Bartłomiej Wypartowicz, Wojciech Kozioł, Między Bugiem a prawdą. Czy Polska może odbudować swoje wpływy na Wschodzie
Polska polityka wschodnia to nie dramat grecki, tylko źle prowadzony projekt. Między Bugiem a prawdą pokazuje, jak z marzeń o przywództwie regionalnym zrobiliśmy pusty slogan. Bartłomiej Wypartowicz i Wojciech Kozioł nie snują teorii – robią audyt. Punkt po punkcie analizują, gdzie zabrakło planu, odwagi i logistyki. Efekt? Książka, która boli, bo mówi prawdę, ale właśnie dlatego jest potrzebna.
Książka Bartłomieja Wypartowicza i Wojciecha Kozioła to nie esej dla akademików, tylko precyzyjny audyt operacji, którą Polska prowadzi od ponad trzydziestu lat na swoim wschodnim kierunku. Autorzy nie bawią się w ornamenty. Nie ma tu nic o „misji cywilizacyjnej”, „wielkiej idei” ani „moralnym przywództwie regionu”. Jest analiza zimna jak stal – kto zawinił, kiedy i dlaczego. Zamiast geopolitycznej poezji mamy twarde rozliczenie: Wschód był nasz, mógł być nasz, ale przespaliśmy dekady.
Dwa pióra, jeden kierunek
Wypartowicz i Kozioł to redaktorzy i analitycy z portalu Defence24, od lat piszący o bezpieczeństwie, wojsku i polityce międzynarodowej. Znają mechanikę państwa, wiedzą, jak działają sztaby, ambasady i służby. Nie teoretyzują, tylko raportują.
Ich tekst jest wyważony, choć nie bez emocji – nie takich, które rozpalają, lecz takich, które napędzają do roboty. Obaj autorzy pokazują, że polska polityka wschodnia to nie pasmo fatum, ale seria decyzji, których nikt nie chciał egzekwować.
Mają tę przewagę nad typowymi publicystami, że nie wchodzą w język ideologii. Patrzą na region jak na układ sił, nie jak na „sferę wartości”. I słusznie – bo wartości, których nie potrafisz obronić, są tylko hasłem na plakacie.
Między Bugiem a prawdą – historia błędów i złudzeń
Polska po 1989 roku chciała być zachodnia. Szybko zapomniała, że jej bezpieczeństwo buduje się nie w Berlinie, lecz między Bugiem a Dnieprem. Wypartowicz i Kozioł prowadzą czytelnika przez kolejne etapy: euforię po upadku ZSRR, pierwsze złudzenia, krótkie sukcesy, a potem długie lata bezczynności, przykryte pustymi deklaracjami.
Autorzy stawiają prostą diagnozę: Polska nigdy nie miała spójnej polityki wschodniej. Miała odruchy, reakcje, improwizacje – ale nie plan.
Pierwszy okres to lata dziewięćdziesiąte – Polska zbyt słaba, by cokolwiek narzucać, zbyt rozkojarzona, by budować narzędzia wpływu. Drugi – wejście do NATO i UE, które z jednej strony dało nam parasol bezpieczeństwa, z drugiej – rozleniwiło. Uwierzyliśmy, że Wschód załatwi za nas Zachód.
Tymczasem Białoruś wpadła w orbitę Moskwy, a Ukraina przez trzy dekady szarpała się między oligarchią, korupcją i rosyjskim szantażem energetycznym. Warszawa patrzyła z boku, czasem z sympatią, częściej z obawą, żeby nie oskarżono nas o „imperialne ambicje”. Efekt? – wpływy, które mogły być realne, rozeszły się jak dym.
Białoruś – lekcja zaniechania i ślepoty
To najdłuższy i najbardziej bolesny fragment książki.
Autorzy nie owija w bawełnę: polityka Polski wobec Mińska była bezradna. Zamiast strategii – moralizowanie; zamiast kanałów kontaktu – gesty solidarnościowe. Wsparcie dla białoruskiej opozycji miało sens etyczny, ale nie polityczny. Łukaszenka wykorzystywał każde nasze działanie jako dowód na „polski spisek”, a Moskwa z wdzięcznością przejmowała kontrolę nad przestrzenią informacyjną i militarną Białorusi.
