Mela Muter i jej „trzy lata szczęścia”. Ukochany artystki zginął po podróży do bolszewickiej Rosji

Mela Muter i jej „trzy lata szczęścia”. Ukochany artystki zginął po podróży do bolszewickiej Rosji

Mela Muter i Raymond Lefebvre przez kilka lat tworzyli związek, któremu od początku towarzyszyła polityka. Francuski działacz socjalistyczny coraz wyraźniej opowiadał się po stronie rewolucyjnego komunizmu. W 1920 roku wyjechał do Rosji na II Kongres III Międzynarodówki. Do Francji już nie wrócił, a wiadomość o jego prawdopodobnej śmierci dotarła do Meli dopiero po wielu tygodniach oczekiwania.

Latem 1920 roku Mela Muter znalazła się między wydarzeniami rozgrywającymi się w Polsce a politycznym światem Raymonda Lefebvre’a. W Warszawie mieszkali członkowie jej rodziny, podczas gdy Armia Czerwona zbliżała się do miasta. Lefebvre przebywał w tym czasie w Rosji jako delegat na kongres Kominternu, a środowisko francuskiej lewicy, z którym był związany, patrzyło na bolszewicką ofensywę zupełnie inaczej niż francuska prasa konserwatywna. Nie zachowały się świadectwa pozwalające ustalić, co Mela myślała wówczas o wojnie polsko-bolszewickiej. Wiadomo natomiast, że czekała na listy od Raymonda, które w pewnym momencie przestały przychodzić.

Mela przeniosła swoje rzeczy z mieszkania przy boulevard de Port Royal do własnej pracowni. Kiedy Andrzej opuścił sanatorium i wrócił do domu, dowiedział się, że matka już tam nie mieszka. Był zazdrosny o związek Meli z Lefebvre’em, co fatalnie wpływało na ich relację. Obowiązek opieki nad dochodzącym do zdrowia synem spoczywał teraz na Michale.

We wrześniu, po uzyskaniu rozwodu religijnego, Mela i Raymond wynajęli wspólnie skromne mieszkanie w oddalonym o ponad trzydzieści kilometrów od Paryża miasteczku Enghien les Bains, które miało status uzdrowiska. Każdego ranka Mela wsiadała w pociąg i jechała do swojej paryskiej pracowni, podczas gdy Raymond zajmował się działalnością polityczną. Spotykali się wieczorem na dworcu, jedli razem kolację w pobliskim lokalu, po czym wracali do domu.

Raymond był w tym czasie działaczem lewicowego skrzydła Sfio (Section française de l’Internationale ouvrière, Francuskiej Sekcji Międzynarodówki Robotniczej), najważniejszej partii socjalistycznej we Francji. Wstąpił do niej w listopadzie 1915 roku w szpitalu w Lyonie, po wstrząsie mózgu, jakiego doznał pod Verdun.

Nie był jednak zwykłym członkiem – należał do frakcji mniejszościowej, pacyfistycznej i internacjonalistycznej, która coraz bardziej skłaniała się ku rewolucji bolszewickiej jako modelowi politycznemu. W sierpniu 1919 roku przystąpił indywidualnie do Komitetu III Międzynarodówki (Kominternu) – organizacji zbudowanej przez bolszewików jako alternatywa dla II Międzynarodówki, którą uważał za skompromitowaną przez poparcie dla wojny. Dla Raymonda Sfio była wówczas jedynie przystankiem w drodze ku czemuś znacznie bardziej radykalnemu.

Mimo to Raymond i Paul Vaillant Couturier zostali wyznaczeni przez partię jako kandydaci w wyborach powszechnych do Izby Deputowanych, które miały odbyć się w listopadzie 1919 roku. Rozpoczęli intensywną kampanię wyborczą. „Raymond żądał, abym mu wszędzie towarzyszyła. Sadzał mnie w pierwszych rzędach sali […]. Potrzebował mnie, mówił do mnie. Niemal zawsze znajdował w moich oczach entuzjazm, który go umacniał” – wspominała Mela. Gdy żarliwie przemawiał, była zawsze obok, wpatrzona w jego ukochaną, pełną ekspresji twarz.

Raymond nie zdobył mandatu. Izbę Deputowanych zalała prawicowa fala – głosowano za porządkiem, nie za rewolucją. Sfio straciła jedną trzecią mandatów. Francja po wojnie wybrała konserwatyzm. Dla Raymonda ta klęska była potwierdzeniem, że droga parlamentarna to ślepa uliczka. Rok później, w grudniu 1920 roku, na kongresie w Tours większość Sfio zagłosowała za przystąpieniem do iii Międzynarodówki. W ten sposób narodziła się Francuska Partia Komunistyczna. Raymond jednak nie dożył tego momentu.

