Gołoborze

Gołoborze |Recenzja

Maciej Siembieda, Gołoborze

Jeśli myśleliście, że w temacie zemsty rodowej wszystko napisał Fredro, to Gołoborze pokazuje, że bardzo dużo jest jeszcze do napisania. Gdyby wziąć zdanie Człowiek – to brzmi dumnie jako prawdę samą w sobie, to trzeba by być kompletnie ślepym na rzeczywistość. Siembieda tą książką pokazuje, że w przypadku niektórych ludzi nawet stwierdzenie zapiekła nienawiść jest niewystarczające.

Maciej Siembieda zanim zaczął pisać książki sensacyjne prowadził przez trzy dekady śledztwa historyczne. Debiutował jako pisarz w wieku niemal 60 lat. W dorobku ma m. in. Thriller historyczny Gambit, cykl polsko-grecki Katharsis, Nemezis, Kairos i kilkutomowy cykl z Jakubem Kanią. Gołoborze ukazała się w 2025 r. nakładem Znaku. Okładka miękka ze skrzydełkami, oprawa klejona. Stron ponad 500.

Zawartość

Książka opowiada losy dwóch rodzin z okolic Kielc – Kończaków i Cebrzynów. Jak napisałem na wstępie, łącząca ich zapiekła nienawiść nie do końca oddaje relacje między nimi. Zaczęło się dziesiątki lat temu. Jedni robią wesele, drudzy podkradają im kiełbasę, dochodzi do rękoczynów i rabusie giną. Pokolenia później obie rodziny nadal się nienawidzą i zabijają. Czasem pistoletem, częściej nożem. Próby pojednania czy choćby zaniechania wojny spełzają na niczym.

Opowieść Siembiedy zaczyna się w czasie powstania styczniowego, a kończy w Polsce postkomunistycznej. Bohaterów jest wielu, wątków jeszcze więcej. Jest to opowieść fikcyjna, ale jednocześnie prawdziwa. Wsi Grabin, rodzin Kończaków i Cebrzynów nie ma, ale taki Grabin może być wszędzie, a nienawidzący się od lat sąsiedzi też nie są czymś niespotykanym. Dodatkowo Siembieda wplótł wiele motywów (przerobienie welonu na firanki, wystruganie trumny dla zamordowanego wroga) z autentycznych wydarzeń, a wiele postaci ma swoje pierwowzory.

Wrażenia

Można odnieść wrażenie, że to kolejna opowieść o nienawiści i zemście rodowej. Byli Romeo i Julia, była Zemsta Fredry (nadal nie wiem kim była ta fredra i za co się zemściła), byli Sami Swoi. I byli inni, którzy nienawidzą się tylko dlatego, że ich przodkowie się nienawidzili i przekazali to dzieciom. W tej opowieści dziecko dziedziczy grzechy i winy swojego ojca. Zwłaszcza, kiedy największą z nich jest nazwisko.

Przez cały czas udaje się autorowi utrzymać mnie w przekonaniu, że nie ma dobrych i złych. Kończaki wcale nie są lepsi od Cebrzynów i odwrotnie. Najwięcej miejsca poświęca właśnie Kończakom i kiedy wydaje się, że wygrali wojnę przychodzi katastrofa, a potem to samo dzieje się z Cebrzynami. W pewien sposób obie rodziny są karane za swoją wojnę, ale żadna ze stron nie ustępuje i sprowadza kolejne nieszczęścia. Jeśli jest to element moralizatorski, to wprowadzony jest tak sprytnie, że nie wydaje się sztuczny i nie na miejscu.

Nie ma grafik ani map, ale za to jest długi komentarz autora. Sama historia się nie wydarzyła, ale jest poskładana z mnóstwa autentycznych elementów i to Siembieda nam wyjaśnia. Bardzo duży plus za to. Jedną rzecz sobie sprawdziłem na własną rękę (jedna z postaci w czasie wojny była w Sonderkommando w Birkenau i Siembieda przywołuje wewnętrzny podział w tym konkretnym komandzie i, co potwierdził znajomy przewodnik z Muzeum Auschwitz, opis autora zgodny jest z rzeczywistością), bo autor tego nie wyjaśnia. Bardzo mi się podoba taka dbałość o detale.

Czyta się bardzo sprawnie i szybko, rozmowy brzmią naturalnie. Niektóre opisy są wręcz naturalistycznie brutalne, więc odradzałbym dawanie tej książki dzieciom.

To nie jest książka, którą czyta się z przyjemnością i uśmiechem. Nie zostawia po sobie dobrego nastroju i samopoczucia. Czuć, że wchodzi się w bagno, a, jak głosi stara prawda, chodzenie po bagnach wciąga.


Wydawnictwo Znak Literanova
Ocena recenzenta: 5/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.