Miasto szpiegów

Miasto szpiegów |Recenzja

Michał Wójcik, Miasto szpiegów. Gra wywiadów w okupowanej Warszawie

Kiedy myślałeś, że już w zasadzie wszystko o wojennej warszawie zostało powiedziane okazuje się, że jest kilka spraw, które wymagają uzupełnienia. I Wójcik w książce Miasto szpiegów to właśnie robi. W przypadku tej książki starły się ze sobą dwa wilki – ogólnie miłość do historii małych ojczyzn, czyli historii miejsc nam najbliższych starła się ze zmęczeniem i zniechęceniem tematem wojennej Warszawy. Bo II wojna światowa w Polsce toczyła się tylko tam.  Ale się udało, nie odrzuciło mnie, więc jest już na starcie plus.

O książce Miasto szpiegów

Miasto szpiegów ukazało się nakładem Rebisu w 2025 r. Format jest bardzo podręczny, ale raczej nie nada się do pociągu. Sam autor jest historykiem, scenarzystą i filmów dokumentalnych i dziennikarzem. Ma na swoim koncie kilka nagród, między innymi od Newsweeka dostał nagrodę im. Teresy Torańskiej za reportaż Treblinka ’43 i wspólnie z Emilem Maratem trzymał nagrodę Polityki za książkę o Stanisławie Likierniku. Czyli się zna.

Zawartość

Nie będę ukrywał, że biorąc tę książkę do ręki spodziewałem się czegoś na wzór książek Wołoszańskiego. Miałem nadzieję, że Wójcik w kolejnych rozdziałach opisze pewne mniej lub bardziej spektakularne akcje podziemia, starcia polskiego ruchu oporu z nazistowską machiną wojenną, że opisze wydarzenia nie od frontu, a od kulis, że w to wszystko włączy się trzecia strona w postaci podziemia komunistycznego. Pod tym kątem patrząc jestem trochę zawiedziony, bo dostałem za mało albo zgoła nic z tego, na co liczyłem.

Zaczyna się całkiem nieźle, bo została omówiona akcja pod Arsenałem, którą zdążono otoczyć kultem. Ale Wójcik ją odbrązawia i przedstawia nie tyle jako sukces polskiego podziemia, a sukces Niemców.

Potem jest nadal intrygująco. Obie rywalizujące strony utkały swoje sieci w mieście i mają swoich współpracowników, agentów, popleczników, których rozstawiają na kolejnych szachownicach teatru wojennego. Większość książki, to historia kilkunastu Polaków, którzy skupieni byli wokół jednej kawiarni w Warszawie (swoją drogą Wójcik ukuł termin knajpologia i powiem szczerze, że chętnie bym przeczytał książkę właśnie o knajpach i ich roli w czasie wojny i nie tylko). Pokazane są ich działania, powiązania, kilka akcji.

Miasto szpiegów – wrażenia ogólne

Przez cały czas miałem wrażenie, jakby autor nie do końca wiedział co zrobić. Zdecydował się pisać o grupie agentów, która nie jest znana w powszechnej świadomości i uczynił ją głównym tematem książki. Ale nie jest to reprezentatywna grupa agentów, ani nie ma na koncie jakichś spektakularnych akcji. I to dobrze, bo uzupełnia lukę w historiografii.

Ale po zapoznaniu się z opisami z okładki zawartość mnie rozczarowała. Niby wszystko jest, ale czegoś brakuje. Ja wiem, że nie każdy agent jest Bondem i nie ma co spodziewać się fajerwerków wszędzie i na każdej stronie, ale naprawdę mi to wygląda, jakby po opisaniu akcji pod Arsenałem zabrakło pomysłu co dalej.

Nie zamierzam przyczepiać się do kwestii merytorycznych, bo widać ile pracy zostało włożone w odgrzebanie tych wszystkich historii. Temat nie jest jakoś specjalnie popularny i ilość źródeł jest bardzo ograniczona, więc tym bardziej składam autorowi wyrazy uznania za poskładanie tych historii do kupy.

Nie miejcie oczekiwań, że to będzie jak Wołoszański. Wtedy się nie rozczarujecie. Nastawcie się, że dostaniecie naprawdę nieźle udokumentowaną historię pewnej grupy agentów i przez ich pryzmat zobaczycie mały wycinek opisu wojennej Warszawy.


Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 3,5/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.