Maksymilian Habsburg w Meksyku: pierwsze dni cesarza w Nowym Świecie

Pod koniec maja 1864 roku Maksymilian i Carlota przybyli do Veracruz, rozpoczynając podróż do stolicy swojego nowego królestwa. Maksymilian Habsburg w Meksyku zetknął się najpierw z niemal pustym portem, zagrożeniem żółtą febrą oraz ostrzeżeniami przed partyzantami działającymi w okolicy.

Gdy 28 maja 1864 roku „Novara” zbliżała się do lądu, Maksymilian i Carlota ujrzeli po raz pierwszy swoje nowe królestwo. Chmury przesłoniły szczyt Orizaby, a na tle odległych gór czarne sępy krążyły nad zrujnowanym Veracruz. Z lewej strony, gdy statek z cesarską parą żeglował do portu, minęli Isla de Sacrificios (Wyspę Ofiar), gdzie ponad trzysta lat wcześniej konkwistadorzy Hernána Cortésa zobaczyli poćwiartowane zwłoki ułożone na zalanych krwią kamiennych ołtarzach. Nazwa wyspy wciąż pozostawała trafna, ponieważ obecnie pokrywały ją krzyże znaczące groby francuskich żołnierzy, którzy zginęli przy tworzeniu cesarstwa Maksymiliana i Carloty. Wrak francuskiego statku na pobliskiej rafie potęgował poczucie zniszczenia i rozkładu, jakie ogarnęło pasażerów „Novary”, która pod palącym tropikalnym słońcem o drugiej po południu rzuciła kotwicę.

Gdy salwa ze stu jeden dział z pobliskiego fortu obwieściła ich przybycie, Maksymilian i Carlota z niepokojem spoglądali na niemal całkowicie opustoszałe nabrzeże. Epidemia żółtej febry sprawiła, że port był teraz niebezpiecznym miejscem, i Juan Nepomuceno Almonte, który miał powitać parę cesarską, czekał w okolicy na wieści z „Novary”. Sygnał nie dotarł na czas. Teraz pędził na złamanie karku do portu, gdzie kręcili się spanikowani urzędnicy oraz zaciekawieni gapie.

Pierwszą osobą, która powitała Maksymiliana i Carlotę w Meksyku, był Francuz, dowódca floty francuskiej w Veracruz. Admirał nie czekał na przybycie Almontego i gdy tylko stanął na pokładzie „Novary”, gniewnie zrugał Maksymiliana w obecności jego świty za zakotwiczenie w najbardziej skażonej części portu. Maksymilian rozkazał odsunąć „Novarę” od francuskiej floty z optymistyczną nadzieją, że symbolicznie oddzieli w ten sposób swoje przybycie od zagranicznej interwencji. Jednak admirał stwierdził, że marynarze zarazili się żółtą febrą po spędzeniu zaledwie jednej nocy na zacumowanej „Novarze”. Następnie powiadomił zdumionych pasażerów, że pod Veracruz bandy partyzantów tylko czekają, żeby schwytać Maksymiliana i Carlotę, a głównodowodzący sił francuskich, Achille Bazaine, jest zbyt zajęty, by osobiście eskortować ich do stolicy.

Almonte w końcu dotarł do Veracruz późnym wieczorem i  wraz z zebraną grupą dostojników podpłynął do statku, by powitać Maksymiliana i Carlotę. Odczytano oficjalne przemówienia i wymieniono uprzejmości, ale było już późno, więc Maksymilian i Carlota postanowili pozostać na pokładzie „Novary” i wpłynąć do Veracruz następnego dnia o piątej rano. Z podekscytowania nie mogli zasnąć, więc usiedli, by napisać listy do rodziny w Europie. Carlota, próbując uspokoić zmartwioną babcię, napisała, że nazywanie Ameryk „Nowym Światem” jest błędem, ponieważ brakuje tu jedynie „telegrafu i odrobiny cywilizacji, które, mam nadzieję, połączą go z tak zwanym Starym Światem”. O czwartej trzydzieści na pokładzie statku odprawiono mszę, a następnie w półmroku para cesarska została przewieziona łodzią na ląd. Pewny siebie ton listu Carloty całkowicie kłócił się z obawami, z jakimi o brzasku wkraczała do swojego królestwa, martwiąc się, jakie przyjęcie zgotują jej nowi poddani.

