednak z każdym kolejnym rokiem malała. Czynnikiem, który zadecydował o tym, że Darwin na dobre został ateistą była jednak śmierć jego córki, a nie żaden fakt naukowy. Zapewne nawet, gdyby nie utracił wiary i tak opracowałby swoją teorię.

 Darwin nie zaprzestał żmudnej pracy naukowej. W 1854 roku wreszcie udało mu się wydać książkę poświęconą pąklom – skorupiakom morskim z gromady wąsonogów. Można powiedzieć, że nareszcie dopełnił dzieła, gdyż już od pewnego czasu Darwin miał tej pracy serdecznie dosyć. Praca poświęcona wąsonogom liczyła trzy tomy[9] i potwierdziła tylko pozycję Karola Darwina jako jednego z najbardziej znaczących przyrodników w ówczesnej Anglii.

Droga ku światłu

 Zakończenie pracy nad pąklami wreszcie umożliwiło Darwinowi zajęcie się na dobre jego teorią transmutacji gatunków. Dzieło poświęcone tej teorii, które nie miało być schowane do szuflady jak jego 231-stronicowy esej popełniony w roku 1844 zaczęło powstawać dzięki namowie Charlesa Lyella. Darwin, pamiętający jak wiele zawdzięcza dziełom tego geologa, postanowił pójść za jego namową i rozpocząć pracę, w której zawarłby wszystkie dowody i spostrzeżenia związane z ewolucją organizmów żywych, jakie tylko udało mu się znaleźć. Sam Darwin nie do końca jednak wiedział, jaką ostatecznie formę ma przybrać jego dzieło. Początkowo rozważał, że powinno ukazać się w postaci referatu, jednak Lyell jakby przeczuwając jak ważna pod względem naukowym będzie ta praca, odwiódł Darwina od takiej formy i doradził mu, że najlepsze będzie wydanie jej w formie książki. Co ciekawe, sam Lyell mimo wszystko nie był do końca przekonany o słuszności idei transmutacji gatunków, jednakże uznał, że dzieło o tym traktujące powinno zostać opublikowane[10]. To pokazuje, jak powinna działać nauka i jakie podejście powinni mieć naukowcy. Nowe pomysły i koncepcje powinny być publikowane, gdyż tylko w taki sposób mogą zostać poddane pod dyskusję, a dowody w nich zawarte ocenione i należycie zbadane względem tego, czy potwierdzają bądź nie daną koncepcję.

Sam Darwin doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że koncepcja transmutacji gatunków, z tej racji, że ma objąć złożoność całego życia na Ziemi, nie może pominąć także człowieka. Człowieka, który, jeśli sugerować się dosłownym tekstem Biblii, został stworzony na boski obraz i podobieństwo w akcie jednorazowej kreacji, zaś cała ludzkość wywodzi się z pary zaledwie dwóch ludzi, Adama i Ewy. Uczony, jako że był już ateistą, doszedł do wniosku, że człowieka nie cechuje żadna wyjątkowość:

„Z przykrością stwierdzam, że nie mam żadnego „pocieszającego poglądu” na godność człowieka. Cieszę się, że człowiek będzie pewnie dokonywał postępów, ale zupełnie mnie nie obchodzi, czy z perspektywy nawet niezbyt dalekiej przyszłości nie będziemy postrzegani po prostu jako dzikusy[11]”.