Sfrustrowany wyborczą porażką i partyjnymi gierkami, Raymond postanowił skupić się na pisaniu. Zamierzał odpocząć i podreperować zdrowie. Już wiosną 1920 roku został jednak wybrany na francuskiego delegata na ii Kongres iii Międzynarodówki w Moskwie. Znów wstąpiły w niego entuzjazm i chęć działania. Rząd Alexandre’a Milleranda odmówił mu wydania paszportu, mimo to Raymond postanowił jechać.

Planowana wyprawa do Rosji od początku mocno niepokoiła Melę. Chciała jechać razem z ukochanym. Znała język rosyjski, proponowała więc, że będzie jego tłumaczką lub asystentką. Raymond nie chciał jednak słyszeć o jej udziale – nie zamierzał ryzykować jej bezpieczeństwa.

Dni przed wyjazdem były „rozdzierające”, jak opisała to później Mela. Jej złe przeczucia pogłębił potworny sen. „Mówił mi: «Nie potrzebujemy już wymieniać słów – to, co ja myślę, ty też myślisz, co ja czuję, ty czujesz równolegle». Znów innym razem: «Widzisz, gdyby kiedykolwiek jedno z nas miało umrzeć przed drugim, życie pozostałego z nas byłoby skończone. Skończone moje życie, gdybyś ty miała odejść – skończone twoje, gdyby mnie przyszło umrzeć»”.

Raymond pożegnał Melę 8 lipca 1920 roku na peronie dworca Gare du Nord.

Kongres Kominternu rozpoczął się 19 lipca w Piotrogrodzie, w Pałacu Taurydzkim, po czym obrady przeniosły się do Moskwy. Trwał do 7 sierpnia i był de facto zjazdem założycielskim nowej, komunistycznej Międzynarodówki, z szeroką reprezentacją ruchów robotniczych z całej Europy. Lefebvre i jego towarzysze – robot nicy Marcel Vergeat oraz Jules Lepetit – wyruszyli bez paszportów, nielegalnie, przez Morze Północne i Bałtyk. Spóźnili się na otwarcie, ale zdążyli na obrady w Moskwie. Raymond przemawiał pub licznie z trybuny: krytykował oportunizm i nawoływał do zerwania z reformizmem. Część sali reagowała aplauzem.

Zgodnie z prośbą Raymonda Mela spędziła lato w Aumont koło Senlis, u Henriego Barbusse’a i jego żony. Spacerowała po okolicznych lasach i tworzyła szkice przygotowawcze do portretu pisarza. Wyczekiwała listów, które jednak przestały przychodzić.

W sierpniu 1920 roku Armia Czerwona stanęła pod Warszawą. Do szło do rozstrzygających walk w wojnie polsko bolszewickiej. To nie był zwykły konflikt zbrojny, lecz wojna o przetrwanie państwa, które po stu dwudziestu trzech latach zaborów odrodziło się zaledwie dwa lata wcześniej. Dla większości Polaków bolszewicka ofensywa oznaczała jedno: koniec dopiero co odzyskanej niepodległości i powrót obcej władzy, tym razem w rewolucyjnym przebraniu.

Istniało realne ryzyko, że rosyjscy żołnierze wkroczą do Warszawy. Nie wiadomo, czy Fabian Klingsland i inni członkowie rodziny Meli opuścili w tym czasie miasto. Artystka musiała być przejęta sytuacją w Polsce – jej świat był rozdarty na dwoje. Z jednej strony rodzina, miasto dzieciństwa i Polska, w której zostawiła bliskich, ale z którymi wciąż pozostawała w stałym kontakcie; z drugiej – przekonania polityczne, środowisko Raymonda oraz wiara w rewolucję jako jedyną drogę do sprawiedliwego świata.

Jak Mela radziła sobie z tym konfliktem idei? Nie wiadomo. Nie zachowały się żadne świadectwa mówiące wprost o tym, co czuła, gdy rewolucja, w którą wierzyła, zagrażała ludziom, których kochała. Być może milczała, być może sama nie chciała tego rozstrzygać. Jednak zawsze doskonale zorientowana w bieżących wydarzeniach artystka musiała drżeć o los bliskich, nawet jeśli jej polityczne przekonania kazały jej patrzeć na ten konflikt tak, jak postrzegało go środowisko francuskich komunistów.

