Konspiratorka z ulicy Walecznych |Recenzja

Izabella Horodecka, Konspiratorka z ulicy Walecznych. Wspomnienia z okupacji niemieckiej 1939-1945

Izabella Horodecka była warszawską sanitariuszką. Była też szpiegiem pracującym dla Armii Krajowej. Brała udział w akcjach likwidacyjnych tych, którzy współpracowali z okupantem. Była niczym Nemezis wybierająca moment i miejsce egzekucji. Za swoje zasługi została odznaczona między innymi Orderem Virtuti Militari. Tyle można wyczytać na okładce. Jednak ten krótki opis nie oddaje nawet procenta tego, jakim człowiekiem była Pani Izabella.

Twarda jak marmur

Ale książka nie jest tylko zapisem jej wojennej działalności. W moim odczuciu to kolejne ciekawe świadectwo tamtych czasów. Opisujące to, w jaki sposób toczyło się życie w okupowanym kraju. Niektóre momenty są wstrząsające, inne zdają się być prozaiczne, ale pozycja ma w sobie to coś, co wciąga czytelnika i nie daje mu usiedzieć w spokoju. A to dosyć dziwne, bowiem Autorka kreśli wszystko to jakby bez emocji, z żołnierską skrupulatnością, obeznaniem. Skupia się na faktach, a nie tłumaczeniach. Nie ma tutaj bowiem miejsca na dociekania, czy tak musiało być. Było, bo takie były czasy, tyle, koniec, kropka.

Przyznam, że miałem nie lada orzech do zgryzienia czytając tę pozycję. Widząc fotografie bohaterki książki, trudno uwierzyć, że ktoś taki potrafił zachowywać się aż tak odpowiedzialnie, czasem brawurowo, a na pewno bohatersko. Niby taka niepozorna sanitariuszka – piękna, delikatna… a tu w warunkach wojny wychodzi z niej niezłe ziółko.

To pełnokrwista Polka, pewna siebie, pewna tego, co trzeba uczynić. Czy się wahała? Pewnie tak, ale w jej wspomnieniach nie ma po tym śladu. Jest tylko dzielna kobieta, potrafiąca zachować zimna krew nawet wówczas, gdy mężczyźni, i to wojskowi, tracili głowę i ducha.

Zresztą w publikacji znajdziemy sporo takich momentów, gdy Pani Izabella przejmowała inicjatywę, ratując nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych – współpracowników, znajomych z konspiracyjnej działalności w AK, oraz tych, których przyszło jej spotkać na swojej drodze.

W Armii Krajowej

Bardzo ciekawie czytało się opisy, w których „Teresa” (pod takim pseudonimem działała w AK w oddziale 993/W) inwigilowała osoby posądzone o konspirację. Jak śledziła szmalcowników i różnej maści współpracujących z Niemcami konfidentów, jak znajdywała ich słabe punkty, a wreszcie – jak wystawiała ich na odstrzał. Brzydko to brzmi, ale nazywajmy rzeczy po imieniu.

Wciągająco czyta się również o samej organizacji – o tym jak oddział 993/W wykonywał zlecone sobie zadania. Czasem jest profesjonalnie, ale czasem zdarzały się wpadki, wynikłe – albo ze zbytniej pewności siebie, albo z głupoty lub ze zwykłego zmęczenia. Część akcji kończyła się bowiem źle, bo ktoś miał pecha wpaść na przypadkowo przechodzących niemieckich żołnierzy. Daje to nam dowód na to, że nawet najlepiej wyszkoleni żołnierze, musieli liczyć się ze złośliwym losem, szafującym życiem ludzi na lewo i prawo.

Tak podskórnie odnosi się wrażenie, że Autorka chciała nam przekazać jakieś głębsze przesłanie, które mogłoby brzmieć tak – W czasie wojny nikt nie może być pewnym swojego losu, i na pewno nie jest panem swojego życia. To takie mimowolne świadectwo, jak kruche i niesprawiedliwe potrafi być życie. Ale trzeba się z tym pogodzić, i czerpać z życia pełnymi garściami.

Ogromnie przypadły mi do gustu również kody QR zamieszczone w publikacji. Dzięki nim mamy możliwość odsłuchania bezpośrednich wspomnień Pani Izabelli. A to już nie lada gratka. Bo jeśli w książce ma się wrażenie, iż czytamy opowieść kogoś zimnego, a na pewno zdystansowanego do fabuły, o tyle, gdy to samo słyszymy z jej ust, nabiera innego wymiaru, głębi, uczucia…

Podsumowanie

„Konspiratorka z ulicy Walecznych” to opowieść o życiu i działalności Izabelli Horodeckiej w czasie II wojny światowej. Choć tok narracji przywodzi na myśl żołnierski raport, to jeśli poświęci się tej pozycji więcej uwagi, będzie można dotrzeć również do warstwy emocjonalnej, którą Autorka w jakimś stopniu chciała przed nami ukryć.

Znajdziemy tutaj opisy nie tylko jej wojennych losów, ale i funkcjonowania pewnych części Armii Krajowej, która borykać musiała się z wieloma problemami. Zresztą życie samej bohaterki również nie należało do łatwych, a mimo to nie narzeka ona na swój trudny los. Ta dzielna kobieta robiła to, co musiała, żyła bo czuła, że może i że chce pomagać. I o takich postaciach powinno się pisać częściej. Gorąco polecam.

Pozycja zawiera się na 216 stronach, okraszonych fotografiami z epoki – (zarówno bohaterki, jak i jej kolegów i koleżanek, czasem – również dokumentów).


Wydawnictwo Ośrodka Karta
Ryszard Hałas

Comments are closed.