Karol Darwin w roku 1855, gdy pochłonięty był pracą nad teorią ewolucji . Fot. Wikimedia Commons

Takie wewnętrzne przekonanie, którym niedługo przed wydaniem swego dzieła Darwin podzielił się z Charlsem Lyellem, niewątpliwie dodało uczonemu odwagi i zmobilizowało go do ciężkiej pracy nad teorią ewolucji. Po tym, jak w roku 1854 całkowicie poświęcił swój czas teorii transmutacji gatunków, sporządzając w tym celu całe sterty notatek, prowadząc mnóstwo obserwacji i oraz eksperymentów[12], pisanie długiej księgi wreszcie zostało zwieńczone w czerwcu 1858 roku. Od przyrodnika, który tak wiele wycierpiał w życiu osobistym, teraz wszystkie demony jakby odeszły. Panowała wówczas dobra pogoda i przestał się zmagać z nawrotami osłabienia organizmu. Wydawało się, że jest już na ostatniej prostej i jego podróż, jaką zaczął wracając z HMS Beagle do swojej ojczyzny, powoli dobiega końca.

Grom z jasnego nieba

Wtem jednak, ni z tego ni z owego, Darwinowi nagle jakby cały świat zawalił się na głowę. 18 czerwca rano jak zwykle zjawił się u niego listonosz, który przyniósł przyrodnikowi korespondencję, jako że Darwin z racji bycia znanym przyrodnikiem pozostawał w stałym kontakcie z resztą naukowego świata. List, który przyszedł do Darwina tego dnia był jednak inny niż wszystkie i był brzemienny w skutki. Napisał go 35-letni przyrodnik Alfred Russel Wallace, który przebywał wówczas na Malajach, gdzie badał tamtejsze zwierzęta i rozmieszczenie geograficzne ich populacji. To właśnie od nazwiska tego przyrodnika pochodzi nazwa Linii Wallace’a, granicy dzielącej australijską i orientalną krainę zoogeograficzną[13]. Wcześniej uczony przez kilka lat przebywał w Amazonii.

Jak to bywa z twórczymi umysłami, jego badawcza spostrzegawczość sprawiła, że myśli przyrodnika podążyły tym samym śladem, co myśli Karola Darwina. Co ciekawe, gdy w lipcu 1858 roku Wallace przebywał na położonej w archipelagu Moluków wyspie Ternate, obłożnie zachorował i cierpiąc z powodu gorączki starał się rozmyślać o tym, jakie mechanizmy sprawiają, że gatunki z czasem ulegają zmianie. Przypomniał sobie wówczas dzieło Thomasa Malthusa, w którym niegdyś zaczytywał się Darwin. Doszedł do wniosku, że przeżycie poszczególnych osobników, które pozostawiają potomstwo nie jest tak naprawdę kwestią przypadku. Przeżycie i rozmnożenie się, może być bowiem udziałem osobników, które okazały się lepiej przystosowane do warunków, w jakich przyszło im żyć. Oddajmy głos uczonemu, który tak wspominał ten moment:

„Wtedy oświeciło mnie, że ten samoczynny proces udoskonali gatunek, ponieważ w każdej generacji jednostki najgorsze nieuchronnie wyginą, a najlepsze przetrwają – to znaczy najlepiej dostosowane przeżyją[14]

W swoim liście, który wstrząśnięty Darwin czytał w swojej posiadłości w Down House, Wallace zawarł koncepcje, które sugerowały, że gatunki z czasem ulegają przemianom. Wallace już dwa lata wcześniej napisał artykuł temu poświęcony, co zauważył Charles Lyell. Darwin wówczas nie przywiązał większej uwagi do tez zawartych w artykule przyrodnika przebywającego na drugim końcu świata, uznając je za mieszankę jego własnych koncepcji i kreacjonizmu. Można uznać, że w taki właśnie sposób Wallace badał grunt pod ukazanie się teorii, która mogłaby wywołać duże kontrowersje wśród elit naukowych i religijnych wiktoriańskiej Anglii. Tym razem jednak podobieństwo teorii Wallace’a do tej, którą chciał opublikować Darwin było jednak zbyt uderzające. Na tyle, że wyraził gotowość do tego, aby to artykuł Wallace’a został opublikowany jako pierwszy. Postanowił jednak poradzić się Lyella i Hookera. W liście pisanym do geologa możemy zauważyć, że Darwin nie wierzy w to, co się właśnie stało:

„Nigdy nie spotkałem się z bardziej uderzającym zbiegiem okoliczności; gdyby Wallace dysponował rękopisem mojego szkicu z 1842 roku, nie mógłby sporządzić lepszego streszczenia! Nawet jego terminy stanowią teraz tytuły moich rozdziałów. Proszę o zwrot rękopisu; nie piszę, że mam mu to opublikować, ale oczywiście zaraz do niego napiszę z propozycją wysłania tekstu do dowolnego pisma[15]”.