Wypartowicz i Kozioł pokazują, że zamiast budować ciche kanały wpływu, Warszawa postawiła na głośne symbole. Kanał Biełsat, programy stypendialne, pomoc dla uchodźców – wszystko potrzebne, ale w kategoriach „soft power”. Tymczasem zabrakło „hard logistics”: projektów energetycznych, ekonomicznych, wspólnych inwestycji, które tworzyłyby zależność funkcjonalną.
Kiedy po 2020 roku Łukaszenka zdławił protesty, Polska poszła w całkowitą konfrontację, nie zostawiając sobie żadnej furtki. Efekt – granica zamieniła się w narzędzie presji, a migranci w broń. Wypartowicz i Kozioł piszą wprost: wojna hybrydowa z Mińska jest odwetem za lata ignorowania realiów. W polityce liczy się skuteczność, nie intencje.
Ukraina – partner, brat, a czasem konkurent
Relacje z Ukrainą są opisane jak operacja wojskowa: faza ofensywy, współpracy, błędów i odwrotów. Autorzy przypominają, że od lat dziewięćdziesiątych Polska była jednym z nielicznych krajów, które wierzyły w zachodni kurs Kijowa. Wspieraliśmy Ukraińców w integracji z NATO i UE, w czasie Pomarańczowej Rewolucji i Majdanu.
Problem polegał na tym, że nasze wsparcie było symboliczne, a nie strukturalne. Nie inwestowaliśmy w gospodarkę, nie zakotwiczaliśmy się kapitałowo, nie budowaliśmy długoterminowych instytucji. Wszystko kończyło się na gestach.
Autorzy przypominają, że po wybuchu wojny w 2022 roku Polska zachowała się wzorowo – humanitarnie, militarnie i logistycznie. Ale gdy przyszło do rozliczeń politycznych, zabrakło koordynacji.
Spory o zboże, transport i narrację historyczną wypaliły efekt naszej solidarności. „Rządzący, zajęci wewnętrzną kampanią, strzelili sobie w stopę” – piszą autorzy.
Rezultat? Polska, która była naturalnym liderem wsparcia Ukrainy, została zepchnięta do roli statysty. W rozmowach o odbudowie – nieobecna; w planach politycznych – pomijana przez Berlin i Paryż.
Wypartowicz i Kozioł nie idealizują Ukraińców. Zauważają korupcję, zależność oligarchiczną, słabość administracji. Ale główny problem widzą w polskiej krótkowzroczności. Polityka zagraniczna nie może zależeć od kalendarza wyborczego. To główny grzech Warszawy.
Ślepy zaułek Trójmorza i mit regionalnego przywództwa
Tu książka zderza się z politycznym marketingiem. Autorzy chłodno rozbierają ideę Trójmorza – formatu, który w założeniu miał zintegrować państwa Europy Środkowo-Wschodniej i wzmocnić pozycję Polski wobec Zachodu i Rosji. W praktyce wyszło inaczej.
Trójmorze stało się klubem dobrych intencji, bez stałego sekretariatu, bez finansowania i bez wspólnego celu. „Nie da się stworzyć osi wpływu między państwami, które nie mają zbieżnych interesów gospodarczych, infrastrukturalnych i historycznych” – czytamy. Wypartowicz i Kozioł nie zostawiają złudzeń: ten projekt jest martwy, dopóki nie powstanie jego realne zaplecze finansowe i logistyczne.
Dodatkowo autorzy podkreślają, że Stany Zjednoczone zaczynają się wycofywać z bezpośredniego angażowania w regionie, skupiając uwagę na Indo-Pacyfiku. W tej sytuacji budowanie bloków politycznych bez realnych pieniędzy jest czystą fikcją. „Nie można opierać bezpieczeństwa na konferencjach” – kwitują.
Między Bugiem a prawdą – Polska jako operator logistyczny regionu
Najciekawsza część książki dotyczy przyszłości. Autorzy nie snują utopii, tylko opisują realne dźwignie, które Polska może uruchomić. Ich główna teza: jeśli nie możemy dominować politycznie, musimy dominować logistycznie.
Polska ma terytorium, infrastrukturę i zdolność do pełnienia roli centrum tranzytowego. Potrzebuje jednak długofalowego planu – z inwestycjami w infrastrukturę graniczną, kolejową, wojskową i cyfrową. Autorzy piszą o konieczności rozwijania łańcuchów dostaw amunicji, paliw, części zamiennych dla Ukrainy, ale też o ochronie polskich przedsiębiorców wchodzących na rynek ukraiński.
