Paweł Wakuła, Krzyżacy. Rycerze i zbóje
Paweł Wakuła znowu to zrobił! Ta książka pokazuje zakon krzyżacki jako żywą, groźną, świetnie zorganizowaną machinę, która zaczęła od szpitala dla pielgrzymów, a skończyła na wielkiej polityce, przemocy, zamkach, wojnach i upadku własnego państwa.
Opowiada o tym Albrecht Hohenzollern, ostatni wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach. Człowiek, który w tej wersji historii ma w sobie sporo autoironii, sporo bezczelności i całkiem zdrową świadomość, że jego zakon zapisał się w dziejach nie tylko białym płaszczem, ale też brudnymi rękami.
Już na początku narrator zapowiada historię ludzi walecznych, zdyscyplinowanych i świetnie zorganizowanych, a zarazem chciwych, podstępnych, okrutnych i bezwzględnych. Fantastyczny początek książki dla dzieci!
Ta książka ma tempo. Rusza spod Akki, gdzie w czasie oblężenia powstaje szpital dla krzyżowców, potem prowadzi przez przemianę bractwa w zakon rycerski, nieudaną przygodę w Transylwanii, sprowadzenie na Mazowsze przez Konrada Mazowieckiego, podbój Prus, budowę państwa zakonnego, wojny z Litwą i Polską, Płowce, Grunwald, Związek Pruski, wojnę trzynastoletnią, Albrechta, reformację, sekularyzację i Hołd Pruski. Pełna trasa, bez wygodnego zatrzymania się na Grunwaldzie, gdzie w polskiej pamięci Krzyżacy najczęściej dostają łomot i znikają.
Narrator z krzyżem na płaszczu i ironią pod językiem
Pomysł z Albrechtem jako narratorem jest największą siłą książki. Dziecko nie dostaje głosu z podręcznika, który recytuje daty z miną człowieka zamkniętego w archiwum od wielu miesięcy. Dostaje przewodnika. Stronniczego, zabawnego, miejscami złośliwego, ale bardzo skutecznego.
Albrecht mówi o Krzyżakach od środka. Dzięki temu może pokazać ich spryt, organizację, wojskową dyscyplinę, talent do budowania struktur i zarabiania pieniędzy. Może też bez specjalnego lukru przyznać, że zakon fałszował dokumenty, podbijał, zastraszał, brał zakładników, palił osady i zamieniał religijne hasła w polityczne narzędzie.
Ta książka pokazuje dzieciom Krzyżaków, ale we wspaniały sposób. Taki, którego dzieci nie znają ze szkoły. Biały płaszcz z czarnym krzyżem nie przykrywa przemocy, pychy ani politycznych sztuczek. A jednak opowieść płynie lekko, bo autor rozumie, że dzieci nie potrzebują historii uproszczonej, tylko dobrze opowiedzianej.
Historia jako domino
Najważniejsze w tej książce nie są same daty, choć tych oczywiście nie brakuje. Najważniejszy jest mechanizm. Autor pokazuje, jak jedna decyzja uruchamia kolejne. Krzyżacy powstają przy szpitalu w Ziemi Świętej. Rosną w siłę. Próbują urządzić się w Transylwanii. Węgierski król wyrzuca ich, gdy zaczynają zachowywać się jak właściciele cudzej ziemi. Potem pojawia się Konrad Mazowiecki, który ma problem z Prusami i zaprasza zakon na swoje pogranicze. A zakon robi dokładnie to, co potrafi najlepiej: buduje, przejmuje, organizuje i rozpycha się, aż problem Konrada zmienia się w problem całego regionu.
To jest bardzo dobra lekcja historii dla dzieci. Pokazuje, jak działa władza, interes, strach, krótkowzroczność i polityczna naiwność. Tak opowiadana historia ma sens, bo dziecko zaczyna rozumieć zależności, a nie tylko zbiera daty.
Dzieci zapamiętają obrazy, nie definicje
Książka najmocniej pracuje obrazem. Siedmiu Krzyżaków siedzących na drzewie nad Wisłą. Brudne płaszcze, mokry brzeg, komary i pierwszy „zamek” w koronie dębu. Gdanisko jako zamkowa toaleta w wieży. Krzyżacka poczta z szybkimi końmi. Turnieje, uczty, piernik toruński, bracia służebni wykonujący najcięższą robotę. Kucharz Jordan z chochlą podczas buntu w Toruniu. Malbork, który przestaje być tylko wielkim zamkiem z wycieczki szkolnej, a staje się centrum administracji, wojny, pieniędzy i polityki.