Hooker i Lyell wiedzieli od jak dawna nad swoją koncepcją pracował Darwin. Zdawali sobie sprawę, że obaj uczeni na swoje pomysły wpadli niezależnie od siebie, toteż postanowili, że najlepszym możliwym wyjściem z tej sytuacji będzie jednoczesna publikacja pracy Darwina i Wallace’a. Doszło do tego 1 lipca 1858 roku. Odczyt pracy Darwina opierał się na jego eseju z 1844 roku, który wówczas Darwin w obawie przed reakcją świata naukowego schował do szuflady oraz na liście wysłanym do pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych botanika Asy Graya. Od razu potem odczytany został natomiast artykuł Wallace’a. Darwin spodziewał się, że odczyt artykułów wstrząśnie naukowym światem i… kompletnie się pomylił, a same publikacje przeszły kompletnie bez echa. Przyczynił się do tego zapewne zapewne fakt, że członkowie Towarzystwa Linneuszowego, na którego posiedzeniu odbyły się odczyty teorii Darwina i Wallace’a szykowali się wówczas do urlopów po pracowitej pierwszej połowie roku i nikomu nie było w głowie poważne zajmowanie się koncepcjami naukowymi[16].

Darwin dobrze jednak wiedział, że czas, aby ogłosić światu swoją teorię nadszedł. Tym razem jednak postanowił lepiej się do tego przygotować. Jesienią i zimą 1858 oraz wiosną 1859 roku uczony nie mógł sobie pozwolić na próżnowanie. Czas ten poświęcił na wytężoną pracę nad napisaniem książki, która miała zawierać wszystkie ważne elementy jego teorii i naukowe dowody na nią, które przez lata udało się Darwinowi zgromadzić. Podczas końcowych przygotowań do wydania książki wielokrotnie zmianie ulegał jej tytuł, z czego pierwsza nosiła nazwę „Abstrakt eseju o powstawaniu gatunków i odmian w wyniku naturalnego doboru”. Wreszcie udało się opracować ostateczny tytuł książki o ewolucji, która miała nazywać się „O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego”. Mimo, że Darwin już wówczas cieszył się opinią poczytnego pisarza naukowego, wydawcy nie byli optymistami, jeśli chodzi o marketingowe powodzenie jego książki. Wysokość pierwszego nakładu wynosiła zaledwie 500 egzemplarzy jednak, w miarę jak zbliżano się do dnia premiery książki, łączny nakład wyniósł 1250 egzemplarzy. Darwin na tyle sumiennie i samokrytycznie przyłożył się do napisania „O pochodzeniu gatunków…”, że wydawcy zgodzili się ponieść na własny koszt bezustannie wprowadzanych przez Darwina poprawek i korekt, co łącznie opiewało na sumę 72 funtów[17].

