Krüger. Szakal

Krüger. Szakal |Recenzja

Marcin Ciszewski, Krüger. Szakal

Pod koniec 1918 roku świat nie miał pełnych granic – dosłownie i w przenośni. Europa przed chwilą przestała płonąć w ogniu I wojny światowej. Dotychczasowy ład właśnie runął, i z pożogi zaczęły wyłaniać się nowe państwa, nowe konflikty, które wkrótce miały wybuchnąć z nową siłą. W tych niezwykłych okolicznościach, gdy nowe porządki zastępowały stare, wszystko było zagmatwane. Władcy i książęta tracili swoje pozycje, urzędy przestawały działać, wszędzie panował rozgardiasz, nieład, strach i wyczekiwanie przyszłości.

W takiej sytuacji wszyscy ludzie czynu, zwłaszcza ci, stojący po ciemnej stronie mocy, mieli okazję, by wziąć los we własne dłonie. I wielu ludzi właśnie to zrobiło. A że koszty tego były spore, musicie przekonać się sami czytając najnowszą powieść Marcina Ciszewskiego, Krüger. Szakal.

Kryminał, thriller a może powieść sensacyjna?

Powieść czytało mi się zaskakująco miło. Wartka akcja, wyraziści bohaterowie z półświatka, przenikliwy stróż prawa i były żołnierz-seryjny morderca młodych kobiet. Ich ścieżki będą przecinać się niejednokrotnie, i to w różnych realiach i konfiguracjach. W świecie, gdzie granice są naprawdę płynne, wszystko jest bowiem możliwe.

To jedna z najciekawszych powieści ostatnich miesięcy. Choć mam problem ze zdefiniowaniem jaki to podgatunek literacki i tak czytało się super. W sumie, to fajnie, że nie można książki jednoznacznie zaszufladkować. Autor w naprawdę zajmujący sposób kreśli nam to, co siedzi w ludziach – miłość, odwaga, ambicja, nienawiść, zemsta.

Jakby tego było mało, nasi bohaterowie muszą borykać się z tragiczną sytuacją Lwowa, na ulicach którego toczą się zacięte walki. Nikt tutaj nie jest dobry – każda ze stron dopuszcza się przemocy, i każdy napotkany człowiek, potencjalnie, stanowi ogromne zagrożenie. W dzikim świecie, każdy bowiem pragnie bronić tego, co ma dla niego największą wartość. Słowem – jest to świat totalnej przemocy, niepewnych układów i nieustannej walki o przetrwanie.

Szlachetni złoczyńcy

Naszych bohaterów – Krügera, Cygana i Mentora spotykamy w momencie, gdy napadają na Bank Zachodni w Warszawie, znajdującej się jeszcze pod niemieckim zarządem. Mentor, szef grupy, opracowuje niesamowicie precyzyjny plan rabunku, który od momentu wejścia do budynku, zaczyna się gwałtownie sypać. No cóż – nawet największy geniusz, nigdy nie przewidzi wszystkiego. A może jednak?

Podczas próby ucieczki padają śmiertelne ofiary. W drodze do Lwowa, gdzie nasi bohaterowie się udają, podąża za nimi policja oraz Iwan Kolcow, niezwykła postać, który okazuje się seryjnym mordercą. Jego celem jest wywarcie zemsty na tytułowym bohaterze, co niegdyś przyobiecał swojemu rodzicielowi. Co jednak łączy Krügera i Kolcowa? Warto trochę się potrudzić, aby poznać prawdę.

W powieści bardzo spodobało mi się ukazanie wszystkich prawd, wszystkich warstw, które niczym łupinka cebuli, skrywają najważniejsze postacie książki. Autor raczy nas niesamowitą dawką nie tylko emocji, ale i stanów, jakie panują w danym człowieku. Dobrze wiecie, że każdy z nas jest inny, ale łączy nas jedno – walka ze swoimi potrzebami, obawami, myślami, przeszłością, i tym, co nadejdzie.

Żadna z występujących tutaj postaci nie jest płaska. Wszyscy mają w sobie wiele emocji, przeżyć i racji, które Autor przedstawił w taki zręczny sposób, że nie sposób odmówić im ani logiki, ani sympatii.

