Krwawa Luna i inni |Recenzja

Iwona Kienzler, Krwawa Luna i inni 

25 listopada na ekrany kin wchodzi „Zaćma”. To kolejny świetny film Ryszarda Bugajskiego, który być może niejako nawiązuje do debiutu tego reżysera – czyli „Przesłuchania”. „Zaćma” jest bowiem również historią, której akcja dzieje się w ubeckich kazamatach. Tym razem jednak opisana jest nie z perspektywy ofiary, a kata – Krwawej Luny.

Życie i „działalność” (metody śledcze) Krwawej Luny (pułkownik UB Julii Brystiger) opisuje także najnowsza książka znanej i popularnej pisarki historycznej i publicystki – Iwony Kienzler. „Krwawa Luna i inni” stanowi świetnie, wnikliwie napisane życiorysy kilku największych ubeckich katów. Poza towarzyszką Brystiger autorka omawia jeszcze zbrodnie komunistyczne Stefana Michnika, Heleny Wolińskiej, Józefa Różańskiego i Juliana Polan-Haraschina.

Dwa pierwsze rozdziały książki Kienzler stanowią coś w rodzaju historycznego rysu i wprowadzenia do życiorysów katów. Posiłkując się gruntowną bibliografią autorka omawia narodziny komunistycznych służb bezpieczeństwa w Polsce w sposób rzeczowy i konkretny. Dzięki temu czytelnik tej – nie naukowej przecież publikacji – otrzymuje świetnie napisany (żywym, publicystycznym stylem) solidny materiał faktograficzny. Pięć komunistycznych życiorysów, które następują po historycznym wprowadzeniu, to jakby pięć studiów przypadku. Pięć odrażających curriculum vitae. Pięciu zbrodniarzy z setek…

O każdej z tych postaci wiele już napisano. Świadczy o tym także i bibliografia, którą Iwona Kienzler dołącza po każdym „biogramie”. Niewątpliwym atutem autorki jest jej dar opowiadania i jakby – reporterska dociekliwość, pozywająca również i nam (czytelnikom) zastanowić się nad przeszłością wspomnianych ludzi, ich domem rodzinnym, wychowaniem… słowem nad tym wszystkim, co dla nich było wspólne, a co zdeterminowało ich życie, czyniąc z nich zimne, nieludzkie, wyrachowane bestie.

Nie koncentrując się wyłącznie na okresie pierwszego dziesięciolecia komunistycznej Polski, autorka pozwala nam prześledzić dalsze losy piątki katów, a tym samym – na ich przykładzie – światek oficerów rezerwy UB w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, czy nawet Polski postsowieckiej. Jej książkę możemy zatem czytać w gruncie rzeczy na wiele sposobów: jako refleksję nad zbrodniami nieukaranymi i krzywdami niewynagrodzonymi, nad mechanizmami zła i pozorami „odwilży”, a nawet szerzej – nad homo sovieticusem (na bardzo długo, o ile nie na zawsze przetrąconym przez komunizm kręgosłupem naszego narodu).

Czytelnik, który oczekuje po „Krwawej Lunie” badawczej rozprawy naturalnie się zawiedzie. Ale chyba nie do czytelników naukowych monografii Instytutu Pamięci Narodowej adresuje swoje popularne książki Iwona Kienzler. Gdyńska pisarka potrafi natomiast przybliżyć nam mroczne, stalinowskie lata w sposób barwny, a nawet – sensacyjny. Nie można jej także zarzucić niesmacznej tandety. Kienzler pisze sensacyjnie, „krwiście”, ale nie jest… tanią sensatką. Nie wymyśla także i nie ubarwia (co być może miało miejsce w niektórych jej poprzednich książkach). Ma świadomość powagi tematu, tragedii i cierpienia ofiar stalinowskich kazamatów.

Musimy pamiętać nazwiska katów naszego narodu. Jesteśmy to winni ofiarom. A książka Iwony Kienzler to kolejna cegiełka tej pamięci.

Ocena recenzenta: 5/6

Wydawnictwo Bellona

Maciej Dęboróg-Bylczyński

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*