Rządowe i konserwatywne sfery polityczne nad Sekwaną uzna wały konflikt z Rosją za starcie zachodniej cywilizacji z rewolucją. W lipcu 1920 roku „Le Figaro” pisał: „Polska walczy dziś za całą Eu ropę. Jeśli Warszawa upadnie, fala bolszewicka ruszy ku Niemcom, a może i dalej”106. Po Bitwie Warszawskiej dziennik donosił o „ocaleniu Europy”. Z kolei francuska lewica stała na stano wisku, że Polska prowadziła imperialistyczną ekspansję na Wschód, a „L’Humanité” podczas radzieckiej ofensywy w sierpniu komentowało, że maszerując na Warszawę, Armia Czerwona niosła nadzieję rewolucji społecznej dla uciśnionych ludów Europy.

Mela zapewne czytała obydwie gazety.

Po kilku tygodniach ciszy przyjaciel Raymonda, Paul Vaillant Couturier, przekazał Meli informacje od partyjnego działacza, który miał okazję rozmawiać z Lefebvre’em i widzieć go przemawiającego publicznie z trybuny w Moskwie. Ognista mowa została ponoć dobrze przyjęta, a część przemówienia, w której Lefebvre skrytykował jedną z partyjnych frakcji, wzbudziła wręcz aplauz niektórych obecnych na sali działaczy. Na kongresie widziano go jednak po raz ostatni.

Mijały kolejne tygodnie bez żadnych wieści. Współpracownicy i przyjaciele Lefebvre’a podjęli kroki prawne oraz dyplomatyczne, aby dowiedzieć się, gdzie przebywa Raymond.

Na początku grudnia nadeszła informacja o jego domniemanym zgonie. Jako przyczynę śmierci podano wypadek na morzu i zatonięcie łodzi. Ślad urywał się w okolicach Murmańska na Morzu Barentsa. Raymond Lefebvre zatonął wraz z innymi delegata mi prawdo podobnie 1 października 1920 roku.

Ta informacja wywołała falę spekulacji i hipotez co do przebiegu wydarzeń, w tym podejrzenie zabójstwa na tle politycznym. Jedna z wersji mówiła o tym, że po ognistym przemówieniu Lefebvre’a sam Lenin poprosił go o udział w Kongresie Narodów Wschodu w Baku, na południu Rosji. Odmowa nie wchodziła w rachubę. Stamtąd Raymond planował przedostać się do Odessy i włoskim statkiem wrócić do Europy. Możliwe, że prośba była pułapką, a Lenin zaplanował pozbycie się Francuza krytykującego działania partii.

Mela dowiedziała się z listów, które dotarły do Francji z opóźnieniem, że Lefebvre rzeczywiście dotarł do Odessy, ale statek, na który planował wsiąść, już odpłynął. Pisał, że poinformuje ją o wyborze innej trasy. Zapewniał, że wróci za dwa tygodnie i już nigdy się nie rozstaną.

Według drugiej wersji wydarzeń Raymond spotkał się w Piotrogrodzie z dwoma innymi delegatami, z którymi wspólnie wyruszył w drogę powrotną do Francji. Mieli oni obawiać się aresztowania przez bolszewików. Na początku października mężczyźni znaleźli się na łodzi rybackiej na wybrzeżu Oceanu Arktycznego, skąd zamierzali dostać się do Bergen w Norwegii, a następnie do ojczyzny. Jeden ze scenariuszy zakładał, że łódź znalazła się na wodach terytorialnych Finlandii, która w tym czasie prowadziła wojnę z bolszewikami i mogła zatopić obcy obiekt.

Tekst jest fragmentem książki Mela Muter, która czeka na Ciebie tutaj:

Obecnie francuscy historycy uznają, że najprawdopodobniej przyczyną zatonięcia był sztorm. Jednak już w 1920 roku Paul Vaillant Couturier i środowisko skupione wokół „L’Humanité” nie dawali wiary w morderstwo polityczne. W swoich listach Lefebvre przekazywał przecież entuzjastyczne opinie o bolszewickiej Rosji.

Muter również nie uwierzyła w teorie spiskowe. Jej wiara w komunizm pozostała niezachwiana, ale ból po stracie ukochanego nie minął nigdy. Przez resztę życia wracała do ich wspólnych lat. W swoich wspomnieniach określała czas spędzony z Lefebvre’em jako „Trzy lata szczęścia”; „Jedyne szczęśliwe w pełnym cierpienia życiu”.


Tekst jest fragmentem książki Mela Muter. Wierna sobie, Sylwia Zientek, Wydawnictwo Znak Literanova.

Comments are closed.