Takie sceny robią dokładnie to, czego powinna dokonywać dobra książka historyczna dla dzieci: przyklejają wiedzę do wyobraźni. Dziecko może nie zapamiętać od razu wszystkich komturów, bajliwatów i pruskich plemion. Zapamięta drzewo, chochlę, dwa miecze, zamkowy kibelek i Krzyżaków, którzy niby przyszli pomagać, a bardzo szybko zaczęli urządzać się jak u siebie.
Nie ma głaskania po główce
Język jest swobodny, momentami mocno żartobliwy, czasem wręcz zaczepny. Pojawiają się współczesne porównania, bezpośrednie zwroty do czytelnika, dopowiedzenia i anegdotyczne skróty. Taki ton może zdenerwować kogoś, kto uważa, że historia powinna stać na baczność i mówić wyłącznie pełnymi zdaniami z przypisem. Tylko że dzieci zwykle nie zakochują się w historii od przypisu. Zakochują się od sceny.
I tu scen jest dużo. Co ważne, humor nie unieważnia przemocy. Autor pisze lekko, ale nie robi z podboju Prus sympatycznej wycieczki terenowej. Wprost pokazuje palenie osad, zatruwanie studni, branie zakładników, przymusową chrystianizację i trzymanie poddanych w ryzach.
Krzyżacy jako firma od wojny, wiary i zarządzania
Bardzo dobrze wypada fragment o organizacji zakonu. Krzyżacy nie zostają pokazani wyłącznie jako rycerze w białych płaszczach. Widać całą machinę: rycerzy, kapelanów, półbraci, braci służebnych, konfratrów, siostry, wielkiego mistrza, komturów, szafarzy, skarbników, pisarzy, browarników, piekarzy, stajennych, budowniczych i ludzi od codziennych obowiązków.
Średniowiecze przestaje wyglądać jak niekończący się turniej z mieczami. Państwo zakonne miało administrację, logistykę, pieniądze, komunikację, produkcję, magazyny i szpitale. Dzieci dostają więc coś więcej niż efektowną dekorację. Dostają mechanizm działania potęgi. A przy okazji widzą, że za każdym rycerzem na koniu stał ktoś, kto piekł chleb, naprawiał broń, nosił wodę i sprzątał gdanisko.
Płowce, propaganda i rachunek za Gdańsk
Świetnie wypada również część o konflikcie z Łokietkiem (a co tam, napiszę wprost: każdy fragment, któregokolwiek by nie wziąć, wypada świetnie). Autor pokazuje sprawę Pomorza Gdańskiego w sposób jasny i bardzo dziecięco czytelny: Gdańsk zagrożony przez Brandenburczyków, prośba o krzyżacką pomoc, wyparcie napastników, rzeź mieszkańców i absurdalny rachunek za „usługi”. Ta scena pokazuje Krzyżaków nie jako rycerską legendę, ale jako bezwzględnych graczy.
Dalej pojawia się propaganda. Zakon rozsyła po Europie opowieści o Łokietku stojącym po stronie pogan i potrafi wygrać wojnę psychologiczną, zanim dojdzie do poważnych działań zbrojnych. To jeden z najciekawszych momentów książki, bo można z niego zrobić bardzo współczesną rozmowę z dzieckiem: kto opowiada historię, komu zależy na danej wersji i dlaczego fake newsy wcale nie urodziły się razem z Internetem!
Grunwald bez pomnika
Jest upał, czekanie, Jagiełło przeciągający rozpoczęcie bitwy, dwa miecze, krzyżackie armaty, które wypadają raczej blado, oraz starcie wielkich armii. Autor pokazuje bitwę jako chaos, decyzje, emocje i przełomy.
Dobrze, że książka nie kończy się na zwycięstwie pod Grunwaldem. To częsty grzech opowieści o Krzyżakach. Tutaj po Grunwaldzie przychodzą kolejne konflikty, wojna głodowa, narastające niezadowolenie miast, Związek Pruski, bunt, wojna trzynastoletnia i utrata Malborka. Dziecko widzi, że historia nie działa jak kreskówka z jednym finałem. Zakon przegrywa prestiż, pieniądze, zaufanie i kontrolę stopniowo.
Kiedy miasta mówią: dość
Jednym z ciekawszych fragmentów końcowej części książki jest opowieść o Związku Pruskim i buncie miast. Autor pokazuje, że państwo krzyżackie zaczęło pękać także od środka. Gdańsk, Toruń, Chełmno, Grudziądz i inne miasta nie są tu realną siłą polityczną. Po latach ciężarów, konfliktów i kryzysów poddani zakonu zaczynają szukać ochrony swoich praw oraz przywilejów.
