Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Polski 7TP – niedoceniony czołg

Polski 7TP – niedoceniony czołg

Przez dziesięciolecia w polskiej historiografii dominowała teza o wyjątkowym zaniedbaniu broni pancernej w armii II Rzeczpospolitej. Prawda, chociaż skomplikowana, była jednak inna. W 1939 roku polskie siły pancerne mając 987 pojazdów pancernych były szóste, siódme co do wielkości na świecie! Podobną liczbę mieli Włosi (ok. 1000 szt.) i Japończycy (1200). Anglicy mieli 1646 czołgów1, razem ok. 2100 pojazdów pancernych. Przodowały trzy kraje: ZSRR (ponad 10 tys. pojazdów), Niemcy (ok. 4300) i Francuzi (ok. 3500, wg innych źródeł nawet 4,2-5,0 tys.2). Uwarunkowania były takie, że walczyć musieliśmy niestety właśnie z Niemcami i Rosjanami.

Zawinić miał ten zły Piłsudski

Totalne zaniedbanie wojsk pancernych w II Rzeczpospolitej to taki sam czarny pijar, jak legenda o naszych ułanach atakujących szablami niemieckie czołgi. Wbrew opiniom z czasów PRL, nasi wojskowi rozumieli potrzebę posiadania odpowiednich sił pancernych. Wystarczy powiedzieć, że skonstruowany w 1917 roku francuski lekki czołg wsparcia piechoty Renault FT-17, już w czerwcu 1919 roku trafił do Polski i to w ilości 120 sztuk. I dlatego, tak na krótko, staliśmy się nawet czwartą potęgą pancerną świata.

Renault FT-17 z upływem lat stawał się przestarzały. Część czołgów udało się sprzedać do Hiszpanii (oficjalnie do Urugwaju) oraz Chin. Jednak w 1939r. na stanie wciąż były 102 czołgi FT-17, z tego 70 w 2. batalionie pancernym w Żurawicy i 32 w dwóch dywizjonach pociągów pancernych (jako drezyny pancerne).

Jednocześnie już w latach 20. XX w. zaczęto szukać następców. Wśród fachowców przeważało  przekonanie, że jedynie czołg średni spełnia polskie wymagania na właściwy wóz bojowy pola walki. Uchwała KSUS z 1925 roku określiła parametry takiego czołgu: ciężar około 12 t, odporność pancerza na przebicie pociskami ppanc kal. 13 mm już od 50 m i odporność pancerza czołowego i bocznego na działanie pocisku kalibru nie mniejszego niż 47 mm do 500 m. Uzbrojenie minimum armata 47 mm, nkm 13 mm plot., km 7,9 mm, radiostacja. Były to wymagania bardzo wyprzedzające poglądy panujące w innych armiach, z dzisiejszej perspektywy można śmiało powiedzieć, że wizjonerskie. Problem w tym, że uchwały nie zrealizowano.

Czołg 7 TP

Czołg 7TP na rekonstrukcji w Tomaszowie Lubelskim
Fot R. Nowosadzki

Czołgi, przynajmniej trochę podobne do polskich wymagań, jako jedyny na świecie produkował brytyjski koncern Vickers. Wojsko Polskie chciało nawet kupić takie wozy na wyposażenie jednego batalionu czołgów, ale do transakcji szybko nie doszło. Zamiast tego armię zasilono partią nowych, półgąsienicowych samochodów pancernych oraz tankietkami Carden-Loyd Mk VI – angielskim hitem eksportowym, który nabyli w dużych ilościach również Rosjanie i Włosi.

Polska zakupiła w roku 1929 tylko 10 sztuk angielskich tankietek. Po to, by stały się bazą do opracowania własnych konstrukcji. Na decyzję o rozbudowie sił pancernych w oparciu właśnie o tankietki wpłynęły głównie czynniki ekonomiczne – wojska pancerne są bardzo kosztowne, a zaczynał się światowy kryzys. Nie bez wpływu była tu też opinia marszałka Piłsudskiego, który w „Rozkazie w sprawie wojsk automobilowych i innych technicznych z 31.08.1929” stwierdził m.in., iż „w stosunku do tanków rozwój techniki idzie w tak różnych kierunkach, że trudno sobie wyrobić pogląd”.

Skoro trudno przewidzieć w jakim kierunku pójdzie rozwój broni pancernej, to w okresie przejściowym lepiej było szkolić kadry na tanim sprzęcie, a takim były tankietki. Decyzję bardzo szybko wprowadzono w życie. Prace projektowe nad polską wersją tankietki Carden-Loyd zaczęły się zaraz po zakupie. Prototypy TK-1, TK-2 powstały już w maju 1931r. Kolejny – TK-3 został  zbudowany przez zakłady Ursus, a 14 lipca przyjęto go na uzbrojenie Wojska Polskiego! Rodzime przeróbki sprawiły, że był dużo lepszy od protoplasty – komfort jazdy był nieporównywalnie większy, wzrósł zasięg i prędkość w terenie, a zastosowanie górnego pancerza znacznie poprawiało bezpieczeństwo załogi. Do 1933r. powstało około 300 egzemplarzy TK-3, zamawianych w partiach po 100 sztuk. W 1934 roku ruszyła seryjna produkcja kolejnej wersji polskiej tankietki. TKS został skonstruowany w Biurze Studiów PZInż przez zespół pod kierunkiem inż. Edwarda Habicha. Główną zmianą była modernizacja kształtu przedniej części kadłuba i wymiana silnika na polski, nieco mocniejszy oraz dodanie polskiego rewelacyjnego wynalazku – obrotowego peryskopu3 dla dowódcy. Wyprodukowano łącznie też prawie 300 egzemplarzy.

W historiografii, zwłaszcza tej z okresu PRL, przyjęło się uważać budowę polskich tankietek za ślepy tor rozwoju broni pancernej w Polsce międzywojennej, a same tankietki za całkowicie odstające od konstrukcji naszych przeciwników, a zwłaszcza III Rzeszy. Rzekomo miał to być wynik niechęci marszałka Piłsudskiego do broni technicznych. Pomijając fakt, że Rosjanie wyprodukowali swojej modyfikacji angielskiej tankietki aż 3328 sztuk i że wiele tankietek powstało we Włoszech, zwykłe porównanie parametrów naszego TKS z niemieckim Pz.Kpfw I, wcale źle o polskich tankietkach nie świadczy. A przecież Pz I był czołgiem we wrześniu 1939 roku najliczniej reprezentowanym w niemieckich jednostkach pancernych!

Niemiecki czołg rozpoznawczy miał dwa karabiny maszynowe 7,92 mm, silnik o mocy 100 KM (73,6 kW) i pancerz 6-13 mm. Po drodze mógł się poruszać z prędkością 40 a w terenie 18 km/godz, osiągając zasięg 140 km po drodze i 100 km w terenie. Nasz TKS miał jeden karabin maszynowy, słabszy, bo 45 konny silnik (33,1 kW), ale osiągał takie same prędkości. a zasięg po drodze miał nawet o 20 km większy! Było to możliwe dzięki mniejszym wymiarom oraz nieznacznie słabszemu opancerzeniu grubości 4-10 mm. Tankietki mając bardzo niską sylwetkę były za to trudne do zauważenia i trafienia. TK-3 i TKS były więc w właściwie równorzędnym przeciwnikiem dla Pz.Kpfw. I.

Partnerzy



Przewiń do góry