król olch okładka

Król Olch |Recenzja

Magdalena Ogórek, Król Olch. Wilm Hosenfeld, oficer, który uratował Władysława Szpilmana. Otto von Wächter, generał SS, który ograbił Kraków

II wojna światowa pod wieloma względami była przełomowym wydarzeniem w dziejach świata. Po pierwsze – skala. Nigdy wcześniej nie dokonano tylu zbrodni, na tak ogromną skalę. Po drugie – do tej pory nie zdarzyło się, aby jedno państwo dążyło do całkowitego unicestwienia jakiegoś narodu, lub kilku. Po trzecie – nigdy wcześniej tyle instytucji nie zostało zaprzężonych na usługi przemysłu zbrojeniowego, którego celem było unicestwienie. Po czwarte – od czasów imperium rzymskiego nikt nie stosował aż tak zaplanowanego grabienia dzieł sztuki, zabytków… I właśnie o tym pisze pani Magdalena Ogórek w książce Król Olch.

Co w muzeum piszczy…

Szanowna Autorka skupia się na dwóch postaciach. Pierwsza to Wilm Hosenfeld, znany z tego, że przyczynił się do uratowania pewnego znanego pianisty, niejakiego Szpilmana. Jeśli ktoś nie pamięta, warto zobaczyć film pod tytułem „Pianista”. Hosenfeld był pod wieloma względami nietypowy. Ten nieoczywisty katolik dał się poznać tym, że nie akceptował niemieckiego bestialstwa, i w miarę możliwości starał się ratować Żydów i Polaków. Jakie to dziwne prawda?

Drugi – Otto von Wächter – zasłynął ze swego bestialstwa a także systematycznego zagarniania polskich dzieł sztuki. Był między innymi gubernatorem Krakowa, a następnie Lwowa. Był zbrodniarzem średniego kalibru.

Magdalena Ogórek oprowadza nas nie tylko po miejscach, gdzie ci dwaj panowie działali, ale również pisze o tym, w jakich warunkach przyszło im żyć i działać. Zresztą takie ukazanie dwóch diametralnie odmiennych osobowości stanowi tak wielki kontrast, że aż ciężko uwierzyć, że coś takiego miało miejsce.

Powiem szczerze – z dotychczasowych lekcji historii, wykładów i książek, które czytałem – wyłania się obraz ogromnego zdziczenia narodu niemieckiego po I wojnie światowej. Jakoś tak utrwaliłem sobie obraz, że wszyscy naziści byli złymi ludźmi, zwykłymi bestiami. A tutaj pojawia się taki Hosenfeld, i burzy całą tę układankę. I teraz zastanawiam się, czy takich niemieckich oficerów nie było więcej. Może gdzieś tam jednak świeciły iskierki dobra, nadziei i człowieczeństwa? No i będę musiał szukać. Kolejna przygoda przede mną.

Książkę czyta się szybko, i dosyć sprawnie. Nie wszystkie chwyty rozumiem, ale widać taka była koncepcja Autorki. Choć dla mnie to trochę zaskakujące, gdy opisuje się własne poszukiwania badawcze. Wszystko byłoby ok, gdyby nie takie krótkie opisy. Czasem bezduszne, jakby zabrakło tej pasji odkrywania, albo czegoś innego. A mnie zawsze wydawało się, że kolejne odkrycie to fala entuzjazmu, rozedrgania emocjonalnego. Nie rozumiem dlaczego Autorka tak bardzo stonowała emocje. Z pewnością książka tylko by zyskała.

Wielki plus za zdjęcia. Od razu muszę wspomnieć – niektóre są dosyć drastyczne, zwłaszcza te, dokumentujące niemieckie zbrodnie wojenne. W publikacji znajdziecie mnóstwo zdjęć, których z pewnością nigdy wcześniej nie mieliście okazji poznać. A piszę to jako człowiek, który siedzi w tematyce II wojny światowej.

Kolejny plus za umieszczenie w tekście całego ogromu wspomnień, zarówno niemieckich oficerów, jak i Polaków, którzy byli zmuszeni z nimi współpracować, w ten, czy inny sposób. Również opisy wypowiedzi potomków niemieckich oficerów wiele wnoszą do książki. Nadal nie potrafię sobie wyjaśnić, dlaczego rodziny zbrodniarzy, pomimo tylu dowodów ich bestialstwa, wypierają się tego wszystkiego, co stało się spuścizną ich antenatów. Czy to chęć wybielenia siebie i swoich ojców/matek, czy też próba manipulacji faktami…?

Następny plusik za ukazanie niemieckich grabieży polskich dzieł sztuki, na przykładzie Krakowa, Warszawy czy Lwowa. Przyznam, że spora część wymienionych przez Autorkę dzieł, miałem okazję poznać pierwszy raz. Być może wynika to z faktu, że bardziej zajmowały mnie sprawy militarne oraz rozliczenia nazistowskich zbrodni na ludziach. Tym bardziej chciałbym podziękować za ukazanie kolejnego aspektu niemieckich przestępstw wojennych. Jak widać, nasze dzieje mają jeszcze wiele do pokazania.

Ale wracając do tematu – zabrakło mi tutaj jednak choćby jakiś rycin, ukazujących, jak wyglądały te zrabowane skarby polskiej kultury. Nie zawsze jest bowiem okazja, by poszukać ich w sieci. Poza tym, nie każdy ma dostęp do różnej jakości źródeł – od IPN-u poczynając.

Jedyną wadą są drobne problemy z błędami edytorskimi – jak brak znaków interpunkcyjnych, czy – gdzieniegdzie – duże cyfry przypisów lub braki nawiasów.

Król Olch – podsumowanie

Książka zasadniczo składa się z dwóch rozdziałów, choć poprowadzona jest na wielu płaszczyznach. To taka swoista kronika poszukiwań Autorki. Mamy tutaj więc perspektywę czasów II wojny światowej, powojennych poszukiwań zbrodniarzy, a także czasów obecnych, gdy Magdalena Ogórek poszukuje odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Całość składa się na 302 strony tekstu.

Dla kogo jest ta publikacja? Myślę, że dla każdego, kogo interesują czasy II wojny światowej. Książka jest napisana lekkim piórem, z pewną swadą, i nawet pomimo jej prawicowych poglądów, da się ją sprawnie przeczytać. Polecam.


Wydawnictwo Zona Zero
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zona Zero. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.