Obawy okazały się słuszne. Wczesnym rankiem 29 maja huk armatnich wystrzałów ponownie zakłócił spokój w zatoce i  wystraszył veracruzanos, którzy zostali brutalnie obudzeni o nieprzyzwoitej porze i woleli zostać w łóżkach, zamiast ustawić się wzdłuż ulic i wiwatować na cześć nowych monarchów. Tłumy byłyby zresztą mało prawdopodobne o jakiejkolwiek porze dnia, ponieważ podczas trzyletniej wojny domowej w Veracruz mieściła się siedziba konstytucyjnego rządu Benita Juáreza. Większość veracruzanos popierała liberałów i z wrogością obserwowała, jak wspierana przez francuskie wojsko Partia Konserwatywna obala legalny republikański rząd Meksyku i zastępuje go europejską monarchią.

Tak więc para cesarska przebyła drogę odkrytym powozem w ponurej procesji przez niepokojąco puste ulice. Nad nimi wzbiły się w powietrze pierwsze tego poranka sępy. Maksymilian i Carlota przejechali przez niedokończone łuki triumfalne, które miały uświetnić ich przybycie. Poprzedniej nocy silny wiatr przewrócił rusztowanie, którego szczątki walały się teraz po ziemi. Pierwsze wrażenia z Meksyku były tak odstręczające, że Carlota z trudem powstrzymywała łzy.

Para cesarska dotarła na miejski dworzec kolejowy, gdzie czekał pociąg, który miał ich zawieźć do stolicy Meksyku. Pospiesznie zbudowana, by transportować zaprawione w bojach francuskie wojsko, a nie członków rodziny królewskiej, rozklekotana linia biegła przez półpustynne niziny stanu Veracruz tylko do małej wioski oddalonej o nieco ponad sto kilometrów od portu. Resztę drogi należało pokonać powozem – a raczej wieloma powozami, ponieważ grupa przywieziona przez Maksymiliana liczyła osiemdziesiąt osób; byli wśród nich służący, kucharze, a nawet słynny austriacki dyrygent, który miał kierować osobistą orkiestrą cesarza.

W grupie tej znajdowali się również arystokraci, przyszły dwór Maksymiliana w Meksyku, w towarzystwie świty Carloty, w tym jej dam dworu. Dopiero po tym, jak wszyscy pasażerowie wysiedli z pociągu, można było przenieść do powozów i  dyliżansów pięćset sztuk bagażu. Karawana stanowiła niezwykły widok: elita habsburskiego społeczeństwa, wystrojona zgodnie z najświeższą europejską modą, zmierzała ku stolicy wieziona przez miejscowych poganiaczy mułów w skórzanych kurtkach, spodniach z koziej skóry i sombrerach z szerokimi rondami ze złotym wykończeniem.

Trasa biegła niebezpiecznymi szlakami przez góry i u stóp wulkanów, dlatego powożący musieli odnajdywać drogę w labiryncie dolin i wąwozów o pionowych zboczach. Jeśli nawet udało im się pokonać te przeszkody, zawsze istniało niebezpieczeństwo pojawienia się bandytów albo, co gorsza, juaristów. „Przejeżdżaliśmy przez najbardziej podejrzane miejsca – napisała Carlota – gdzie ukrywało się kilka tysięcy partyzantów. Pierwszego dnia podróży wyznałam […], że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nagle zjawił się przed nami sam Juárez z kilkoma setkami bojowników”.

Podróż nie należała do komfortowych. Chociaż Maksymilian i Carlota zapewniali meksykańską eskortę, że brak wygód im nie przeszkadza, cesarzowa wyznała, że „tak naprawdę nie dało się tego opisać słowami, potrzebowaliśmy całej naszej młodości i  dobrego humoru, żeby wyjść z tego bez skurczów czy połamanych żeber”. Maksymilian ograniczył się do dyplomatycznego komentarza, że podróż nigdy nie zatrze się w ich pamięci i że chociaż pozwoliła im na poznanie piękna i bogactwa kraju, to ujawniła też fatalny stan dróg.

