Grażyna Bąkiewicz, Król bawełny. Opowieści dzieci fabrykanta
Łódź w czasach pary i bawełny nie była miejscem dla mięczaków, a już na pewno nie dla dzieci, które trafiały do fabryk szybciej, niż zdążyły dorosnąć. Król bawełny. Opowieści dzieci fabrykanta zagląda do tego świata zza pleców dziewięcioletniego Maurycego Poznańskiego. Wychodzi z tego historia, która jest jednocześnie lekka w czytaniu i zupełnie nielukrowana w treści – dokładnie taka, jakiej potrzebujemy, żeby sensownie opowiedzieć o XIX-wiecznej Łodzi.
Król bawełny Grażyny Bąkiewicz ma tempo, które przypomina szybki spacer po dawnej Manufakturze: krok za krokiem odkrywasz kolejne piętra łódzkiego przemysłu, ale przewodnik jest wyjątkowy, bo ma dziewięć lat i mówi rzeczy, których dorośli woleliby nie słyszeć. Maurycy Poznański patrzy na imperium swojego ojca z mieszaniną zdziwienia, niezgody i dziecięcej logiki, która bywa irytująco trafna. Dzięki temu opowieść o Izraelu Poznańskim – postaci realnej, rozpisanej w źródłach na pełne spektrum: od „wyzyskiwacza” do „filantropa” – nabiera świeżego rytmu.
Bąkiewicz prowadzi narrację lekko, szybko i z wyczuciem młodego odbiorcy. Krótkie rozdziały działają jak kadry z dawnego miasta: fabryczne syreny, ludzie wychodzący o świcie do pracy, robotnicze dzieci, pałacowe korytarze, szkolna sala, drobne gesty solidarności. Całość nie wchodzi w patos, nie ucieka w moralizatorstwo i bardzo sensownie trzyma się tego, co wiemy o XIX-wiecznej Łodzi z badań historycznych: brutalnej dynamiki kapitalizmu, pracy małoletnich, szybkiej akumulacji majątku i późniejszych działań filantropijnych Poznańskiego.
Najciekawsze są momenty zderzeń. Maurycy widzi, jak robi się geszefty i jak wygląda wyścig o dominację nad rynkiem. Widzi też zmęczenie robotniczych dzieci – i to zestawienie, choć proste, ma wagę. W naukowych opisach Łodzi często mowa o „dwutorowości epoki”; tutaj ten dwugłos wypada wyjątkowo czytelnie. Po jednej stronie stoi dorosły mężczyzna, który traktuje fabrykę jak żywy organizm pracujący na jego fortunę. Po drugiej – dziecko, które nie rozumie, jakim cudem pieniądze mogą być ważniejsze niż ludzie. To nie jest nowa teza w historiografii, ale w literaturze dla młodszych odbiorców jest podana wyjątkowo klarownie, bez upraszczania faktów.
Konstrukcja oparta na krótkich, szybkich scenach sprawia, że część wątków prosiłaby się o dłuższą przestrzeń. Niektóre przeskoki czasowe wypadają ostro i mogą wytrącić z rytmu. Jednak całościowo książka robi dokładnie to, czego oczekujemy od sensownej literatury popularnonaukowej dla młodszych czytelników: pokazuje realia epoki, osadza je w ludzkiej perspektywie i nie odkleja się od faktów.
Król bawełny działa jako lekki, przystępny przewodnik po historii rodziny Poznańskich i po mieście, które zbudowały tkackie warsztaty, wielkie fabryki i małe ręce pracujące ponad siły. To książka, która nie nosi białych rękawiczek, ale jednocześnie nie przytłacza. I dokładnie w tym tkwi jej siła.
Wydawnictwo Literatura
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literatura. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.