Iwona Kienzler, Żeromski. Dzieje grzechów
Lekkoduch, seksoholik, kłamca, dandys… To tylko nieliczne z epitetów, którymi można by obdarzyć Stefana Żeromskiego, jednego z czołowych polskich twórców literackich. A przynajmniej taki obraz wyłania się z publikacji Iwony Kienzler pod tytułem „Żeromski. Dzieje grzechów”.
Birbant, egocentryk, dandys
Muszę przyznać, że książka jest dosyć mocna i pełna kontrowersyjnych informacji. Bo jak się okazuje, nasz prawie-noblista miał sporo za uszami. Był nie tylko niezaradny życiowo (nie ogarniał najprostszych obowiązków domowych, nie mówiąc już o zawiłościach prawnych przy wydawaniu kolejnych książek), ale i bardzo kochliwy.
Czytając o tych wszystkich jego miłościach i miłostkach łatwo dojść do wniosku, iż był człowiekiem niezwykle płytkim, zajętym głównie zaspokajaniem własnych fizycznych potrzeb i uciech. Skąd takie wnioski? Otóż Autorka „dokopała się” do pamiętników samego Żeromskiego, który opisywał w nich swoje przemyślenia, przygody, choroby i miłosne rozterki.
Warto zauważyć, że jego biografie były dotychczas wygładzane. Jako, że Żeromski pisywał powieści gloryfikujące system wartości zgodny z oczekiwaniami PRL-owskich władz, jego biografia była cenzurowana. Zwyczajnie „wycinano” pewne frapujące lub nienadające się do publikacji fragmenty z dzienników pisarza, dając społeczeństwu obraz człowieka zaangażowanego, pełnego empatii wobec ludzkich dramatów. W niesmak wszystkim był fakt, że ktoś taki mógł być równocześnie rozpustnikiem czy bigamistą.
Żeromski, rozpustnik
„Żeromski. Dzieje grzechów” czyta się szybko, z rumieńcami na twarzy. Bohater książki ze szczegółami opisywał swoje miłosne podboje. Muszę przyznać, że opisy te bywają na tyle sugestywne, że można sobie wyobrazić co konkretnie wyprawiał w alkowach różnych pań. Okazuje się również, że brał udział – w czasach studenckich – w orgii seksualnej.
Gust Żeromskiego nie był jakiś wygórowany. Można pokusić się o wniosek, że interesowały go wszystkie kobiety, które miały zgrabne dwie nogi, ładny biust oraz chęć do zaspokajania uciech ciała. Jedynym wyznacznikiem jego pożądania była własna chuć, chęć zaspokojenia i zawojowania raczej ciała, niż serca wybranej kobiety. Tak trochę jak w filmie „Och Karol”. Szlachcianka, arystokratka, służąca, nauczycielka, przekupka, szwaczka… Gama miłosnych podbojów była doprawdy szeroka, i chyba czuję że wpadam w kompleksy ;D Za usługi seksualne, jako że był niezbyt majętny, płacił ciastkami, kawą. Zwłaszcza kobietom, których nie było stać na takie „luksusy”.
Żeromski jako symbol swoich czasów
W publikacji znajdziecie cały ogrom konkretnych wspomnień Stefana Żeromskiego. Książka jest świetna, choć trochę szkoda, że w tym przypadku część żywota głównego bohatera została sprowadzona tylko do tej części ludzkiego żywota. Z chęcią poczytałbym to, w jaki sposób jego miłostki wpłynęły na kreację literackich postaci.
Za to na plusa można przypisać opis młodości Stefana Żeromskiego, która nie odbiegała od standardów polskich rodzin szlacheckich. Czyli od kłopotów finansowych (wiecie życie ponad stan, zastaw się a postaw się…) czy walki o przetrwanie narodu w sytuacji, gdy zaborcy starali się zniszczyć polski żywioł narodowy. Względna bieda wiązała się z tym, że Żeromski uczył się pod okiem matki. Na guwernera nie było ich stać. Jednocześnie, wbrew wymogom, młody Stefek nie posiadał żadnych przyjaciół. Być może wynikło to z faktu nadopiekuńczości własnej rodzicielki, a może i wstydliwej biedy?
Jako dorosły mężczyzna, mimo posiadania legalnej małżonki, wdał się w związek z Anną Zawadzką, która używała nazwiska Żeromski, pomimo faktu, że para nie wzięła ślubu, a legalną żoną była Oktawia Żeromska (miał z nią dwójkę dzieci). Z tego konkubenckiego związku urodziła się córka Monika. Mimo stałych związków, Żeromski nie stronił od kontaktów z prostytutkami, które stanowiły ważne źródło jego uciech. Zresztą, co chwilę wpadał przez to w kłopoty, zarażając się kolejnymi chorobami wenerycznymi.
Z pamiętników, które pisał w przeciągu dziesięciu lat (od 18 do 28 roku życia) wyłania się niejaka transformacja osobowości słynnego pisarza. Początkowo Stefan był naiwny, pełen ekstatycznych emocji, nad którymi nie potrafił panować. Zresztą można odnieść wrażenie, że był narcyzem, a przez to starał się czynić siebie pępkiem świata. Nawet jeśli robił to pozorując się na ofiarę (wszak rzekomo był słabego zdrowia). Choć chorował na gruźlicę, to choroba ta stała się dla niego nieoczekiwanym asumptem do zostania głową Rzeczpospolitej Zakopiańskiej. Później, już jako mężczyzna, był bardziej konkretny, bardziej empatyczny, i zaczął traktować swoje kobiety nieco lepiej – już nie tylko jako obiekt seksualny, ale i powierniczki duszy. Co nie przeszkadzało czasem mu zapominać o tym.
Nie uchroniło to jednak jego pierwszej żony przed utratą zdrowia psychicznego. Pani Oktawia nie tylko zajmowała się domostwem rodziny, ale pełniła również rolę osobistej sekretarki i jednocześnie agentki, która dbała o to, by pisarz otrzymywał solidne środki finansowe za swe książki. Bez niej pewnie nie byłoby „Syzyfowych prac” czy „Popiołów”. Bez niej utraciłby swoją pracę – Stefan pełnił funkcję bibliotekarza. W chwilach, gdy opanowywały go choroby czy fobie, Oktawia zastępowała męża… Słowem – kobieta idealna – pracowita, piękna, inteligentna, przedsiębiorcza.
Żeromski. Dzieje grzechów – podsumowanie
Książkę czyta się szybko i fajnie. To ciekawy pomysł na spokojny weekend. Choć z pewnością lektura niektórych czytelników oburzy, wszak burzy skrzętnie budowany od lat obraz pisarza „szlachetnego”, to warto po nią sięgnąć. I to z kilku powodów. Po pierwsze – mamy możliwość zweryfikowania kolejnego mitu naszych dziejów. Po drugie – tak naprawdę nie ma ludzi świętych. Każdy z nas ma coś za uszami. Z drugiej strony, dzięki temu historia jest tak interesująca. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.