Moja uwagę przykuły zwłaszcza dwie postacie. Iwan Kolcow oraz tytułowy Wilhelm Krüger. Pierwszego bohatera pozostawię do wglądu czytelnikom. Napisze więc nieco o Szakalu. Jest to chłopak 18-letni, który wychowywany był na cyrkowca – bardzo zręcznego, wręcz geniusza w swej dziedzinie. Tylko zrządzeniem losu Wilhelm stał się artystą w polskim półświatku. Niezwykle inteligentny, zręczny do granic, strzelec wyborowy do kwadratu i ryzykant.

Świat nie zawsze oczywisty

Autor w ciekawy sposób zmusza czytelnika do zastanowienia się, na czym stoi świat. Sugeruje nam, iż nie wszystko jest czarno-białe; że postać na wskroś przesiąknięta złem, również może zrobić coś dobrego. I na odwrót – ktoś dobry, może dopuścić się ogromnych świństw. A wybory niejednokrotnie naznaczone są dziejowymi zawirowaniami, które nie pozostawiają czasu do namysłu.

Czasem trzeba pozwolić działać instynktowi, aby przetrwać. Inaczej świat nas pochłonie. Jednocześnie, nasi bohaterowie, w upadającym świecie, muszą nauczyć się żyć funkcjonując na nowych zasadach – bo albo będzie się wolnym, albo zniewolonym. Zresztą – granica między tymi stanami są bardzo płynne.

Choć zakończenie nie było takie, jak oczekiwałem, i tak jestem ogromnie zadowolony. Już nie mogę się doczekać kontynuacji. Liczę, że kolejny tom będzie jeszcze lepszy, i będzie w nim nieco mniej prawdziwej historii, a więcej rozterek i przeżyć głównych bohaterów. Było emocjonalnie, z rozmachem, z pazurem i sensem. Było warto po nią sięgnąć.

Walki o Lwów

W powieści dowiemy się co nieco o sytuacji Lwowa, który stał się areną walk pomiędzy Polakami a Ukraińcami, gdy w 1918 roku cesarstwo Habsburgów przestało istnieć. Gdy rozpadła się monarchia austro-węgierska, wybuchły walki polsko-ukraińskie o Galicję Wschodnią. Walki rozpoczęły się od wystąpienia ukraińskiej organizacji spiskowej zarządzanej przez Witkowskiego. Jej celem było utworzenie niezależnego państwa ukraińskiego – zgodnie z tym, co obiecali Ukraińcom Austriacy. Po zajęciu większej części Lwowa i Galicji Wschodniej ukraińscy bojownicy ogłosili powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej.

Krok ten nie spodobał się jednak tutejszym Polakom, którzy pragnęli przyłączenia Lwowa do polskiej macierzy. Z tego też powodu wzniecili powstanie. Niestety, w trudnej sytuacji dopiero co odbudowującej się Rzeczypospolitej, obrońcy Lwowa nie mogli liczyć na pomoc z Warszawy. Musieli poradzić sobie sami. Powstańcom brakowało uzbrojenia, amunicji, ale nie zbywało odwagi, heroizmu i szczęścia.

W walkach o Lwów wzięły udział ochotnicze oddziały Obrony Lwowa dowodzone przez kapitana Mączyńskiego oraz polscy studenci i uczniowie, których szybko przezwano „lwowskimi orlętami”. Wspierały ich w tym ugrupowanie podpułkownika Karaszewicza-Tokarzewskiego. Po zaciętych walkach, o których w powieści pisze Marcin Ciszewski, Polakom udało się opanować Lwów (21 listopada 1918 roku). Niemniej walki wokół miasta toczyć się miały jeszcze do maja następnego roku.

Dopiero w maju 1919 roku we Wschodniej Galicji pojawiło się regularne wojsko polskie, przybyłe z Francji, dowodzone przez generała Józefa Hallera. W szybkim tempie udało się mu zająć Wołyń oraz ziemie aż po Zbrucz. Rząd ukraiński upadł, wobec czego alianci przyznali Polsce 25-letni mandat do zarządzania tymi terenami. Co było dalej? To już inna historia, która być może będzie tłem kolejnej części przygód Wilhelma Krügera.

Książka liczy 336 stron. Gorąco polecam – świetna fabuła, żwawe tempo akcji, nietuzinkowi bohaterzy, rywalizacja i chęć zemsty. Trup ściele się gęsto, a wielka historia toczy się jakby gdzieś z boku. Świetnie spędziłem czas. Kto nie czyta ten trąba.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.