Jednak gdy opuścili nadmorskie niziny, podróż do stolicy w końcu przeobraziła się w tak wyczekiwaną triumfalną procesję. Almonte i Bazaine opracowali szczegółowe plany powitania pary w głównych miastach na trasie i na każdym postoju lokalni urzędnicy witali nowych monarchów. Maksymilian i Carlota uczestniczyli w nabożeństwach, byli fetowani na bankietach i oglądali pokazy sztucznych ogni. Mieszkańcy ustawiali się wzdłuż ulic i wiwatowali na ich cześć, a  nocą tysiące rdzennych Meksykanów oświetlało drogę płonącymi pochodniami.

Większość tego, co widziała cesarska para, było zupełnie dla niej obce. Nawet najbardziej zapadłe, najuboższe wioski Cesarstwa Austriackiego miały więcej wspólnego z cesarskim dworem w Wiedniu niż odległe meksykańskie wsie, przez które przejeżdżali. Maksymilian miał talent do języków, potrafił posługiwać się dziesięcioma, jednak nic nie brzmiało w jego uszach bardziej obco niż mowa Azteków, nahuatl, kiedy witali go miejscowi przywódcy.

W jednej ze wsi Maksymilian i Carlota zaprosili tych przywódców do swojego stołu. Gazeta opisała wydarzenie jako fascynujący spektakl, gdy młodzi władcy, którzy niegdyś jadali z najwybitniejszymi postaciami Starego Świata, teraz siedzieli przy wspólnym stole z  rdzennymi Meksykanami w tradycyjnych strojach. Maksymilian i Carlota po raz pierwszy skosztowali też meksykańskiego jedzenia, mole de guajolote, indyka duszonego w ostrym sosie, podanego w tortilli z papryczkami chili, oraz pulque, niskoalkoholowego napoju w mlecznym kolorze, który przyrządza się ze sfermentowanego soku z agawy – posiłku nie dokończyli, ponieważ potrawa była dla nich za ostra.

Tekst jest fragmentem książki Ostatni cesarz Meksyku, która czeka na Ciebie tutaj:

5 czerwca, dziewięć dni po tym, jak po raz pierwszy ujrzeli brzeg Meksyku, Maksymilian i Carlota dotarli w bardziej swojsko wyglądające okolice Puebli. Cesarz porównał górzysty pejzaż do północnych Włoch, a Puebla z regularnym układem ulic, kościołami i budynkami państwowymi wydała się przybyszom zupełnie europejska. Wiwatujące tłumy witały parę cesarską przejeżdżającą w drodze do katedry pod łukami triumfalnymi – tym razem ukończonymi – ozdobionymi meksykańskimi, francuskimi, austriackimi i belgijskimi flagami. Uroczystości odbyły się z wyjątkowym rozmachem, ponieważ 7 czerwca wypadały urodziny cesarzowej, więc na ten dzień zaplanowano najbardziej charakterystyczne dla życia europejskiej arystokracji wydarzenie – bal. Carlota wystąpiła w prostej białej jedwabnej sukni, w koronie ze szmaragdów i  brylantów, we wspaniałym brylantowym naszyjniku i bransoletach. I nigdzie nie było nawet śladu mole de guajolote i pulque.

Z Puebli cesarska karawana kontynuowała podróż do stolicy. 11 czerwca para cesarska odbyła pielgrzymkę do Bazyliki Matki Bożej w Guadalupe, dziesięć kilometrów na północ od Meksyku, w pobliżu miejsca, gdzie według legendy, i Kościoła katolickiego, w 1531 roku Matka Boska objawiła się po raz pierwszy w Nowym Świecie nawróconemu Aztekowi. Było to najświętsze miejsce w Meksyku. Na powitanie nowych władców wyruszyła elita stolicy: dwieście powozów z młodymi kobietami z  najświetniejszych rodów, w eskorcie pięciuset młodych mężczyzn konno. Następnego dnia, po mszy odprawionej w kościele, Maksymilian i Carlota przybyli do nowej siedziby.


Tekst jest fragmentem książki Ostatni cesarz Meksyku. Habsburskie królestwo w Nowym Świecie, Edward Shawcross, tłum. Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Wydawnictwo Obroty.
Fot. Przybycie Maksymiliana i Carloty do portu w Veracruz, 29 maja 1864 roku

Comments are closed.