Małe Karpaty. Włóczęga po prawdziwej i wymyślonej krainie

Małe Karpaty |Recenzja

Ján Púček, Małe Karpaty. Włóczęga po prawdziwej i wymyślonej krainie

Wystarczy jeden krok w bok z utartej ścieżki, żeby przestrzeń zaczęła mówić innym językiem. W tym właśnie miejscu, gdzie zwykła geografia przestaje wystarczać, pojawiają się Małe Karpaty. Włóczęga po prawdziwej i wymyślonej krainie – książka, która wciąga w mikroświat zachodniej Słowacji i pozwala, by realne i wymyślone warstwy ułożyły się w jedną opowieść.

Czasem najciekawsze miejsca zaczynają się tam, gdzie kończą się drogowskazy. Brak instrukcji obsługi świata wyostrza słuch, a krajobraz przechodzi z trybu „tła” w tryb „rozmówcy”. W literaturze działa to podobnie: niektóre książki nie prowadzą za rękę, tylko ustawiają czytelnika w terenie i pozwalają rozpoznawać kontury samodzielnie.

Małe Karpaty. Włóczęga po prawdziwej i wymyślonej krainie to opowieść wymykająca się klasyfikacjom. Ani przewodnik, ani reportaż, choć oba rejestry pobrzmiewają w niej wyraźnie. Proza Jána Púčka tworzy przestrzeń rozciągniętą między porządkiem faktów a miękką warstwą wyobraźni – pagórkowaty zachód Słowacji traci liniowość i staje się bardziej siecią niż trasą. Miejsca, które zazwyczaj funkcjonują jako punkty na mapie, tutaj puchną od znaczeń: zarastające tory, opuszczone huncokarskie domy, myśliwskie rezydencje Pálffych, leśne kościoły i krzyże. To wszystko nie jest opisane, lecz przywołane – jakby krajobraz sam odsłaniał swoje kolejne piętra.

Warstwa fabularna jest umyślnie prosta: narrator chodzi po górach, spotyka ludzi, zagląda w historię miejsc, których linie życia przerwano nagle – po huncokarach, po Żydach wysłanych do Sobiboru, po lokalnych wynalazcach i zbójnikach, po bohaterach zapomnianych w archiwach.

Ten świat funkcjonuje na granicy dokumentu i impresji, a przejścia między nimi są płynne jak mgła na grani. Púček nie buduje narracji edukacyjnej. Zestawia krótkie mikrohistorie, które działają jak świetlne impulsy – za każdym razem odkrywają inną epokę, inny rytm życia, inną skalę pamięci. Z tego splotu wyrasta obraz Słowacji niejednoznacznej, opartej na zanikach, śladach, szczątkach dawnej codzienności, które nadal determinują krajobraz.

Styl Púčka opiera się na skrócie i miękkiej czujności. Zdania bywają krótkie, lecz nie sztywne; opowieść porusza się wolno, ale bez rozwlekłości. To proza uważna, wyczulona na drobiazg – przykład sceny, w której dziewięciomiesięczne dziecko odpowiada trzmielowi przeciągłym „bę”, dobrze oddaje jego sposób kadrowania świata: drobny gest staje się osią, wokół której obraca się cały fragment tekstu.

Plusem jest konsekwencja tonu oraz subtelność, dzięki której narracja nie przechodzi w melancholijną watę. Minusem może być jednorodność tej samej rejestracji. Kto lubi teksty dynamiczne, ostro skręcające, znajdzie tu raczej rytm spokojnego marszu niż bieg po grani.

Púček prowadzi kilka linii interpretacyjnych, choć zostawia je bez teoretycznych deklaracji. Pierwsza dotyczy krajobrazu jako żywego archiwum – takiego, które przechowuje przeszłość nie w monumentalnych datach, lecz w tym, co przetrwało mimo procesów politycznych, wysiedleń, czystek i przemian gospodarczych.

Druga – obecna dziś w mikrohistorii i badaniach pograniczy – dotyczy różnicy między „tym, co zniknęło”, a „tym, co tylko się ukryło”. U Púčka przeszłość nie zostaje odcięta. Trwa w resztkach infrastruktury, w nazwach, w popękanych murach, w cichych biografiach miejsc. Z tego powodu Małe Karpaty wymykają się ramie „małej ojczyzny” i zamieniają ją w opowieść o widoczności i ślepocie.

Książka działa jako całość dzięki rytmowi – szkicowemu, impresyjnemu, opartego na drobnych scenach. To bardziej rozmowa w trakcie wędrówki niż próba zarysowania pełnego portretu regionu. Nie ma tu rozbudowanego tła historycznego typowego dla przewodników. Jest selekcja i skupienie.
W pejzażu współczesnej literatury środkowoeuropejskiej – gęstym od reportaży o lokalnych historiach –Małe Karpaty wyróżniają się wycofaniem i odmową łatwych diagnoz. To książka dla czytelników, którzy wolą wsłuchiwać się w echo niż w megafon.

Małe Karpaty to proza niska jak góry, które opisuje – skromna, a jednocześnie mocna. Opiera się na uważności, nie na efekciarstwie. Tworzy region, który potrafi mówić do czytelnika szeptem. Jedni docenią ten ton, inni mogą uznać go za zbyt jednorodny, ale trudno odmówić książce siły: zostaje w pamięci, choć nie robi hałasu.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.