Michael Magee, Blisko domu

Blisko domu |Recenzja

Michael Magee, Blisko domu

Irlandia, jak wiadomo, się dzieli. Na część wolną i okupowaną (chociaż to zależy kogo spytać). Belfast ma niefart być w części zależnej od Londynu, a to jak wiadomo wywołuje kłopoty. A te z czasem osiągają ten moment, w którym przeradzają się w The Troubles i trwają blisko trzy dekady. Ich zakończenie nie pozwala jednak wskoczyć nagle całemu światu w odpowiednie tory. W ludziach, mieście, sytuacji społecznej i nadziei na lepsze jutro młodego pokolenia. To wszystko przebija się z debiutanckiej powieści Michaela Magee Blisko domu.

Uniwersytecki dyplom, narkotyki i pobicie

Sean pochodzi ze zwykłej, niezamożnej irlandzkiej rodziny. Takiej, która ma dużo skrywanych tajemnic i jeszcze więcej poczucia krzywdy oraz wyrzutów sumienia. Niedawno skończył studia i wrócił do rodzinnego Belfastu. Niestety, dla niego to jak wpadnięcie w króliczą norę, tylko zamiast niesamowitej krainy czeka go brak jakiejkolwiek perspektywy. Rodzina i przyjaciele to z jednej strony miejsce, gdzie można otrzymać wsparcie i miłość, zaś z drugiej otrzymuje się cios prosto w splot słoneczny. Alkohol, narkotyki, drobne przekręty i bójki pod wpływem różnych używek – to właściwie jedna perspektywa Belfastu. A przecież Sean chce czegoś więcej, ma aspiracje. Uwielbia literaturę, potrafi trafnie ją analizować. Jednak trudno odkleić z siebie wiele etykietek, które zaszeregowują człowieka w jego rodzinnym mieście.

W rodzinie Seana jest wiele tajemnic. Nie do końca wie czym jego bliscy zajmowali się w czasie The Troubles. Z rozmów przy alkoholu i narkotykach ze zdumienie buduje obraz swojej matki jako zaangażowanej unionistki, bohaterki wolnej Irlandii. Dzisiaj niestety klepie biedę, a kradzieże prądu i artykułów spożywczych to jedyny sposób na przetrwanie. Gdzieś pod powierzchnią relacji z bratem i matką wyłania się jeszcze kwestia rodzinnego mroku, już mniej chwalebnego – molestowania własnych dzieci. Te wszystkie traumy pączkują i biorą kolejny odwet na młodych ludziach. W tym wszystkim nie pomaga dogłębnie zraniony Belfast, w którym każdy każdemu ma co wypomnieć.

Traumy, pochodzenie – ale czy jest nadzieja?

Ze zdziwienie przyjęłam informację, że recenzowana pozycja to debiut Magee. Jest to bowiem bardzo dojrzały przykład literatury, która szeroko czerpie z doświadczenia i otoczenia autora jednocześnie pozwalając na zachowanie dystansu oraz spojrzenie z boku. Udało mu się odmalować trafny portret miasta i ludzi, w których trzydzieści lat przemocy odcisnęło głębokie piętno, które nie tak łatwo zatrzeć poprzez złożenie broni czy podpisanie rozejmu. Pokazuje, jak młodym, wkraczającym dopiero co w dorosłość ludziom trudno jest pójść drogą własnych aspiracji wyrywając się z „trudnego środowiska”, a jednocześnie pozostać w zgodzie z samym sobą. Jak wybrać inne życie bez palenia mostów.

Choć uważny czytelnik wychwyci pewną monotonię i powtarzalność niektórych introspekcji, uproszczenia oraz klisze gatunkowe, to jednak jest to proza, która za wszelką cenę chce odkryć prawdę o człowieku. Można również powiedzieć, że motyw łysego dresa patusa, który bardzo by chciał nosić krawat, ale nie potrafi go wiązać jest ogromnym literackim banałem. Jednak pod tą kalką znajdujemy coś więcej, coś nie do końca nazwanego, ale na swój sposób czułego.

Czy warto?

Recenzowana pozycja to literatura dojrzała, ale prze poruszany przez siebie problem może na pierwszy rzut oka wydać się oklapną frazą. Jednak zachęcam do wejścia w życie Seana i zajrzenie pod wszystkie warstwy życia jego rodziny. Bo ta rodzina i środowisko mają warstwy jak cebula. I choć nie wszyscy lubią cebulę jest ważnym dodatkiem.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.