W tym fragmencie czuć profesjonalizm autorów. Wiedzą, że bezpieczeństwo to nie tylko czołgi i dyplomacja, ale logistyka, finanse i energetyka. Dlatego ich postulaty są proste:
- Zwiększyć przepustowość przejść granicznych.
- Utworzyć wspólne centra serwisowe i remontowe.
- Ubezpieczać polski biznes w regionie.
- Utrzymywać kanały robocze z Mińskiem – nie dla propagandy, ale dla bezpieczeństwa granicy.
To nie są slogany, tylko plan działania.
Raport, nie felieton
Między Bugiem a prawdą jest napisana językiem prostym, konkretnym i przejrzystym. Każdy rozdział ma strukturę raportu: diagnoza – analiza – rekomendacja. Autorzy nie przegadują. Nie szukają winnych po nazwiskach, tylko mechanizmów, które można naprawić.
Polskie wydanie (Prześwity, 2025) jest porządne, korekta trzyma poziom, przypisy klarowne. Książka nie jest akademickim elaboratem – to podręcznik dla praktyków.
Plusy, minusy, wnioski
Książka ma wyraźne atuty i słabsze punkty, które jednak nie podważają jej wartości jako całości. Największą siłą autorów jest realizm i precyzja w opisie mechanizmów polskiej polityki wschodniej. Nie boją się wskazywać własnych błędów – bez szukania winnych i usprawiedliwień – a ich narracja pozostaje wolna od ideologicznych klisz. Zamiast deklaracji czy manifestów, proponują konkretne działania, a przejrzysty język sprawia, że nawet złożone kwestie geopolityczne stają się zrozumiałe.
Słabości są jednak zauważalne. Wypartowicz i Kozioł zostawiają pewien niedosyt, jeśli chodzi o dane gospodarcze i finansowe, które mogłyby wzmocnić ich argumentację. Zbyt pobieżnie potraktowano też kwestie wsparcia amerykańskiego i unijnego, kluczowe dla polskiej pozycji w regionie. Brakuje również matrycy ryzyk i scenariuszy negatywnych – takich jak eskalacja wojny, zmiana władzy w Kijowie czy upadek reżimu w Mińsku – które pozwoliłyby lepiej ocenić trwałość proponowanych rozwiązań.
Mimo tych zastrzeżeń książka broni się jako solidne kompendium, które powinni przeczytać wszyscy mający wpływ na polską politykę zagraniczną – od urzędników MSZ po oficerów planowania w sztabie generalnym.
W porównaniu z akademickimi opracowaniami, jak Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego czy raportami OSW, książka Wypartowicza i Kozioła ma inną wartość: operacyjną. To nie jest teoretyzowanie o „roli Polski w regionie”, tylko poradnik, jak przestać być petentem.
Z kolei w zestawieniu z publicystyką Bartosiaka autorzy wygrywają klarownością i faktami. Nie przewidują przyszłości – analizują teraźniejszość. I to wystarczy, by zrozumieć, gdzie jesteśmy.
Instrukcja dla państwa, które zapomniało myśleć strategicznie
Między Bugiem a prawdą to książka, którą powinien dostać każdy, kto zasiada w komisji sejmowej ds. zagranicznych. Nie po to, żeby się zgadzać, ale żeby zrozumieć, że dyplomacja bez strategii to propaganda, a sojusze bez inwestycji to bajki.
Wypartowicz i Kozioł przypominają, że polityka wschodnia to nie zestaw gestów, lecz ciąg działań. Polska przegrała wiele bitew, ale wojny o wpływy jeszcze nie przegrała.
Warunek jest jeden – przestać mówić o roli lidera i zacząć nią być w praktyce.
To książka dla tych, którzy wolą fakty od mitów, raport od eseju i działanie od użalania się.
Nie dla polityków z Twittera, tylko dla ludzi, którzy rozumieją, że bez Wschodu Polska jest tylko przedmurzem.
Twarda, potrzebna, wyzbyta złudzeń. Czytać – i wreszcie wdrożyć.
Wydawnictwo Prześwity
Ocena recenzenta: 5/6
Marcin Cybulski
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prześwity. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.