Strona tytułowa pierwszego wydania dzieła „O pochodzeniu gatunków”, które ukazało się po raz pierwszy w Londynie w czwartek 24 listopada 1859 roku Fot. Wikimedia Commons

Ostatecznie dzieło Karola Darwina ukazało się w czwartek 24 listopada 1859 roku i do dziś pozostaje jednym z najwybitniejszych i najsłynniejszych w całych dziełach nauki. Na uwagę zasługuje fakt, iż jest ono przystępne do przeczytania nawet dla laika, czym wyróżnia się na tle innych książek i artykułów zawierających teorie będące kamieniem milowym dla naukowego poznania świata, takich jak te autorstwa Kopernika, Keplera, Newtona czy Einsteina. Darwin wreszcie dopiął swego celu, a przyczynił się do tego pośpiech, aby nie został uprzedzony przez Wallace’a, który po tym, gdy ukazała się książka Darwina zarzucił plany napisania własnego dzieła traktującego o transmutacji gatunków. „O powstawaniu gatunków” osiągnęło duży sukces komercyjny, dzięki czemu Darwin zarobił wystarczająco dużo, aby nie martwić się o swoje utrzymanie na starość.

Podróż naukowa i intelektualna, jaką uczony rozpoczął wracając do Anglii z HMS Beagle dobiegła końca. Darwin pozostał jednak nienasycony i nadal prowadził prace naukowe i pisał kolejne książki, w tym następne wydania „O pochodzeniu gatunków”. Koncepcja doboru naturalnego, głównego czynnika selekcjonującego lepiej dostosowane geny (mechanizmy dziedziczenia nie były Darwinowi znane, odkrył je dopiero Gregor Mendel, którego prace stały się słynne dopiero na początku XX wieku) kosztem tych słabszych do dnia dzisiejszego jest fundamentem nauk biologicznych. Publikując swoje dzieło, Darwin jednocześnie zapoczątkował kolejną podróż, do której swoimi badaniami i odkryciami dołączyło się wielu wybitnych uczonych. Sam Darwin zmarł w swojej posiadłości 19 kwietnia 1882 roku przeżywszy 73 lata, w objęciach swojej ukochanej żony, Emmy. Uroczystości pogrzebowe zaplanowano na 26 kwietnia. Naukowiec został z honorami pochowany w Opactwie Westminsterskim[18].

Marcin Święciński

Bibliografia:

Conniff R., Poszukiwacze gatunków. Bohaterowie, głupcy i szalony pościg, by zrozumieć życie na Ziemi, wyd. Próśzyński i s-ka, Warszawa 2011.

Gribbin J., White M., Darwin. Żywot uczonego, wyd. Próśzyński i s-ka, Warszawa 1998.

Gribbin J., Naukowcy i ich odkrycia. XVI-XX wiek, wyd. SEL, Kraków 2019.

Słowa kluczowe – Karol Darwin, Alfred Russel Wallace, teoria ewolucji, odkrycia naukowe, HMS Beagle, O powstawaniu gatunków, historia nauki

Przypisy:                                                                                 

[1]M. White, J. Gribbin, Darwin. Żywot uczonego, wyd. Próśzyński i s-ka, Warszawa 1998, s 113-114.

[2]R. Conniff, Poszukiwacze gatunków. Bohaterowie, głupcy i szalony pościg, by zrozumieć życie na Ziemi, wyd. Próśzyński i s-ka, Warszawa 2011, s. 215-217.

[3]Ibidem. s. 224.

[4]Ibidem, s. 223.

[5]M. White, J. Gribbin, Darwin…, s. 153-154.

[6]Conniff, Poszukiwacze gatunków…, s. 225.

[7]Ibidem, s. 229. 

[8]https://en.wikipedia.org/wiki/Anne_Darwin.

[9]M. White, J. Gribbin, Darwin…, s. 193.

[10]Ibidem, s. 198.

[11]Ibidem, s. 199.

[12]J. Gribbin, Naukowcy i ich odkrycia. XVI-XX wiek, wyd. SEL, Kraków 2019, s. 361.

[13]https://en.wikipedia.org/wiki/Wallace_Line

[14]J. Gribbin, Naukowcy…, s. 366.

[15]M. White, J. Gribbin, Darwin…, s. 206.

[16]Ibidem, s. 208.

[17]Ibidem, s. 211.

[18]Ibidem, s. 275-276.

One Comment

  1. Bardzo ciekawe

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*