Scena toruńskiego buntu z kucharzem Jordanem jest świetna! Łączy humor z symbolicznym sensem (chochla jako sygnał do ataku, a jednak pod spodem mamy poważną rzecz: koniec krzyżackiej obecności w pierwszym toruńskim zamku, rozbiórkę twierdzy i miasta, które same zaczynają pisać własną historię).
Albrecht, czyli finał bez bitewnego konfetti
Końcówka jest bardzo mocna właśnie dlatego, że nie robi z historii prostego ciągu zwycięstw i porażek na polu bitwy. Albrecht Hohenzollern próbuje grać ostro: odmawia obowiązków wobec polskiego króla, wysuwa żądania wobec Polski, wikła się w wojnę z Zygmuntem Starym. Potem świat wokół niego zmienia się za sprawą reformacji. Albrecht przechodzi na luteranizm, sekularyzuje państwo zakonne i w 1525 roku składa Hołd Pruski.
To dobre domknięcie pokazuje dzieciom, że koniec potęgi nie zawsze wygląda jak wielka bitwa z fanfarami. Czasem przychodzi przez polityczną kalkulację, religijną zmianę, brak siły na kolejną wojnę i konieczność pogodzenia się z rzeczywistością. Zakon jako państwo w Prusach przestaje istnieć, choć sam zakon trwa dalej w innej formule: religijnej, edukacyjnej i charytatywnej.
Największa wartość książki leży w połączeniu lekkości i uczciwości. Autor nie traktuje dzieci jak osób, którym trzeba mówić wyłącznie miłe rzeczy. Pokazuje przemoc, manipulację, polityczny cynizm i religijną propagandę. Równocześnie prowadzi tekst tak, żeby młody czytelnik nie ugrzązł w ciężarze tematu.
Zamiast ogólników mamy sceny, rekwizyty, miejsca, konflikty i postacie. Akka, Transylwania, Stary Toruń, Prusy, Malbork, Gdańsk, Płowce, Grunwald, Toruń, Kraków. Historia ma geografię, ruch i konsekwencje.
Autor rozumie, że dzieci lubią wiedzieć, jak coś działa. Jak działał zakon? Jak działał zamek? Jak wyglądała codzienność? Dlaczego miasta się zbuntowały? Po co były listy, pieczęcie, propaganda, przywileje i pieniądze? Odpowiedzi padają naturalnie.
Książka jest mocno stylizowana. Narrator komentuje, żartuje i opowiada z bardzo wyraźnej perspektywy. Dla dzieci to atut, dla dorosłego znak, że warto potraktować lekturę także jako rozmowę o narracji. Kto mówi? Jak mówi? Co podkreśla? Gdzie ironizuje? Gdzie przyznaje się do winy? Takie pytania mogą wyciągnąć z tej książki jeszcze więcej. To świetny tytuł jako pretekst do poruszenia tak wielu tematów z dzieckiem.
To wspaniała książka dla dzieci, które lubią historię, ale niekoniecznie kochają podręczniki; dla młodych czytelników zainteresowanych zamkami, rycerzami, dawnymi miastami, wielkimi bitwami i politycznymi awanturami.
Dla rodziców i nauczycieli także. Zwłaszcza jeśli chcą pokazać, że Krzyżacy to nie tylko Grunwald i dwa miecze. To historia organizacji, która potrafiła łączyć religię, wojnę, administrację, gospodarkę i propagandę w jedną bardzo skuteczną machinę.
To bardzo udana książka historyczna dla dzieci. Żywa, konkretna, dowcipna i uczciwa wobec ciemnych stron opowiadanej historii. Autor nie robi z Krzyżaków sympatycznej drużyny w białych płaszczach, ale też nie rysuje ich grubą kreską jako potworów z legendy. Pokazuje zakon jako sprawną, bezwzględną, religijną, wojskową i polityczną instytucję, która przez kilka stuleci wpływała na losy Polski, Prus, Litwy i całego regionu.
Dobra książka historyczna dla dzieci powinna zostawiać w głowie coś więcej niż jedną datę i obraz rycerza z mieczem. Ta książka zostawia mechanizm. Pokazuje, jak z małego szpitalnego bractwa wyrasta potężne państwo, jak religijne hasła mieszają się z interesem i jak długo trzeba potem sprzątać po podjętych decyzjach.
Wydawnictwo Literatura
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska