Kot do zadań specjalnych

Kot-Pracownik

Koty sprawdzały się również jako pracownicy muzeów, teatrów, urzędów pocztowych czy innych instytucji publicznych. Zacznę od kota o imieniu Mike, który był pracownikiem Muzeum Brytyjskiego w Londynie przez dwadzieścia lat! Jego kariera rozpoczęła się, gdy jego poprzednik – Black Jack – podrzucił go dozorcy pracującemu w dziale zmumifikowanych kotów z Egiptu. Młodzieniec świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków, podczas jego służby nie było problemów ani z myszami, ani z gołębiami. Zaangażowanie Mike’a było nagradzane, wszyscy współpracownicy bardzo o niego dbali, podtykali mu pod nos smakołyki.

Koty były niezwykle przydatne również na poczcie, kocia kariera w tej branży rozpoczęła się w 1866 roku. Co tam robiły? Dbały o to, aby myszy i szczury nie dobrały się do worków z korespondencją. Dwa lata później podjęto ważne dla kotów decyzje, po pierwsze zwiększono ich liczbę do trzech, przynajmniej w tych dużych oddziałach pocztowych, po drugie wyznaczono im tygodniówkę w wysokości szylinga, która miała zapewnić im utrzymanie, gdyby jednak kociaki nie pracowały tak, jak należy, wówczas kwota ta miała zostać obniżona. Okazuje się jednak, że urzędnicy się na nich nie zawiedli, gdyż w 1968 kocia pensja wynosiła już dziesięć szylingów, a od 1980 dwa funty, a liczba zatrudnionych kotów osiągnęła dwadzieścia pięć tysięcy. Koty w tym wypadku okazały się strzałem w dziesiątkę, gdyż część paczek zawierała np. pożywienie i nie można było rozkładać trutki na szczury, bo mogłaby też zaszkodzić ludziom.

Koty zatrudniane były też w niezwykłych miejscach, przykładem jest praca przy Downing Street 10 w Londynie. Tak, to przecież siedziba premiera Wielkiej Brytanii. Warto przedstawić tu kotka, który został nazwany przez dozorcę Wilberforce na cześć polityka (Wiliama Wilberforce’a), do którego miał być podobny. Czarno-biały kocur przetrwał kadencje czterech premierów, byli to: Edward Heatow, Harold Wilson, James Callaghan i Margaret Thatcher. Spędził w tym miejscu trzynaście lat, po czym przeszedł na emeryturę, zmarł na wsi 19 maja 1988 roku. Co ciekawe, po jego śmierci w wielu gazetach ukazały się nekrologi upamiętniające tego poskramiacza myszy. Humprey, następca Wilberforce’a, otrzymał imię po postaci z serialu telewizyjnego Tak, panie ministrze. Kot był bardzo rozpieszczany, urzędnicy karmili go w dzień, a strażnicy w nocy. Jadł tylko karmę Whiskas. Kocur był na tyle ważny, że poświęcono mu nawet program w BBC. Jego panowanie się skończyło, kiedy urząd przejął Tony Blair (jego żona była uczulona na sierść kotów i Humprey musiał wyjechać na wieś).

Kot-Milioner

Warto czasem żyć dobrze ze swoim właścicielem, myślę, że potwierdziłyby to koty (a było ich dwadzieścia) pani Tofts, żyjącej w XVIII wieku śpiewaczki operowej, która zostawiła im całkiem niezły spadek, podkreślając, że chodzi jej o to, aby ludzie zapamiętali nie ją, ale jej kociaki. Cel, jak widać, został osiągnięty.

Okazuje się, że to jeszcze nic w porównaniu z szejkiem Mohammadem Al Fassim, który dla swoich stu kotów przeznaczył w swej ogromnej rezydencji na Florydzie siedem pokoi, dziewięcioosobową służbę i osobistego weterynarza. Czegóż chcieć więcej?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*