Michał Zarychta, Manifestacje warszawskie 1916-1939
Książka „Manifestacje warszawskie 1916-1939” opowiada o losach Warszawiaków, którzy starali się aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym nie tylko stolicy, ale i całego kraju. Oczywiście nie tylko oni manifestowali swoje przywiązanie do danej sprawy. Pojawiało się tutaj wielu chłopów, robotników, aktywistów różnych ruchów politycznych i społecznych, a czasem nawet komuniści. Tak więc, na ulicach stolicy można było zobaczyć przekrój niemal całego społeczeństwa II Rzeczypospolitej.
W czasach zaborów manifestacje kończyły się najczęściej represjami. Toteż zdarzały się rzadko, ale za to były gwałtowne. Gdy Rzeczpospolita odzyskała niepodległość po 123 latach niewoli, nagle okazało się, że ludność stolicy chce brać aktywny udział w życiu społecznym i politycznym kraju. Taką postawę ułatwiała postawa wielu przedstawicieli polskich elit, zakładająca wprowadzenie demokratyzacji w życiu państwa. Manifestacje nie zawsze miały łagodny charakter, ale – zazwyczaj – były pokojowe.
Czym jest manifestacja?
Najprościej rzecz ujmując to nazwa pochodu lub wiecu, którego celem jest ukazanie swoich zapatrywań – zarówno poparcia, jak i sprzeciwu – wobec pewnych działań politycznych, kwestii społecznych czy kulturowych. Jest ona, najczęściej, pokojową formą wyrażenia zdania opinii publicznej, i jest jaskrawym przejawem wolności słowa. Manifestacje bywają grupowe, jak i jednostkowe.
Taki wyraz głosu publicznego jest wynalazkiem dosyć nowym, choć niektórzy badacze upatrują jego korzeni na polu elekcyjnym, a jeszcze inni – nawet w średniowiecznym wiecu. Pierwsza warszawska manifestacja miała miejsce w 1794 roku, gdy tubylcy świętowali zwycięstwo w bitwie miejskiej.
I tak to się zaczęło. Ludność Warszawy wyrażała swoje zdanie coraz częściej, tym częściej, im ważniejsze wydarzenia w dziejach ziem polskich dotykały społeczeństwa. Autor książki świetnie opisał te „prehistoryczne” manifestacje, i sądzę, że nie będę rozwijał tego tematu.
Stolica tyglem społeczeństwa
Zasadnicza część książki zasadza się na opisie manifestacji i pochodów, które miały miejsce w odrodzonej już Rzeczypospolitej. Wtedy zaczęły ukazywać się wewnętrzne podziały w społeczeństwie, sięgające nie tylko podziałów wynikających z rozbiorów, ale i z zapatrywań politycznych. Ich uczestnikami byli nie tylko przedstawiciele elit (wojskowi, politycy, arystokraci, inteligencja), ale i masy ludowe, które w ten prosty sposób mogły zamanifestować swoje zdanie, nie zawsze podobne do głosu „śmietanki”.
Wraz z ustanowieniem II RP nasze elity postanowiły o zaprowadzeniu większej demokratyzacji życia w państwie. W tym celu zaczęto czerpać z rozwiązań krajów zachodnioeuropejskich, zwłaszcza z Francji. W tej sytuacji elita musiała zaakceptować możliwość wyrażenia własnej opinii przez warstwy gorzej sytuowane, zwłaszcza chłopów i robotników, wyzyskując ich zdanie do własnych celów w grze o władzę. Zaczęto wprowadzać przepisy, które regulowałyby takie przedsięwzięcia, aby zapobiec możliwości zamieszek, rozruchów czy rewolucji (komunistycznej). Zresztą te ostatnie często i tak kończyły się rozróbami. Podobnie jak dzisiaj manifestacje spod sztandaru ONR.
Wiele manifestacji miało miejsce w czasie Wielkiego Kryzysu, gdy wielu Polaków straciło nie tylko pracę, ale i majątki. Co ciekawe, niezadowolenie z takiego stanu rzeczy miało najczęściej dosyć spokojną formę. Jak widać z ukazanych w książce przykładów, ówcześni obywatele Rzeczypospolitej byli zdecydowanie bardziej kulturalni, choć temperatura sporów wcale nie była mniejsza niż dziś. Tak więc napady na sklepy czy pracodawców są raczej „dorobkiem” czasów współczesnych.
Nie-nasz prezydent
Jedną z najciekawszych manifestacji w międzywojennej Polsce była ta związana ze sprzeciwem wobec wyboru na prezydenta Gabriela Narutowicza. Przedstawiciele prawicowych partii byli oburzeni takim krokiem, zarzucając mu przynależność do masonerii oraz ateizm. Pod egidą endecji zorganizowano wiele manifestacji, podczas których skandowano hasła antysemickie i narodowe. Przy włoskiej ambasadzie młodzież urządziła owację ku czci Mussoliniego.
11 grudnia 1922 roku tłumy zatarasowały drogę do Sejmu, próbując zapobiec zaprzysiężeniu Narutowicza. W czasie tej akcji wielu posłów o lewicowych zapatrywaniach zostało pobitych. Ostatecznie elekta zaprzysiężono. Jednak cale nie uspokoiło to warszawskiej ulicy.
Wkrótce Narutowicz padł ofiarą zamachu w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, a w stolicy – tymczasowo – wprowadzono stan wyjątkowy. Dopiero tak tragiczne wydarzenia nieco uspokoiły sytuację. Nastroje były na tyle zaognione, że nawet Episkopat Polski zwrócił się do Warszawiaków z uwagą o niewłaściwym zachowaniu się takich manifestacji.
Szata graficzna
Książka posiada sporą liczbę zdjęć lub reprodukcji grafik satyrycznych z naprawdę ciekawymi podpisami. O ile zazwyczaj mamy zdanie, może dwa, w tej publikacji podpisy pod fotografiami są znacznie obszerniejsze i śmiało mogą zainspirować część czytelników do głębszych poszukiwań źródeł tego tematu.
Zdjęcia są bardzo dobrej rozdzielczości, dzięki czemu można prześledzić jak wyglądali uczestnicy manifestacji. Części tekstów towarzyszą dokładne trasy (ze szczegółowymi mapkami), którymi podążały dane pochody.
Michał Zarychta prowadzi nas ulicami miasta, które już nie istnieje. Jak wiecie, oryginalna zabudowa uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej, więc ujęcia panoramiczne mają niebagatelną wagę. Można śmiało powiedzieć, że mamy możliwość zobaczenia Warszawy taką, jaką była na przestrzeni wieków. Jest klimatyczna, jakaś taka prawdziwsza, żywsza. O co mi chodzi, zrozumiecie tylko wtedy, gdy sami weźmiecie tę lekturę do ręki. Nie da się tego z niczym innym porównać. Naprawdę WOW!
Podsumowanie
Książka liczy 223 strony i dzieli się na trzydzieści rozdziałów. To pozycja dla varsavianistów oraz miłośników dziejów II RP. Pozycja jest niezwykle barwna i pisana językiem dosyć przystępnym dla wszystkich grup czytelniczych. Publikacja zasadniczo przypadła mi do gustu, tym bardziej, że moja wiedza w tym zakresie była nikła. Polecam.
Wydawnictwo IPN
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.